Wyniki NBA: 48 punktów Bookera, triple-double Doncicia i Butlera, porażka Bulls, Lakers lepsi od Jazz

8
5839

Trwa dzień Martina Luthera Kinga w NBA. W pierwszym spotkaniu Boston Celtics pokonali New Orleans Pelicans. Charlotte Hornets nie dali natomiast szans New York Knicks, a wielki występ zaliczył Miles Bridges – autor 38 „oczek”. W stolicy Stanów Zjednoczonych świetne zawody rozegrał Joel Embiid, ale Washington Wizards ograli Philadelphia 76ers. Emocji nie zabrakło też w Cleveland, gdzie Cavaliers zdołali powstrzymać Brooklyn Nets. Trae Young rzucił 30 punktów, a Atlanta Hawks, po świetnej końcówce, pokonali Milwaukee Bucks. Grający cały czas w osłabionym składzie Portland Trail Blazers pokonali na wyjeździe Orlando Magic, a Jusuf Nurkić zanotował 21 punktów i 22 zbiórki. Tyler Herro i jego 23 punkty zapewniły Miami Heat wygraną nad Toronto Raptors. Luka Doncić zanotował triple-double, prowadząc Dallas Mavericks do wygranej w zaciętym meczu przeciwko Oklahoma City Thunder. Devin Booker rzucił aż 48 punktów, a jego Phoenix Suns pewnie pokonali San Antonio Spurs. Na zakończenie zmagań minionej nocy Los Angeles Lakers ograli Utah Jazz po świetnej końcówce spotkania.

Boston Celtics – New Orleans Pelicans 104:92

Statystyki na PROBASKET

  • Obie ekipy rozpoczęły spotkanie z dużą dawką energii, lecz z kiepską skutecznością. Pierwsza połowa należała zdecydowanie do gości z Nowego Orleanu, którzy wyszli nawet na 18-punktowe prowadzenie. Trzecia i czwarta kwarta to już jednak popis gry Celtics, którzy nie dość, że straty odrobili, to dodatkowo zdobyli nawet 17-punktową przewagę.
  • Grę Celtics ciągnęli zawodnicy pierwszej piątki. Zwłaszcza widoczny był tercet Jayson TatumJaylen BrownDennis Schroder, który zdobył łącznie 73 punkty. Najlepszym strzelcem był JT – autor 27 „oczek” i 8 zbiórek. 9 asyst dołożył niemiecki rozgrywający, a gospodarze z TD Garden wygrali piąty z ostatnich sześciu meczów.
  • W szeregach Pelicans zdecydowanie zabrakło tego wieczoru lidera, potrafiącego wziąć na siebie ciężar zdobywania punktów. Bezbarwny występ Brandona Ingrama (15 „oczek”, 10 zbiórek, 6 asyst), który szczególnie przycichł w drugiej połowie spotkania. W początkowej fazie meczu drużynę starał się ciągnąć autor 22 punktów i 14 zbiórek Jonas Valanciunas, jednak dobrą rotacją w obronie Celtowie zmuszali Litwina do pozbywania się piłki i świetnie odczytywali charakterystyczne w grze Pels pick&rolle. Dobry występ na koncie pierwszoroczniaka Herberta Jonesa, który uzbierał na swoim koncie 16 „oczek”.

