San Francisco staje przed obliczem końca pewnej ery. Po dwunastu sezonach i zdobyciu czterech tytułów mistrzowskich, partnerstwo Steve’a Kerra z Golden State Warriors znalazło się w martwym punkcie. Choć w poniedziałek obie strony zasiadły do konwersacji, dwugodzinne spotkanie trenera z właścicielem, Joe Lacobem, oraz dyrektorem generalnym, Mikiem Dunleavym Jr-em, nie przyniosło rozstrzygnięcia. Mimo że rozmowy określono jako produktywne, w kuluarach Chase Center coraz głośniej wybrzmiewa pytanie: czy to właściwy moment, aby się pożegnać?
Steve Kerr wydaje się być wewnętrznie rozdarty co do swojej dalszej drogi. Sam trener, tuż po wyeliminowaniu zespołu z rozgrywek, z dużą pokorą wypowiadał się o swojej roli i nieuchronności zmian w profesjonalnym sporcie. Jak przyznał wówczas w rozmowie z mediami: – Nie wiem, co przyniesie przyszłość. Trenowanie wciąż sprawia mi frajdę, ale wiem, jak to wygląda. Każda taka robota ma swoją datę ważności. Jest pewien moment, który mija, a potem przychodzi czas na świeżą energię i nowe podejście.
Zarząd Golden State Warriors, mimo ogromnego szacunku do dokonań szkoleniowca, traktuje obecną sytuację jako „decyzję czysto koszykarską”. Kluczowe dla przyszłości klubu jest ustalenie, czy 60-latek jest odpowiednią osobą do poprowadzenia zespołu w fazie potencjalnej przebudowy, czy też jego warsztat najlepiej sprawdza się wyłącznie w roli lidera ekipy walczącej o najwyższe cele. Jak donoszą źródła zbliżone do ligi, Kerr jest postrzegany jako idealny trener dla drużyny zbudowanej wokół Stephena Curry’ego i Draymonda Greena, jednak niekoniecznie jako „nowa twarz” głębokiej rekonstrukcji składu.
Brak natychmiastowej decyzji nie wynika jednak z konfliktu, lecz raczej z chłodnej kalkulacji dotyczącej kalendarza NBA. Zarówno klub, jak i trener, zdają się czekać na 10. maja – dzień loterii draftu. To właśnie wynik tego losowania może zdeterminować, jak głębokie będą zmiany w kadrze Wojowników. Posiadając jedenasty wybór i niewielkie szanse na awans do pierwszej czwórki, włodarze z San Francisco muszą ocenić, jakimi narzędziami dysponują, by wzmocnić skład w coraz bardziej wymagającej Konferencji Zachodniej.
Także współpracownicy Kerra opisują go jako osobę potrzebującą czasu na refleksję. Jeden z informatorów uciął spekulacje krótkim stwierdzeniem: – Jest kwiecień… Nie musimy się spieszyć. Wciąż aktualny trener GSW planuje spędzić najbliższe dni na zaplanowanym wcześniej wyjeździe na golfa, a rozmowy z zarządem mają zostać wznowione w przyszłym tygodniu.
Ewentualne odejście doświadczonego szkoleniowca może wywołać w San Francisco prawdziwe trzęsienie ziemi. Istnieje silne przekonanie, że rewolucja w składzie będzie znacznie bardziej drastyczna, jeśli na ławce trenerskiej zabraknie dotychczasowego lidera. Szczególną uwagę przykuwa sytuacja wspomnianego wcześniej Greena. Choć więź między nim, Currym i ich pryncypałem jest fundamentem tej dynastii, sam Dray w swoim podcaście zdążył już zasugerować, że czuje nadchodzący koniec pewnego etapu.
Również Kerr w wywiadzie dla „The New Yorker” podkreślał, jak skomplikowana jest to sytuacja ze względu na obecność legendarnych graczy: – To naprawdę interesująca sytuacja i podchodzę z ogromnym szacunkiem do organizacji oraz jej miejsca w obecnym świecie. Wiem, jak to działa. Większość okresów pracy trenerskiej trwa po prostu określoną ilość czasu, a potem najlepiej dla wszystkich jest pójść naprzód. Musimy ustalić, czy to jest właśnie ten moment, ponieważ sprawę komplikuje fakt, że wciąż mamy Stepha i Draymonda.
Na ten moment – mimo że pojawiły się już pierwsze doniesienia na temat potencjalnego następcy – Golden State Warriors oficjalnie nie rozpoczęli poszukiwań nowego trenera, co sugeruje, że to Kerr ma w rękach klucze do przyszłości organizacji. Jeśli jednak zdecyduje się odejść, spekuluje się, że może zrobić sobie dłuższą przerwę od pracy w NBA. Bez względu na ostateczny werdykt, najbliższe tygodnie będą decydujące dla kształtu ligi, którą koszykarze z San Francisco dominowali przez ostatnią dekadę.









