Anwil Włocławek w sobotnie popołudnie wygrał półfinałowe spotkanie Suzuki Pucharu Polski z HydroTruck Radom 108:89. Chwilę na rozmowę znalazł po meczu kapitan mistrzów Polski, Szymon Szewczyk.


Emilia Pińkowska: – Zwycięstwo blisko dwudzietoma oczkami i awans do finału Pucharu Polski. Jednak ta pewnaie wygrany mecz nie od początku układał się po Waszej myśli.

Szymon Szewczyk: – Jak najbardziej, nigdy nie jest łatwo. Jeżeli człowiek wygywa, to na pewno musi sie napocić. Nawet to, że zmieniliśmy obronę na „zone”, to wymagało od nas jeszcze więcej energii i zaangażowania. Musieliśmy to zrobić, bo po prostu obrona każdy – swojego nie dawała takiego efektu, jaki byśmy chcieli. Zaczęliśmy mocniej grać na obwodzie. To jest ta kwestia. 48 do 34 w zbiórkach, czyli zanotowaliśmy aż 14 desek wiecej. Później punkty z ławki – plus 11 na naszą korzyść. Każdy z tych elementów jest dodatni w kotekście naszej wygranej. Fajne jest to, że każdy z zawodników zapunktował. Można się cieszyć ze zwycięstwa, ale trochę siły nas to kosztowało. Teraz musimy się zregenerować i zobaczyć, kto wygra drugie spotkanie.

Kibice czekający na konkurs rzutów za trzy mogli zobaczyć jego zapowiedź w pierwszej i na początku drugiej kwarty, kiedy Radomianie budowali swoją przewagę głównie dzięki rzutom zza łuku. Jednak nie uśpili Was tym – odrobiliście straty w imponującej serii 22 punktów z rzędu.

Zdawaliśmy sobie z tego sprawę, że dobrze rzucają za 3 punkty. To jest drużyna, która na ten moment oddaje najwięcej rzutów trzypunktowych w lidze. Było to spowodowane tym, że nie do końca byliśmy skoncetrowani przy powrocie do obrony, aby każdy miał swojego „rzutera” i tak na prawdę oni oddawali po jakiś pentracjach, rozrzuceniach te rzuty. A jest to bardzo dobra drużyna. Dzisiaj na początku była bardzo dobrze dysponowana, później troszeczkę ta gra się uspokoił i gdzieś im uciekła ta koncentracja, czy ewentualnie, że tak powiem dyspozycja dnia. Wtedy my mocniej na nich naskoczyliśmy i chyba to pozwoliło nam na wygranie meczu.

W końcówce Radomianie pokazali, że jednak tanio skóry nie sprzedają i nie można ich lekceważyc do samego końca.

Jak najbardziej, w takich momentach i w takich spotkaniach ta koncentracja jest bardzo ważna od samego początku do samego końca. Brakowało trochę agresji na piłce. Nie może być tak, że jeżeli wiem, że człowiek rzuca za trzy, penetruje w prawo, to ja mu dam spenetrować w prawo, czy ewentualnie dam mu rzucić- a może nie trafi. Nie możemy pozwolić na takie łatwe podania, gdzie nie ma rąk i to jest ten problem, który my stwarzamy. Kiedy jest presja z naszej strony widać od razu różnicę. Na tym właśnie to polega, trzeba zachować zminą krew, grać konsekwentie i spokojnie, i tym samym wytrącić przeciwnika z rytmu. A kilka takich nonszalanckich akcji, to ja jako kapitan, czy też najstarszy zawodnik to zawsze gdzieś tam biorę do siebie, mówię, że nie tak to ma wyglądać, nie tak to powinniśmy rozegrać. Nie każdy jest z tego elementu zadowolony, ale taka jest rola kapitana i rola innych zawodników, że ja muszę reagować, a oni muszą słuchać.

Zarówno wygraną ze Startem, jak i dzisiaj z HydroTruckiem zrewanżowaliście się za ligowe porażki.

Ja chłopakom powiedziałem przed dzisiajszym meczem: Chłopaki, oni wygrali u nas w domu. Ja chcę rewanżu, ja chcę dzisiaj wygrać. Chcę rewanżu. Trochę to trwało, ale w końcu wygraliśmy (śmiech).

13 lat temu Anwil mógł świętować zwycięstwo w Pucharze Polski. Jak czujecie dzisiaj przed szansą na osiągnięcie tego trofeum?

Nastroje są takie, żeby wygrać w końcu ten puchar. Po to przyszedłem też tutaj do tego zespołu i w tym roku jesteśmy na pewno bliżej niż w dwóch poprzednich latach, więc teraz musimy zrobić wszystko po to, żeby jutro ten puchar wznieść. Mamy Superpuchar, naszym celem jest Puchar Polski i do tego dążymy.

Jakie emocje towarzyszą takiemu turniejowi, który jest rozgrywany w trakcie trwającego sezonu ligowego? Czy stawka wygranej daje dodatkową motywację?

Gra się szybko, dzień po dniu, często decyduje dyspozycja danego dnia, czy danego weekendu, ale traktujemy to super poważnie. Puchar rządzi się swoimi prawami. Rok temu wszyscy ci, którzy byli w pierwszej czwórce przegrali. To dolna czwórka rozdawała karty. Wygrał Ostrów, który nie był faworytem. Puchar wygra ten, kto będzie bardziej skoncentrowany i bardziej będzie mu się chciało. Ważne będzie przygotowanie do tego trzydniowego maratonu.

Rozmawiała:

Emilia Pińkowska

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments