W tym artykule przyjrzymy się zależnościom pomiędzy częstotliwością rzutów za dwa i za trzy poszczególnych drużyn, oraz odniesiemy je do średniej ligowej. Wielu kibiców uważa, że liga pod względem dystrybucji rzutów inside/outside jest niezbalansowana (czyli za dużo rzucania z obwodu). Mamy tu jednak zespoły które o wiele częściej niż inne wybierają pewne opcje. Brak takiego balansu często używany jest jako zarzut. A więc, czy dobra drużyna w nowoczesnej koszykówce koniecznie musi być ponadprzeciętnie dobra i w polu trzech sekund, i na obwodzie? Czy wyważenie tych dwóch składników jest kluczem do wygrywania?


Pierwszy wykres który chciałem przedstawić pokazuje średnie liczby rzutów za dwa i za trzy poszczególnych drużyn w przeliczeniu na 100 posiadań, a więc z korektą dotyczącą tempa gry. Oś pozioma to rzuty za dwa, oś pionowa to rzuty za trzy, czerwone przerywane linie oznaczają średnią ligową. Dzielą one obszar wykresu na cztery ćwiartki, większość zespołów znajduje się w pierwszej (lewej-górnej) i trzeciej (prawej-dolnej), co zrozumiałe w przypadku przeliczenia rzutów na określoną liczbę posiadań. Trudno (choć jak widać nie jest niemożliwe) rzucać na 100 posiadań wyraźnie więcej razy i za dwa i za trzy niż średnia ligowa, trudno też oddawać statystycznie mniej niż przeciętna w obu tych przypadkach.

Kilka obserwacji, wynikających z analizy danych, które posłużyły do wygenerowania powyższego wykresu:

  • W lidze mamy cztery zespoły z ekstremalnie zaburzonym balansem: Houston Rockets i Dallas Mavericks przesuwają środek ciężkości na obwód, kosztem gry podkoszowej. San Antonio Spurs i Indiana Pacers przeciwnie. Trzy z tych czterech zespołów mają bilans meczów powyżej 60% w tym momencie.
  • Mamy też dwa kolejny zespoły: Miami Heat i Utah Jazz, które oddają najmniej rzutów w 100 posiadaniach spośród wszystkich zespołów ligi. Obie drużyny grają z dobrą skutecznością, co za tym idzie zbierają bardzo mały procent piłek w ataku, są w górnej połówce jeśli chodzi o straty, a dodatkowo Miami wykonuje bardzo dużą liczbę rzutów wolnych, zabierając niejako sobie rzuty z gry. Oba zespoły rzucają jednak za trzy z przeciętną dla ligi częstotliwością, wykonując bardzo mało rzutów za dwa. W efekcie, proporcje miejsc z których oddawane są rzuty w przypadku tych drużyn są mocno zaburzone. Obie są aktualnie w czwórce swoich konferencji z bilansem blisko 70%.
  • W analogicznej sytuacji do Miami i Utah mamy zespół Oklahoma City Thunder. Są oni trzecią drużyną w lidze najrzadziej kończącą posiadania akcją rzutową. Podobnie jak w przypadku Utah wynika to z faktu dobrej skuteczności z gry i małej liczby zbiórek w ataku. Dla odmiany, statystycznie częściej jednak wybierają grę pod kosz. Efekt – również 60% zwycięstw.
  • Grupa zespołów z zachowanym balansem, tzn. nie odstających od średnich ligowych proporcji, nie jest zbyt duża. Są to Boston Celtics, Philadelphia 76ers, Sacramento Kings, Atlanta Hawks, Cleveland Cavaliers i Detroit Pistons. Pierwsze dwie widzimy w czołówce Konferencji Wschodniej, jednak cztery kolejne oscylują wokół 30-35% wygranych  w sezonie.

Przejdźmy do drugiej części analizy. Dystrybucja rzutów to jeden aspekt, egzekucja w ataku i skuteczność rzutów, szczególnie przy forsowanym w jedną ze stron stylu jest nie mniej ważna.

Zespoły umieszczone w prawej-górnej ćwiartce notują skuteczność lepszą od średniej ligowej zarówno w graniu do środka, jak i na zewnątrz. Nie jest niespodzianką, że większość z nich to zespoły z dodatnim bilansem zwycięstw i porażek. Znajdziemy tam takie które forsują grę za dwa, ale też takie które często rzucają za trzy. Spośród czterech zespołów z ekstremalną dysproporcją rzutów nie znajdziemy tam tylko Houston Rockets, którzy za trzy rzucają ok. 0,7% gorzej niż średnia ligi. Jest to dopiero 22 wynik w NBA, ale należy pamiętać że przy częstotliwości tych rzutów zespół z Houston zdobywa na tych posiadaniach więcej punktów, niż inny który oddaje 10 rzutów za trzy w meczu mniej, ma za to jeden czy dwa procent większą skuteczność.

Z zespołów czołówki właściwie tylko Toronto Raptors są minimalnie mniej skuteczni za dwa niż średnia ligi, jednocześnie będąc w czołówce skuteczności za trzy – w tę stronę jest przesunięta też ich gra, co zobaczyć można na poprzednim wykresie.

Ogólne, choć spłycone wnioski są takie że zespołom generalnie nie przeszkadza oddawanie większej ilości rzutów za trzy kosztem gry pod kosz i vice versa, większość z drużyn preferujących taki styl odnajdziemy w górnych połówkach konferencji. Drugi wniosek, może ważniejszy, jest taki że ekstremalne forsowanie danego stylu gry w ataku nie przeszkadza w osiąganiu dobrych lub bardzo dobrych skuteczności w akcjach mniej preferowanych. Nie można więc jednoznacznie powiedzieć że drużyny grają jednostronnie dlatego że grając w inny sposób są nieefektywne. San Antonio i Indiana są przecież w czołówce skuteczności trójek w lidze. Pytanie postawione na wstępie – „czy idealne wyważenie składników gry w ataku jest kluczem do wygrywania?”, należało by zamienić na pytanie o to, czy proporcje dobrane są w sposób optymalny dla poszczególnych zespołów biorąc pod uwagę ich materiał ludzki i możliwości poszczególnych graczy.

Zapraszam do lektury innych moich artykułów. Wszystkie znajdziecie tutaj.

Analiza NBA: Statystyki gry zespołów w decydujących kwartach

Analiza: Rzuty za 3 w NBA – gdzie leży granica?

NBA Analiza: Jaki wpływ na zawodników ma “Load Management”?

NBA: James Harden mógł rozegrać najlepszy mecz w historii!

Jaki wpływ na wyniki meczów NBA mają rzuty wolne?

Subscribe
Powiadom o
3 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Kato
Kato
5 lutego 2020 13:34

No dobrze należało by teraz spytać jak te drużyny bronią i tu szukać tegorocznego mistrza. A przepraszam teraz się już nie broni zapomniałem.

Karol
Karol
5 lutego 2020 18:54
Odpowiedz  Kato

To nie ta liga. NBA ma swoją odmianę koszykówki.

Kolo
Kolo
6 lutego 2020 17:31
Odpowiedz  Kato

Dobre 🙂