Gdy przed rozpoczęciem sezonu 2026/27 w Sacramento zapowiadano nowy rozdział, mało kto spodziewał się, że Kings tak szybko staną się jedną z największych negatywnych sensacji ligi. Po serii dotkliwych porażek i starcie z bilansem 0-6 zespół znalazł się na skraju ustanowienia jednego z najbardziej niechlubnych rekordów w historii NBA. W tym ponurym obrazie pojawił się jednak jasny punkt – 19-letni debiutant Darius Acuff Jr., którego rekordowe wyczyny dają kibicom powody do optymizmu. Czy młody rozgrywający rzeczywiście może być „światełkiem w tunelu” dla kalifornijskiej ekipy, czy jego indywidualne popisy pozostaną jedynym miłym dla oka akcentem w sezonie zmierzającym ku katastrofie?
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Początek rozgrywek w wykonaniu Sacramento Kings przypomina koszmarny sen, z którego kibice w stolicy Kalifornii nie potrafią się obudzić. Problemy widać po obu stronach parkietu. Podopieczni Douga Christiego zajmują dopiero 27. miejsce w lidze pod względem ofensywy i 29. w defensywie, a skala ich problemów była szczególnie widoczna w starciach z Los Angeles Clippers i San Antonio Spurs, którym ulegli odpowiednio 25 i 27 punktami. Trudno więc szukać powodów do optymizmu.
Sytuacja stała się jeszcze bardziej wymowna po porażce 120:132 z New Orleans Pelicans – drużyną, która przed spotkaniem z Kings również nie miała na koncie ani jednego zwycięstwa. James Ham, dziennikarz relacjonujący na co dzień występy zespołu z Sacramento, podsumował to starcie w gorzkich słowach:
– Znaleźli kolejny sposób na porażkę. Kings przyjechali do Nowego Orleanu, gdzie przegrali po raz piąty z rzędu, a przy tym zupełnie zapomnieli, jak należy dbać o piłkę. To była prawdziwa komedia pomyłek.
Kilka dni później, po porażce 105:136 z wciąż niepokonanymi Memphis Grizzlies (6-0), bilans Sacramento pogorszył się do 0-6. Nic dziwnego, że coraz częściej pojawiają się pytania, czy Kings są w stanie pobić niechlubny rekord najgorszego początku sezonu w historii NBA. Wynosi on 0-18 i należy do New Jersey Nets z rozgrywek 2009/10 oraz Philadelphia 76ers z sezonu 2015/16. Analityk Yahoo Sports, Kevin O’Connor, nakreślił jednak jeszcze bardziej ponury scenariusz dla zespołu ze stolicy Kalifornii.
– Sacramento Kings mają obecnie bilans 0-5 i regularnie wysoko przegrywają. W żadnym z najbliższych 14 spotkań nie będą faworytami, a tylko czterech ich rywali przystąpi do meczu po rozegraniu spotkania poprzedniego dnia. Bilans 0-19 jest więc jak najbardziej realny. Przed sezonem przewidywałem, że Sacramento osiągnie najgorszy wynik w historii klubu, ale być może nawet nie doceniłem skali problemów tego zespołu – stwierdził jeszcze przed porażką z Grizzlies.
Spoglądając na terminarz, trudno uznać obawy O’Connora za przesadzone. Po spotkaniu z Dallas Mavericks Kings czeka seria dziesięciu kolejnych meczów z drużynami, które w poprzednim sezonie występowały w fazie play-off. Jeśli Sacramento nie zdoła przerwać fatalnej passy, 25 listopada może przystąpić do starcia z Golden State Warriors z bilansem 0-17, mając na koncie zaledwie jedną porażkę mniej od niechlubnego rekordu NBA.
Za fatalnym początkiem sezonu Kings stoi kilka problemów, wśród których szczególnie widoczna jest plaga kontuzji oraz brak spójnej koncepcji budowy zespołu. Sacramento od pierwszych dni rozgrywek musiało radzić sobie bez kilku ważnych zawodników. Ben Simmons zerwał ścięgno Achillesa w prawej nodze, co wykluczyło go z gry do końca sezonu 2026/27. Keegan Murray zmaga się z zapaleniem torebki stawowej w lewej kostce, Maxime Raynaud leczy podwichnięcie rzepki, a Dylan Cardwell pauzuje z powodu urazu łydki.
Pomimo presji ze strony mediów i kibiców posada trenera Christiego na razie pozostaje bezpieczna. Jak poinformował Sam Amick z The Athletic, władze klubu uważają, że szkoleniowiec powinien dostać szansę poprowadzenia zespołu w momencie, gdy kadra będzie w pełni sił. W Sacramento chcą obecnie stawiać na rozwój młodych zawodników, zamiast podejmować pochopne decyzje dotyczące sztabu szkoleniowego. Kolejna seria porażek może jednak sprawić, że cierpliwość kierownictwa zostanie wystawiona na poważną próbę.
Problemem pozostaje jednak również konstrukcja składu i narastająca frustracja w szatni. Chris Haynes zwrócił uwagę na napięcia panujące w zespole, wskazując na jeden z głównych powodów niezadowolenia zawodników:
– W szatni rośnie frustracja z prostego powodu: w tym składzie brakuje rozgrywającego, który potrafiłby uporządkować grę w ataku.
Zach LaVine zdobywa wprawdzie średnio 23,5 punktu na mecz, ale jego dobiegający końca, opiewający na blisko 49 milionów dolarów kontrakt, sprawia, że może być jednym z głównych kandydatów do wymiany. Podobnie wygląda sytuacja Domantasa Sabonisa, zarabiającego w tym sezonie 45,5 miliona dolarów. Litwin w sześciu dotychczasowych występach notował średnio 16 punktów i 15,8 zbiórki, ale oddawał zaledwie niespełna 10 rzutów z gry na mecz – najmniej od sezonu 2018/19, gdy był jeszcze zawodnikiem Indiana Pacers.
Gdyby tak jednak odłożyć na bok tabelę i wskaźniki zespołowe, kibic koszykówki w Sacramento mógłby odnieść wrażenie, że jest świadkiem narodzin nowej supergwiazdy. Wybrany z 7. numerem w tegorocznym drafcie Darius Acuff Jr. po zaledwie jednym sezonie spędzonym na uczelni Arkansas wszedł do NBA z przytupem, jakiego liga nie widziała od dekad.
Już w pierwszych trzech meczach 19-latek oddał aż 73 rzuty z gry, bijąc rekord debiutantów należący od sezonu 2006/07 do Kevina Duranta, który w tym samym okresie próbował 64 razy. Został też pierwszym zawodnikiem w historii NBA, który w każdym z trzech pierwszych występów w karierze oddał co najmniej 20 rzutów. Z kolei 67 „oczek” zdobytych w tych spotkaniach pozwoliło mu wyprzedzić legendę Kings, Jasona Williamsa, i awansować na trzecie miejsce w historii klubu wśród pierwszoroczniaków. Więcej punktów w pierwszych trzech meczach dla Sacramento zdobyli tylko Maurice Stokes i Oscar Robertson.
Prawdziwy popis możliwości Acuffa nastąpił jednak w starciu z Pelicans. Spędzając na parkiecie 41 minut, zdobył 34 punkty, rozdał 14 asyst i zanotował sześć zbiórek. Tym samym został zaledwie czwartym nastolatkiem w dziejach ligi – obok LeBrona Jamesa, Luki Doncicia i Stephona Marbury’ego – który w jednym meczu uzyskał co najmniej 30 punktów i 10 asyst. Był to również pierwszy taki występ debiutanta Kings od czasu Kenny’ego Smitha w 1988 roku.
Zaledwie dwie noce później, w przegranym spotkaniu z Grizzlies, Acuff ponownie zapisał się w historii NBA. Został pierwszym nastolatkiem, który trafił dziewięć rzutów za trzy punkty w jednym meczu (przy 14 próbach), wyrównując jednocześnie ogólny rekord debiutantów. Zakończył to spotkanie z dorobkiem 38 punktów, zostając najmłodszym zawodnikiem w historii organizacji (19 lat i 349 dni), który zdobył co najmniej 30 punktów w dwóch kolejnych meczach. Poprzedni rekord należał do – ponownie – Oscara Robertsona, który dokonał tego w wieku 21 lat i 357 dni. Ogółem w sześciu występach Darius notował średnio 26,3 punktu i 6,3 asysty na mecz, zdecydowanie prowadząc w klasyfikacji strzelców wśród debiutantów.
Czy jednak niesamowite wyczyny Dariusa Acuffa Jr. pozwalają uznać go za prawdziwe „światełko w tunelu” dla Sacramento Kings? Odpowiedź nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać. Talent młodego rozgrywającego nie podlega dyskusji, ale jego potencjał trzeba oceniać również przez pryzmat wieku, ograniczeń i problemów całego zespołu.
Z jednej strony były gracz Arkansas bez wątpienia jest najjaśniejszym punktem Kings w tym sezonie. Jego dynamika, szybkość w kontrataku, łatwość mijania obrońców pierwszym krokiem i ogromna pewność siebie sprawiają, że 19-latek potrafi samodzielnie kreować pozycje rzutowe zarówno dla siebie, jak i partnerów. Sztab szkoleniowy pozwolił mu na bardzo dużą swobodę w ofensywie, rzadko spotykaną u debiutantów.
Autor analizy wideo przygotowanej przez kanał Beyond NBA zwrócił uwagę na wyjątkowo dużą swobodę, jaką sztab szkoleniowy daje młodemu rozgrywającemu:
– Nie wiem, czy kiedykolwiek widziałem, aby jakakolwiek drużyna dała debiutantowi tak dużą swobodę, jak Kings dają teraz Dariusowi Acuffowi Jr. I słusznie – Kings od dawna są na dnie, więc czemu nie pozwolić mu po prostu się rozwijać? W ataku jest zawodnikiem wybitnym.
Z drugiej strony nie brakuje powodów do ostrożności. Początkowo duża liczba oddawanych przez Acuffa rzutów nie szła w parze ze skutecznością. Przed popisowym występem w Memphis trafiał zaledwie 22,2% rzutów za trzy i niespełna 38% wszystkich prób z gry. W jego grze widać również problemy typowe dla młodych zawodników nastawionych przede wszystkim na zdobywanie punktów – dużą liczbę strat (sześć w meczu z Pelicans) oraz niedostateczne zaangażowanie w defensywie.
– O ile w ataku jest graczem wybitnym, o tyle w obronie musi się poprawić. Bywają momenty, w których po prostu odpuszcza krycie po zasłonach. Musi też dbać o to, by nie stać się jednowymiarowym strzelcem, lecz stale angażować partnerów – zauważył autor wspomnianej analizy.
Niemniej, oceniając rolę nastolatka w kontekście przyszłości klubu, trzeba pamiętać o sytuacji, w jakiej znajdują się Kings. Zespół nie ma w tym sezonie wygórowanych oczekiwań wynikowych, a bilans 0-6, choć bolesny, może jedynie przyspieszyć konieczną przebudowę organizacji. W takich okolicznościach posiadanie 19-letniego rozgrywającego, który już w pierwszym miesiącu zawodowej kariery dołączył do grona rekordzistów obok LeBrona Jamesa, Oscara Robertsona czy Luki Dončicia, jest ogromnym atutem. Acuff nie jest jeszcze kompletnym zawodnikiem, ale ma fundamenty i mentalność, które pozwalają widzieć w nim potencjalnego lidera zespołu budowanego na kolejne lata.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Sprawdź też kanał PROBASKET na WhatsAppie! Dołącz do obserwowania go, aby nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA. A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam. Zapraszamy!










