Luka Doncić zaprosił cały skład Los Angeles Lakers do Lublany na kilkudniowe zgrupowanie. Drogą słoweńskiej gwiazdy postanowił pójść Victor Wembanyama. Lider klubu z Teksasu ściągnął do Paryża zawodników i trenerów San Antonio Spurs.
To nie są oczywiście wakacje w zwykłym tego słowa znaczeniu. Luka Doncić chce jak najszybciej zbudować relacje w Los Angeles Lakers, którzy po odejściu LeBrona Jamesa mają być jego drużyną. Z kolei Victor Wembanyama po przegranych finałach NBA chce, by San Antonio Spurs wrócili do pracy jeszcze przed oficjalnym obozem przygotowawczym.
Dwaj najwięksi europejscy liderzy Konferencji Zachodniej NBA nie czekają na wrzesień i spotkanie w Los Angeles czy San Antonio. Zabierają kolegów tam, gdzie sami czują się najlepiej.
Najpierw Luka zaprosił Lakers do Słowenii
Według informacji Dave’a McMenamina z ESPN, Luka Doncić zaprosił cały skład Lakers do Słowenii na kilkudniowy mini-camp. Zespół będzie wspólnie trenować i spędzać czas razem, by lepiej poznać się przed nowym sezonem.
Koszykarze Lakers mieli już mniejsze spotkanie podczas Summer League w Las Vegas. Wyjazd do Lublany ma być jednak większy, bo weźmie w nim udział cały zespół.
To ważny sygnał ze strony Doncicia. Nie musi organizować takiego wyjazdu, gdyż nie jest to część obowiązkowego obozu przygotowawczego. 27-latek może jednak zrobić coś, czego nie da się załatwić na jednym treningu: skrócić dystans, szczególnie między nowymi zawodnikami, którzy za kilka tygodni będą musieli razem funkcjonować pod ogromną presją.
W Los Angeles wszyscy wiedzą, że Luka przejmuje teraz rolę najważniejszej postaci organizacji. Zaproszenie kolegów do rodzinnego miasta jest prostym, ale czytelnym gestem. To jego drużyna, więc chce zacząć budować ją po swojemu.
Spurs polecieli do Wembanyamy
Kilka dni później podobną informację przekazał R.C. Buford, dyrektor generalny Spurs. W rozmowie z francuskim portalem TrashTalk potwierdził, że zawodnicy i trenerzy San Antonio spotkali się z Wembanyamą w Paryżu. –Nasi trenerzy i zawodnicy wspólnie pracować w Paryżu. Przyjechali do Victora, ale nie z całym zespołem – powiedział Buford.
To trochę inna skala niż w przypadku Lakers. Do Francji nie poleciał cały skład Spurs, a kilkuosobowa grupa zawodników i trenerów.
Spurs przegrali finały NBA z New York Knicks w pięciu meczach. Szczególnie bolesny był czwarty mecz serii, w którym koszykarze San Antonio roztrwonili 29-punktowe prowadzenie. Takie porażki nie znikają po kilku tygodniach wakacji. Zostają w głowie zawodników i mogą stać się albo ciężarem, albo paliwem do dalszej pracy.
Spotkanie w Paryżu nie oznacza to, że kilka treningów w Paryżu rozwiąże problemy Spurs. Nie powstanie tam cała taktyka na następne play-offy. Nie da się też w kilka dni nauczyć drużyny reagowania na presję finałów NBA. Można za to zacząć od podstaw: wspólnego rytmu, rozmów, treningów i budowania relacji z nowymi ludźmi w szatni.
Tobias Harris ma wejść do gotowej drużyny
Jednym z najważniejszych letnich ruchów Spurs było podpisanie dwuletniej umowy z Tobiasem Harrisem, wartej 31 mln dolarów. Doświadczony skrzydłowy trafia do zespołu, który ma już ustaloną hierarchię i wyraźnego lidera. Dla takich zawodników wcześniejsze spotkanie z drużyną ma wartość. Harris nie musi od razu znać każdej zagrywki Mitcha Johnsona. Dobrze jednak, jeśli we wrześniu nie będzie zaczynał od przedstawiania się kolegom i szukania swojego miejsca w grupie.
To właśnie może dać paryskie zgrupowanie. Nie spektakularną zmianę na parkiecie, ale kilka tygodni przewagi nad zespołami, które zobaczą się dopiero na początku obozu przygotowawczego.
Wembanyama ma 22 lata, niedawno podpisał ze Spurs pięcioletnie przedłużenie umowy warte 252 mln dolarów i jest już bezdyskusyjną twarzą klubu. Po sezonie, w którym zdobywał średnio 25 pkt, 11,5 zbiórki i 3,1 asysty, został też Obrońcą Roku oraz zajął trzecie miejsce w głosowaniu na MVP. Francuz nie musi nikomu udowadniać, że jest najlepszym zawodnikiem Spurs. Teraz zaczyna pokazywać coś innego: że chce brać odpowiedzialność również poza meczami.
Europa jako część budowania drużyny
Liderzy NBA od dawna organizują letnie zgrupowania. LeBron James przez lata spotykał się z kolegami w Las Vegas. Wielu zawodników zaprasza najbliższych partnerów z drużyny na wspólne treningi jeszcze przed startem sezonu. Doncić i Wembanyama robią to jednak inaczej. Nie wybierają neutralnego terenu w Stanach Zjednoczonych. Zapraszają kolegów do swoich miast i swoich krajów.
Dla Doncicia Lublana jest miejscem, z którego ruszył do Realu Madryt, a potem do NBA. Dla Wembanyamy Paryż i Francja są częścią jego codzienności także wtedy, gdy na co dzień jest największą gwiazdą San Antonio.
To nie jest tylko sympatyczny element wakacyjnego kalendarza. Zawodnik, który zaprasza zespół do siebie, otwiera przed nim kawałek własnego świata. Łatwiej wtedy przestać być grupą ludzi z kontraktami w jednej organizacji.
Luka Doncić już wykonał ten ruch. Victor Wembanyama idzie podobną drogą. A że dzieje się to w Lublanie i Paryżu, gdzie Europa dostała tego lata coś więcej niż kolejne mecze pokazowe NBA.