Autor: Maksymilian Kaczmarek

New York Knicks – Charlotte Hornets 87:97

Statystyki na PROBASKET

  • Mecz zdecydowanie mniej wyrównany, niż może wskazywać na to jego końcowy rezultat. Hornets potrafili prowadzić już nawet 23 punktami w trzeciej kwarcie, jednak w decydującej ćwiartce zaliczyli 11 „oczek”, dając kibicom zgromadzonym w Madison Square Garden płonne nadzieje na odwrócenie losów spotkania przez swoich ulubieńców.
  • To było szczególne amerykańskie popołudnie dla Milesa Bridgesa. Zawodnik gości ustanowił swój nowy rekord kariery, kończąc zawody z 38 punktami i 12 zbiórkami na koncie. To właśnie za sprawą jego 22 „oczek” w pierwszej kwarcie Hornets od początku spotkania znajdowali się względem przeciwników na uprzywilejowanej pozycji, co pozwoliło im na późniejsze budowanie wspomnianej już przewagi. Dobry mecz także w wykonaniu Terry’ego Roziera oraz Gordona Haywarda, którzy zdobyli po 22 i 16 punktów.
  • To zdecydowanie nie był dzień Knicks, co potwierdzają również indywidualne osiągnięcia. Po 18 „oczek” zdobyli R.J. Barrett oraz Julius Randle, którzy rzucali na około 38% z gry. Kiepski mecz także w wykonaniu Evana Fourniera oraz Aleca Burksa – autorów 6 „oczek”. Praktycznie jedynym zasługującym na pochwałę graczem był rezerwowy Obi Toppin, który na swoim koncie zapisał 11 punktów i 8 zbiórek na najlepszym w drużynie wskaźniku +12.

Autor: Maksymilian Kaczmarek

Washington Wizards – Philadelphia 76ers 117:98

Statystyki na PROBASKET

  • Po drugiej przerwie związanej z objęciem protokołem zdrowia i bezpieczeństwa do składu Washington Wizards powrócił Bradley Beal. Wpływ obrońcy na grę był widoczny od samego początku. Jego trafienia przyczyniły się do świetnego początku gospodarzy, którzy po niespełna trzech minutach prowadzili 11:2. Po przerwie na żądanie Sixers się przebudzili, ale Czarodzieje trafiali wówczas 70% swoich rzutów (7/10) i utrzymywali bezpieczną przewagę. Goście polegali przede wszystkim na trafieniach Joela Embiida z linii, przez co po pierwszej kwarcie przegrywali rożnicą 9 oczek (38:29).
  • W drugiej odsłonie Philadelphia wypadła nieco lepiej. Kilka cennych trafień Furkana Korkmaza i Setha Curry’ego sprawiły, że na przerwę Szóstki schodziły już tylko z 6-punktowym deficytem (61:55). W drugiej połowie obraz gry znacząco się nie zmienił. Daniel Gafford i Kentavious Caldwell-Pope napędzali ofensywę Wizards, przez co przy linii bocznej szalał Doc Rivers. Szkoleniowiec Philly został ukarany przewinieniem technicznym, a po chwili jego podopieczni przegrywali już 75:62. Osamotniony w ofensywie wciąż był Embiid, podczas gdy po drugiej stronie parkietu skutecznie w atak angażowali się KCP, Beal, Kyle Kuzma i Thomas Bryant (86:71).
  • Sixers nie powiedzieli jednak ostatniego słowa. Seria trafień pod koniec trzeciej „ćwiartki” i punkty Tyrese’a Maxeya na początku czwartej pozwoliły przyjezdnym ponownie zmniejszyć stratę do 6 punktów (91:85). Moment radości sympatyków Philly nie trwał jednak długo. Znów do głosu doszli bowiem Wizards i na solidny okres gry gości odpowiedzieli serią 20:5, przesądzającym tym samym o losach spotkania.
  • Kluczem do sukcesu Washingtonu była dziś postawa zawodników rezerwowych. Wchodzący z ławki Montrezl Harrell zdobył 18 punktów i 7 zbiórek, Thomas Bryant dołożył 15 oczek, a po 11 dorzucili Rui Hachimura i Corey Kispert. Efektownym double-double popisał się Kyle Kuzma (15 punktów, 16 zbiórek, 4 asysty, 3 bloki). Bradley Beal zakończył mecz z dorobkiem 13 oczek i 6 asyst, a Kentavious Caldwell-Pope skompletował 14 punktów.
  • Po stronie Sixers prym wiódł przede wszystkim Joel Embiid, autor 32 punktów i 8 zbiórek. W pewnym momencie przebudził się Tyrese Maxey, który dołożył 18 punktów, ale miał najgorszy wskaźnik +/- na parkiecie (-28). Tobias Harris trafił tylko 3 z 11 rzutów (7 pkt), a Furkan Korkmaz 3 z 10 (6 pkt).
  • Dla Sixers jest to dopiero druga porażka w 11 ostatnich występach. Zespół Doca Riversa wciąż plasuje się na 5. miejscu w tabeli konferencji wschodniej, ale wraz z dzisiejszą porażką traci nieco dystansu do znajdujących się o pozycję wyżej Milwaukee Bucks. Kozły zmierzą się w nocy z Atlantą Hawks.

Autor: Krzysztof Dziadek

Cleveland Cavaliers – Brooklyn Nets 114:107

Statystyki na PROBASKET

  • Brooklyn Nets przystąpili do meczu bez swojego najlepszego zawodnika, Kevina Duranta, który w ostatnim meczu nowojorczyków z Pelicans doznał urazu kolana. Podopieczni Steve’a Nasha już od początku spotkania pokazali dobrą dyspozycję w rzutach trzypunktowych, trafiając sześciokrotnie zza linii 7,24. Po pierwszej kwarcie minimalnie okazali się lepsi koszykarze Brooklynu (31:30).
  • W kolejnych 12 minutach zdecydowanie lepiej prezentowali się koszykarze trenera Bickerstaffa. Poza graczami pierwszej piątki ważne wsparcie z ławki dodali Windler, Love i Osman. Cleveland Cavaliers wygrali drugą kwartę siedmioma punktami (35:28). A po pierwszych 24 minutach ekipa z Ohio prowadziła sześcioma punktami (65:59).
  • W trzeciej kwarcie po trójce Irvinga na 7:59 przed końcem Nets zbliżyli się do Cavs na zaledwie jeden punkt (72:71). Gracze Cleveland odpowiedzieli m.in. dwiema trójkami, ale ostatnia akcja należała do wspomnianej wcześniej gwiazdy Nets. Na niespełna 12 sekund przed końcem Kyrie Irving trafił zza łuku, wyprowadzając Brooklyn na prowadzenie po raz pierwszy od pierwszej kwarty tego spotkania.
  • W ostatniej odsłonie spotkania lepsi okazali się gracze Cavs, którzy wygrali czwartą kwartę ośmioma punktami (27:19). Kluczowa dla losów spotkania okazała się strata Jamesa Hardena, po której Isaac Okoro zdobył punkty efektownym wsadem. Po tej akcji przewaga Cleveland urosła do pięciu punktów (112:107). W kolejnej akcji znakomicie na pozycję wyszedł Irving, ale po jego trzypunktowym rzucie piłka wykręciła się z kosza. Wynik spotkania ustalił Kevin Love, trafiając oba rzuty wolne.
  • Najwięcej punktów dla zwycięzców zdobył Darius Garland, autor double-double (22 punkty i 12 asyst). Rozgrywający Cavs miał też 6 asyst i 6 strat. 15 punktów uzyskał Isaac Okoro, a po 14 oczek dołożyli: Markkanen, Allen i Love. 12 punktów i 6 asyst zapisał na swoje konto Evan Mobley.
  • Po stronie Nets wyróżniał się Kyrie Irving, autor 27 punktów, 7 zbiórek i 9 asyst. Niewiele gorzej zagrał James Harden, który zanotował 22 punkty, 7 zbiórek i 10 asyst. 13 oczek i 5 zbiórek zapisał na swoje konto LaMarcus Aldridge.

