Od wznowienia sezonu po krótkiej przerwie na Mecz Gwiazd NBA minęło już 10 dni, czas więc podsumować statystyczne dokonania zawodników w tym okresie. Ostatnie dni obfitowały szczególnie w mecze z osiągnięciem triple-double – to już ponad 90 takich spotkań w bieżącym sezonie. W nocy czwartku na piątek mogliśmy oglądać aż sześć takich występów jednego wieczora, co nie zdarzyło się nigdy wcześniej w historii NBA.


Podsumowanie zacznę jednak nie od triple-double, a od dwóch najciekawszych występów minionych dni, pod względem zdobyczy punktowych:

  • Na początku tygodnia Damian Lillard zakończył mecz przeciwko Pelicans z 50 punktami i 10 asystami, nie myląc się przy tym w żadnej z 18 prób z linii rzutów wolnych! Był to jego dwunasty mecz w karierze z co najmniej 50 punktami, ma ich od wtorku tyle samo co LeBron James, a więcej razy pięćdziesięciopunktowe mecze zagrali Rick Barry (14), Elgin Baylor (17), James Harden (23), Kobe Bryant (25), Michael Jordan (31) i Wilt Chamberlain (118). Tylko Harden w całej historii NBA ma więcej od Lillarda meczów z minimum 50 punktami i 10 asystami (8). W tym tygodniu Lillard zagrał trzecie takie spotkanie w karierze i ma ich tyle samo co Tiny Archibald oraz Russell Westbrook.
  • Anthony Edwards zaliczając 42 punkty pobił swój rekord (krótkiej) kariery, ale ustanowił też nowy rekord debiutantów tego sezonu, poprzedni (39 punktów) należał do Tyrese’a Maxeya. W ciągu ostatnich 10 lat tylko dwóch rookie zdobywało więcej punktów w jednym meczu – Trae Young w 2019 (49) i Blake Griffin w 2011 (47). 42 punkty Edwardsa to także nowy rekord debiutantów w Minnesocie, dotychczasowy i już nieaktualny to 37 punktów Zacha LaVine’a sprzed 6 lat. Edwards jest też 3 najmłodszych zawodnikiem w historii ligi z meczem co najmniej czterdziestopunktowym, młodsi byli tylko LBJ i Kevin Durant, oraz pierwszym nastolatkiem w historii który rzucił 100 punktów na przestrzeni trzech spotkań (34, 29 i 42 pomiędzy 14 i 18 marca) – poprzedni rekord to 97 Carmelo Anthonego.

Przechodząc do osiągnięć triple-double:

  • LeBron James zaliczył taki mecz po raz 98 i 99 w karierze. Warto odnotować, że w historii NBA było tylko 9 takich występów zawodników grających 18 (lub późniejszy) sezon kariery, pięć z nich należy do LBJ, pozostałe to Kobe Bryant dwukrotnie, oraz Tim Duncan i Karl Malone z jednym takim meczem. Dodatkowo, w ostatnich dniach LBJ zrównał się, a potem wyprzedził Wilta Chamberlaina pod względem meczów triple-double po 30 urodzinach, czołówka takiej klasyfikacji wygląda zatem tak: LBJ 62, Wilt Chamberlain 61, Jason Kidd 58, Russell Westbrook 53.
  • Przy okazji – od tego tygodnia LeBron jest najstarszym zawodnikiem w historii NBA, który zagrał dwa mecze triple-double z rzędu (ba, nawet dzień po dniu). Dotychczasowo wśród graczy którzy skończyli 36 lat, najkrótsza przerwa pomiędzy dwoma meczami triple-double to równy miesiąc Kobego Bryanta w listopadzie i grudniu 2014.
  • Zostając jeszcze przy Jamesie, w sobotę zdołał on zagrać tylko 11 min, ale udało się „uratować” ciągłość serii meczów z dwucyfrową zdobyczą punktową – przedwcześnie zakończony mecz był 1036 z rzędu z co najmniej 10 punktami LeBrona, seria trwa od stycznia 2007. Oczywiście jest ona najdłuższą w historii (Michael Jordan dociągnął do 866 spotkań). Skoro już poruszyłem temat kontuzji, ESPN podaje że zespoły LeBrona mają bilans 34-69 (31.1%) kiedy LBJ pauzuje.
  • Swoje mecze z triple-double zaliczyli też Russell Westbrook (159 w karierze, drugie miejsce w historii i co raz bliżej Oscara Robertsona), James Harden – 57 meczów triple-double w karierze (8 miejsce), Nikola Jokic – 51 meczów triple double w karierze (9 miejsce), czy Domantas Sabonis, który od jakiegoś czasu jest pod tym względem liderem organizacji Pacers. Z 10 meczami triple-double wyprzedza on Detlefa Schrempfa (6 spotkań), a ostatnio pobił też rekord Lance’a Stephensona, notując szósty mecz z trzema podwójnymi zdobyczami w ramach jednego sezonu w Indianie.
  • W ciągu ostatnich dni dwa mecze z triple-double zaliczył również Draymond Green (po raz 26 i 27  w karierze). Warto zauważyć że Green przegrał tylko jeden taki mecz w karierze (z Knicks w 2019), a jego bilans kiedy osiąga triple-double to 26-1, najlepszy w historii wśród graczy którzy zagrali co najmniej 10 takich meczów.
  • Kończąc wątek o triple-double, należy też docenić Juliusa Randle, który zaliczył ostatnio drugi i trzeci taki mecz w karierze. Jest dopiero siódmym graczem w Nowym Jorku, który zanotował dla nich co najmniej trzy takie występy (a pierwszym od czasu Marka Jacksona w końcówce lat osiemdziesiątych), oraz piątym graczem Knicks, który dokonał tego w jednym sezonie. Poprzednim graczem Knicks z trzema meczami triple-double w jednym rozgrywkach był Micheal Ray Richardson równo 40 lat temu. 

