Wyniki NBA: Giannis znów wielki, Bucks wracają do gry!

17
7082

To była niesamowita noc Giannisa. Grek zdobył dziś 41 punktów i poprowadził Milwaukee Bucks do pierwszego zwycięstwa w tegorocznych finałach NBA. Phoenix Suns nie byli w stanie znaleźć odpowiedzi na ofensywę „Kozłów” i rozpędzonego Antetokounmpo.


MILWAUKEE BUCKS – PHOENIX SUNS 120:100 (1-2)

Statystyki na PROBASKET

  • Po dwóch spotkaniach w Phoenix Suns Arena rywalizacja w wielkim finale NBA przenosi się do Fiserv Forum w Milwaukee. Trzecia z rzędu porażka Bucks znacząco przybliżyłaby „Słońca” do pierwszego tytułu mistrzowskiego w historii organizacji. „Kozły” nie zamierzały jednak łatwo składać broni.
  • Oba zespoły rozpoczęły spotkanie od kilku spudłowanych rzutów przeplatanych sporadycznymi trafieniami. Kolejny powód do zmartwień sympatykom Milwaukee Bucks dostarczył Giannis Antetokounmpo. Grek w dosyć tajemniczych okolicznościach opuścił parkiet po zaledwie 3 minutach i 30 sekundach spotkania, po czym kręcił się w okolicy tunelu prowadzącego do szatni. Sympatycy „Kozłów” prędko mogli jednak odetchnąć z ulgą, bowiem po nieco ponad dwóch minutach Giannis powrócił na parkiet. Obie strony kontynuowały wymianę ciosów i regularnie wymieniały się prowadzeniem. Świetnie radził sobie Deandre Ayton, który w pierwszej kwarcie zdobył 12 punktów oraz 3 zbiórki i znacząco przyczynił się do skromnego prowadzenia gości 28:25. W międzyczasie obie strony miały ogromne problemy ze skutecznością zza łuku, trafiając tylko po 2 z 9 prób za trzy.
  • W drugiej odsłonie po punktach Aytona i Camerona Payne’a „Słońcom” udało się nieco odskoczyć (30:36), ale po przerwie na żądanie przewagę momentalnie zniwelowali Brook Lopez i Khris Middleton. Wsad Giannisa w kolejnej akcji pozwolił dodatkowo Bucks odzyskać prowadzenie (39:38). Gorzej od swoich partnerów spisywał się natomiast Jrue Holiday, który do przerwy zdobył tylko 7 punktów, trafiając zaledwie 1 z 5 „trójek”. Po drugiej stronie kłopoty miał z kolei Devin Booker. Młody obrońca Phoenix także nie mógł odnaleźć rytmu strzeleckiego (7 punktów; 2/11 z gry, 1/6 za trzy do przerwy). Podopieczni Mike’a Budenholzera wykorzystali słabą dyspozycję 24-latka i gorszy moment Suns, by po serii punktowej 20:6 prowadzić różnicą 8 oczek (50:42). Świetnie spisywał się wówczas duet Antetokounmpo – Middleton, który przy wsparciu PJ Tuckera i Bobby’ego Portisa zdołał jeszcze przed przerwą powiększyć przewagę Milwaukee (60:45).
  • Od początku drugiej połowy przyjezdni chcieli rozpocząć proces odrabiania strat, ale na straży wyniku stał Giannis Antetokounmpo. Ozdobą tej kwarty był bez wątpienia wsad Camerona Johnsona ponad PJ Tuckerem, który zakończył się ostatecznie akcją 2+1. „Słońca” zdołały stopniowo zmniejszać przewagę gospodarzy (77:70), choć punktowali przede wszystkim gracze drugoplanowi. Bucks w porę się jednak otrząsnęli, a ich seria 16:0 pozwoliła odskoczyć na imponujące 22 oczka (98:76) i udanie zamknąć trzecią „ćwiartkę”. Skuteczność poprawił nawet Jrue Holiday, a niezwykle cenne trafienia z ławki dołożyli Bobby Portis i Pat Connaughton.
  • Kolejne punkty Giannisa na początku czwartej odsłony przesądziły w dużej mierze o losach spotkania. Gospodarze prowadzili już różnicą 25 punktów (101:76) i wówczas nic nie było już w stanie odebrać im zwycięstwa. Phoenix Suns rozpoczęli co prawda chwilową pogoń za wynikiem, ale kilka przebłysków Chrisa Paula to za mało, by odrobić taką stratę. W międzyczasie piąty faul zanotował Deandre Ayton, przez co na niespełna 9 minut przed końcową syreną usiadł na ławkę rezerwowych. Punkty Lopeza i Antetokounmpo ponownie pozwoliły Milwaukee na podwyższenie prowadzenia (108:84). Mecz stracił nieco na jakości, a Bucks bez problemów dowożą do końca pierwsze zwycięstwo w tegorocznych finałach NBA.
  • Bucks do zwycięstwa poprowadził kapitalny Giannis Antetokounmpo, autor 41 punktów, 13 zbiórek i 6 asyst (13/17 z linii). Cenną zdobycz dorzucili również Jrue Holiday (21 punktów, 9 asyst) i Khris Middleton (18 pkt). Po 11 oczek dołożyli natomiast Brook Lopez i Bobby Portis. Pat Connaughton zamienił z kolei 30 minut spędzone na parkiecie na 8 oczek.
  • Po stronie pokonanych najwięcej punktów zdobył Chris Paul, który otarł się o double-double (19 oczek, 9 asyst). Nieco mniej dołożyli Deandre Ayton i Jae Crowder (po 18 pkt). Rozczarował Devin Booker, który trafił jedynie 3 z 14 rzutów z gry oraz 1 z 7 zza łuku, kompletując tym samym jedynie 10 punktów. Więcej zdobył od niego m.in. wchodzący z ławki rezerwowych Cam Johnson (14).
  • Milwaukee Bucks zmniejszają tym samym prowadzenie Phoenix Suns w serii, a rywalizacja zaczyna nabierać rumieńców. Czwarty pojedynek obu ekip odbędzie się w nocy ze środy na czwartek o godzinie 03:00 czasu polskiego. Piąte starcie, które może ostatecznie okazać się ostatnim, zaplanowano na 18 lipca.

W meczu nie zabrakło fizycznych starć liderów obu ekip:

Wsad Cama Johnsona był bez wątpienia jedną z ozdób dzisiejszego pojedynku:

Chris Paul znów zdołał „zaczarować” przeciwnika:

Skrót meczu:

Tak wygląda „drzewko” play-off NBA 2021 po niedzielnym spotkaniu:





17 KOMENTARZE

  1. Poranny laicko-hejterski przegląd box-scora (w nocy smacznie spałem ofkorz). Przegrane Game 3 przez Suns to taka mała świecka tradycja w tych playoffach (z wyjątkiem Denver). Ale dodatkowo dziś była super-słabizna poza pierwszą kwartą. Druga z kolei to był dramat, który zaważył na końcowym wyniku. A jak już zredukowali dużą przewagę do zaledwie 4 punktów, koncertowo to spieprz… Na plus zaliczam Crowdera, „naciągane” CP3, zdrowie Craiga i Cam Johnson (punkty, zbiórki i piękny poster na P.J. Tuckerku). Na duuuuży minus Booker i Ayton (poza pierwszą kwartą). Po drugiej stronie: Giannis nie do zatrzymania, dobry mecz Holidaya. Ważne punkty dodał też Middleton a i Portis dorzucił punkciki i lots of energy. 21 do 28 w asystach dla Bucks też mówi wiele o tym meczu.
    So win game 4 Suns or be get ready for game 7

    • Każdemu się zdarza słabszy mecz, Book ogólnie nie zawodzi, z LAL też miał jeden mecz z 17pkt, z LAC miał jeden mecz z 15pkt. Tutaj też się zdarzyło. W ogóle Suns w tym meczu wyglądali na chwilowo rozprężonych. Dalej uważam że będzie 4-3 dla jednej albo drugiej ekipy, to od początku był bliski „matchup”.

  2. Bookerowi nie wyszedł mecz do tego słabo wchodziły im trójki w porównaniu z Bucks. Antek jest potworem, na swój specyficzny sposób, ale potrafi to wykorzystać. Jakby nauczył się rzucać to by dzielił i rządził w lidze. Jeszcze będzie ciekawie.

    • Polecam sprawdzić, co oznacza powiedzenie „dziel i rządź”.
      Doprawdy zaskakujące 🙂

  3. Booker nie dojechał na mecz, gdyby dodać jego standardowe 25-30 punktów, to mecz był do wygrania. Trudno, kolejny mecz będzie o wszystko.

  4. Jeśli Tucker nie stanął prawidłowo na ofensa, to ja już nie wiem, jak można to lepiej zrobić. Puścili Słońcom tę akcję na otarcie łez. Swoją drogą ciekawy pomysł, posadzenie Bookera na 2/3 meczu. W sumie chyba lepiej, że odpoczywał i ładował moc na czwarty mecz.

  5. Booker to zaden all star. Tyle razy ile w tych playoffs dawał ciała ze nawet nie powinien stać obok all stara a co dopiero byc nim nazywany. Super ze Bucks nadgryźli Suns. Jeszcze tylko 3W i Suns do domu.
    Bucks in 6!!!

  6. rok 2006 finały Heat-Mavs, najpierw 2 łatwe zwycięstwa Dallas a następnie 4 razy oklep, poproszę o powtórkę z rozrywki

  7. stanął ok, tylko kiedy jonhson juz leciał ten dopiero zajmował pozycję , jak się na tym zastanowić to ma to sens gdyż biorąc pod uwagę że jest dużo lotników co długo leci to późniejsze podchodzenie które wygląda na prawidłowe jest niebezpieczne i takie też wytłumaczenie było w tej sytuacji , jak nba ma słaby poziom gwizdania to tu akurat przyznałbym rację

  8. To się zgadza że chłopaki z Suns nie dojechali na mecz.. Ale trzeba by być ślepym żeby nie zauważyć sposobu siedziowania w pierwszej połowie.. Cóż NBA czuwa nad dramaturgią serii.. 😉

  9. A może lepiej świętować tytuł w Arizonie? Tylko, że bezpieczniejsze było by odpuścić 4 mecz przy wyniku 3:0 .Zastanawiam się czy nie kombinują w ten sposób, patrząc na zaangażowanie i mało minut Devina. Oby to było to.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here