Autor: Mateusz Malinowski

Los Angeles Clippers – Indiana Pacers 139:133

Statystyki na PROBASKET

  • Los Angeles Clippers zdecydowanie lepiej weszli w to spotkanie. Od początku wyróżniał się Marcus Morris, a gospodarze, jako kolektyw, byli wyraźnie skuteczniejsi od rywala. Morrisa wspierali przede wszystkim Ivica Zubac i Amir Coffey. Postawa całego tercetu wyprowadziła LAC na komfortowe prowadzenie (40:25).
  • W drugiej odsłonie Indiana Pacers byli już innym zespołem. Podopieczni Ricka Carlisle’a poprawili nieco swoją skuteczność, choć wciąż mieli problemy z odnalezieniem drogi do kosza zza łuku (4/15). Dobrze radził sobie Domantas Sabonis, ale kluczowe okazało się wsparcie rezerwowych w osobach Chrisa Duarte oraz Oshae Brissetta. Goście przegrywali już tylko jednym punktem (58:57), ale na przerwę schodzili z ponownie wyraźnym deficytem (68:59).
  • W drugiej połowie przewaga LA Clippers znów się pogłębiła. Kiedy wydawało się, że goście z Indianapolis mogą nawiązać kontakt, dwa razy zza łuku trafił Nicolas Batum (87:72). Przewaga podopiecznych Tyronna Lue wzrosła do nawet 18 punktów, ale Pacers wciąż nie składali broni i w czwartej „ćwiartce” po serii 10:0 raz jeszcze nawiązali kontakt z rywalem. Reggie Jackson odpowiedział serią ośmiu kolejnych punktów dla LAC, jednak Indiana stale utrzymywała różnicę w granicy 7-9 oczek.
  • Gorąco zrobiło się dopiero w końcówce. Na 45 sekund przed syreną Caris LeVert zmniejszył stratę Pacers, a na tablicy widniał wynik 132:128. Po chwili z linii tylko jedną z dwóch prób skutecznie wyegzekwował Reggie Jackson, po czym z wyskoku ponownie trafił LeVert. Jackson wykorzystał jednak chaos w defensywie rywala i znów podwyższył prowadzenie swojego zespołu (135:130). Kluczowa okazała się następnie pomyłka LeVerta, który zdaniem sędziego dopuścił się faulu w ataku. Goście walczyli do końca, zza łuku trafił jeszcze Justin Holiday, ale Clippers dowieźli prowadzenie do syreny.
  • Fenomenalny występ ma za sobą Nicolas Batum, którego trafienia za trzy (7/10) walnie przyczyniły się do zwycięstwa LAC. Skrzydłowy skompletował 32 punkty, 5 zbiórek i 3 asysty. Mimo problemów ze skutecznością (6/14 z gry; 1/7 zza łuku) ważną rolę odegrał Reggie Jackson, zdobywca 26 punktów, 5 zbiórek, 3 asyst i 3 przechwytów. Marcus Morris dołożył 21 oczek i 8 zbiórek a Amir Coffey 16 punktów i 7 asyst.
  • Po stronie Pacers wyróżniali się przede wszystkim Domantas Sabonis (19 punktów, 11 zbiórek, 7 asyst), Caris LeVert (26 punktów, 9 zbiórek, 4 asysty), Justin Holiday (18 pkt) oraz wchodzący z ławki rezerwowych Chris Duarte (24 pkt). Świetnie spisywał się również Goga Bitadze, zdobywca 17 oczek i 8 zbiórek, który miał tego dnia najwyższy wskaźnik +/- w swoim zespole (+19).

Autor: Krzysztof Dziadek

Memphis Grizzlies – Chicago Bulls 119:106

Statystyki na PROBASKET

  • W spotkaniu obu ekip wyrównana była tylko pierwsza kwarta, która zakończyła się remisem (20:20). Na początku drugiej odsłony Memphis Grizzlies zaliczyli 16-punktowy run, prowadząc na 7:19 przed końcem wynikiem 36:23. Od tego momentu Niedźwiadki przejęły spotkanie, kontrolując wydarzenia na parkiecie. Po pierwszej połowie przewaga Grizzlies wynosiła 13 punktów (58:45).
  • Chicago Bulls nie zdołali odmienić wyniku w drugiej połowie. Grizzlies wygrali trzecią kwartę siedmioma punktami (34:27), a prowadzenie po 36 minutach urosło do 20 oczek (92:72). Ostatnią część spotkania wygrali podopieczni trenera Donovana, ale nie miało to już żadnego wpływu na końcowy rezultat. Szkoleniowiec gospodarzy wprowadził na parkiet głębokie rezerwy. Łącznie w meczu z Bulls zagrało 14 zawodników Grizzlies.
  • Najlepiej po stronie zwycięzców prezentowali się Ja Morant i Desmond Bane, którzy zdobyli po 25 punktów. 15 oczek i 7 zbiórek dodał Brandon Clarke, a jedno oczko mniej uzyskał Jaren Jackson Jr.
  • Po stronie Bulls najwięcej punktów zdobył DeMar DeRozan, autor 24 oczek i 5 asyst. 16 punktów i 5 asyst zanotował Coby White. Z kolei 15 punktów, 10 zbiórek, 6 asyst i 5 przechwytów zapisał na swoje konto Ayo Dosunmu.