Świat statystyk NBA nie kończy się na meczach triple-double, dlatego warto wyróżnić jeszcze co najmniej trzech graczy za inne osiągnięcia w ostatnich dniach:

  • Rudy Gobert notując w zeszły weekend 20 punktów i aż 28 zbiórek pobił nie tylko rekord kariery pod względem liczby zebranych z tablicy piłek (miewał po 25 w 2017 i 2019), ale też rekord tego sezonu w NBA – poprzedni to Clint Capela i 26 zbiórek. Co ważniejsze, Gobert zdezaktualizował 44-letni rekord organizacji JazzTruck Robinson miał w 1977 dwa razy po 27 zbiórek w odstępie 3 tygodni, jeszcze w czasach kiedy Jazz grali w Nowym Orleanie. Francuz po przerwie na Mecz Gwiazd w pięciu meczach nie zszedł poniżej 12 zebranych piłek, a jego średnia w tym okresie to aż 16.4 zbiórek na mecz.
  • TJ McConnell pojawia się w moim zestawieniu nie pierwszy raz. W piątek, będąc jak zazwyczaj rezerwowym, uzbierał 16 punktów i 15 asyst. Przez 13 lat nie było w NBA rezerwowego gracza ze statystykami na poziomie co najmniej 15 punktów i asyst, ostatnimi takimi byli Chris Duhon w 2008, Chucky Atkins w 2007 i Brevin Knight w 2005. W historii NBA było w sumie tylko 12 takich linijek rezerwowych. Dodając zbiórki McConnella z piątkowego meczu: 16 punktów, 6 zbiórek i 15 asyst osiągnął w historii zaledwie jeden gracz z ławki – Darwin Cook w roku 1981 kiedy zaliczył linijkę 18/6/15.
  • Joe Ingles w swoim przedostatnim meczu rzucając 34 punkty ustanowił rekord kariery, a 8 celnych rzutów trzypunktowych jest wyrównaniem rekordu Utah Jazz. Tyle samo trafiali w barwach Utah Jordan Clarkson (w obecnych rozgrywkach), Bojan Bogdanović, Rodney Hood, Randy Foye i Jeff Hornacek. Po przerwie na Mecz Gwiazd, Ingles notuje doskonałe 62% skuteczności rzutów trzypunktowych, a jego wskaźnik w sezonie podniósł się do 49.0% i jest drugim najwyższym w lidze – lepszy jest tylko Tony Snell. Ingles rzuca do tego aż 66% za 2, co skutkuje efektywną skutecznością (wskaźnik eFG% uwzględniający większą wagę rzutu za trzy niż za dwa) na poziomie 71.3%, najlepszą w lidze i jedną z najlepszych w historii NBA. Dotąd mieliśmy tylko trzy nazwiska i pięć przypadków, gdy zawodnik skończył sezon przekraczając 70% skuteczności efektywnej – trzykrotnie DeAndre Jordan (2015, 2016 i 2017), Wilt Chamberlain w 1973, oraz Mitchell Robinson w poprzednim sezonie, który jest rekordzistą w historii pod tym względem (74.2%). 

Na koniec nieco spojrzenia na wyniki drużynowe:

  • Toronto Raptors przegrali już siedem razy rzędu – to najdłuższa ich seria porażek od 9 lat (od sezonu 2011-12). W trakcie dużo dłuższej „czarnej serii” są Houston Rockets – przegrali już 19 spotkań z rzędu. W historii NBA było tylko 12 dłuższych serii porażek. Ostatnia z nich (jednocześnie najdłuższa) to Filadelfia z roku 2015 – 28 porażek z rzędu.
  • Dla odmiany Atlanta Hawks wygrali w sobotę po raz 8 z rzędu, to najdłuższa ich seria zwycięstw od sezonu 2014-15. Trwa ona od momentu kiedy zespół przejął Nate McMillan. Osiem zwycięstw z rzędu po objęciu drużyny w trakcie rozgrywek to trzecia najdłuższa taka seria trenerów w historii: Lawrence Frank w Nets w 2004 miał 13-0 po tym jak awansował z asystenta na głównego trenera, podobnie Kurt Rambis w 1999 w Lakers wygrał 9 razy z rzędu, kiedy objął drużynę w trakcie sezonu 1999-00.
  • Los Angeles Clippers rzucili po raz drugi w tym sezonie co najmniej 20 rzutów wolnych bez pomyłki – 23/23 w sobotę i 25/25 w styczniu. W całym sezonie Clippers trafiają aż 84.3% rzutów wolnych, najwięcej w lidze w tym sezonie (tylko Portland są względnie blisko – 83.5%), ale też najwięcej w historii NBA. Dotychczasowy najlepszy sezon w NBA pod względem skuteczności z linii mieli Phoenix Suns w poprzednich rozgrywkach (83.4%), którzy z kolei poprawili liczący 30 lat rekord Celtów z roku 1990 (83.2%).

Na podsumowanie ciekawostek statystycznych z nachodzących dni, zapraszam za tydzień!

Więcej moich artykułów znajdziecie tutaj.





ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here