Jeremy Sochan znów zaprezentował się z dobrej strony i zakończył mecz z dorobkiem 16 punktów, choć jego San Antonio Spurs musieli uznać wyższość Los Angeles Clippers. Wielki mecz rozegrał Kyrie Irving, który zaaplikował Utah Jazz aż 48 „oczek”, co jest dla niego rekordem tego sezonu. Rozgrywający poprowadził swój zespół do zwycięstwa pod nieobecność Kevina Duanta i przerwał tym samym niechlubną serię porażek Nets. Dallas Mavericks nie mieli większych problemów z pokonaniem Miami Heat. W Cleveland lepsi od Cavaliers okazali się Golden State Warriors, choć Wojownicy musieli grać bez czterech podstawowych zawodników. Świetną końcówką popisali się zawodnicy Los Angeles Lakers, którzy przez długi czas musieli gonić wynik, ale ostatecznie pokonali faworyzowanych Memphis Grizzlies.

Orlando Magic – New Orleans Pelicans 123:110

Statystyki

  • Faworytem tego pojedynku byli New Orleans Pelicans, ale minionej nocy ich sympatycy mieli sporo powodów do niezadowolenia. Mecz zaczął się jednak zgodnie z oczekiwaniami. Dobrze dysponowani Jonas Valanciunas i Jaxson Hayes napędzali ofensywę Pels, która szybko objęła wyraźne prowadzenie (8:22).
  • Jeszcze przed drugą kwartę Orlando Magic zdołali zmniejszyć stratę, a po jej rozpoczęciu wyższy bieg wrzucił Franz Wagner. Jego trzy trójki pozwoliły gospodarzom na nawiązanie walki (jedna z nich wyprowadziła ich na prowadzenie 46:44). Na przerwę ekipa z Florydy schodziła ze stratą jedyne czterech „oczek” (56:60).
  • Trzecia kwarta to walka cios za cios. To dopiero ostatnia odsłona przesądziła o losach spotkania. Pelicans mieli wówczas ogromne problemy w trójkach (0/7), co bezpośrednio przełożyło się na ich dyspozycję. Skutecznością błysnęli natomiast Cole Anthony (3/4), Bol Bol (2/3) czy Terence Ross (2/2), co pozwoliło Orlando wygrać tę część 35:19 i ostatecznie również całe spotkanie.
  • Liderem Magic był tej nocy Franz Wagner, który otarł się o double-double (30 punktów, 9 asyst, 6 zbiórek). Świetny występ zaliczył też wchodzący z ławki Cole Anthony, autor 22 „oczek”. Gary Harris dorzucił 15 punktów, z kolei Paolo Banchero odnotował 11 punktów i sześć zbiórek.
  • Po stronie Pelicans pod nieobecność m.in. Brandona Ingrama czy Ziona Williamsona najlepszym punktującym był CJ McCollum (23 punkty, 7 asyst; 2/11 za trzy). Jonas Valanciunas dołożył podwójną zdobycz w postaci 20 punktów i 10 zbiórek. Trey Murphy III zdobył 18 punktów, z kolei Jose Alvarado 17.

Atlanta Hawks – New York Knicks 139:124

Statystyki

  • Atlanta Hawks urządzili sobie tej nocy prawdziwy festiwal strzelecki. W każdej z czterech kwart Jastrzębie zdobywały co najmniej 33 punkty, uwydatniając tym samym słabe punkty defensywy New York Knicks. Co ciekawe, w pierwszej odsłonie to goście z Wielkiego Jabłka okazali się lepsi, sami zdobyli bowiem aż 38 punktów, z czego 11 zaliczył Julius Randle, a po 8 Jalen Brunson i RJ Barrett.
  • Druga odsłona była remisowa, ale po przerwie Hawks zaczęli systematycznie dochodzić do głosu. W trzeciej kwarcie Trae Young zdobył w pojedynkę 14 punktów i to gospodarze przez długi czas utrzymywali się na prowadzeniu (87:74). Knicks doprowadzili ostatecznie do remisu, ale w ostatniej części nie mieli już nic do powiedzenia. Rzut za rzutem trafiali Bogdan Bogdanović, Onyeka Okongwu czy Dejounte Murray i zwycięstwo 37:23 w tej części przesądziło o losach spotkania.
  • Inicjatorami ofensywy Hawks byli przede wszystkim Trae Young (27 punktów, 6 asyst) oraz Dejounte Murray (29 punktów, 12 asyst, 3 przechwyty). Obaj mieli jednak problemy ze skutecznością za trzy, skąd byli łącznie 2/11. De’Andre Hunter dołożył 20 „oczek”, z kolei John Collins otarł się o double-double (17 punktów, 9 zbiórek).
  • Po stronie NYK błyszczał Julius Randle, zdobywca 32 punktów, dziewięciu zbiórek i sześciu asyst. RJ Barrett dołożył 23 „oczka”, z kolei Jalen Brunson bliski był odnotowania podwójnej zdobyczy (19 punktów, 9 asyst).
  • Dla Knicks to już trzecia porażka z rzędu, która kosztowała ich miejsce w czołowej szóstce Konferencji Wschodniej. Tuż za ich plecami są Atlanta Hawks, którzy po wczorajszym meczu tracą do nich już tylko jedno zwycięstwo.

Cleveland Cavaliers – Golden State Warriors 114:120

Statystyki

  • Po kilku latach przerwy pojedynki Cleveland Cavaliers i Golden State Warriors ponownie dostarczają nam nie lada emocji i nie inaczej było poprzedniej nocy, choć w składzie Wojowników zabrakło m.in. Stephena Curry’ego, Klaya Thompsona, Andrew Wigginsa czy Draymonda Greena. Za zdobywanie punktów wzięli się od początku Jordan Poole i JaMychal Green, dzięki czemu Darius Garland i spółka musieli gonić wynik (28:33).
  • Po wyrównanej, zakończonej remisem drugiej odsłonie Warriors ponownie przejęli inicjatywę trzeciej. Tym razem świetnie dysponowany był Donte DiVinenzo, który przy wsparciu Jonathana Kumingi i Ty Jerome’a napędzał ataki gości. Problemy miał wówczas co prawda Jordan Poole, ale był niemal perfekcyjny z linii (5/6). Co ciekawe, Cavs trafiali wówczas ponad 55% prób z gry i za trzy, ale ich strata wzrosła (86:98).
  • W czwartej kwarcie lepsi okazali się zawodnicy Cleveland, a dwa celne osobiste Garlanda na 56 sekund przed syreną zmniejszyły ich stratę do pięciu punktów (112:117). Niemal natychmiast odpowiedział Kevon Looney, jednak chwilę później kolejne dwa rzuty wolne wykorzystał Caris LeVert. Wynik spotkania, również z linii, ustalił ostatecznie DiVincenzo, bo w ostatnich atakach skuteczności zabrakło Garlandowi, który nie wykorzystał trzech rzutów za trzy.
  • Jordan Poole wcięlił się w rolę lidera Warriors i zakończył mecz z dorobkiem 32 punktów (5/12 za trzy). Wspierali go przede wszystkim Ty Jerome (22 punkty, 8 asyst; 9/13 z gry) oraz Donte DiVincenzo (17 punktów, 6 zbiórek, 4 przechwyty).
  • Po drugiej stronie double-double odnotował Darius Garland, autor 31 punktów i 10 asyst (3/11 za trzy). Dobrze dysponowany Caris LeVert dołożył 22 punkty i pięć zbiórek, z kolei Evan Mobley odnotował 17 „oczek” i zebrał siedem piłek.
  • Co ciekawe, było to dopiero szóste zwycięstwo Warriors na wyjeździe w tym sezonie. Podopieczni Steve’a Kerra zajmują obecnie 8. miejsce w tabeli Zachodu (23-23).

Dallas Mavericks – Miami Heat 115:90

Statystyki

  • Względnie jednostronny pojedynek, choć do przerwy losy spotkania nie były jeszcze rozstrzygnięte. Już w pierwszej kwarcie Dallas Mavericks udowodnili co prawda, że są tej nocy w dobrej formie (31:19), głównie za sprawą Luki Doncicia, który zdobył wówczas 11 punktów. Druga kwarta padła jednak łupem Miami Heat, głównie za sprawą Tylera Herro, Bama Adebayo i Victora Oladipo, którzy odnotowali łącznie 25 „oczek” (60:51).
  • O końcowym rezultacie przesądziła w dużej mierze trzecia odsłona. Mavericks zdobyli wówczas 32 punkty, na co Heat zdołali odpowiedzieć jedynie 16. Niemal wszyscy zawodnicy gości mieli wówczas problemy ze skutecznością (Caleb Martin 1/5, Tyler Herro 0/2, Victor Oladipo 1/3, Max Strus 0/3). Dallas odskoczyli wówczas na 25 „oczek” (92:67) i dowieźli tę komfortową przewagę do ostatniej syreny.
  • Kolejny wielki występ zaliczył Luka Doncić, który tym razem zakończył mecz z dorobkiem 34 punktów, 12 zbiórek i siedmiu asyst (5/8 za trzy). Wsparcie dostarczyli mu m.in. Spencer Dinwiddie (19 pkt) czy wchodzący z ławki Reggie Bullock (15 punktów; +33) czy Josh Green (12 pkt).
  • Po stronie Heat wyróżnił się przede wszystkim wchodzący z ławki Victor Oladipo, autor 20 punktów na wysokiej skuteczności (9/12; 75%). Double-double w postaci 18 „oczek” i 11 zebranych piłek zaliczył Bam Adebayo. Tyler Herro dorzucił 16 punktów, Jimmy Butler 12.

San Antonio Spurs – Los Angeles Clippers 126:131

Statystyki

  • Faworyzowani Los Angeles Clippers nie dali się zaskoczyć, choć w pierwszej kwarcie San Antonio Spurs zdobyli aż 36 punktów. Goście z Miasta Aniołów odpowiedzieli jednak z przytupem, wykorzystując fakt, że defensywa ekipy z Teksasu należy do jednych z najgorszych w NBA. Napędzani przez Kawhia Leonarda LAC rzucili wówczas aż 41 punktów.
  • W drugiej odsłonie podopieczni Gregga Popovicha raz jeszcze zdołali zaaplikować rywalom dokładnie 36 „oczek”. Tym razem skutecznością błysnął Romeo Langford (4/4), dzięki czemu SAS schodzili na przerwę z zaliczką siedmiu punktów (72:65).
  • Po powrocie na parkiet ciężar gry na siebie raz jeszcze wziął Kawhi Leonard, który w 12 minut zdobył 15 punktów, trafiając po drodze trzy trójki. Spurs nie byli wówczas w stanie zbliżyć się do skuteczności prezentowanej przez Clippers, przez co przyjezdni odzyskali prowadzenie. W kluczowym momencie goście zdołali odskoczyć na 10 punktów, dzięki czemu uniknęli nerwowej końcówki.
  • Pomimo porażki Jeremy Sochan ma za sobą udaną noc. Reprezentant Polski spędził na parkiecie 32 minuty i w tym czasie zdobył 16 punktów, sześć zbiórek oraz dwie asysty, prezentując wyśmienitą skuteczność (6/10 z gry, 2/2 za trzy, 2/2 z linii).
  • Kawhi Leonard zdobył 36 punktów, co jest dla niego najlepszym wynikiem w tym sezonie. Skrzydłowy dołożył do tego cztery zbiórki, siedem asyst i dwa przechwyty. Rezerwowy Norman Powell zaprezentował imponującą skuteczność (9/11 z gry, 4/5 za trzy) i skompletował ostatecznie 26 „oczek”. Double-double odnotowali z kolei Paul George (16 punktów, 12 asyst) oraz Ivica Zubac (12 punktów, 16 zbiórek).
  • Oprócz Sochana dobry mecz po stronie Spurs rozegrali Keldon Johnson (23 pkt), Zach Collins (17 punktów, 4 asysty, 7/9 z gry), Josh Richardson (17 punktów, 3/5 za trzy) oraz Romeo Langford (13 punktów, 6 zbiórek, 5 asyst). Ekipa Gregga Popovicha w dalszym ciągu zajmuje odległe 14. miejsce w tabeli Konferencji Zachodniej.

Denver Nuggets – Indiana Pacers 134:111

Statystyki

  • Ofensywa Denver Nuggets rozpoczęła mecz z wysokiego „C” i już w pierwszej kwarcie zaaplikowała rywalom 37 „oczek”. Ogromna w tym zasługa imponującej skuteczności podopiecznych Michaela Malone’a, którzy trafiali wówczas 71,4% wszystkich rzutów (15/21). Wyróżniali się m.in. Michael Porter Jr. czy Jamal Murray, ale świetna gra rezerwowego Indiana PacersChrisa Duarte – który zdobył 9 punktów w 5 minut, utrzymywała gości w grze (37:28).
  • Pod nieobecność Nikoli Jokicia jeszcze cenniejsze stały się dla Nuggets punkty ławki rezerwowych. Z tego obowiązku skutecznie wywiązywali się m.in. DeAndre Jordan czy Bruce Brown, ale Pacers nie odstawiali kroku i nie pozwalali gospodarzom na zwiększenie przewagi (61:53). Trzecia odsłona w dużej mierze przesądziła o losach spotkania. Gospodarze odskoczyli wówczas na 17 punktów (99:82), a w ostatniej części nie pozwolili Pacers na powrót.
  • Choć w meczu nie wystąpił Nikola Jokić, to po stronie Nuggets i tak mogliśmy ujrzeć triple-double. Odnotował je Jamal Murray, autor 17 punktów, 10 zbiórek i 14 asyst. Świetny mecz rozegrał Aaron Gordon, który zdobył aż 28 punktów, pięć zbiórek i sześć asyst. Michel Porter Jr. zbliżył się jedynie do podwójnej zdobyczy z dorobkiem 19 „oczek” i ośmiu zebranych piłek.
  • Po stronie Pacers najlepiej zaprezentowali się rezerwowi Chris Duarte (18 pkt) oraz Bennedict Mathurin (19 pkt). Myles Turner dołożył 15 punktów i siedem zbiórek, z kolei Aaron Nesmith odnotował 13 „oczek”.
  • Tym samym Denver Nuggets z bilansem 33-13 zachowują pozycję lidera Konferencji Zachodniej z przewagą dwóch zwycięstw nad drugimi Grizzlies (31-14).

Utah Jazz – Brooklyn Nets 106:117

Statystyki

  • W mecz zdecydownie lepiej weszli zawodnicy Brooklyn Nets, którzy już po kilku minutach wypracowali sobie 13-punktową przewagę. Świetnie pod nieobecność Kevina Duranta prezentowali się Royce O’Neale czy Nic Claxton, choć skuteczności w swoich działaniach nie brakowało również Kyrie’emu Irvingowi. Największym probleme Utah Jazz była wówczas nieskuteczność zza łuku (2/11 w 1Q).
  • Jazzmani wzięli się jednak za odrabianie strat, a dobry początek drugiej „ćwiartki” pozwolił im się zbliżyć nawet na dwa „oczka”. Dobrze dysponowani Jarred Vanderbilt czy Rudy Gay, ale to trafienie Collina Sextona najpierw pozwoliło Utah objąć prowadzenie, a następnie punkty Jordana Clarksona ich przy nim utrzymywały (45:42). Nets odpowiedzieli, ale trójka Lauriego Markkanena z 22 sekundami na zegarze sprawiła, że Jazz schodzili na przerwę z 4-punktową zaliczką (55:51).
  • W trzeciej odsłonie Nets zdołali doprowadzić do remisu, ale to czwarta „ćwiartka” była tej nocy kluczowa. W ostatniej odsłonie Kyrie Irving w niespełna 11 minut zdobył 21 punktów, trafiając po drodze aż cztery razy za trzy i dzięki przeciętnej skuteczności Jazz zapewnił on tym samym pierwsze zwycięstwo Brooklynu po serii czterech kolejnych porażek.
  • W końcowym rozrachunku Kyrie Irving zdobył aż 48 punktów, co jest jego najlepszym wynikiem w tym sezonie. Rozgrywający dołożył jeszcze sześć asyst, cztery przechwyty i 11 zbiórek. Wspierali go przede wszystkim Nic Claxton (20 punktów, 5 zbiórek, 4 bloki) oraz Royce O’Neale (13 punktów, 6 asyst). Ben Simmons zdobył z kolei 6 „oczek”, dziewięć zbiórek i cztery asysty.
  • – Robiłem małe rzeczy, chciałem być liderem i dawać przykład. [Robię] cokolwiek trzeba, by wygrywać. To jest nasz cel. Moi partnerzy z zespołu sprawili, że moja praca była dużo łatwiejsza – komentował swój występ Irving.
  • Po stronie Utah dobrze wypadli Jordan Clarkson (29 punktów, 5 asyst) i autor podwójnej zdobyczy Lauri Markkanen (22 punkty, 11 zbiórek). Wsparcie dostarczył im przede wszystkim Collin Sexton (17 pkt), choć swoje dołożył też Malik Beasley (12 pkt).

Los Angeles Lakers – Memphis Grizzlies 122:121

Statystyki

  • Los Angeles Lakers rozpoczęli mecz od fatalnej skuteczności 2/10, ale Memphis Grizzlies nie byli w stanie do końca wykorzystać tego stanu rzeczy i wynik przed długi czas oscylował w granicach remisu (9:9). Ciężar gry na swoje barki wziął Steven Adams, który w pierwszej kwarcie zdobył imponujące 9 punktów i 7 zbiórek. Po drugiej stronie rzuty zaczęły wpadać LeBronowi Jamesowi oraz rezerwowym Russellowi Westbrookowi i Kendrickowi Nunnowi (26:23).
  • Niedźwiedzie weszły w drugą odsłonę z przytupem (9:1) i szybko przejęły inicjatywę. Lakers gonili wynik, ale nieskuteczność zza łuku Jamesa (1/4 za trzy do przerwy), Troya Browna Jr’a. (1/5) czy Nunna (1/4) nie ułatwiała tego zadania. Zawodnicy Memphis również mieli swoje problemy przy rzutach trzypunktowych, ale to oni schodzili na przerwę ze skromną przewagą (49:53).
  • Po powrocie na parkiet przewaga Memphis wzrosła nawet do 13 punktów (75:88), ale Jeziorowcy nie składali broni, sukcesywnie wykorzystywali nadażające się okazje i zbliżyli się z wynikiem, doprowadzając do wyrównanej końcówki. Grizzlies przez całą noc mieli problemy z rzutami wolnymi 26/40, 65%), ale w kluczowym momencie Tyus Jones trafił cztery z nich z rzędu. Na 13 sekund przed końcem Dennis Schroder również wykorzystał obie próby, dzięki czemu Grizzlies prowadzili już tylko jednym punktem (119:120).
  • Grizzlies wznawiali grę, ale Lakers zastosowali świetną pułapkę w defensywie, dzięki czemu Dennis Shroder odzyskał piłkę i pognał w stronę kosza. Grizzlies próbowli go zatrzymać, ale pogorszyli jedynie sytuację, bo rozgrywający zaliczył akcję 2+1 i wyprowadził Lakers na prowadzenie 122:120. Po przerwie na żądnie piłka trafiła w ręce Moranta i choć ten spudłował, to błąd popelnił Wenyen Gabriel, który sfaulował walczącego o zbiórkę Brandona Clarke’a. Faulowany spudłował jednak drugi rzut wolny na 1,9 sekundy przed końcem, co przesądziło o losach spotkania.
  • Najlepszym punktującym Lakers był tej nocy Russell Westbrook, autor 29 punktów, pięciu zbiórek i sześciu asyst (10/18 z gry, 2/4 za trzy, 7/11 z linii). LeBron James nie był dziś w szczytowej formie, ale i tak odnotował 23 „oczka”, dziewięć zbiórek, sześć asyst oraz po dwa bloki i przechwyty. Kluczowa była też rola Dennisa Schrodera, który dołożył 19 punktów, osiem zbiórek i osiem asyst.
  • Po stronie Grizzlies trzech zawodników osiągnęło pułap 20 „oczek”. Byli to Ja Morant (22 punkty, 8 asyst; 9/29 z gry), Brandon Clarke (20 punktów, 10 zbiórek) i Tyus Jones (20 pkt). Efektowną podwójną zdobyczą popisał się Steven Adams, zdobywca 16 punktów i 17 zbiórek.
  • Lakers przerywają tym samym imponującą serię Grizzlies, którzy przed dziesiejszą nocą wygrali 11 meczów z rzędu. Jeziorowcy (21-25) wciąż zajmują jednak odległe 13. miejsce Zachodu, choć do dziesiątych Phoenix Suns tracą tylko jedno zwycięstwo.

Sacramento Kings – Oklahoma City Thunder 118:113

Statystyki

  • Oklahoma City Thunder od początku spotkania trafiali ponad 60% wszystkich swoich rzutów, co pomimo solidnej dyspozycji Keegana Murraya i De’Aarona Foxa utrzymywało ich na prowadzeniu. Kiedy rzuty przestały wpadać z taką częstotliwością, Sacramento Kings momentalnie odrobili wszelkie straty i objęli prowadzenie (33:32).
  • Po powrocie na parkiet Thunder ponownie przejęli inicjatywę. Świetną zmianę dał Isaiah Joe, z kolei swoje standardowe popisy kontynuował tercet Shai Gilgeous-AlexanderJosh GiddeyLuguentz Dort. Po drugiej stronie wsparcie swoim partnerom dostarczył m.in. Kevin Huerter czy Domantas Sabonis, ale gospodarze schodzili na przerwę ze stratą siedmiu punktów (59:66).
  • W trzeciej kwarcie raz jeszcze do głosu doszli Kings, co było kluczowym momentem tego pojedynku. Ofensywa Thunder zatraciła wówczas swój rytm, co gospodarze bezwzględnie wykorzystali i odkąd odzyskali prowadzenie, nie oddali go już do samego końca. OKC próbowali gonić wynik, ale kiedy na 52,1 sekundy przed syreną prowadzenie Sacramento podwyższył Keegan Murray (114:104), wówczas było już po meczu.
  • Wspominany Keegan Muray zaliczył efektowne double-double w postaci 29 punktów i 14 zbiórek, trafiając aż 10 z 12 rzutów z gry, w tym 5/7 za trzy. De’Aaron Fox odnotował z kolei 25 „oczek”, a triple-double zdobył Domantas Sabonis (18 punktów, 13 zbiórek, 14 asyst).
  • Po stronie Thunder dwoił się i troił Shai Gilgeous-Alexander, zdobywca 37 punktów i siedmiu ayst. Wspierać go próbował Isaiah Joe, który dołożył 21 „oczek”. Po 15 punktów zdobyli z kolei Josh Giddey (do tego 10 zbiórek, 5 asyst) oraz Luguentz Dort (3/5 za trzy).
  • Thunder tracą tym samym miejsce w czołowej dziesiątce i spadają na 11. pozycję Zachodu. W dużo lepszej sytuacji są z kolei Kings, którzy zajmują obecnie 3. miejsce.