Najważniejsze wydarzenia minionego tygodnia to historyczny mecz Trae Younga i jego pojedynek strzelecki z Anfernee Simonsem, rekord kariery Jaylena Browna, powrót Lance’a Stephensona, mecz bez straty Russella Westbrooka oraz najmłodszy w historii zdobywca triple-double. Zapraszam na podsumowanie statystycznych ciekawostek z parkietów NBA z ostatnich 7 dni.

  • Jednego punktu w poniedziałkowym meczu przeciwko Portland zabrakło Trae Youngowi by ustanowić nowy rekord punktowy organizacji Hawks. Rozgrywający Atlanty zaliczył 56 punktów, 4 zbiórki i 14 asyst, będąc bezbłędnym z linii rzutów wolnych (15/15). W Hawks o jeden punkt więcej zdobywali Lou Hudson w 1969, Bob Pettit w 1961 i dwukrotnie Dominique Wilkins w 1986 roku. Trae pobił za to własny rekord kariery – 50 punktów rzucał dwa sezony temu. Był to 35 w historii pięćdziesięciopunktowy mecz z double-double, złożonym z punktów i asyst. W tym sezonie miał już taki Stephen Curry, w poprzednim Kevin Porter, Damian Lillard i Nikola Jokić. Osiągnięcie 56 punktów i 14 asyst to pierwszy przypadek w historii NBA. Dotąd najwięcej asyst przy co najmniej 56 punktach miał James Harden (56-13 w listopadzie 2017), a najwięcej punktów przy co najmniej 14 asystach rzucał Wilt Chamberlain w 1968 (53 punkty, 32 zbiórki, 24 asysty) i James Harden w 2016 (53 punkty, 16 zbiórek, 17 asyst).
  • W tym samym spotkaniu Anfernee Simons również pobił swój rekord kariery, rzucając 43 punkty i 9/16 za trzy. Jego poprzedni najlepszy wynik punktowy to 37 jako rookie w 2019. Wyrównał w tym spotkaniu też swój rekord w liczbie celnych rzutów za trzy (9 miał również w zeszłym sezonie). Został pierwszym od 8 lat graczem w Portland, który nie nazywa się Lillard albo McCollum i zdobył tyle punktów. Co do rzutów trzypunktowych, 9 celnych dla Portland Trail Blazers mieli: Damian Lillard (9 razy), Anfernee Simons (drugi raz), CJ McCollum i Nicolas Batum po razie. Dodatkowo, Simons wyprzedził Geoffa Petrie na liście najmłodszych zdobywców 40 punktów dla Portland (w poniedziałek miał 22 lata i 209 dni, i był o 50 dni młodszy od kolegi z roku 1971).
  • Lance Stephenson zadziwia po powrocie do Indiany. Przeciwko Nets rzucił 30 punktów i miał 12/19 z gry, wchodząc z ławki na 32 minuty gry. Jego punktowy rekord kariery to 33 z roku 2016, tymczasem w środę w pierwszej kwarcie rzucił 20 punktów dla Pacers z rzędu! Ostatnio w NBA podobna sytuacja miała miejsce w kwietniu w wykonaniu Stepha Currego. Stephenson pojawił się na parkiecie mniej więcej w połowie kwarty i jest jedynym graczem rezerwowym w erze play-by-play (od sezonu 1996-97), który wchodząc na parkiet w pierwszej kwarcie rzucił do jej końca 20 punktów (niekoniecznie z rzędu). Poprzednim rekordem było 18 punktów Willa Bartona w 2015 (ale wszedł w 4 minucie meczu). W erze play-by-play, jest to też rekord pierwszych kwart w Indianie, niezależnie czy wśród graczy pierwszopiątkowych czy  rezerwowych. Poprzedni najlepszy wynik to 19 i ustanowiło go kilku zawodników: Paul George w 2015, Reggie Miller w 1996, Jermaine O’Neal w 2005, Jalen Rose w 2001 i TJ Warren w 2020. 
  • Z kolei w ostatnim meczu, z soboty na niedzielę Stephenson uzbierał (grając podobnie jak trzy dni wcześniej jako rezerwowy) 16 punktów, 6 zbiórek, 14 asyst i 4 przechwyty. Pięć ostatnich meczów w NBA z minimum 14 asystami rezerwowego jest więc udziałem gracza Indiany, poprzednie 4 miał TJ McConnell. Linijka na poziomie 16-6-14-4 w kategorii punktów, zbiórek, asyst i przechwytów padła po raz pierwszy w historii NBA w wykonaniu gracza z ławki, mimo że starterów przekraczających te wartości były dziesiątki. Nie licząc przechwytów, które w NBA notowane są od lat siedemdziesiątych, linijkę na poziomie 16-6-14 z ławki osiągnięto po raz trzeci: TJ McConnell w 2021 (16-6-15) i JJ Barea w 2012 (25-10-14), obaj dokładali przy tym po trzy przechwyty. Przy okazji, 14 asyst to nowy rekord Stephensona w karierze, poprzedni to 13 z roku 2015, z czasów jego gry w Hornets, co ciekawe też z ławki.
  • Świetny występ w tym tygodniu zaliczył Nikola Jokić. W meczu z Utah zapisał na swoim koncie 26 punktów, 21 zbiórek i 11 asyst. Było to jego triple-double nr 64 w karierze (zbliżył się na jeden taki mecz do Jamesa Hardena). Statystyk na poziomie 26-21-11 w trzech podstawowych kolumnach nie było w NBA od 52 lat. Ostatnim, który osiągnął takie liczby był Billy Cunningham w 1970, a przed nim były jeszcze 23 takie występy (16 z nich Wilta Chamberlaina). W meczu z Utah Jokić zanotował drugie w karierze triple-double na poziomie co najmniej 25 punktów, 20 zbiórek i 10 asyst, po 30-21-10 sprzed dwóch lat, co ciekawe również przeciwko Jazz. Tym samym Serb został szóstym graczem w historii z minimum dwoma takimi występami w karierze. Pozostała piątka to: Wilt Chamberlain (24 mecze na poziomie 25-20-10), Oscar Robertson (8), Elgin Baylor (6), Kareem AbdulJabbar i Maurice Stokes (po 2).
  • Russell Westbrook w meczu przeciwko Sacramento przerwał swoją serię 407 spotkań z rzędu z co najmniej jedną stratą. Jest to oczywiście rekord ligi, śrubowany od niemal 6 lat. Ostatni mecz Westbrooka, w którym choć raz nie zgubił piłki miał miejsce w marcu 2016. Kolejna najdłuższa seria meczów zawodnika ze stratą liczy „tylko” 239 mecze Jamesa Hardena (listopad 2016 – grudzień 2019), a na trzecim miejscu jest 209 spotkań Karla Malone z lat 1988-1990.
  • To był dobry tydzień dla Jaylena Browna – ustanowił nowy punktowy rekord kariery i zanotował pierwsze w karierze triple-double. Po sobotnim meczu przeciwko Knicks stał się 24 zawodnikiem Bostonu z trzema podwójnymi zdobyczami. Natomiast na początku tygodnia zaaplikował drużynie Orlando 50 punktów, dokładając 11 zbiórek. Poprzedni rekord punktowy Browna to 46 punktów zdobytych w pierwszym meczu tego sezonu, a do jego otwarcia największe zdobycze Browna to 42. Występ Browna przeciwko Magic to 11 mecz co najmniej pięćdziesięciopunktowy w historii Celtics, a w ostatnich 15 latach po erze Paula Pierce dokonywali tego w Bostonie Jayson Tatum (60 i 53 w 2021) i Isaiah Thomas w 2016 (52). Na te 10 najlepszych punktowo meczów przed Brownem w Bostonie złożyło się sześciu zawodników. Oprócz wspomnianych Tatuma, ThomasaPierce’a, także Larry Bird, Kevin McHale i Sam Jones. Double-double w meczu pięćdziesięciopunktowym w Celtics padło po raz piąty w historii organizacji. Takie mecze mieli także Tatum, McHale i Bird dwukrotnie.
  • Josh Giddey zdobył 17 punktów, 13 zbiórek, 14 asyst i 4 przechwyty w meczu przeciwko Dallas. Było to jego pierwsze triple-double w karierze, został 73 debiutantem w historii z takim meczem. Przede wszystkim jednak, Giddey jest od tego tygodnia najmłodszym zdobywcą triple-double w historii, mając 19 lat i 3 miesiące. „Wyprzedził” o około 60 dni LaMelo Balla z 2021 i o około 240 dni Markelle Fultza z 2018. Żaden z debiutantów nie osiągał też linijki na poziomie 17-13-14-4, a nie licząc przechwytów, była to 8 linijka debiutanta w historii z przekroczonymi kolumnami 17-13-14. Dokonywali tego: Ben Simmons w 2018, Steve Francis w 2000, Michael Jordan w 1985, Walt Frazier w 1968 i Oscar Robertson trzykrotnie (1960-1961).
  • Nie przestaje zadziwiać Omer Yurtseven. Seria meczów z kilkunastoma zbiórkami młodego gracza Miami Heat nadal trwa. Turek nie zszedł poniżej 12 zbiórek od 17 grudnia, czyli od 11 meczów. To 16 tak długa seria debiutanta, ale w ostatnich 50 latach tyle spotkań z co najmniej 12 zbiórkami z rzędu miał jedynie Blake Griffin, który w sezonie 2010-11 zatrzymał się właśnie na 11 takich występach. Jakby tego było mało, ostatnie cztery mecze Yurtsevena to 16, 17, 16 i 16 zbiórek. To pierwsza czteromeczowa seria debiutanta z minimum 16 zbiórkami od ponad 40 lat. Osiem takich występów z rzędu zaliczył Larry Smith w roku 1981.
  • Danny Green w środę zagrał 24 minuty jako gracz pierwszej piątki i nie zanotował żadnej pozytywnej zdobyczy w statystykach. Po czasie, władze ligi skorygowały arkusz statystyczny uwzględniając jeden przechwyt Greena, podczas meczu zaliczony niewłaściwemu zawodnikowi (korekty statystyk to częsta praktyka w NBA). Dwa dni wcześniej podobną linijkę, tzn. taką w której znajduje się tylko jedno pozytywne zdarzenie zaliczył też Patty Mills, tyle że on zagrał 30 minut, a to już zawęża znacznie poszukiwanie podobnych przypadków w historii. Nigdy w NBA nie było gracza, który w 30 lub więcej minut na parkiecie zrobiłby same zera w pięciu statystycznych kolumnach, a takich którzy zrobili raz jedną rzecz było niewielu: 0-1-0-0-0 (czyli zbiórkę) w minimum 30 minut mieli Avery Bradley w 2018 i Eric Williams w 2002. Linijkę 0-0-1-0-0 (czyli asystę) – oprócz Millsa miał także Mychel Thompson 2012 (który nawiasem mówiąc zagrał tylko 5 meczów w NBA), z kolei 0-0-0-0-1 (czyli blok) przy tak długim pobycie na boisku miał jedynie Brandon Rush w roku 2017.

Na kolejne statystyczne ciekawostki z parkietów NBA zapraszam już za tydzień.

Więcej moich artykułów na PROBASKET znajdziesz tutaj.

Polecam tekst o zawodnikach, którzy przed grą w NBA, zagrali w polskiej lidze.








1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj