„Lakers wygrają 4-0”, „Heat nie mają szans”, „Jak oni się w tych finałach znaleźli!?”, „Ale nudny ten finał”, to tylko niektóre z komentarzy, które często powtarzały się wśród kibiców NBA po pierwszych dwóch spotkaniach finału NBA 2020. Rzeczywiście, Lakers zdominowali Heat w meczach numer 1 i 2, a do tego zespół z Miami stracił dwójkę liderów – Gorana Dragicia i Bama Adebayo. Co zatem wydarzyło się w trzecim spotkaniu, że Heat je wygrali?


Jimmy Butler zdobył 40 punktów i miał 11 zbiórek oraz 13 asyst. Jego znakomita postawa zarówno w ataku, jak i obronie, była jednym z głównych czynników, który wpłynął na wynik spotkania. Jednym z, ale nie jedynym. Butler sam tego meczu nie wygrał. W poniższym tekście postaram się przeanalizować mecz numer 3 i pokazać, jakie elementy złożyły się na wygraną Heat i przegraną Lakers.

Fakty i Analiza

  • Heat wygrali z Lakers 115:104. Statystyki trzeciego spotkania finału znajdziecie tutaj>>
  • Lakers prowadzą w finale NBA 2-1. Relację Michała Kajzerka pisaną zaraz po trzecim meczu znajdziecie tutaj>>
  • Bohaterem spotkania był oczywiście Jimmy Butler, który zdobył 40 punktów i zaliczył 13 asyst oraz 11 zbiórek. Spędził na boisku 45 z 48 minut! Trafiał ze skutecznością 70% (14/20 za 2). Nie oddał żadnego rzutu z dystansu. Wykorzystał 12 z 14 osobistych (85,7%).
  • LeBron James zdobył 25 punktów i miał 10 zbiórek oraz 8 asyst, ale miał też 8 strat.
  • Anthony Davis rzucił zaledwie 15 punktów. Miał tylko 5 zbiórek. Oddał zaledwie 9 rzutów z gry (trafił 6). Spędził na boisku 33 minuty, a przy jego nazwisku wskaźnik +/- wynosi aż -26!
  • Lakers znów wygrali zbiórki, ale już tylko 43:37 (11:3 w ataku).
  • Lakers trafili 14 z 42 rzutów za 3 punkty, co daje 33% skuteczności.
  • Lakers wykorzystali 22 z 29 osobistych (76%).
  • Heat mieli aż 91% skuteczności z wolnych (21/23) i trafili 12 z 34 rzutów z dystansu (35%).
  • Lakers mieli aż 19 strat przy 12 Heat. Jeziorowcy już w pierwszych pięciu minutach zanotowali 5 strat! Heat objęli wtedy prowadzenie 16:8.
  • Co może zaskakiwać, to fakt, że to Heat zdobyli więcej punktów ze strefy podkoszowej, bo aż 52 przy tylko 34 Lakers. W meczu numer 2 było w tym elemencie 56:46 dla drużyny z Los Angeles.

Mała zdobycz punktowa Lakers spod kosza wynikała w dużej mierze z bardzo słabego meczu Anthony’ego Davisa

W pierwszej kwarcie Davis spędził na boisku blisko 8 minut, ale nie zdobył w tym czasie punktów. Ba! Nawet nie oddał rzutu z gry! Złapał za to dwa przewinienia i miał aż cztery straty.

W drugiej kwarcie było niewiele lepiej. Z powodu problemu z faulami grał zaledwie trzy i pół minuty. Trafił trójkę, zdobył 5 punktów i zaliczył jedną zbiórkę, ale znów faulował.

Tak więc po pierwszej połowie statystyki Davisa wyglądały tak: 11 minut na boisku, 5 punktów, jedna zbiórka, 5 strat i aż 3 faule! A współczynnik +/- przy jego nazwisku był najgorszy w całej drużynie, bo wynosił aż -17!