Autor: Mateusz Malinowski

Atlanta Hawks – Milwaukee Bucks 121:114

Statystyki na PROBASKET

  • Trae Young rzucił 30 punktów dla znajdującej się w kryzysie ekipy Hawks, która praktycznie przez cały mecz z Bucks przegrywała. Jednak świetna końcówka pozwoliła im ostatecznie pokonać mistrzów NBA i przerwać serię dziesięciu porażek we własnej hali. To pierwsze wygrana Hawks w State Farm Arena od 22 listopada. – Wszystko zaczyna się od wiary. Musisz wierzyć, że jesteś w stanie wygrać mecz. Mieliśmy jakieś wątpliwości – powiedział trener Hawks, Nate McMillan.
  • Dla Bucks 34 punkty rzucił Khris Middleton, a Giannis Antetokounmpo dołożył 27 oczek. Bucks przegrali po raz czwarty w ostatnich pięciu meczach. – Musimy lepiej kończyć spotkania, wychodzić na drugą połowę z innym przekonaniem. To ważne spotkania. Próbujemy wejść w swój rytm. Ludzie mówią, że nie ma to większego znaczenia, ale ja chcę wygrywać każdy mecz. Jestem strasznie rozczarowany – przyznał Bobby Portis, autor 13 punktów i 13 zbiórek.
  • Hawks znajdują się w dołku po tym, jak w zeszłym sezonie udało im się dotrzeć aż do finałów Konferencji Wschodniej, w których przegrali z Bucks. Dzisiaj byli bliscy kolejnej porażki w dniu. Na 9 minut przed końcem przegrywali różnicą 11 punktów, ale od tego momentu zanotowali serię 35:17, która pozwoliła im wygrać. Hawks wyszli na pierwsze prowadzenie w meczu na 4:37 przed końcem, gdy zza łuku przymierzył Danilo Gallinari.

Orlando Magic – Portland Trail Blazers 88:98

Statystyki na PROBASKET

  • CJ McCollum rzucił 16 punktów w swoim pierwszym meczu po przerwie spowodowanej zapadniętym płucem. Jusuf Nurkić dodał 21 punktów i 22 zbiórki w drodze do kolejnej wygranej Blazers, tym razem z najsłabszymi w lidze Magic. McCollum ostatni raz wystąpił 4 grudnia i od tego czasu opuścił 17 spotkań. W międzyczasie został też tatą.
  • Blazers wygrali z Magic 10. Raz z rzędu, seria zaczęła się 13 stycznia 2017 r. Ogólnie Blazers wygrali cztery z pięciu ostatnich spotkań, w tym po raz drugi na wyjeździe, wcześniej przerwali serię dziewięciu kolejnych wyjazdowych porażek, pokonując Washington Wizards.
  • Magic zdobyli pierwsze punkty w meczu, ale od tego momentu już nie byli w stanie prowadzić. Orlando ma w tym sezonie bilans 0-20, gdy nie udaje im się przekroczyć bariery 100 punktów. Bracia Wagner – Franz i Mortiz – rzucili po 14 punktów. Magic nie wygrali we własnej hali od 1 grudnia i w meczach, w których są gospodarzami, mają już bilans 2-16.

Miami Heat – Toronto Raptors 104:99

Statystyki na PROBASKET

  • Ostatnia zbiórka w meczu padła łupem Jimmy’ego Butlera, który tym samym zdobył triple-double. Miało to miejsce na kilka sekund przed końcem, a Heat mogli rozpocząć świętowanie. Tyler Herro zdobył 23 punkty, a Bam Adebayo dołożył 14 oczek w swoim pierwszym meczu po sześciu tygodniach absencji. – Cieszymy się, że mamy taki zespół. Ufamy sobie wzajemnie, każdy chce rywalizować. Każdy chce wygrywać – powiedział Adebayo.
  • Adebayo spędził na parkiecie 32 minut, trafiając cztery z 12 rzutów z gry. Zebrał z tablic dziewięć piłek. – Gołym okiem widać było jego energię. Robi różnicę – przyznał trener Heat, Erik Spoelstra. Butler skończył zawody z 19 punktami, 10 asystami i 10 zbiórkami. Dla skrzydłowego było to dziewiąte triple-double w barwach Heat.
  • Dla Raptors 23 punkty i 10 zbiórek zanotował Chris Boucher. Fred VanVleet dołożył 22 oczka, a Pascal Siakam miał 18 punktów i 10 asyst. Kameruńczyk trafił na 1:48 przed końcem, zmniejszając straty do trzech oczek. Jednak już w kolejnej akcji PJ Tucker odpowiedział trójką z rogu, utrzymując bezpieczną przewagę Heat.
  • Raprots zagrali dzisiaj sześcioosobową rotacją. – Próbowaliśmy tak bardzo, jak było to możliwe. Nie widziałem, aby cokolwiek się zmieniło. Walczyliśmy od początku do końca. Wynik mógł pójść w którąkolwiek ze stron. To był świetny występ moich zawodników – przyznał trener Raptors, Nick Nurse.

Dallas Mavericks – Oklahoma City Thunder 104:102

Statystyki na PROBASKET

  • Luka Doncić miał 20 punktów, 12 asyst i 11 zbiórek w drodze do swojego trzeciego triple-double w ostatnich pięciu spotkaniach. Mavs byli w stanie odeprzeć napór Thunder z końcówki meczu. Gospodarze prowadzili w trzeciej kwarcie już 22 punktami, ale na trzy sekundy przed końcem goście zmniejszyli straty do dwóch oczek.
  • Następnie Thunder sfaulowali Josha Greena, a ten dwukrotnie pomylił się na linii rzutów osobistych. Goście próbowali jeszcze wygrać lub doprowadzić przynajmniej do dogrywki. Josh Giddey próbował podać do Mike’a Muscali, ale sprytniejszy okazał się Tim Hardaway Jr. Dla Mavs 17 oczek dołożył Dorian Finney-Smith, a Kristaps Porzingis miał 13 oczek, osiem zbiórek i cztery bloki. Ekipa z Teksasu wygrała trzeci raz z rzędu.
  • Doncić nie miał dzisiaj dobrego dnia pod względem skuteczności rzutów z gry. Nadrabiał to trafieniami z linii rzutów osobistych. – Starałem się robić inne rzeczy lepiej, ponieważ dzisiaj piłka nie chciała wpadać – przyznał Doncić. – Miał kilka dogodnych pozycji. Musi wciąż oddawać rzuty. Widzieliśmy, jak najlepszy strzelec na świecie pudłuje z podobnych pozycji – dodał trener Mavs, Jason Kidd.
  • Dla Thunder, którzy przegrali siedem z ostatnich ośmiu meczów, 34 punkty zdobył Shai Gilgeous-Alexander. – Dla niego to ważne, aby zdobywać efektywne 34 oczka. Szczególnie gdy jest kryty tak dobrze, jak dzisiaj. Coraz lepiej wychodzi mu znajdowanie dziur w obronie rywala – powiedział trener Thunder, Mark Daigneault.

San Antonio Spurs – Phoenix Suns 107:121

Statystyki na PROBASKET

Devin Booker rzucił 48 punktów, czym ustanowił swój rekord sezonu, a Suns zdominowali Spurs w ostatniej kwarcie, odnosząc czwarte zwycięstwo z rzędu. Chris Paul dołożył 15 punktów i 12 asyst dla Suns, którzy wygrali szósty kolejny mecz wyjazdowy. – To plus posiadania Chrisa Paula. On potrafi czytać grę. Rozpracowuje obronę rywali i dociera z piłką do Booka. Kiedy zawodnik ma taką noc jak Devin, chcesz dostarczać mu piłkę w jak najlepsze miejsca – powiedział trener Suns, Monty Williams.

