Lata lecą, a Stephen Curry nie zwalnia tempa. Lider Wojowników rozpoczął nowy sezon z głośnym przytupem. Po triple-double w meczu z Los Angeles Lakers dwukrotny Most Valuable Player w meczu z L.A. Clippers wszedł na jeszcze wyższy poziom. Rekordowa pierwsza kwarta i 45 punktów w całym meczu błyskawicznie wysforowały go na pozycję lidera wyścigu po trofeum dla Najbardziej Wartościowego Gracza (MVP).


Dla największej gwiazdy Warriors stawianie w roli faworyta nie jest niczym nowym. Steph był już na szczycie, więc jest czymś całkiem naturalnym, że wszyscy oczekują od niego najwyższych standardów. Gdy po meczu z Clippers Shaquille O’Neal poruszył temat jego ewentualnej walki o tytuł MVP, Curry zauważył jedynie, że wszelkie sukcesy są owocem codziennej pracy na treningach.

„Jeżeli robisz to, co powinieneś robić, wówczas twoje nazwisko pojawi się w kręgu faworytów… Przed każdym meczem powinieneś oczekiwać od siebie gry na takim poziomie, który upoważni cię do walki o nagrodę MVP. Zawsze starałem się tym kierować…”

Curry utrzymuje wyborną formę z zeszłego sezonu, gdy rozgrywki zakończył ze średnią 32,0 punktów, 5,5 zbiórek oraz 5,8 asyst na mecz. Po dwóch meczach obecnego sezonu jego statystyki są jeszcze lepsze (33 punkty, 10 zbiórek, 5,5 asyst).

Ulegając Memphis Grizzlies w ubiegłorocznym turnieju Play-In, Warriors nie zdołali awansować do fazy playoffs. Być może tamta bolesna porażka rozpaliła dodatkowy ogień w Currym. Patrząc na jego ostatnie popisy, możemy założyć, że 33-latek wręcz pała żądzą rewanżu.

Świetna forma Curry’ego oraz dwa ważne zwycięstwa nad ekipami z LA stanowią świetny prognostyk na dalszą część rozgrywek. Warriors, choć nadal grają bez Klaya Thompsona, już teraz wyglądają solidnie. Po dwóch sezonach rozczarowań nad halą Chase Center w końcu zaświeciło słońce.






ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here