W jednym z najciekawiej zapowiadających się pojedynków tej nocy Memphis Grizzlies pokonali Cleveland Cavaliers, a o zwycięstwie przesądził rzut w ostatnich sekundach meczu. Nieco mniej emocji było w Nowym Orleanie, gdzie Pelicans nie mieli odpowiedzi na świetnie dysponowanych Miami Heat. Zwycięstwo odnieśli również Atlanta Hawks, którzy ograli Dallas Mavericks. Sukces odnieśli także Oklahoma City Thunder, którzy po tygodniach pościgu wskoczyli na miejsce gwarantujące grę w turnieju play-in.

Dallas Mavericks – Atlanta Hawks 122:130

Statystyki

  • Bezpośredni pojedynek Atlanta Hawks i Dallas Mavericks od kilku lat przypomina nam o wymianie z udziałem Luki Doncicia i Trae Younga. Minionej nocy obaj pojawili się na parkiecie, ale to Słoweniec był nieco jaśniejszym punktem swojego zespołu, co ostatecznie nie przełożyło się na wynik.
  • Pierwsza kwarta to ofensywny popis obu ekip, które zdobyły łąznie 77 punktów (37:40). W drugiej tempo gry nieco spadło, ale Jastrzębie przez niemal cały czas utrzymywały skromne prowadzenie (62:65). Po równie wyrównanej trzeciej odsłonie jasne było, że o końcowym rezultacie zadecydują ostatnie minuty.
  • Kluczowy okazał się moment, w którym to zza łuku trafił Dejounte Murray i powiększył wówczas prowadzenie Hawks do czterech „oczek” (120:124). W następnej akcji spudłował Spencer Dinwiddie i choć kolejnej próby nie wykorzystał również Murray, to Mavs raz jeszcze nie stanęli na wysokości zadania. Najpierw za trzy nie trafił Dorian Finney-Smith, a po ofensywnej zbiórce kiepskim wyborem na atak popisał się Reggie Bullock. Chwilę później, na 41 sekund przed ostatnią syreną, za dwa trafił Trae Young, co w dużej mierze przesądziło o losach spotkania.
  • Liderem ofensywy Jastrzębi był tej nocy Dejounte Murray, zdobywca 30 punktów i siedmiu zbiórek. John Collins dołożył 19 „oczek”, z kolei momentami mniej widoczny Trae Young odnotował double-double w postaci 18 punktów i 12 asyst (do tego 3 przechwyty; 5/11 z gry). Wchodzący z ławki rezerwowych Clint Capela dołożył 16 punktów.
  • Po stronie Mavs dwoił się i troił Luka Doncić, który na parkiecie spędził 39 minut i zdobył 30 punktów i osiem asyst, zaliczając po drodze siedem strat. Christian Wood otarł się o podwójną zdobycz z dorobkiem 22 punktów i dziewięciu zbiórek. Spencer Dinwiddie zaaplikował rywalom z kolei 20 „oczek”.

New York Knicks – Washington Wizards 105:116

Statystyki

  • Washington Wizards zrewanżowali się za porażkę sprzed kilku dni przed własną publicznością i tym razem pokonali New York Knicks na ich obiekcie – w legendarnym Madison Square Garden. Pierwsza kwarta sugerowała, że możemy byś świadkami jednostronnego pojedynku (21:35). Świetnie dysponowany był wówczas Kristaps Porzingis, którego z czasem wspierać zaczął Kyle Kuzma.
  • Przed przerwą Knicks zmniejszyli stratę, ale po powrocie na parkiet i serii trafień Kuzmy, Bradleya Beala, Monte Morrisa oraz Daniela Gafforda znów musieli gonić wynik (53:70). Podopiecznym Tima Thibodeau udało się jednak „ukąsić” rywala, dzięki czemu na początku czwartej odsłony po punktach Immanuela Quickleya i Jericho Simsa przyjezdni poprosili o przerwę na żądanie (83:90).
  • Próba powrotu nowojorczyków okazała się ostatecznie nieskuteczna. Dwa kolejne trafienia Kuzmy i jedno dołożone przez Beala ponownie pozwoliły Wizards odskoczyć na 17 „oczek”, tym razem na pięć minut przed końcową syreną. NYK walczyli, wsparcie Quickleyowi próbowali zapewnić RJ Barrett czy Julius Randle, ale przyjezdni nie dali wyrwać sobie zwycięstwa z rąk.
  • Świetne spotkanie rozegrał duet Kyle Kuzma (27 punktów, 13 zbiórek, 7 asyst) – Kristaps Porzingis (22 punkty, 11 zbiórek, 5 asyst, 2 bloki). cenne trafienia na solidnej skuteczności (7/11 z gry) dołożył Bradley Beal (18 pkt). Nie najgorzej wypadli też Monte Morris (13 punktów, 7 zbiórek, 5 asyst) i wchodzący z ławki Deni Avdija (14 punktów, 7 zbiórek).
  • Po stronie Knicks prym wiódł przede wszystkim Jalen Brunson, autor 32 „oczek”. Double-double w postaci 14 punktów i 16 zbiórek dołożył Julius Randle, ale zupełnie nie mógł tej nocy wstrzelić się zza łuku (0/5). RJ Barrett dołożył 21 punktów, Immanuel Quickley 18.

Houston Rockets – Charlotte Hornets 117:122

Statystyki

  • Starcie dwóch ekip z „dna” tabeli, które rozstrzygnęło się w końcówce. Przez większą część czwartej kwarty Houston Rockets musieli gonić wynik po tym, jak Charlotte Hornets odskoczyli. W końcówce „trójki” Jalena Greena i Erica Gordona sprawiły, że na 21 sekund przed końcem gospodarze przegrywali już różnicą tylko trzech „oczek” (116:119).
  • Na linii rzutów wolnych stanął Mason Plumlee, ale wykorzystał tylko jedną z dwóch prób. Rakiety nie wykorzystały jednak tej okazji. Jedno pudło z osobistych przytrafiło się bowiem Greenowi, po czym dwie próby pewnie wykorzystać Bryce McGowens i zapewnił tym samym zwycięstwo Szerszeni.
  • Terry Rozier był tej nocy kluczowym elementem układanki trenera Steve’a Clifforda. Zdobył on 26 punktów i rozdał sześć asyst. Kiepską noc zaliczył LaMelo Ball, który miał ogromne problemy z odnalezieniem drogi do kosza (13 punktów; 4/16 z gry, 2/8 za trzy). Rozgrywający opuścił jednak parkiet w trzeciej kwarcie po tym, jak na jego kostce wylądował P.J. Washington. Ball udał się do szatni i nie wrócił już do gry. Po 17 „oczek” zdobyli natomiast Mason Plumlee (do tego dziewięć zebranych piłek) oraz rezerwowy debiutant Mark Williams.
  • Świetny mecz pomimo porażki rozegrał Jalen Green, autor 41 punktów, pięciu zbiórek i siedmiu asyst (16/24 z gry). Wspierał go Alperen Sengun, który dołożył double-double w postaci 24 punktów i 12 zbiórek.
  • Houston Rockets z bilansem 10-35 pozostają najgorszym zespołem nie tylko Konferencji Zachodniej, ale i całej NBA. Charlotte Hornets zrównali się z kolei zwycięstwami z Detroit Pistons i są obecnie na 14. pozycji Wschodu.

Memphis Grizzlies – Cleveland Cavaliers 115:114

Statystyki

  • Pierwszy w tym sezonie bezpośredni pojedynek dwóch młodych zespołów, które chcą poważnie namieszać w tegorocznych play-offach. Lepiej w mecz weszli Cleveland Cavaliers (4:13), ale chwilę później Memphis Grizzlies zdołali zniwelować stratę i poszli na otwartą wymianę ciosów. Lepszy fragment w drugiej odsłonie, kiedy to serię trafień zaliczyli Brandon Clarke, John Konchar, Desmond Bane, Jaren Jackson Jr. i Ja Morant sprawił, że to Niedźwiedzie schodziły na przerwę z nieznaczną zaliczką (68:61).
  • W trzeciej kwarcie Cavs wrócili do gry, głównie za sprawą punktów dobrze dysponowanego Jarretta Allena, choć dobrze swoje kilka minut na parkiecie wykorzystali też Ricky Rubio czy Lamar Stevens. Trafienie Allena doprowadziło do remisu, z kolei ostatni z wymienionej trójki wyprowadził swój zespół na prowadzenie (89:91).
  • Cavaliers mieli wszystko, by z odpowiednim skupieniem i zaangażowaniem odnieść tej nocy zwycięstwo. Po punktach Evana Mobleya na 1:14 przed końcem prowadzili różnicą trzech „oczek” (111:114). Dwoma trafieniami z linii odpowiedział Morant, po czym goście z Cleveland nie zdobyli już ani jednego punktu. Trzykrotnie ataku nie zdołał wykończyć Darius Garland, z czego aż dwa razy był zablokowany. Na 16 sekund przed końcem czujnością wykazał się z kolei Steven Adams, który dobił rzut Moranta i tym samym zapewnił swojej drużynie zwycięstwo.
  • Ataki Grizzlies napędzali tej nocy przede wszystkim Ja Morant (24 punkty, 8 zbiórek) oraz Desmond Bane (25 punktów; 5/8 za trzy). Zwycięstwo nie byłoby jednak możliwe bez wkładu m.in. Jarena Jacksona Jr’a. (15 punktów, 7 zbiórek), Stevena Adamsa (13 punktów, 10 zbiórek) czy wchodzącego z ławki Santiego Aldamy (16 pkt).
  • Po stronie Cavs double-double popisał się Darius Garland, który pomimo nieudanej końcówki zdobył 24 punkty i rozdał aż 14 asyst (5/11 za trzy). Caris LeVert dołożył 23 „oczka”, a podwójną zdobyczą popisał się także Evan Mobley (18 punktów, 15 zbiórek).

New Orleans Pelicans – Miami Heat 98:124

Statystyki

  • Jednostronny pojedynek, w którym jedna z ekip nie miała zbyt wiele do powiedzenia. Miami Heat od pierwszej kwarty byli zespołem dominującym, korzystając z nieobecności Brandona Ingrama i Ziona Williamsona. Świetnie dysponowany był Bam Adebayo, który do przerwy miał na koncie 15 punktów. Nieco mniej, bo 12 dołożył Tyler Herro, z kolei trzy „trójki” na swoim koncie zapisał Gabe Vincent. Goście schodzili na przerwę z przewagą 21 „oczek” (50:71).
  • Po przerwie obraz gry się nie zmienił. Heat wygrali dwie kolejne odsłony, podczas gdy New Orelans Pelicans mieli sporo problemów z odpowiednim wykreowaniem ataku i ze skutecznością zza łuku. Przyjezdni bez problemu dowieźli komfortową przewagę do ostatniej syreny.
  • Bam Adebayo (26 punktów, 8 zbiórek) był jednym z fundamentalnych punktów Miami tej nocy, ale aż siedmiu zawodników Heat zakończyło mecz z dwucyfrowym dorobkiem punktowym. Najwięcej, z wyjątkiem środkowego, zdobyli Jimmy Butler (18 punktów, 7 asyst), Gabe Vincent (16 pkt), Max Strus (16 punktów, 10 asyst) i Tyler Herro (14 pkt; 0/7 za trzy).
  • Po stronie Pelicans ciężar zdobywania punktów wzięli na swoje barki przede wszystkim CJ McCollum (21 punktów; 5/9 za trzy) i Jonas Valanciunas (18 punktów, 10 zbiórek), ale wyraźnie brakowało im tej nocy wsparcia. Skuteczności odnaleźć nie mogli m.in. Naji Marshall (12 pkt; 4/13 z gry) czy Trey Murphy III (5 pkt; 2/9 z gry).

Oklahoma City Thunder – Indiana Pacers 126:106

Statystyki

  • Pogoń za play-offami w wykonaniu Oklahoma City Thunder trwa w najlepsze. Minionej nocy podopieczni Marka Daigneaulta odnieśli czwarte z rzędu zwycięstwo (choć po drodze mierzyli się m.in. z Nets, Bulls i Sixers) i na ten moment zajmują 9. miejsce w tabeli Konferencji Zachodniej, które premiowane jest grą w turnieju play-in.
  • Od początku świetnie dysponowany był Shai Gilgeous-Alexander, który regularnie gościł na linii rzutów wolnych. Skuteczności nie brakowało również jego partnerom, dzięki czemu Grzmoty szybko odskoczyły na 16 punktów. Kluczowa była jednak trzecia odsłona meczu, w której gracze OKC zaaplikowali rywalom aż 42 „oczka”. W pewnym momencie gospodarze prowadzili różnicą 29 punktów i nie mieli problemów, by dowieźć komfortową przewagę do ostatniej syreny.
  • Dobry mecz rozegrał Shai Gilgeous-Alexander, który do 23 punktów, sześciu asyst i trzech przechwytów dołożył imponujący wskaźnik +/- na poziomie +38. Double-double odnotowali Josh Giddey (16 punktów, 11 asyst), Luguentz Dort (22 punkty, 11 zbiórek; +32) oraz Kenrich Williams (12 punktów, 10 asyst). Na wyróżnienie zapracowali też Isaiah Joe (23 pkt; 7/12 za trzy) oraz Jalen Williams (11 punktów, 6 zbiórek, 6 asyst, 4 przechwyty).
  • Po stronie Indiana Pacers aż sześciu zawdodników zakończyło mecz z dwucyfrowym dorobkiem punktowym, ale tylko jeden z nch przekroczył barierę 13 „oczek”. Był to debiutant Andrew Nembhard, autor 18 punktów i siedmiu asyst. Po 13 dołożyli Bennedict Mathurin i Trevelin Queen.

Utah Jazz – Los Angles Clippers 126:103

Statystyki

  • Utah Jazz wygrali każdą z czterech odsłon i zasłużenie ograli Los Angeles Clippers. Ekipa z Miasta Aniołów musiała radzić sobie bez Paula George’a, Kawhia Leonarda czy Johna Walla, który łączony jest z wymianą do innego zespołu. Braki kadrowe widoczne były już od pierwszej kwarty, przez co LAC odnoszą dziewiątą porażkę w 11 ostatnich spotkaniach.
  • Świetny występ zaliczył Lauri Markkanen, który przyzwyczaił się już do roli lidera zespołu. Minionej nocy Fin zdobył 34 punkty i 12 zbiórek, trafiając aż sześć z ośmiu prób za trzy. Double-double zdobył również Walker Kessler (13 punktów, 11 zbiórek), z kolei jednej asysty do podwójnej zdobyczy zabrakło Mike’owi Conley’owi (17 punktów, 9 asyst).
  • Po stronie Clippers dwoił się i troił Norman Powell, autor 30 punktów (7/9 za trzy). Skutecznością zza łuku błysnął też Nicolas Batum (3/4; 11 pkt). Double-double w postaci 15 punktów i 12 zbiórek dołożył Ivica Zubac, ale zabrakło im odpowiedniego wsparcia ze strony partnerów. Zawiódł m.in. Terance Mann (2 punkty; 1/5 z gry).
  • Jazzmani w znaczący sposób poprawili swoją sytuację w tabeli. Zwycięstwo pozwoliło im wrócić na 6. miejsce Zachodu. Kto wypadł z czołowej szóstki? Los Angeles Clippers, którzy zajmują obecnie 8. pozycję.

Denver Nuggets – Minnesota Timberwolves 122:118

Statystyki

  • Nikola Jokić dwoił się i troił, by w wyrównanej końcówce przechylić szalę zwycięstwa na stronę Denver Nuggets. Przez długi czas jego zespół musiał gonić wynik, choć Minnesota Timberwolves nie byli w stanie na dobre odskoczyć z wynikiem.
  • Przy 1:30 na zegarze sędziowie dopatrzyli się piątego faulu Nikoli Jokicia. Co ciekawe, w pierwszej kwarcie Michael Malone skorzystał z challenge’u, który był skuteczny. W przeciwnym wypadku byłoby to już szóste przewinienie środkowego. Został on jednak w grze i miał ogromny wpływ na grę swojego zespołu, dzięki czemu Jamal Murray miał możliwość wyprowadzenia Nuggets na prowadzenie przy 55 sekundach do końcowej syreny (120:118).
  • W ostatniej minucie nie brakowało kontrowersji, jednak fakty są takie, że Timberwolves nie wykorzystali żadnej z okazji na zdobycie punktów. Atak na kosz Anthony’ego Edwardsa nie przyniósł trafienia. Później spudłował on zza łuku, podobnie jak chwilę później Naz Reid. W międzyczasie prowadzenie gospodarzy podwyższył Aaron Gordon, co zapewniło im zwycięstwo.
  • Nikola Jokić zaliczył kolejny świetny występ. Tym razem w 31 minut zdobył 31 punktów, 11 zbiórek i 13 asyst, co jest dla niego już 14. triple-double w tym sezonie. Wspierał go przede wszystkim Jamal Murray, autor 28 „oczek”. Cenne trafienia dołożyli także Aaron Gordon (12 pkt) czy wchodzący z ławki Bruce Brown (16 pkt).
  • Po stronie Timberwolves wyróżnili się m.in. Jalen McDaniels (18 pkt), Kyle Anderson (13 punktów, 11 zbiórek, 8 asyst) czy Naz Reid (17 pkt). Zawiedli za to nieco Anthony Edwards (16 punktów, 9 zbiórek; 0/4 za trzy) i D’Angelo Russell (13 punktów, 7 asyst; 3/6 za trzy), którzy pomimo solidnych linijek nie poprowadzili Leśnych Wilków do zwycięstwa.

