Playoffs trwają w najlepsze, ale większość drużyn zakończyła już zmagania w tym sezonie. Dla klubowych władz, jest to odpowiedni moment by przemyśleć co poszło nie tak i jak powinien wyglądać skład na nadchodzące rozgrywki. Tych siedmiu graczy może w lato zmienić pracodawcę.

Jerami Grant (Detroit Pistons)

Transfer tego gracza nikogo nie powinien zaskoczyć, bo mówi się o nim od dłuższego czasu. Jerami Grant opuszczał Denver Nuggets z opinią solidnego po obu stronach parkietu gracza zadaniowego, będącego świetnym wsparciem dla liderów drużyny. Grant chciał jednak udowodnić, że stać go na więcej i jako wolny agent związał się trzyletnim kontraktem opiewającym na kwotę 60 milionów dolarów z Detroit Pistons.

W pierwszym roku gry w barwach „tłoków” średnia zdobywanych przez Granta punktów podskoczyła z 12 do 22,3 na mecz. Skrzydłowy rzeczywiście pokazał, że może być wiodącym zawodnikiem zespołu z najlepszej koszykarskiej ligi świata. Problem jednak w tym, że Pistons nie stali się wyraźnie lepsi, wciąż będąc drużyną z nizin NBA.

Po dwóch latach spędzonych w Detroit prawdopodobieństwo, że Grant zostanie wymieniony, jest bardzo duże. Pistons są drużyną w przebudowie, która stawia na młodych graczy i będą chcieli dostać w zamian za skrzydłowego młody talent lub wybór w drafcie. Chętnych nie brakuje, bo Grant to idealne uzupełnienie składu dla wielu drużyn, które aspirują do walki o mistrzostwo.

Christian Wood (Houston Rockets)

Christian Wood jest niewątpliwie bardzo utalentowanym graczem. Środkowy Houston Rockets słynie ze świetnego rzutu dystansowego, zwłaszcza jak na wysokiego (1,9 trójki na mecz w tym sezonie). Z drugiej strony, 26-latek jest raczej leniwy w defensywie i nie sprawdza się jako pierwsza opcja do zdobywania punktów.

Wood trafił Houston w sezonie 2020-21, gdy w klubie z Teksasu grał jeszcze James Harden. Wtedy wyglądało to na dobry transfer. Podkoszowy miał stworzyć z Hardenem groźny duet w akcjach dwójkowych oraz grozić rzutem dystansu, rozciągając obronę przeciwnika. Hardena jednak nie ma w Houston od dłuższego czasu, a Rockets zdecydowali się na totalną przebudowę, otwierając nowy rozdział w historii klubu. Stawia to przyszłość Wooda, pod dużym znakiem zapytania.

Trzon zespołu stanowi teraz młodzi, niedoświadczeni koszykarze z Jalenem Greenem i Kevinem Porterem Jr. na czele a Wood w tej układance wydaję się zbędny. Tym bardziej, że w ubiegłorocznym drafcie Rockets wybrali Alperena Senguna, czyli środkowego o dużym potencjale. Można założyć, że w przyszłym sezonie klubowe władze będą chciały całkowicie postawić na turka.

John Wall (Houston Rockets)

Innym zawodnikiem Rockets, który również najprawdopodobniej zmieni klubowe barwy, jest John Wall. Ostatni raz Wall grał w koszykówkę 23 kwietnia 2021 roku. Wynikające z eksplozywnego stylu gry kontuzje spowodowały gwałtowną obniżkę formy tego gracza. Jeszcze nie tak dawno jeden z najlepszych rozgrywających ligi, ma obecnie (zasłużenie) łatkę „upadłej” gwiazdy NBA.

Klub z Houston, nie jest aktualnie zainteresowany „reanimowaniem” karier podstarzałych gwiazd. Z tego powodu odejście Walla, to rzecz raczej oczywista. Pytanie, w jaki sposób to nastąpi i gdzie ten zawodnik trafi.

Jeśli Rockets nie znajdą za Walla satysfakcjonującej ich wymiany, to mogą zdecydować się na wykupienie kontraktu i 31-latek trafi na rynek wolnych agentów. Wówczas na pewno znajdzie się kilka zespołów, skłonnych dać mu szansę za relatywnie niewielkie pieniądze. Oczywiście pozostaje jeszcze kwestia finansowych oczekiwań Walla, które mogą być wygórowane, ale tak czy inaczej chętnych na usługi rozgrywającego nie powinno zabraknąć. Zawodnikiem tym, mogą być zainteresowani np. Los Angeles Lakers, jeśli tylko uda im się pozbyć Russella Westbrooka i jego kontraktu.

Malcolm Brogdon (Indiana Pacers)

Malcolm Brogdon spędził w Indiana Pacers trzy sezony, które patrząc pod kątem indywidualnych statystyk, były jego najlepszymi w karierze. Nie jest to jednak gracz wielkiego formatu i lider będący w stanie poprowadzić Pacers do walk choćby do walki o playoffs. W obecnym zestawieniu personalnym klub z Indianapolis ligi nie zwojuje. Potrzebne są radykalne zmiany, a Brogdon może być pierwszy w kolejce do wymiany.

Jest to wielce prawdopodobny scenariusz, także dlatego, że w trakcie sezonu Pacers udało się pozyskać Tyrese’a Haliburtona. Młody obwodowy ma potencjał na gracza dużego formatu ale potrzeba nieco zmienić otaczający go skład. Brogdon, który w dalszym ciągu jest solidnym zawodnikiem, może okazać się dla wielu klubów ciekawym wyborem.

W Amerykańskich mediach pojawiły się przewidywania (m.in. na bleacherreport.com), że chętna na pozyskanie 29-latka może być Atlanta Hawks. W zamian Pacers otrzymaliby Johna Collinsa. Są to jedynie transferowe plotki, ale może faktycznie jest parę zespołów, które zaproponują w zamian za Brogdona jakiś ciekawy pakiet. Dla Pacers byłoby to dobre rozwiązanie.

John Collins (Atlanta Hawks)

Jak umiejętnie przemodelować drużynę wokół Trae Younga? To pytanie zadają teraz sobie włodarze Atlanta Hawks. Hawks, czyli finaliści konferencji z poprzedniego sezonu mają za sobą bardzo rozczarowujący sezon. Drużyna z Atlanty z trudem awansowała do playoffs i została odprawiona przez Miami Heat, już w pierwszej rundzie. Z tego powodu w Atlancie zanosi się na przewietrzenie szatni, a kandydatem do transferu jest John Collins.

Collins ma za sobą najgorszy sezon od rozgrywek debiutanckich. Spadła mu średnia zdobywanych punktów (16,2 punktu na mecz to jego drugi najgorszy wynik w karierze) oraz skuteczność z gry i w rzutach za trzy.

O transferze tego gracza mówiło się już w trakcie sezonu. Zainteresowani mieli myć m.in. Dallas Mavericks, którzy szukają wsparcia dla Luki Doncicia. Trudno przewidzieć gdzie ostatecznie wyląduje 24-letni koszykarz, ale zainteresowanych powinno być wiele zespołów. To wciąż młody, atletyczny i nowoczesny podkoszowy.

Collins jest graczem idealnie wpasowującym się we współczesną koszykówkę, opierając swoją grę na dynamicznych atakach strefy podkoszowej i rzutach za trzy. Widać w nim potencjał, więc jego wartość transferowa może być naprawdę duża. Hawks natomiast, są zdeterminowani, by coś zmienić. Idealnym wariantem byłoby znalezienie drugiej gwiazdy, co będzie jednak trudnym zadaniem.

Russell Westbrook (Los Angeles Lakers)

Ściągnięcie do Los Angeles Lakers Russella Westbrooka wydawało się dziwnym pomysłem od samego początku. Uwielbiający grę na piłce i kiepsko rzucający z dystansu Westbrook nie jest idealnym partnerem do gry dla Lebrona Jamesa. Wszyscy wiemy, jak to się skończyło. Westbrook nie wniósł wiele do tej drużyny, a sezon zespołu z „Miasta Aniołów” należy uznać za kompletną porażkę. Miał być „superteam” który poprowadzi Lakers do finałów, a dostaliśmy grupkę walczących z kontuzjami i nietworzących drużyny weteranów.

Westbrook miał w tym sezonie trzecią najniższą średnią zdobywanych punktów w karierze (18,5) i ogólnie w coraz mniejszym stopniu przypomina tego znakomitego, niesamowicie energicznego koszykarza, który zdobywał tytuł MVP ligi w barwach Oklahoma City Thunder. To wciąż jednak duże nazwisko, które może wzbudzić zainteresowanie wielu drużyn (zwłaszcza tych zdesperowanych). Dyrekcja Lakers powinna ten fakt wykorzystać.

Starzejący się Lebron wiecznie grał nie będzie, a do zdobycia kolejnego mistrzostwa potrzebuje wsparcia. Trzeba pamiętać, że wysoki kontrakt Westbrooka (47 milionów dolarów) nie daje dużego pola manewru przy podpisywaniu wolnych agentów. Wymiana rozgrywającego jest zatem dla klubu z Los Angeles priorytetem. Możliwości jest kilka, a jeden z prawdopodobnych wariantów to wymiana z New York Knicks, do czego za chwilę dojdziemy.

Julius Randle (New York Knicks)

Na koniec drugie największe rozczarowanie tego sezonu (tuż za Lakers). Po zaskakująco dobrych rozgrywkach 2020-21, w serca fanów New York Knicks wlało się sporo optymizmu. Przewidywano, że zespół z Juliusem Randle jako liderem ma przed sobą ciekawą przyszłość, wystarczy dodać do składu nieco więcej ofensywnej jakości. Kierując się takimi przesłankami, postanowiono ściągnąć nowych koszykarzy. Do klubu zawitali Kemba Walker i Evan Fournier, co jak wiemy, niczego dobrego nie przyniosło.

Nie dość, że Nowojorczycy nie poprawili się w ataku, to znacznemu pogorszeniu uległa defensywa. W zeszłym sezonie Knicks zajęli czwarte miejsce na wschodzie, a teraz nie załapali się nawet na turniej Play-in. To doskonale obrazuje skalę upadku drużyny z „Wielkiego Jabłka”. Na domiar złego, duży regres zaliczył także Julius Randle. Rok temu Randle grał najlepszą koszykówkę w karierze. Po raz pierwszy został wybrany do Meczu Gwiazd i był prawdziwym liderem nowojorskiej ekipy.

W tym sezonie natomiast 27-latek pogorszył się w każdym aspekcie gry i wygląda na to, że jego przygoda z Knickerbockers powoli dobiega końca. Trudno bowiem, oprzeć przyszłość drużyny na graczu, który nie potrafi ustabilizować formy. Ten projekt nie wypalił i trzeba poszukać innych rozwiązań. Randle to typ gracza, który lepiej się sprawdzi jako drugi najważniejszy zawodnik w zespole, a nie twarz całej organizacji, więc w odpowiednim otoczeniu może się jeszcze odbudować i wrócić do formy. Rozstanie z Knicks, może zatem okazać się dla niego najkorzystniejszym rozwiązaniem.

Ciekawe jakie oczekiwania ma zarząd drużyny z Nowego Jorku. Czy dobicie interesu z Lakers (wymiana Randle’a na Westbrooka) rzeczywiście wchodzi w grę? Oba kluby pozbyłyby się wtedy niechcianych zawodników, choć Knicks raczej by tą wymianę przegrali. Wysoka umowa Westbrooka i stosunkowo niski Randle’a (26,1 milona dolarów) oznacza, że Knicks musieli by kogoś dołożyć (Fournier, Derrick Rose czy Alec Burks) by to się mogło udać.

Oddawanie kilku zawodników za jednego, przepłaconego rozgrywającego, który najlepsze lata ma już za sobą, to nie jest sytuacja „win-win”. Mówimy jednak o klubie z dużego rynku, który chciałby mieć w składzie kogoś rozpoznawalnego oraz przyciągającego uwagę mediów i kibiców. Możliwe zatem, że do tego dojdzie, choć od strony czysto sportowej ten transfer nie ma dla nich większego sensu.

Jak zwykle, zapowiada się na intensywny offseason z wieloma przetasowaniami w składach. Zobaczymy na jakie ruchy zdecydują się poszczególne drużyny, ale na pewno będzie ciekawie.

W czwartek 12 maja odbędzie się kolejny Podcast PROBASKET LIVE. Jeśli nie widziałeś poprzedniego odcinka, możesz nadrobić go tutaj:








1 KOMENTARZ

  1. Randle ze średnich 24/10/6 zjechał na 20/10/5, rzeczywiście potężny zjazd i cała wina za cienizm NYK to jego wina 😉 nie, to wina Tibbsa że beznadziejnie rotował składem, nie umie prowadzić młodych a jego pomysły ofensywne są z poprzedniej epoki, czas na zmianę trenera i zrobienie z Randle’a 2 opcji a nie zrzucanie wszystkiego na jego barki

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj