Kilka lub kilkanaście lat temu wśród kibiców NBA dało się usłyszeć pogląd, że pierwsze połowy meczów mają minimalny wpływ na końcowy rezultat spotkań. Dziś często zdarza się, że nawet kilkunastopunktowa przewaga po trzech kwartach nie gwarantuje sukcesu, czyli wygranej. Co roku jesteśmy świadkami wielkich powrotów, niektóre z nich zapisały się na listach rekordów. Tym razem spróbowałem pokazać zależności pomiędzy grą zespołów na przestrzeni pierwszych trzech kwart oraz w ostatniej części gry.


Poniższy wykres pokazuje średni wynik zespołu po trzech kwartach oraz średni wynik punktowy w ostatniej kwarcie. Na osi poziomej mamy wyniki po 36 minutach gry – im logo zespołu bardziej przesunięte jest w prawo, tym lepsze wyniki po trzeciej kwarcie. Analogicznie, zespoły umiejscowione po lewej stronie wykresu na ogół po trzech kwartach są na minusie. Oś pionowa to średni wynik ostatniej kwarty. Zespoły umiejscowione w górnej połówce zazwyczaj je wygrywają, w dolnej przegrywają. Czerwona przerywana linia charakteryzuje sytuację w której gra zespołu z punktu widzenia różnicy punktowej nie odbiega w czwartej kwarcie od tego co prezentuje on podczas wcześniejszych części gry. Zespoły których logotypy są nad czerwoną linią grają w czwartych kwartach lepiej niż w pierwszych trzech, zespoły poniżej tej linii grają w ostatniej części meczu statystycznie gorzej.

Co rzuca nam się w oczy? Poza Bostonem, drużyny które generalnie są na plusie, zarówno w „małych punktach”, jak i w bilansie w konferencjach, grają w czwartych kwartach z mniejszą efektywnością niż w pierwszych trzech, nawet jeśli wciąż są w nich lepsi niż rywale. Oczywiście związane jest to z częstymi przypadkami wysokiego prowadzenia i uruchamiania głębokich rezerw w ostatnich 12 minutach. Oba zespoły z Los Angeles i Milwaukee ten spadek jakości mają jednak stosunkowo niewielki. Każdy kij ma dwa końce, biorąc więc pod uwagę eksperymentalne składy topowych zespołów w starciach z tymi nie najmocniejszymi, różnica punktowa ostatnich kwart takich drużyn jak Golden State Warriors, Cleveland Cavaliers, New York Knicks czy Atlanta Hawks wygląda lepiej niż kwartach 1-3.

Wracając do zespołów które są bliżej czołówki, uwagę zwraca spora dysproporcja wyników Indiany Pacers, a przede wszystkim Toronto Raptors i Dallas Mavericks, porównując to co dzieje się przed i po przerwie pomiędzy trzecią i czwartą kwartą. Taka zależność nie jest chyba wielkim zaskoczeniem – każdy z nas z łatwością może przypomnieć sobie po kilka przypadków wyrównanych meczów tych drużyn i ich zapaści w końcówkach, lub też wysokiego prowadzenia w drugiej połowie i utraty większości lub całej wypracowanej przewagi pod koniec meczu. Zupełnie na minusie w czwartych kwartach są Houston Rockets i Miami Heat. Zespół z Teksasu mimo że notuje w ostatnich częściach gry czwarty najlepszy wynik pod względem zdobywanych punktów (prawie 29 średnio), to jeszcze więcej ich traci. Rockets mają najgorszą defensywę w lidze w czwartych kwartach licząc efektywność rywali (115 punktów na każde 100 posiadań). Skuteczność z gry i za 3 w wykonaniu Houston w czwartych kwartach to odpowiednio 23 i 25 wynik w NBA.