Los Angeles Lakers – Sacramento Kings 111:116

Statystyki

  • Mecz rozpoczął się od względnie wyrównanej wymiany ciosów, ale w pewnym momencie inicjatywę całkowicie przejęli Los Angeles Lakers. Rzut za rzutem trafiał Russell Westbrook, który przy wsparciu m.in. Wenyena Gabriela czy Kendricka Nunna wyprowadził swój zespół na 13-punktowe prowadzenie (39:26).
  • Wyższy bieg wrzucił De’Aaron Fox, który pozwolił wrócić Sacramento Kings do gry, ale dobrze dysponowany był cały czas LeBron James, dzięki czemu Jeziorowcy utrzymywali skromne prowadzenie. Fox otrzymał jednak odpowiednie wsparcie, którego LBJ’owi zabrakło, przez co do szatni do Kings schodzili ze skromnym prowadzeniem (60:61).
  • Lakers szukali swoich okazji, ale wyjściowa piątka Sacramento była tej nocy świetnie dysponowana. Harrison Barnes dostarczył kilka cennych punktów, aktywny był też Kevin Huerter, przez co przewaga przyjezdnych zaczęła sukcesywnie rosnąć (82:90). Świetny początek czwartej odsłony sprawił jednak, że Lakers wrócili do gry, a trafienie Juana Toscano-Andersona wyprowadziło ich na prowadzenie (101:100).
  • Na 50 sekund przed końcową syreną Lakers przegrywali trzema punktami. Odpowiedzialność na swoje barki wziął wówczas James, ale spudłował po indywidualnej akcji. Po chwili faulowany był Fox, który wykorzystał tylko jedną z dwóch prób, ale dało to Sacramento względny komfort (108:112). Zza łuku na 7 sekund przed końcem trafił jednak Nunn, co przywróciło nadzieje Lakers. W końcówce błąd popełnił jednak Wenyen Gabriel, który stracił piłkę, z kolei Kings wykorzystali wszystkie z czterch ostatnich osobistych i przypieczętowali tym samym swoje zwycięstwo.
  • Prym po stronie Kings wiódł De’Aaron Fox, autor 31 punktów i sześciu asyst. Harrison Barnes dołożył 20 „oczek”. Double-double odnotowali Keegan Murray (10 punktów, 10 zbiórek) oraz Richaun Holmes (16 punktów, 11 zbiórek), z kolei otarł się o nie jedynie Kevin Huerter (18 punktów, 8 asyst).
  • Grę Lakers napędzał standardowo LeBron James, który zakończył mecz z dorobkiem 32 punktów, ośmiu zbiórek i dziewięciu asyst (11/25 z gry, 2/9 za trzy). Żaden z pozostałych zawodników wyjściowej piątki Jeziorowców nie zdobył więcej niż 8 „oczek”. Dobrze wypadli za to Russell Westbrook (19 punktów, 7 zbiórek, 5 asyst), Kendrick Nunn (14 punktów; 4/6 za trzy) czy Max Christie (12 pkt).
  • Bilans Lakers to już 20-25 (13. miejsce Zachodu) i choć mają oni jedynie dwa zwycięstwa mniej od 10. w tabeli Minnesota Timberwolves, to wizja gry w turnieju play-in stale się oddala. Przed Jeziorowcami seria wymagających spotkań z Memphis Grizzlies, Portland Trail Blazers oraz Los Angeles Clippers.