Spencer Jones wydaje się być w porządku, zdroworozsądkowo myślącym gościem, a nie kolejnym zawodnikiem NBA, który nie myśli o przyszłości po zakończeniu kariery, mimo że sama liga dba już o to, by takich przypadków było jak najmniej. Po drugim sezonie w najlepszej koszykarskiej lidze świata, w którym trafiał ponad połowę swoich rzutów z gry oraz prawie 40 proc. rzutów za trzy punkty, podpisał dwuletnią umowę o łącznej wartości kilkunastu milionów dolarów. Na jednym ze swoich kont w mediach społecznościowych podzielił się tym, na co zamierza przeznaczyć swoje pieniądze.
„W tym roku mam zarobić 6 milionów dolarów. Po podatkach, prowizji agenta i tzw. jock tax [red. – podatkach płaconych w poszczególnych stanach za mecze wyjazdowe] szacuję, że realnie zostanie mi około 3,3 miliona dolarów do rozdysponowania. Tak o tym myślę:
Venture capital [red. – inwestycje w startupy]: 15–20 procent. To dość agresywne podejście, ale mam 25 lat, bardzo długi horyzont inwestycyjny, dzięki swojej sieci kontaktów mam dostęp do naprawdę interesujących możliwości i chcę, żeby inwestowanie w start-upy [red. – młoda, rozwijająca się firma o dużym potencjale wzrostu] było częścią mojej kariery jeszcze długo po zakończeniu gry w koszykówkę.
Wydatki na życie: mniej niż 100 tys. dolarów. To pewnie brzmi zaskakująco przy takich zarobkach, ale jako zawodnik NBA mam pokrywaną sporą część kosztów. Podróże, posiłki, sprzęt itd. Mam też 25 lat i jestem singlem. Dobrze się bawię, a jednocześnie po prostu nie czuję potrzeby wydawania pieniędzy na zbyt wiele rzeczy.
Pozostałe ponad 2,5 miliona dolarów trafia w te nudniejsze miejsca: fundusze indeksowe, oszczędności i częściowo na działalność charytatywną.
I właśnie o to w tym wszystkim chodzi. Największa część mojego planu finansowego jest jednocześnie najmniej ekscytująca.
Kiedy byłem na kontrakcie two-way, powiedziałem sobie, że jeśli kiedyś przyjdzie większy kontrakt, mój poziom życia nie wzrośnie automatycznie razem z nim.
Teraz ten kontrakt jest.
Celem nie jest ustalenie, na jak duże wydatki mogę sobie pozwolić.
Chodzi o to, jak dużą wolność mogę sobie zbudować.” – napisał Spencer Jones na swoim profilu na X.
Wielu koszykarzy NBA mogłoby wziąć przykład z Jonesa, który nie traktuje pierwszego dużego kontraktu jako przepustki do droższego stylu życia. Nie czuje się, jakby już złapał Pana Boga za nogi. Ma świadome podejście: większe zarobki nie mają automatycznie oznaczać większych wydatków.
Oryginalny wpis:
Sprawdź też, jak Spencer Jones zapracował sobie na nową umowę w NBA:










