Te rozgrywki były przełomowe dla Tyusa Jonesa. Przełomowe zarówno pod kątem jakości gry, jak i aspiracji. Jak przyznaje sam zawodnik, jego wymagania co do roli w zespole wzrosły, co może mieć wpływ na jego przyszłość w drużynie Memphis Grizzlies.

Za Tyusem Jonesem najlepszy sezon w zawodowej karierze. W barwach rewelacji rozgrywek – Memhpis Grizzlies – rozgrywający zdobywał średnio 8,7 punktu i 4,4 asyst. Liczby nie oddają jednak jego prawdziwej przydatności dla zespołu, zwłaszcza gdy kontuzjowany był Ja Morant. 25-latek doskonale sprawdził się jako „generał parkietu”, przez którego ręce przechodziła większość ataków Miśków, a drużyna zaliczyła w tym okresie bilans 20-5.

Po zasmakowaniu większej odpowiedzialności, jak mówi sam zawodnik, jego aspiracje znacznie wzrosły. Nie wystarczy mu już tylko bycie kluczowym zmiennikiem. Jones chce w niedalekiej przyszłości być wychodzącym w pierwszej piątce nominalnym rozgrywającym. – Skłamałbym, jeżeli powiedziałbym, że jest inaczej – przyznał.

Czy to oznacza, że w Memphis nie ma dla 26-latka przyszłości? Zawodnik wspomniał, że kocha to miasto i całą organizację Grizzlies, która uczyniła go zupełni innym graczem. Tego lata Jones stanie się niezastrzeżonym wolnym agentem i będzie mógł samodzielnie zadecydować o swojej przyszłości. Wśród chętnych na jego usługi znajdują się New York Knicks.

Efektywność gry Jonesa obrazuje pewna zwalająca z nóg statystyka. Jego stosunek asyst do strat w całej karierze wynosi 5.2, co jest najwyższym tego typu wskaźnikiem spośród wszystkich graczy, którzy kiedykolwiek biegali po parkietach NBA. Drugi w klasyfikacji wszech czasów sklasyfikowani jest Muggsy Bogues (4.7), a kolejne miejsca zajmują John Paxson (4.2) i Chris Paul (4.0).

W czwartek 19 maja o godz. 21:00 transmitowany będzie kolejny podcast PROBASKET Live, gdzie Michał Pacuda i Krzysztof Sendecki podsumująjeszcze siódme mecze Celtics – Bucks i Suns – Mavs, a także omówią finały Konferencji. Będą też inne ciekawe tematy. Zapraszamy!