Nieobecność Joela Embiida (przynajmniej na początku serii z Miami) sprawia, że wszyscy zastanawiają się jak zagra James Harden. Kibice Sixers liczą, że będzie grał jak kiedyś w Houston Rockets i poprowadzi ich zespół do zwycięstw. Dziennikarze zastanawiają się czy Harden jest jeszcze w stanie grać na takim poziomie, a co za tym idzie czy jego przyszłość w NBA nie staje pod znakiem zapytania? Spróbuję wyjaśnić dlaczego.

James Harden ma 33 lata i jeszcze dwa sezony temu rzucał średnio 34,3 punktu. Przez osiem lat grania w Houston przyzwyczaił nas do znakomitych indywidualnych występów. Oddawał ponad 20 rzutów w każdym meczu (często więcej niż 10 z dystansu), grał mnóstwo izolacji (1 na 1), a do tego wymuszał faule rywali jak nikt inny. Przez sześć lat oddawał i trafiał najwięcej osobistych w całej NBA.

NBA nawet zmieniła przepisy, bo Harden osiągnął „najwyższy poziom cwaniactwa” i jego gra czasem przypominała już tylko szukanie kontaktu z rywalem w celu wymuszenia przewinienia. To działało na niekorzyść całej NBA, bo wielu kibiców mówiło, że tego się nie da oglądać. Wydaje się, że liga osiągnęła consensus w tej sprawie i nie promuje już zachowań, które z koszykówką nie miały wiele wspólnego.

W trakcie pandemii zobaczyliśmy na Instagramie zdjęcie Hardena w świetnej formie fizycznej. Jednak kilka miesięcy później (po odejściu Daryla Moreya z Rockets) chciał wymusić transfer i doprowadził się do poziomu, z którego do dziś nie może wyjść. Harden ma taką budowę ciała, że wygląda na grubszego, niż jest w rzeczywistości, ale jego organizm ma też takie właśnie „tendencje” i widać, że ma to teraz wpływ zarówno na jego zdrowie, jak i formę.

Nie wiemy czy późniejsze urazy nie wynikały z za dużej masy organizmu, przeciążenia, czyli braku optymalnej formy fizycznej. Waga, kontuzje i wiek mają wpływ na częstotliwość urazów oraz na dynamikę i szybkość – utrata przewagi w pierwszym kroku w przypadku Hardena jest bardzo wyraźna w jego grze i sprawia, że ma on coraz częściej problemy z defensywą rywali.

Po lewej Harden w trakcie pandemii w 2020 roku, po prawej pół roku później, kiedy chciał wymusić transfer.

Transfer do Brooklyn Nets pamiętamy, że się udał, ale mistrzostwa mu nie dał. Rok temu z play-offów wyeliminowała go kontuzja. W tym roku Harden miał dość sytuacji z Kyriem Irvingiem i znów wymusił na swoim klubie transfer.

W Sixers miał z Embiidem stworzyć duet nie do zatrzymania. On, superstrzelec i znakomity rozgrywający, a obok niego najlepszy center w lidze – jeden z trzech kandydatów do nagrody MVP za obecny sezon.

Gra Hardena w Sixers na razie nie wygląda jednak najlepiej. Przeciwko Raptors w pierwszej rundzie miał kilka słabszych występów. Rywale wykorzystują jego problemy w obronie. Oczywiście Harden to wciąż czołówka NBA. Znakomicie uruchamiał partnerów (15 asyst w ostatnim meczu), ale w jednym ze spotkań spadł za sześć fauli, w innym trafił tylko 5 z 17 rzutów itd.

Kilka dni temu Krzysztof Dziadek pisał o tym jak Harden zawodzi w tych play-offach.

Seria z Miami zdecyduje o przyszłości Hardena

W pierwszych meczach z Miami nie zagra Joel Embiid. Oczekiwania są takie, że to Harden weźmie na siebie ciężar gry, że będzie generałem, który dzieli i rządzi – podaje lub rzuca, od którego zależeć będzie wynik meczu i postawa Sixers.

Pytanie jednak czy Harden jest w stanie jeszcze na ten poziom wejść? Ma 33 lata i ostatnie dwa sezony pokazały duży „zjazd”, jeśli chodzi o jego „możliwości dominacji” w ataku.

Nie oznacza to, że nagle nie jest bardzo dobrym zawodnikiem. Oczywiście, że jest, ale wydaje się, że nie jest już tym Hardenem, którego pamiętamy i wiele osób uważa, że nie jest już w stanie wejść na ten wyższy poziom do którego nas przyzwyczaił.

Seria z Miami Heat ma być dla niego sprawdzianem. Ma też dać władzom Sixers odpowiedź na pytanie: czy na pewno powinniśmy inwestować w niego ogromne pieniądze i wiązać się z nim na długie lata?

Sytuacja kontraktowa Hardena też się skomplikowała tzn. jest niejasna. Niejasne są intencje zawodnika.

Wyglądało to tak:

  • Podczas transferu NetsSixers ustalono, że Harden podejmie „opcję zawodnika” i to automatycznie przedłuży jego kontrakt z Sixers o kolejny sezon (2022/23) za 47 milionów dolarów.
  • Harden tego nie zrobił w lutym (podobno zapomniał – dziwne!).
  • Harden może to zrobić w czerwcu i nie będzie tematu.
  • Jeśli Harden nie podejmie „opcji zawodnika”, to latem będzie mógł odejść do innego klubu lub zażądać od Sixers wieloletniej umowy.

Sixers teoretycznie mogliby Hardenowi zaproponować 270 milionów dolarów za kolejne 5 lat, ale teraz zadajmy sobie pytanie: czy to ma jakikolwiek sens?

60 milionów dolarów za sezon za 5 lat u gracza, który będzie miał 38 lat, a już w wieku 33 wydaje się, że jest daleki od swojego życiowej formy?

O spiskowej teorii i kontrakcie Hardena pisałem już w połowie lutego.

Myślę, że dlatego Sixers tak bardzo zależało na tym, aby Harden podjął opcję zawodnika na jeszcze jeden – aby nie musieli się deklarować i oferować mu pięcioletniej umowy. Żeby spróbować teraz i za rok, a jak zobaczą, że Harden nie jest w najlepszej formie to, albo inne zupełnie negocjacje tzn. inne kwoty, albo rozstanie.

Pamiętajmy też, że to nie są pieniądze Moreya. Ma on nad sobą właściciela klubu, który musi myśleć o przyszłości. Poza tym Filadelfia to miasto bardzo „zaangażowane” – tam kibice mają ogromne oczekiwania i nie zniosą fochów czy obijania się. Już była jedna afera z Hardenem, kiedy ten po przegranym meczu wrzucił na Instagram zdjęcie z imprezy urodzinowej „kolegi rapera”. Fanom Sixers mocno się to nie spodobało. Według nich zawodnicy muszą mieć określone priorytety.

Ostatnio usłyszałem takie określenie: Sixers mogą zajść w play-offach tak daleko, jak ich James Harden zaprowadzi.

Zwłaszcza, kiedy wiadome jest, że Embiid nie zagra przynajmniej w pierwszych dwóch spotkaniach w Miami. Dlatego właśnie dyspozycja Hardena będzie w tej serii tak ważna. Gra się będzie toczyć nie tylko o awans do finału Wschodu, ale też o przyszłość Hardena w Sixers oraz ogromne pieniądze, które może otrzymać, jeśli spełni oczekiwania władz klubu i kibiców.

Kiedy Harden grał dobrze w serii z Raptors, to Sixers wygrywali bez problemów. Kiedy miał problemy, to także Sixers je mieli.

Sixers bez Embiida nie są faworytami rywalizacji z Heat. Musimy jednak pamięć, że w Miami też mają problemy ze zdrowiem. Może się okazać, że nieobecność np. Jimmy’ego Butlera (problemy z kolanem) otworzy Hardenowi szansę i da kibicom Sixers nadzieję na wygraną.