W drugiej połowie był agresywniejszy, zagrał całą trzecią kwartę i rzucił wtedy kolejne 10 punktów, ale faulował po raz czwarty.

Pamiętacie sytuację z pierwszego meczu z Bamem Adebayo? Opisałem ją dokładnie tutaj. W koszykówce jest czasem tak, że pewna sekwencja zdarzeń, nawet w pierwszej kwarcie, może wpłynąć na przebieg reszty spotkania.

Chodzi o to, że pewne sytuacje mają swoje konsekwencje, które uruchamiają tak zwane domino. Sytuacja z Adebayo mogła zostać zaliczona do takich właśnie zdarzeń. Kiedy środkowy Heat musiał usiąść na ławce, to Lakers się przełamali, złapali wiatr w żagle i przejęli inicjatywę. Narzucili swój styl gry, kontrolowali dalszy przebieg meczu. Z Davisem w meczu numer 3 było podobnie. Dobra obrona na początku spotkania, kilka błędów Lakers i mamy zupełnie inny mecz.

Oczywiście po takiej sekwencji zdarzeń może nastąpić przełamania rywala. Heat w pierwszym meczu się to nie udało. Lakers w trzecim również, chociaż byli blisko i to nie raz.

Po ośmiu minutach gry było 22:9 dla Heat. Lakers wrócili i po trzech minutach drugiej kwarty prowadzili 32:30. Davis trafił trójkę, a za chwilę popisał się alleyoopem od Rondo i było 34:31, a chwilę później nawet 37:33! Butler był jednak nie do zatrzymania, a przy stanie 42:37 dla Heat, Davis przewinił po raz trzeci (Olynyk złapał go na ofens – decyzja sędziów mogła wzbudzać wątpliwości, dlatego dziwne, że trener Vogel nie skorzystał z „challenge’u”). To był kolejny kluczowy moment, który nie pozwolił Lakers na przełamanie i zmusił Davisa do opuszczenia boiska. Pierwszą połowę wygrali Heat 58:54.

Po przerwie znów dominowali Heat. Prowadzili nawet 68:54. Jednak na 9 minut przed końcem Lakers wygrywali nawet 91:89 (zdobyli 20 punktów przy tylko 6 rywali), ale Jimmy Butler i spółka znów nie pozwoli Lakers przejąć inicjatywy i wygrali 115:104 (w ostatnich minutach zdobyli 26 punktów, a stracili zaledwie 13).

Wnioski

  • Butler zagrał znakomite spotkanie. Nie chodzi tylko o statystyki – 40 punktów, 13 asyst i 11 zbiórek. To, co ważne grał agresywnie (jak to się mówi) „do kosza”, czyli próbował wjazdów, gry jeden na jeden i trafiał, ogrywał rywali, a jak był podwajany to oddawał do kolegów na wolnych pozycjach. Oddał też aż 14 osobistych (trafił 12).

Butler trafił 14 na 20 rzutów z gry. Aż 12 z tych 14 celnych rzutów było bez asysty, czyli sam wypracował sobie pozycję (najczęściej mijał rywali i kończył wsadem lub rzutem z bliskiej odległości).

Jeśli Heat mieli wygrać, to właśnie z nim jako liderem punktowym. Nie ma Adebayo, nie ma Dragicia, nie można liczyć, że Herro czy Robinson rzucą po 30 punktów. Trzeba wziąć sprawy w swoje ręce, tak jak właśnie w trzecim meczu finału zrobił to Butler.

Próbował tego w meczu numer 2, ale wtedy częściej pudłował (7/17 z gry i 11/12 z wolnych). W drugim meczu miał też 13 asyst i 8 zbiórek. Zagrał wtedy dobre spotkanie, ale to nie wystarczyło na Lakers. Teraz zagrał bardzo dobre, a jak dołożymy do tego sytuację z Davisem, to mamy taki, a nie inny efekt.

  • Warto zwrócić też uwagę na poprawę defensywy Heat. Zawodnicy i sztab szkoleniowy na pewno obejrzeli dokładnie nagranie z drugiego meczu i znaleźli błędy, które tym razem udało się ograniczyć. Mieli oczywiście trochę szczęścia, ale taka jest właśnie koszykówka. Mówi się, że to gra błędów, czyli że bardzo duży wpływ na wynik ma nie tylko to, ile punktów się zdobędzie, ale ile błędów się popełni i co najważniejsze, ile ich popełnią rywale.
  • Wróćmy jeszcze do kwestii rzutów z gry. Z obserwacji można powiedzieć, że obrona Heat zacieśniała strefę podkoszową i robiła to znacznie lepiej, niż w poprzednich spotkaniach. Nie będę przedstawiał skomplikowanych wyliczeń i tworzył wokół nich teorii. Jest jednak rzecz, na którą zwrócił uwagę Tim Legler, kiedyś znakomity strzelec, a dziś ekspert ESPN. Poprosił analityków, aby sprawdzili czy kiedykolwiek wcześniej Los Angeles Lakers oddali więcej rzutów za trzy punkty, niż za dwa. Legler twierdzi, że nigdy wcześniej taka sytuacja nie miała miejsca. 

Lakers w meczu numer 3: 34/79 z gry, 20/37 za 2 i 14/42 za 3.

Kiedy rzuca się więcej razy za trzy punkty, niż za dwa? Jeśli nie jesteś Houston Rockets, to przede wszystkich chcesz grać „do kosza” – zdobywać punkty z możliwie najlepszych, najłatwiejszych sytuacji. Duża liczba rzutów za trzy punkty może wynikać z faktu, że zespół wypracował czyste pozycje i ma dobrych strzelców, i to jest jak najbardziej pozytywne.

Kiedy jednak, tak jak Lakers, jest się jedną z najgorzej rzucających drużyn w tym sezonie, to oddanie dużej liczby rzutów z dystansu już takie pozytywne nie jest. Heat dobrą obroną zmuszali Lakers do rzutów za 3 punkty, ale w przeciwieństwie do pierwszego meczu, znacznie więcej „trójek” oddawanych było z ręką obrońcy lub z niełatwych pozycji. A co pisałem po pierwszym meczu? Że „trójka jest zdradziecka” i nie można jej ufać.

Jeszcze jedna ciekawostka odnośnie rzutów z dystansu. Lakers trafili 1 z 9 rzutów za 3 punkty, które oddali w pierwszych 10 sekundach akcji, czyli nie dość, że dobra obrona Heat zmuszała ich do rzutów z dystansu, to jeszcze sami tej taktyce pomagali, bo jak wiadomo rzut w pierwszych 10 sekundach, to przemyślana decyzja, a nie efekt dobrej obrony.

Taka gra, to nie jest styl Lakers. To nie jest dążenie do wykorzystywanie swoich możliwości i przewag jakie mają.

Co może się wydarzyć w czwartym meczu? W tych play-offach Lakers po porażkach wracali „na pełnej petardzie” karcąc rywali i naprawiając swoje błędy. Ich gra nie może polegać na rzutach z dystansu, ale na wykorzystywaniu przewagi wzrostu, siły, mądrości, ale też talentu. Jeśli dadzą sobie narzucić styl gry i tempo Heat, to znów będą mieli problem.

Co muszą zrobić Heat? Powtórzyć skuteczną defensywę, zmuszać Lakers do oddawania rzutów z dystansu, ale nie z czystych pozycji. Liczyć na to, że Butler znów „zapali” i wróci Adebayo.

