Rozstrzygnięcia sezonu 2020/21 spowodowały, że spora część ekip szukała nowego trenera. Becky Hammon została zaproszona na kilka rozmów o pracę, lecz koniec końców pozostaje na ławce Gregga Popovicha i nadal musi cierpliwie czekać na swoją szansę. 


Wiele mówiło się o dużym zainteresowaniu Becky Hammon ze strony Portland Trail Blazers. Znalazła się nawet w trójce finalistów z Mikem D’Antonim oraz Chaunceyem Billupsem. W Oregonie postawili na Billupsa, co spotkało się z wieloma głosami niezadowolenia wśród kibiców drużyny. Hammon ma bowiem znacznie większe doświadczenie i nie jest postacią “obciążoną” przez swoją przeszłość. Mimo to po raz kolejny musiała przełknąć gorzką pigułkę. 

Nie jestem zła – podkreśla. – Taki jest ten biznes, bardzo konkurencyjny. Na koniec dnia musisz być szczery. Jeśli chcesz mnie zatrudnić, to na pewno znajdziesz ku temu dobry powód. Jeśli nie chcesz, to także znajdziesz pod to odpowiedni argument. Tak już jest – dodaje. Hammon jest mimo wszystko wdzięczna Blazers za to, że odsłonili przed nią kolejne mechanizmy związane z zatrudnianiem szkoleniowców. To ma jej ułatwić życie w przyszłości. 

Na ten moment Hammon pozostaje na ławce trenerskiej Gregga Popovicha i czeka na kolejne okazje. Spośród wszystkich trenerek pracujących obecnie w NBA, to właśnie 6-krotnej All-Star WNBA daje się największe szanse na to, by przejąć jedną z trzydziestu drużyn w charakterze head-coacha. Od początku wiedziała, że nie jest faworytem do objęcia Portland Trail Blazers. – Wiedziałam, że jestem druga i wiedziałam, kogo chcą. Nie mam z tym żadnego problemu – mówi dalej. 

– […] W każdym wyścigu mojego życia zawsze byłam za czyimiś plecami. Tak po prostu jest i jestem tego świadoma – kontynuuje Hammon. Pop od samego początku podkreśla, że włączył ją do składu trenerów, ponieważ “Becky wnosi wiele do zespołu, a on sam podziwia jej spojrzenie na basket”. Teraz Hammon z tego samego powodu chce zostać zatrudniona w roli pierwszego szkoleniowca. – Muszę być odpowiednim trenerem – nie mężczyzną czy kobietą – dla odpowiedniego zespołu, w odpowiednim mieście i w odpowiednim czasie – kończy. 






3 KOMENTARZE

  1. Chyba Pelicany jeszcze wolne…
    Wszystko się zmienia. Ta zmiana też kiedyś nastąpi. Trzymam kciuki za Becky.

  2. Podoba mi się jej podejście do sprawy. Mam nadziej, że druga strona również rzetelnie i uczciwie ocenia ją i jej umiejętności jako trenerki a nie kobiety. NBA jest konkurencyjna i wymagającą ale też relacyjna (jak cały świat dzisiaj) więc czasami decyzję klubów są zaskakujące a kandydaci latami czekają na oferty.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here