Ze schematu zupełnie wyłamują się dwa zespoły. Brooklyn Nets są na ten moment w czołowej ósemce Wschodu. Biorąc pod uwagę stan meczu po trzech kwartach notują 15 najlepszy wynik w lidze – wyprzedzając np. Memphis i Oklahomę które mają lepszy bilans całościowo. Patrząc jednak tylko na ostatnią odsłonę gry, w czwartych kwartach od zespołu z Brooklynu w całej lidze gorsi są tylko Charlotte. Brooklyn przegrał 10 z 27 spotkań w których po trzech kwartach był  na prowadzeniu lub na tablicy był remis, jednocześnie wygrali tylko trzy z 19 kiedy po trzech kwartach trzeba było gonić wynik, przy czym większość z tych porażek to raptem kilkupunktowa strata przed ostatnimi 12 minutami gry. Na przeciwległym biegunie jest Oklahoma City Thunder. Po pierwsze ich mecze są zazwyczaj bardzo zacięte. Jeśli tzw. „clutch time” (czyli zacięte końcówki) zdefiniujemy jako ostatnie 5 minut gry z maksymalnie pięciopunktową przewagą w którąkolwiek ze stron, okazuje się że zespół z Oklahomy grał takie fragmenty gry w aż 32 ze swoich 49 meczów. Po drugie – Oklahoma przegrała tylko trzy mecze z 19, w których mieli co najmniej remis po trzeciej kwarcie, przy czym te trzy porażki to mecze z przewagami 1, 2 i 6 punktów po trzech kwartach. Kilkunastopunkowej zaliczki jeszcze nie roztrwonili. Z drugą strony, po trzech kwartach przegrywali 29 razy (niebywałe jak na zespół z prawie 60% bilansem), a zdołali wygrać aż 12 takich spotkań. Następne zespoły w lidze mają po kilka takich zwycięstw mniej. W 19 przypadkach meczów z udziałem Oklahomy w tym sezonie po trzech kwartach różnica wynosiła do pięciu punktów, w którąkolwiek ze stron. Bilans takich meczów w wykonaniu OKC to na dziś 13-6 (68,4% – czyli sporo więcej niż mają w sezonie licząc wszystkie spotkania).. Thunder na pewno nie są zaliczani do ścisłej czołówki Zachodu, nie są też w gronie kandydatów do gry w Finale Konferencji, ale jedno jest pewne – to najlepiej rozgrywająca końcówki drużyna bieżącego sezonu. 

Polecam inne moje analizy:

Analiza: Rzuty za 3 w NBA – gdzie leży granica?

NBA Analiza: Jaki wpływ na zawodników ma “Load Management”?

NBA: James Harden mógł rozegrać najlepszy mecz w historii!

Jaki wpływ na wyniki meczów NBA mają rzuty wolne?


Subscribe
Powiadom o
5 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Magic
Magic
30 stycznia 2020 11:42

Ciekawe. Fajna analiza. W Houston to zapewne kwestia Westbrooka i zbyt wąskiej rotacji. W Nets wiadomo, kto wtedy bierze ciężar gry na siebie…:)
OKC wiadomo wlaczaki plus super ławka ze Schroderem na czele i wymęczają wszystkich.

Artur
Artur
30 stycznia 2020 12:40
Odpowiedz  Magic

Nets wygladaja dziwnie. Mam spore obawy czy ta druzyna jest w stanie cokolwiek zwojowac w lidze – nawet po powrocie KD. A Kyrie wadaje sie czescia ich problemu. Bez niego wygladaja znacznie lepiej jako druzyna.

Artur
Artur
30 stycznia 2020 13:22
Odpowiedz  Magic

Kwestia Westbrooka? Chyba nie mówisz tego na podstawie ostatnich meczów, gdzie Hardena w ogóle nie ma na placu i Houston gra 4 na 5

Magic
Magic
30 stycznia 2020 14:22
Odpowiedz  Artur

Westbrook jest mistrzem podejmowania racjonalnych decyzji rzutowych w końcówkach meczy:)

Rudeboy
Rudeboy
30 stycznia 2020 15:52

Jak zawsze ciekawie!