Terminarz finałów NBA:

Mecz 4: noc z wtorku na środę (6/7 października): Miami Heat – Los Angeles Lakers godz. 3:00

Mecz 5: noc z piątku na sobotę (9/10 października): Los Angeles Lakers – Miami Heat godz. 3:00

Mecz 6*: noc z niedzieli na poniedziałek (11/12 października): Miami Heat – Los Angeles Lakers godz. 1:30

Mecz 7*: noc z wtorku na środę (13/14 października): Los Angeles Lakers – Miami Heat godz. 3:00

* mecze 6 i 7 jeśli będą konieczne.

Ciekawostki

  • Jimmy Butler został trzecim graczem w historii NBA, który w finałach zaliczył triple-double z co najmniej 40 punktami. Wcześniej dokonali tego: LeBron James w 2015 roku oraz Jerry West w 1969 roku.
  • Butler dołączył do jeszcze jednego elitarnego grona. Jego triple-double jest siódme w historii, jeśli weźmiemy pod uwagę dwa czynniki – co najmniej 40 punktów i co najmniej 70% skuteczności rzutów z gry. Siódme w historie, a drugie w play-offach. Wcześniej dokonał tego w finale konferencji w 1993 roku Charles Barkley. W sezonie zasadniczym udało się to takim graczom jak: Chris Webber (w 1995 roku), Magic Johnson (1981) oraz Wilt Chamberlain (1966, 1967 i 1968).
  • Lakers mieli 10 strat w pierwszej kwarcie, 14 w pierwszej połowie, co jest najgorszym wynikiem w finałach od 1997 roku (w sumie mieli ich 19).
  • Wskaźnik +/- bywa przedziwny. Zwracam na niego uwagę, ale nie przywiązuję się do tego, co mówi tzn. nie jest on moim zdaniem w 100% miarodajny. Możemy być na minusie, kiedy nasz kolega z drużyny odpuścił i pozwolił właśnie na dwa łatwe wjazdy rywala. Możemy też nie mieć żadnego udziału w akcji, kiedy nasz zespół trafił dwie trójki z rzędu. I jak to świadczy o nas? W obu przypadkach nie mieliśmy na to żadnego wpływu, tylko pecha lub szczęście przebywać na parkiecie. Ciekawostka jednak jest taka, że Duncan Robinson spędził w trzecim meczu 39 minut na boisku i ten okres Heat wygrali różnicą aż 27 punktów! Przypadek? Klasyk powiedziałby pewnie „nie sądzę”.
  • LeBron James wyprzedził Johna Stocktona (1839) pod względem asyst w play-offach i zajmuje 2. miejsce w historii NBA. Tylko Magic Johnson ma ich więcej, dużo więcej, bo 2346.
  • LBJ wyprzedł też Boba Cousy’ego, który zajmował 2. miejsce w historii finałów NBA (401 asyst). Liderem jest oczywiście Magic Johnson, ale też ma ich znacznie więcej, bo 584.

Tutaj znajdziecie główny profil PROBASKET na Facebookuadres grupy dyskusyjnej PROBASKET tutaj>>

Przypominam, że z okazji Finałów NBA 2020 uruchomiliśmy specjalną kategorię z newsami tylko na temat finałów – https://probasket.pl/category/finaly-nba-2020/ – polecam.

Mój profil na Twitterze znajduje się tutaj>>

PROBASKET na Twitterze znajdziecie tutaj>>

Czy widzieliście, że mamy piękny pasek ze statystykami na samej górze strony? Pasek nie działa jeszcze idealnie, ale po każdym meczu statystyki możecie znaleźć na PROBASKET nie musicie sprawdzać aplikacji NBA, czy wchodzić na ESPN.

Archiwum moich tekstów znajdziecie tutaj>>


Subscribe
Powiadom o
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
LA Fan
LA Fan
6 października 2020 05:56

Heat grają lepiej bez Bama, jako nierzucający za 3 umożliwia odpuszczenie go na obwodzie, co oznacza więcej minut dla Howarda w obronie i ataku. W meczu nr 3 Olynyk i Leonard zrobili Butlerowi dużo miejsca do gry w ataku.