NBA i FIBA zakończyły zbieranie ofert na stałe miejsca. Mają listę 12 miast i celują w start ligi w październiku 2027 roku. Wciąż nie znamy jednak ani jednego oficjalnego klubu, właściciela czy dokładnego systemu awansu. To szczególnie ważne również dla polskich drużyn, bo poza stałymi miejscami ma być też sportowa droga awansu do nowych rozgrywek. Zebraliśmy najważniejsze informacje – co już wiemy o NBA Europe oraz spróbujemy odpowiedzieć na pytanie czego jeszcze nie wiemy, a co jest dość ważne.


W ostatnich miesiącach projekt NBA Europe przeszedł z etapu rozmów i badania rynku do wyboru partnerów. NBA chce stworzyć na Starym Kontynencie nowe rozgrywki pod własną marką, ale wspólnie z FIBA. Jednocześnie pojawił się problem, bo będzie to bezpośrednia konkurencja dla Euroligi, która nie zamierza oddać pola bez walki i szykuje własną ekspansję.

Jeśli NBA Europe ma ruszyć w październiku przyszłego roku, to najbliższe miesiące muszą przesądzić nie tylko o tym, kto zagra w nowej lidze, ale w jakim w ogóle kierunku rozwijać się będzie europejska koszykówka.

1. NBA Europe ma ruszyć w październiku 2027 roku

Nie ma jeszcze formalnie zatwierdzonej daty inauguracji rozgrywek, ale komisarz NBA Adam Silver oraz jego zastępca Mark Tatum twierdzą, że wciąż jest to realny termin.

Pod koniec czerwca zakończył się proces składania ofert na stałe miejsca w nowej lidze. W lipcu Silver mówił, że NBA prowadzi rozmowy z wybranymi grupami inwestorów i ma nadzieję zamknąć część umów w kolejnych tygodniach. Do dziś nie ogłoszono jednak oficjalnie żadnego uczestnika.

2. Liga ma liczyć 16 drużyn

Podstawowy model zakłada udział 16 zespołów:

  • 12 stałych miejsc (tak zwanych franczyz),
  • cztery miejsca wymienne co roku – awans poprzez kwalifikacje.

Tu przypomnę i podkreślę. NBA Europe nie będzie europejską dywizją NBA. Nie będzie to też G League, czyli zaplecze NBA.

NBA Europe ma być odrębną ligą dla klubów europejskich. NBA ma wnieść markę, doświadczenie biznesowe, globalny zasięg oraz sposób opakowania produktu medialnego. FIBA ma z kolei pilnować, by projekt był osadzony w systemie europejskiej koszykówki.

Wstępnie rozważany jest sezon normalny ligowy, później play-offy i finały. Nie znamy jednak dokładnej liczby spotkań, formatu play-offów ani ewentualnych zasad transferowych, albo tego czy będzie salary cap (limit płac) i czy pensje zawodników będą jawne jak w USA.

3. Znamy 12 miast. Nie znamy 12 klubów

Docelowe rynki dla stałych klubów to:

  • Wielka Brytania: Londyn i Manchester.
  • Francja: Paryż i Lyon.
  • Hiszpania: Madryt i Barcelona.
  • Włochy: Mediolan i Rzym.
  • Niemcy: Berlin i Monachium.
  • Grecja: Ateny.
  • Turcja: Stambuł.

Na tej liście znalazły się miejsca o ogromnej koszykarskiej tradycji i sile jak Madryt, Barcelona, Ateny czy Stambuł. Są też jednak rynki, które dla NBA mają przede wszystkim olbrzymi potencjał komercyjny, czyli: Londyn, Manchester, Mediolan, Rzym i Paryż. Szczególnie dwa miasta z Wielkiej Brytanii mogą zaskakiwać, bo koszykówka nie jest tam przecież zbyt popularna. NBA uznała jednak, że Anglia to wciąż jest ogromny rynek z dużym potencjałem.

Jeśli spojrzymy na liczbę mieszkańców w poszczególnych miastach, to warto pamiętać, że w takich przypadkach liczy się aglomeracja, bo to ona ma największy potencjał, a nie fakt granic danego miasta. Londyn w ten sposób z 9 mln mieszkańców robi nam się metropolią z 15 miliona. Manchester z małego miasta, gdzie mieszka niespełna 600 tysięcy osób okazuje się aglomeracją blisko trzymilionową.

Tak samo Paryż, który biorąc oficjalne dane ma tylko 2 mln mieszkańców, ale jego aglomeracja to blisko 11 mln. Podobnie jest z Lyonem, którego liczba mieszkańców wynosi zaledwie 519 tys., ale aglomeracja to już 1,7 mln. Ciekawie też wygląda sytuacja Barcelony (1,73 mln, szersza metropolia ok. 5,1 mln), albo Aten gdzie liczba mieszkańców to 643 tys., ale aglomeracja to ponad 3 mln.

Dla porównania w Warszawie jest teoretycznie niespełna dwa miliony mieszkańców, ale aglomeracja to ponad 3 mln. Trójmiasto to około 760 tys., ale szersza aglomeracja obejmuje ponad 1,1 mln. Najlepiej jednak to zagadnienie pokazują amerykańskie miasta. W Nowym Jorku 8,58 mln mieszkańców, ale obszar metropolitalny to 20,11 mln). W Chicago zaledwie 2,73 mln, ale obszar metropolitalny to aż 9,43 mln. Tak samo w Bostonie gdzie jest 673 tys. mieszkańców, ale obszar metropolitalny to 5 mln. Nawet małe miasta na Florydzie mają ogromny potencjał i dlatego mają swoje drużyny NBA. W Orlando mieszka zaledwie 334 tys. osób, ale obszar metropolitalny to prawie 3 mln. Jeszcze większą skalę widać po Miami, gdzie oficjalnie jest niecałe pół miliona mieszkańców, a obszar metropolitalny to 6,39 mln.

Oprócz tego te „małe” miasta, to nie jest przypadek. NBA chce w Europie budować silne lokalne marki. Oczywiście Adam Silver wielokrotnie podkreślał, że ma świadomość tego jak inny jest sposób kibicowania i przywiązania do barw klubowych. NBA chce, żeby klub był częścią tożsamości miasta, wydarzeniem dla rodzin i miejscem, do którego chodzi się regularnie, a nie jedynie areną dla najwierniejszych fanów koszykówki.

Dlatego nowymi partnerami będą zarówno istniejące kluby koszykarskie, ale też wielkie marki piłkarskie, które do tej pory nie miały sekcji koszykarskiej, albo w ogóle całkowicie nowe zespoły („franczyzy” jak to uwielbiają mówić Amerykanie). Wszystkie te scenariusze pozostają otwarte i wydaje się, że NBA spróbuje je połączyć.

Nie dziwmy się tym lokalizacjom. NBA dokładnie wie co robi wybierając właśnie te miasta.

4. Nie ma jeszcze żadnego oficjalnego uczestnika

W mediach pojawiają się oczywiście nazwy klubów takie jak Real Madryt, FC Barcelona, Fenerbahce, Bayern Monachium, ALBA Berlin. To są jednak wciąż tylko informacje o zainteresowaniu, o rozmowach lub o złożonych ofertach. NBA nie ogłosiła jeszcze żadnego „zwycięzcy”.

Nie wiemy, które miasta dostaną całkowicie nowe drużyny, a które zostaną reprezentowane przez kluby już funkcjonujące w Europie. Nie znamy właścicieli, nazw, hal, herbów, budżetów ani zasad, na jakich kluby miałyby wejść do ligi.

Według informacji z finalnego etapu procesu oferty złożyło ponad 20 grup inwestorskich. W każdym z dwunastu miast miały pojawić się propozycje warte co najmniej 500 mln dolarów, a w najatrakcyjniejszych rynkach, przede wszystkim w Londynie, padały kwoty przekraczające 1 mld dolarów.

To pokazuje jak wysoko będzie mierzyć NBA Europe – jaki to ma mieć rozmach! Wysokie wyceny sprawią, że nowe kluby będą musiały od początku działać jak duże przedsiębiorstwa sportowo-medialne, a nie tylko ambitne drużyny koszykarskie.

5. Euroliga pozostaje największym problemem

Najważniejsza niewiadoma nie dotyczy dziś Londynu czy Rzymu, ale dotyczy Euroligi, która jest prywatną, niezależną od FIBA ligą, w której grają najlepsze europejskie kluby.

Adam Silver mówił już kilka razy, że jego celem byłaby konsolidacja europejskiej koszykówki, a nie stworzenie dwóch rywalizujących światów. Taki układ byłby najlepszy dla klubów, kibiców, sponsorów i zawodników. Trudno jest spodziewać się, że Euroliga tak po prostu pozwoli NBA Europe przejąć ich najlepsze kluby. Przecież to mogłoby oznaczać w dłuższej perspektywie rozpad Euroligi, a na pewno oznaczałoby zmianę hierarchii i utratę prestiżu.

Trudno też zrozumieć do jakiego porozumienia czy kompromisu mogłoby dojść między Euroligą, a NBA Europe. Za chwilę będą to dwie prywatne ligi, które będą ze sobą konkurować.

Dyrektor generalny Euroligi Chus Bueno stwierdził, że współpraca musi być korzystna dla obu stron. Tylko jakby to miało wyglądać?

Jeśli takiej umowy nie będzie, Euroliga jest gotowa konkurować z NBA Europe. Tyle, że szybko może się okazać, że najlepsze kluby przejdą z Euroligi do NBA Europe i legendarna liga stanie się z automatu „tą drugą” w Europie. Do tego dojdzie fakt, że NBA współpracuje z FIBA, więc zaraz pomoże przekonać pozostałe kluby z rozpadającej się Euroligi, że lepiej będzie grać na zapleczu NBA Europe i walczyć tam o awans.

Euroliga oczywiście trzyma się na razie mocno. Chce rozszerzyć rozgrywki z 20 do 24 drużyn od sezonu 2027/28, czyli dokładnie wtedy, gdy NBA Europe ma rozpocząć działalność. Ich plan zakłada 21 stałych klubów i trzy z awansu.

Tylko czy to nie będzie za późno?

Pamiętajcie oczywiście, że to wszystko to są nasze domysły i spekulacje. Nie wieszczymy końca Euroligi, ale widzimy poważne zagrożenie dla jej dalszego funkcjonowania, bo jest to liga prywatna, a pieniądze przyniesione przez NBA i zainwestowane w NBA Europe będą wielokrotnie większe.

Nie jest wykluczony scenariusz, że nowa liga powstanie dzięki współpracy NBA i Euroligi. NBA da globalną markę, technologię i kapitał, a Euroliga kluby, historię oraz bazę kibiców. Druga możliwość to rywalizacja tych dwóch podmiotów. W europejską koszykówkę wpompowane zostanie jeszcze więcej pieniędzy, ale ryzykiem będzie przesyt na rynku i niezdrowa rywalizacja o uwagę kibiców, o zawodników i sponsorów.

Dla fanów Euroligi mam złą wiadomość. Jeśli NBA Europe przekona chociaż kilka legendarnych klubów do tego, aby przeszły do NBA Europe, to kapitał jaki zostanie zainwestowany w nową ligę może szybko przyćmić każdą inną ligę. Za NBA będzie stała też FIBA, która przecież nie lubi się z Euroligą i może chętnie pomóc w przejęciu władzy nad europejskimi rozgrywkami klubowymi.

6. NBA chce inwestować nie tylko w drużyny

Ten projekt nie dotyczy wyłącznie stworzenia ligi. NBA oraz FIBA zapowiadają wsparcie dla lig krajowych, akademii klubowych, szkolenia trenerów i sędziów oraz rozwoju infrastruktury. To bardzo ważne, bo w niektórych miastach, które miałyby posiadać kluby nowej ligi problemem nie jest tylko brak kibiców, ale też brak odpowiedniej hali, stabilnego i działającego już klubu, albo silnego systemu szkolenia. Silver przyznawał, że w niektórych miejscach potrzebne będą nowe obiekty, a inwestorzy muszą patrzeć na NBA Europe długoterminowo.

NBA dostrzega w Europie ogromny potencjał. Liga podaje, że koszykówka ma na kontynencie ponad 270 mln fanów, a na otwarcie sezonu 2025/26 w składach drużyn NBA znalazło się aż 71 Europejczyków. Amazon Prime Video odnotował też wzrost oglądalności spotkań NBA w Europie o 129% rok do roku.

To tłumaczy, dlaczego liga nie chce zatrzymać się na pojedynczych meczach w Paryżu, Londynie czy Berlinie. Nie da się na ten moment stworzyć europejskiej dywizji NBA. Logistyka jest nie do przeskoczenia. Celem jest więc stała obecność w Europie poprzez nową ligę pod szyldem NBA.

7. Ale zawodnicy NBA chcą udziału w przychodach

W ostatnich tygodniach pojawił się również wątek, którego wcześniej praktycznie nie było. Dyrektor wykonawczy związku zawodników NBPA David Kelly publicznie stwierdził, że gracze NBA mają „poważny problem” z tym, że NBA Europe ma korzystać z marki i kapitału zbudowanego przez obecnych oraz byłych zawodników, ale nie dzielić się z nimi przychodami.

Według Kelly’ego dochody z europejskiej ligi powinny zostać zaliczone do basketball-related income, czyli do puli przychodów, z której zawodnicy NBA otrzymują swój udział. Nie domaga się identycznego podziału jak w obecnej lidze, ale oczekuje „uczciwej” części.

To nie powinno opóźnić startu rozgrywek w 2027 roku, bo obecna umowa NBA i NBPA, która nazywa się „układem zbiorowym”, czyli CBA, obowiązuje do 2030 roku. Jedna ze stron może go jednak wypowiedzieć już w 2028 roku i wtedy mógłby powstać problem podziału przychodów, czy bardziej udziału w zyskach z ligi NBA Europe. Z drugiej strony jeśli liga europejska zostanie zbudowana na zasadach obowiązujących na Starym Kontynencie, to gracze NBA nie mają raczej na co liczyć.

W Europie kontrakty nie są jawne, a zawodnicy nie mogą liczyć na dodatkową pensję jako procent udziału w zyskach ligi. Niektóre przepisy, zasady czy reguły będzie trudno przełożyć na grunt europejski, dlatego może się okazać, że dyskusja na ten temat zakończy się równie szybko, co się rozpoczęła.

8. Czy polska drużyna będzie mogła awansować do NBA Europe?

Tak, ale na razie tylko w teorii i na pewno nie automatycznie. NBA i FIBA oficjalnie zapowiedziały, że każdy klub występujący w europejskiej lidze krajowej działającej w strukturach FIBA ma mieć coroczną, opartą na wynikach sportowych drogę do NBA Europe. Dotyczy to więc również klubów z Polski.

Jedna ze ścieżek ma prowadzić przez Basketball Champions League, czyli Ligę Mistrzów FIBA. Drugą może być osobny turniej kwalifikacyjny po sezonie. W praktyce najbardziej logiczny scenariusz dla polskiego klubu wyglądałby tak: dobry wynik w PLK, następnie walka o miejsce w BCL, a później rywalizacja o jeden z czterech corocznych biletów do NBA Europe. To oczywiście nie oznacza, że mistrz Polski otrzyma bezpośrednią kwalifikację.

Nie wiemy natomiast:

  • Czy zwycięzca PLK dostanie miejsce w turnieju kwalifikacyjnym?
  • Ile miejsc przypadnie klubom z BCL?
  • Czy droga przez BCL będzie jedyną realną możliwością?
  • Jakie wymogi dotyczące hali, budżetu i licencji będą musiały spełnić kluby?
  • Czy awans da prawo gry tylko przez jeden sezon?

Cztery miejsca kwalifikacyjne na całą Europę to bardzo mało i na pewno będą niezwykle trudne do zdobycia. Dla polskiego klubu sama możliwość walki mogłaby być sporym wydarzeniem.

Brak Warszawy i innego polskiego miasta na liście 12 stałych rynków oznacza, że Polska nie będzie miała klubu na stałe w nowej lidze. Nie zamyka to jednak sportowej ścieżki dla klubów z PLK. Te szczegóły pozostają jedną z najważniejszych rzeczy, które NBA i FIBA muszą jeszcze ogłosić.

Czego nadal nie wiemy?

Najważniejsze pytania, które pozostają bez odpowiedzi:

  • Kto otrzyma 12 stałych miejsc?
  • Które obecne europejskie kluby wejdą do nowej ligi?
  • Gdzie powstaną zupełnie nowe drużyny?
  • W których miastach powstaną nowe hale?
  • Czy NBA dogada się z Euroligą?
  • Jak dokładnie będzie działał system kwalifikacji?
  • Jaka będzie ścieżka dla mistrza Polski?
  • Ile meczów rozegra każda drużyna?
  • Jak będzie wyglądał kalendarz lig krajowych i reprezentacji?
  • Jakie będą zasady transferowe, czy płace będą jawne i czy będzie limit płac (salary cap)?
  • Kto pokaże mecze w telewizji oraz w streamingu?
  • Czy spotkania NBA Europe będą częścią tej samej oferty cyfrowej co NBA?

Wygląda na to, że NBA Europe naprawdę powstanie. Być może w pierwszym roku rozgrywki nie będą tak spektakularne jak byśmy tego oczekiwali. Część klubów nie będzie miała nowych hal, a liga będzie musiała nauczyć się wdrażać pewne elementy organizacyjne, marketingowe i PR’owe. Na pewno też będzie trzeba nauczyć i przyzwyczaić kibiców do tego typu rozgrywek. W takich sytuacjach jednak pieniądze robią cuda i szybko może się okazać, że jeśli ogromna kasa będzie inwestowana w NBA Europe od początku, to nowa liga szybko stanie się popularna, zyska uznanie i będą chcieli w niej grać najlepsi.

Uważasz, że ten artykuł był ciekawy? Poleć go znajomym! Dziękujemy!

Więcej moich tekstów znajdziesz tutaj. Jestem też na Twitterze oraz Instagramie.

Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!

Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie? Kliknij tutaj i dołącz do obserwowania go, by nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA! A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam, zapraszamy!

Szukasz ciekawych artykułów? Polecamy też te:

Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.
  • Oryginalne perfumy i kosmetyki z dużymi rabatami znajdziesz w sklepie FLACONI.PL



  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    3 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany