Zwolniony przed tygodniem przez Los Angeles Lakers Matt Ryan dostanie kolejną szansę na parkietach NBA. Umowę two-way podpisali ze skrzydłowym Minnesota Timberwolves, co oznacza, że jego inspirująca koszykarska historia będzie trwać.

Prawdopodobnie najgłośniejsze z pozasportowych doświadczeń nazwisko tego sezonu. Zaledwie dwa lata po pracy jako dostawca jedzenia oraz landscaper na jednym z nowojorskich cmentarzy Matt Ryan trafił na parkiety NBA i przebił się do pierwszej drużyny Los Angeles Lakers (całą historię Ryana znajdziesz w osobnym artykule, klikając w ten link). W drużynie Jeziorowców skrzydłowy rozegrał 12 spotkań, zdobywając cztery punkty w średnio ponad 10 minut spędzanych na boisku. Parę dni po zwolnieniu z LAL po 25-latka sięgnął jednak inny klub NBA, który może zagwarantować mu więcej możliwości do gry.

Mowa tu oczywiście o wcześniej wspomnianych już Minnesota Timberwolves. Drużyna z Minneapolis rezygnując z AJ-a Lawsona, zwolniła dla Ryana miejsce w składzie i podpisze z zawodnikiem umowę two-way, dzięki której skrzydłowy będzie także mógł występować dla ich filii w G League. W ten sposób zespół Wilków najmniejszym możliwym kosztem pozyskał solidnego strzelca, co stanowi odpowiedź na jedną z najbardziej palących aktualnie potrzeb zespołu.

Po 23 rozegranych spotkaniach Timberwolves notują czwartą najgorszą skuteczność zza łuku, rzucając z dystansu na mizernych 32,6%. W całej lidze wyprzedzają pod tym względem jedynie Lakers, Hornets i Knicks, dodatkowo zajmując szóstą lokatę pod względem skuteczności z gry (48,3%) oraz dziewiątą, jeśli chodzi o punkty na mecz (115). Nawet bez kontuzjowanego Karla-Anthony’ego Townsa, a z nie mogącym się nadal dopasować Rudym Gobertem Wilki radzą sobie solidnie z grą wewnętrzną, jednak z małą ilością role playerów trudno im skutecznie rozciągać grę.