NBA: Giannis blisko rekordu Jordana, ale świetny występ Greka nie uratował Bucks

4
2420

Po zwycięstwie 118-108 w drugim meczu finałów, Phoenix Suns prowadzą w rywalizacji z Milwaukee Bucks już 2-0. Od upragnionego mistrzostwa dzielą ich już tylko dwie wygrane. Słońca obroniły swój parkiet, a Bucks mimo cudownego ozdrowienia Giannisa nie potrafili dotrzymać kroku rozpędzonym rywalom.


W drużynie z Wisconsin narasta niepokój. W pierwszych dwóch starciach finału mistrzowie wschodu byli zaledwie tłem dla błyskotliwych Suns. Zwycięstwo z Atlantą mimo nieobecności Giannisa napawało dużym optymizmem. Bohaterowie serii z Hawks Middleton, Holiday i Lopez świetną dyspozycję mieli przełożyć na finał. Starcia w Phoenix pokazały jednak, że mistrzowie zachodu poprzeczkę zawiesili im zbyt wysoko. Cała trójka zawiodła, zwłaszcza w meczu nr 2.

Najlepszym graczem Kozłów w dwóch pierwszych meczach finału okazał się niespodziewanie rekonwalescent Antetokounmpo. Grek w obu pojedynkach zagrał znacznie powyżej oczekiwań. W pierwszym meczu oprócz 20 punktów zebrał 17 piłek, a w game 2 bój z rywalami toczył niemal w pojedynkę. Czwartkowy mecz zakończył z linijką 42 punkty, 12 zbiórek, 4 asysty, 3 bloki i jeden przechwyt. Wielki trud Giannisa poszedł jednak na marne, gdyż jego koledzy swoją postawą mocno w tym meczu rozczarowali.

Antetokounmpo został czwartym w historii zawodnikiem, któremu w meczu finałów udało się skompletować minimum 40 punktów, 10 zbiórek i 3 bloki. Podobne linijki zaliczyli również Kareem Abdul-Jabbar, LeBron James oraz Shaquille O’Neal (trzykrotnie). Giannis jako jedyny z tego grona swój mecz ostatecznie przegrał. Rzut oka na box score pomoże nam zrozumieć, dlaczego w tym zacnym gronie jedynym przegranym okazał się właśnie Giannis.

Middleton, Holiday i Lopez zawiedli na całej linii, gromadząc wspólnie zaledwie 36 punktów. Middleton trafił 5 z 16 rzutów, Lopez 4 z 10, a najbardziej nieskuteczny z całej trójki Holiday 7 z 21. Osamotnionemu Antetokounmpo ewidentnie zabrakło wsparcia.

Greek Freak robił wszystko, co mógł, by uchronić swoją ekipę przed drugą porażką. 20 punktów zdobyte przez niego w samej trzeciej kwarcie to najlepsze indywidualne osiągnięcie w finałach NBA od czasu 22 punktów Michaela Jordana w 1993 roku.

Heroiczna postawa Giannisa nie uchroniła drużyny Kozłów przed porażką. Jeśli Mike Budenholzer i jego sztab nie wymyślą sposobu na to, by pogodzić na boisku role swoich liderów, to wykrzykiwana przez fanów Phoenix formułka „Suns in 4” szybko stanie się rzeczywistością. Jeśli Bucks wciąż myślą o mistrzostwie, to swoje domowe spotkania wzorem serii z Brooklyn Nets muszą koniecznie wygrać. Jeśli tak się stanie, walka o mistrzostwo rozpocznie się od nowa. Z perspektywy obiektywnego kibica mamy nadzieję, że rywalizację zakończy dopiero mecz numer 7.






4 KOMENTARZE

  1. „minimum 40 punktów, 10 zbiórek i 3 bloki” ale bezsensowna statystyka. Jak w następnym meczu zrobi to samo ale będzie 1 blok więcej to nowy rekord? Kombinacje, permutacje w NBA to istna nieskończoność rekordów. Tak ogromna że w sumie takie połączenie i-to-i-to-i-to-i-to nie mają już znaczenia oprócz fanów liczb (które nie odzwierciedlają sukcesów).

    • Zgadzam się, że tego rodzaju szukanie rekordów na siłę jest słabe. Czekam na coś konkretnego, jak 62 punkty w meczu i pobity rekord wszech czasów Baylora.

  2. A ja się dziwię, dlaczego trener nie wykorzystuje potencjału Lopeza. Facet pokazał się z dobrej strony w serii z Hawks, a tutaj, w meczu nr 2 akcje gdy otrzymywał piłkę od kolegów można policzyć na palcach jednej ręki.

    • Lopez nie daje rady bronić Paula/Bookera po switchach, co wydatnie pokazało G1 i zabawa CP3 z Lopezem na półdystansie. Niestety, Bud jest beznadziejnym taktykiem i zamiast grać small-ball z Giannisem na centrze (lub Tuckerem na fałszywej piątce) twardo trzyma się planów z Brookiem grającym na centrze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here