Jaylen Brown nigdy nie należał do sportowców, którzy pozwalają zamknąć się w ciasnych ramach ligowych parkietów. MVP Finałów NBA z 2024 roku i nowy nabytek Philadelphia 76ers po raz kolejny udowodnił, że jego ambicje sięgają znacznie dalej niż zdobycze punktowe. Od niespodziewanego debiutu na bokserskim ringu w Nigerii, przez ostrą krytykę komercjalizacji sportu, aż po głębokie refleksje nad rasowymi stereotypami i własnym dziedzictwem – każdy z tych tematów prowadzi do tego samego pytania: jak daleko może wyjść poza parkiet gwiazdor NBA, który nie zamierza ograniczać się wyłącznie do koszykówki?
Tego lata Jaylen Brown zaskoczył świat sportu, zamieniając parkiet NBA na bokserski ring. Podczas wizyty w Nigerii, związanej z działalnością jego fundacji 7uice Foundation, koszykarz Philadelphia 76ers wziął udział w pokazowej walce z pięściarzem wagi ciężkiej Solomonem Imoleayo, a nagranie z jego debiutu szybko obiegło media społecznościowe. Sam zawodnik podszedł do całej sytuacji z dużym dystansem, przyznając w komentarzu pod filmem: – W ogóle się do tego nie przygotowywałem.
Takie zamiłowanie do sportów walki nie jest jednak przypadkowe. Jego ojciec, Quenton Marselles Brown, był zawodowym bokserem i mistrzem świata organizacji WBU, a w ringu rywalizował również jego dziadek, Willie Brown. Sam koszykarz od 2023 roku trenuje muay thai i od dawna interesuje się boksem oraz UFC. Pokazowa walka w Nigerii była więc kolejnym krokiem w kierunku pasji, która towarzyszy mu od lat. Przed pierwszym sezonem w barwach 76ers jego nastawienie jest zresztą wyjątkowo jasne. Jak sam przyznał: – Czuję, że w tym roku chcę krwi.
Przeprowadzka JB z Bostonu, gdzie spędził dziesięć sezonów i zdobył mistrzostwo NBA, do Filadelfii była jednym z najgłośniejszych ruchów transferowych tego lata. W szczerej rozmowie z dwukrotnym laureatem Oscara, Mahershalą Alim, przeprowadzonej w ramach serii „Game Recognize Game” magazynu „The Hollywood Reporter”, gwiazdor opowiedział nie tylko o kulisach swojej decyzji, ale również o mechanizmach rządzących współczesnym sportem.
Brown wyznał, że choć miłość do koszykówki towarzyszyła mu od najmłodszych lat, gdy uczył się chodzić, goniąc za piłką, zderzenie z machiną NBA zmieniło charakter tej relacji. Wskazał przy tym na presję biznesową, statystyki i politykę wewnątrz ligi jako czynniki, które potrafią przyćmić młodzieńczą pasję.
– W NBA jest trochę inaczej niż wtedy, gdy po prostu bezinteresownie kochasz koszykówkę. Z czasem staje się to pracą – zauważył, by dodać po chwili: – A do tego dochodzą jeszcze wszystkie układy i interesy wewnątrz tej gry. Pewne rzeczy są mocniej eksponowane, bo dobrze sprzedają się jako rozrywka, przynoszą większe pieniądze albo dobrze wyglądają w statystykach. Tak, czasami trochę odbiera to człowiekowi miłość do gry. Ale kocham ją tak bardzo, że nie da się jej całkowicie we mnie stłumić.
Jednym z najmocniejszych wątków wypowiedzi Browna był jego sprzeciw wobec postrzegania czarnoskórych sportowców wyłącznie jako ludzi odpowiedzialnych za dostarczanie kibicom rozrywki. Koszykarz jasno mówił o tym, jak sam postrzega swoją rolę poza parkietem: – Moim obowiązkiem nie jest dostarczanie wam rozrywki. Jestem tu po to, żeby wywierać wpływ.
W ocenie Browna opór, z jakim spotykają się sportowcy angażujący się w sprawy społeczne czy biznesowe, ma głębokie podłoże historyczne. Jak tłumaczył: – Pojawia się opór, a czasem wręcz obawa, której źródłem jest trauma niewolnictwa. Kiedyś robienie czegokolwiek poza byciem niewolnikiem było problemem. Czytanie, pisanie — wszystko.
Zdaniem 29-latka ten strach ma sprawić, że utalentowani ludzie będą bali się wychodzić poza wyznaczone im ramy. Koszykarz chce przełamać ten schemat dla przyszłych pokoleń i sprawić, by młodzi ludzie nie bali się wykorzystywać swoich możliwości, nawet jeśli spotka się to ze sprzeciwem otoczenia. Później podsumował swoją filozofię w zaledwie trzech słowach: – Odwaga jest zaraźliwa.
Za postawą Browna stoją także wiara i zasady, którymi kieruje się w życiu. W rozmowie z Alim koszykarz przyznał, że ogromny wpływ na jego dyscyplinę miał islam, który zaczął zgłębiać jako nastolatek. Jak tłumaczył, wiara pomogła mu zachować kontrolę nad sobą i nie ulegać licznym rozpraszaczom współczesnego świata.
Tę samą wagę przywiązuje zresztą do budowania relacji z otoczeniem. Pokazał to już podczas pierwszej konferencji prasowej jako zawodnik 76ers — zamiast zorganizować ją w klubowym obiekcie, wybrał lokalne centrum rekreacyjne w Southwest Philly, gdzie czekała na niego miejscowa młodzież. Jak sam podkreślał, chciał w ten sposób zaznaczyć, że społeczność i działalność na jej rzecz są dla niego ważnym elementem nowego rozdziału w Filadelfii.
Co ciekawe, podczas gdy jego kolega po fachu szuka nowych wyzwań w ringu i działalności społecznej, Landry Shamet rozwija zupełnie inną pasję — fotografię. Obrońca New York Knicks, który po sezonie zwieńczonym mistrzostwem NBA podpisał tego lata czteroletni kontrakt wart 24 miliony dolarów, został zauważony podczas US Open. Nie pojawił się tam jednak wyłącznie jako kibic. 29-latek od trzech lat fotografuje jedno z największych wydarzeń światowego tenisa, pracując w strefie prasowej obok zawodowych fotoreporterów, a swoje zdjęcia publikuje w mediach społecznościowych.
Historie Jaylena Browna i Landry’ego Shameta pokazują, że współczesny koszykarz coraz częściej nie mieści się już w jednej, sportowej definicji. Jeden wykorzystuje swoją pozycję, by mówić o społeczności, kulturze i własnych przekonaniach, drugi po prostu bierze do ręki aparat i rozwija pasję, która nie ma nic wspólnego z koszykówką. Obaj pozostają zawodnikami NBA, ale coraz częściej pokazują, że parkiet jest tylko jednym z miejsc, w których sportowiec może wyrażać siebie.