Dla Spurs 23 punkty i 14 zbiórek zanotował Jakob Poeltl. Dejounte Murray dołożył 18 oczek. Suns zaczęli słabo, aby D-Book rzucił w pierwszej kwarcie 18 punktów, trzymając wynik dla gości z Arizony. – Mam ogromny szacunek do Spurs. Zdaję sobie sprawę z poziomu, jaki reprezentują, szczególnie w San Antonio. Chciałem być agresywny od samego początku – przyznał Booker.

Taka sytuacja utrzymuje się już od dawna. Być może dlatego, że mamy zespół, który lubi dzielić się piłką i widzieć, że koledze z zespołu dobrze idzie. Kiedy komuś idzie, robimy wszystko, aby ułatwić mu grę. Dla nas liczy się tylko wygrywanie – dodał Paul.

Suns grali bez kontuzjowanego Deandre Aytona, ale rezerwowy środkowy, Bismack Biyombo zanotował 17 punktów i 14 zbiórek. – Potrzebowaliśmy zbiórek. Kopali nasze tyłki. Jalen Smith potrafi zbierać, ale Bis dał nam trochę rozmiaru i niezbędną walkę pod koszem – podkreślił Williams.

Los Angeles Lakers – Utah Jazz 101:95

Statystyki na PROBASKET

  • Los Angeles Lakers podeszli do tego spotkania po serii trzech kolejnych porażek. Ten mecz rozpoczęli jednak stosunkowo obiecująco. Po wyrównanej wymianie ciosów na początku spotkania Jeziorowcy zdołali w drugiej kwarcie odskoczyć z wynikiem nawet na 11 oczek (52:41). Nieco mniej widoczny w ofensywie był wówczas LeBron James, ale na wysokości zadania stanęli zmiennicy i Trevor Ariza. Po przerwie podopieczni Quina Snydera wrzucili wyższy bieg i najpierw zniwelowali różnicę, by ostatecznie objąć 10-punktowe prowadzenie (68:78).
  • Lakers na odrobienie strat potrzebowali jednak nieco ponad dwóch minut. W tym czasie po serii fantastycznych trafień Jamesa i Stanleya Johnsona Jeziorowcy popisali się serią 11:0 i ponownie przejęli inicjatywę (87:83). Choć po przerwie na żądanie Jazzmani zdołali przełamać niemoc strzelecką, to wielką rolę odegrali Johnson i Austin Reaves. Kluczowe okazały się jednak dwa konkretne zagrania. Na 2:34 przed syreną niezwykle ważną trójką z prawej strony popisał się Avery Bradley. Po skutecznie wykorzystanym challenge’u przez Franka Vogela i jednym celnym osobistym Mike’a Conleya, fantastyczną akcją 2+1 popisał się Russell Westbrook, który w dużej mierze przesądził o losach pojedynku (98:90).
  • LeBron James jako jedyny zawodnik wyjściowej piątki Lakers zakończył mecz z dodatnim wskaźnikiem +/- (+11). Lider Jeziorowców skompletował 25 punktów, 7 asyst i 7 zbiórek. Po dobrej końcówce Russell Westbrook dołożył 15 ozcek, 8 zbiórek i 3 asysty (5/14 z gry). Najważniejsze okazało się jednak wsparcie zmienników. Wchodzący z ławki rezerwowych Stanely Johnson zdobył 15 punktów (w tym 10 w 4. kwarcie), 5 zbiórek i 3 asysty. Malik Monk dołożył 14 punktów i 7 zebranych piłek, a Talen Horton-Tucker 11 oczek.
  • Ofensywę Jazzmanów napędzali przede wszystkim Mike Conley (20 punktów; 5/9 za trzy), Rudy Gobert (19 punktów, 16 zbiórek) i Royce O’Neale (13 pkt), a także nieco w mniejszym stopniu, zważywszy na skuteczność, Donovan Mitchell (13 punktów, 7 asyst, 8 zbiórek; 6/19 z gry, 0/8 za trzy).
  • Lakers (22-22) odzyskują 7. miejsce w tabeli konferencji wschodniej, ale tuż za ich plecami czają się ich rywale zza miedzy – LA Clippers (22-23). Utah Jazz tracą z kolei dystans do Memphis Grizzlies, którzy wcześniej ograli Chicago Bulls.

Autor: Krzysztof Dziadek