Jerry Krause działał na Michaela Jordana, jak płachta na byka. MJ obwiniał dyrektora generalnego za złe decyzje personalne, które zmniejszały szansę drużyny Chicago Bulls na zdobycie upragnionego mistrzostwa NBA, o czym wspomniał Johnny Smith w książce „Jumpman. Jak Michael Jordan stał się globalną ikoną”. Prezentujemy ciekawy fragment tej książki.


Nikt nie pozwalał zapomnieć Jerry’emu Krause’owi, że dostał Michaela Jordana w spadku po swoim poprzedniku. Krytycy twierdzili, że bez tego gracza Bulls byliby miernym zespołem, a generalny menedżer już dawno straciłby pracę. Dziennikarze opisywali go jako osobę zazdrosną o uwagę, którą w momentach największych sukcesów drużyny skupiał na sobie Jordan. Koszykarze natomiast po prostu mu nie ufali. Krause chciał, by gracze go kochali, ale ci traktowali go jak worek treningowy, jak pulchnego dzieciaka, którego w ramach żartu zamyka się w szkolnej szafce. Przez to, że był korpulentny, stał się dla nich łatwym celem. Czasami zawodnicy muczeli niczym krowy, gdy wchodził do ich szatni. Gdy pewnego razu zostawił w autokarze zespołu swój kapelusz, znalazł go jakiś czas później na dnie toalety. 

Nikt nie dręczył Krause’a bardziej niż Jordan, który uważał generalnego menedżera za niekompetentnego nieudacznika stojącego na drodze drużyny do mistrzostwa. W jego opinii działacz cierpiał na patologiczną potrzebę udowodnienia, że jest ważniejszy od zawodników, w efekcie czego nie udawało mu się zbudować zespołu na miarę mistrzostwa. Jordan atakował go dokładnie tak samo jak kosz rywali: bez litości i z wręcz wywołującą ekscytację precyzją. Ciągle wbijał mu szpile, nazywał go „Okruszkiem”, co nawiązywało do okruchów po pączkach rzekomo pokrywających jego koszulę. 

Zniekształcony obraz Krause’a w oczach Jordana zdradzał, że ten drugi jest nie tylko głodny zwycięstw, ale wręcz łaknie konfrontacji. Czuł dosłownie przymus udowadniania swojej wielkości, a cała jego świadomość własnej wartości związana była z pozycją, jaką zajmował w NBA. Oczywiście dokładnie to samo można by powiedzieć o Krausie, lecz ego Jordana i jego poczucie własnej wartości brały się z tego, że był najlepszy we wszystkim, co robił. Dominowanie nad innymi – czy to na koszykarskim parkiecie, czy podczas gry w karty o wysokie stawki – karmiło jego ego i wzmacniało w nim przekonanie o własnej potędze. Jeśli czuł, że ktokolwiek zagraża jego pozycji, ta osoba z miejsca stawała się jego wrogiem. To dlatego zapamiętywał różne zniewagi – prawdziwe i wyimaginowane – i wymyślał powody, żeby żywić urazę do każdego, kto w niego wątpił lub rzucał mu wyzwanie, bez względu na to, czy chodziło o rywala z parkietu, kolegę z drużyny, trenera czy przedstawiciela władz klubu, takiego jak Krause.

Geneza konfliktu gwiazdora z działaczem wiąże się z drugim sezonem Jordana w Bulls. Podczas trzeciego meczu rozgrywek 1985/86 złamał kość lewej stopy. Nikt nie wiedział, ile potrwa rehabilitacja, a lekarze Bulls poradzili Reinsdorfowi i Krause’owi, by nie pozwalali Jordanowi grać aż do całkowitego wyleczenia stopy. Ostatecznie opuścił 64 mecze, czyli niemal cały sezon. Żmudny proces wracania do zdrowia niemal doprowadził go do szaleństwa.

Chciał jak najszybciej znów grać i coraz bardziej frustrował się koniecznością noszenia gipsu. W końcu przekonał dwóch Jerrych, że najlepsze dla jego umysłu i ciała będzie dochodzenie do siebie w Chapel Hill, gdzie mógłby także spróbować dokończyć studia licencjackie. Tyle że Jordan zaglądał nie tylko do książek. Krause szybko odkrył, że MJ rozgrywa na kampusie regularne mecze koszykarskie na całym boisku. Wściekł się i powiedział swemu zawodnikowi, że nie może dłużej tego robić. Obawiał się, że młoda gwiazda ryzykuje nie tylko swoją karierę, lecz także przyszłość drużyny. 

Link do książki: https://bit.ly/probasket-jumpman 

W marcu 1986 roku, gdy Jordan wrócił do Chicago, zadeklarował, że jest w wystarczająco dobrej formie fizycznej, by ponownie dołączyć do Bulls. Ortopedzi ostrzegali jednak Reinsdorfa, że istnieje dziesięcioprocentowe prawdopodobieństwo ponownego złamania kości stopy, jeśli koszykarz zbyt szybko wróci na parkiet. Wyjaśniali, że choć nie odczuwa bólu, kontuzja może się odnowić bez wcześniejszych oznak jakichkolwiek problemów. Po tym, jak lekarz drużyny, John Hefferon, przejrzał wyniki tomografii, które wykazały, że Jordan mógłby wrócić, Reinsdorf w końcu uległ, ale ograniczył czas gry swej gwiazdy. Zirytowany zawodnik przekonywał prezesa, by ten przestał narzucać mu restrykcje, lecz właściciel klubu obawiał się potencjalnych skutków podjętego ryzyka.

– Czy gdyby okropnie bolała cię głowa, a ja dałbym ci buteleczkę z tabletkami, z których dziewięć by ci pomogło, a jedna by cię zabiła, zaryzykowałbyś zażycie jednej z tych tabletek? – pytał Reinsdorf.

– No, to już zależy od tego, jak bardzo napieprzałaby mnie głowa – brzmiała sławna riposta Jordana.

Był przekonany, że Reinsdorf ogranicza jego czas gry z innych powodów. Uważał, że władze klubu wolą przegrywać, by w ten sposób zwiększyć szanse na wylosowanie wyższego numeru w drafcie. Krause powiedział nawet Jordanowi, że do końca sezonu nie ma zamiaru zezwolić na to, by ten rozegrał cały mecz. Celowe porażki stały w całkowitej sprzeczności z potrzebą współzawodnictwa u koszykarza. Nie gryzł się w język, podważając motywy działań dwóch Jerrych w rozmowach z dziennikarzami. 

Rozdźwięk między nimi pogłębił się jeszcze bardziej, gdy Krause uparł się, że decyzja, czy Jordan będzie mógł grać, należy wyłącznie do Reinsdorfa. Zawodnik nigdy nie zapomniał tego, jak menedżer stwierdził chłodno: „Jesteś teraz własnością Bulls, to my mówimy ci, co robić”. Słowa skierowane do czarnego, że zarząd – czyli biali – jest jego właścicielem, były dla Jordana oznaką jego odczłowieczenia. Dlatego nalegał na zachowanie pełnej kontroli nad tym, co liczyło się dla niego najbardziej: nad własnym ciałem. Nie zamierzał stać się towarem – nikt nie będzie go kontrolował ani pozbawiał wolności. Wściekły odpowiedział: „Nie jestem niczyją własnością. Mam gdzieś, ile mi płacą. Wciąż jestem człowiekiem”.

Spór Jordana z Krause’em obrazował jego dążenie do niezależności, lecz w nieco szerszym kontekście był także symbolem rosnącej siły czarnych graczy, którzy przeciwstawiali się paternalistycznemu, białemu koszykarskiemu establishmentowi. Przez wiele lat, od powstania NBA w 1949 roku, właściciele i dyrektorzy klubów traktowali zawodników jak majątek ruchomy, z którego można czerpać, a potem pozbyć się go jak zużytego sprzętu. W latach 70. czarni koszykarze zaczęli jednak kontestować autokratyczną władzę prezesów i walczyć o status wolnych agentów oraz o wyższe kontrakty. Być może dzięki tym bitwom gracze zyskali większą swobodę i mobilność, lecz konfrontacja z Krause’em pokazała Jordanowi, że podejście klubowych władz do zawodników wciąż nie do końca się zmieniło. Wyrażając jasno zdanie na temat swojej wartości, Jordan wprost oznajmił generalnemu menedżerowi oraz wszystkim wokół, że nie da sobą manipulować ani się wykorzystywać. Z jego perspektywy postawienie się Krause’owi – oraz Reinsdorfowi – było momentem zwrotnym w pogoni za pełnym samostanowieniem. 

Jordan otwarcie wyrażał swoją frustrację w rozmowach z prasą, publicznie podważał decyzje szefów, przez co nastawił fanów Chicago przeciwko Krause’owi i Reinsdorfowi. Krytykował dwóch Jerrych za ograniczanie go i zmniejszanie szans drużyny na awans do play-offów poprzez trzymanie go na ławce. Wykorzystał swoją popularność i siłę, zmuszając właściciela zespołu oraz generalnego menedżera, by pozwolili mu grać tyle, ile chce. Po powrocie dał upust swojej frustracji podczas serii play-offów przeciwko Boston Celtics – wówczas najlepszej drużynie NBA – gdy rzucił w jednym ze spotkań 63 punkty, co było rekordem tej fazy rozgrywek. Napędzały go tkwiące w głowie słowa Krause’a. „Dla niego byłem jak kawał mięsa – mówił Jordan wiele lat później. – Sądził, że może mnie kontrolować, bo byłem dla niego bardzo cenny. Nie zdawał sobie jednak sprawy z tego, że ja najlepiej zdawałem sobie sprawę ze swojej wartości. Byłem niezależny i dobrze wiedziałem, jaką mam pozycję”.

Jordan to jednak niejedyny gracz Bulls, który ścierał się z Krause’em. Przez cały sezon 1990/91 Scottie Pippen walczył z generalnym menedżerem o wysokość nowego kontraktu. Domagał się podwyżki, a gdy spotkał się z odmową, zagroził, że nie będzie grał. Krause przypomniał mu, jak pewnego razu oświadczył Jordanowi, że ten należy do organizacji i nic nie może na to poradzić. Rozsierdzony Pippen zaczął się zastanawiać, w jaki sposób mógłby zyskać przewagę nad działaczem – niepodejmowanie pracy było dość ryzykowną taktyką. Podczas gdy Jordan wylewał swoją złość na Krause’a niczym doświadczony pięściarz wagi ciężkiej, zadając celne ciosy w korpus, Pippen ze swoimi buzującymi emocjami – jeden z efektów biedy, której zaznał w młodości – wyprowadzał szalone uderzenia nieco na oślep i nie zawsze trafiał. Na jego obronę trzeba jednak przyznać, że zdecydował się na tę samą walkę co Jordan – domagał się swego rodzaju autonomii i szacunku, na który w swojej opinii zasługiwał.

Apogeum konfliktu Jordana z Krause’em

23 stycznia 1991 roku, dzień przed ogłoszeniem przez sędziego Willa wyroku, Bulls pojawili się w Byrne Arena w East Rutherford, w stanie New Jersey, by zmierzyć się z Nets – jednym z najgorszych zespołów w NBA. W szatni Byków zaczęła krążyć plotka, że Jerry Krause dopina wymianę za obrońcę Denver Nuggets Waltera Davisa – 36-letniego weterana zdobywającego średnio 18 punktów na mecz. Ten stary kumpel Jordana, który w połowie lat 70. reprezentował Uniwersytet Karoliny Północnej, chciał za wszelką cenę wyrwać się z Denver – drużyny, która spadła na samo dno Konferencji Zachodniej. Gwiazdor Bulls był przekonany, że Davis byłby idealnym zmiennikiem Scottiego Pippena, dzięki któremu rezerwowi zdobywaliby więcej punktów. Naciskał Krause’a, by podpisał umowę z zawodnikiem przed sezonem, gdy był on bez kontraktu, lecz podobno jego żona nie chciała się przenosić do Chicago. Teraz, wobec możliwości sprowadzenia Davisa, menedżer Byków skonsultował się z Philem Jacksonem i sztabem trenerskim. Chciał wiedzieć, czy w rotacji Bulls znalazłoby się miejsce dla czołowego strzelca Nuggets. Trenerzy wspólnie stwierdzili jednak, że Davis jest słaby w obronie i Pistons z pewnością wykorzystaliby to podczas play-offów. „Odpuść Davisa”, doradzał Jackson, a Krause postanowił go posłuchać.

Nieświadom głosu trenerów Jordan wyszedł na parkiet Nets na przedmeczowy trening i właśnie wtedy się dowiedział, że Krause postanowił się wycofać z wymiany. Wściekły, stwierdził: „Jak tylko wrócimy, dzwonię do Reinsdorfa. Krause znowu wszystko zawalił”. Jordan zrzucał na menedżera całą winę za to, że ten nie potrafi ulepszyć składu drużyny. Narzekał, że inni dyrektorzy klubów nie chcą rozmawiać z nim na temat transferów, bo nie można mu ufać. „Nic się tu nie dzieje właśnie przez niego – mówił. – Po powrocie powiem Reinsdorfowi, że zostaję albo ja, albo on [Krause – przyp. aut.]. Jeśli chce zatrzymać Krause’a, to w porządku. Powiem, żeby mnie wymienił do innego klubu. Mam dość. To się musi skończyć”.

Przegrana ze słabymi Nets, drużyną, która notowała bilans 13-26, przypomniała Jordanowi, że Bulls mają w składzie Dennisa Hopsona, gracza, którego Krause pozyskał w 1990 roku z New Jersey w zamian za aż trzy wybory w drafcie. Odkąd dołączył do zespołu, miał on kłopoty z opanowaniem ofensywy trójkątów i zdobywał zaledwie cztery punkty na mecz. W ocenie Jordana był wręcz symbolem niekompetencji menedżera. Następnego ranka, gdy Bulls pojawili się w swoim kompleksie treningowym w Deerfield, jeden z reporterów zatrzymał ich lidera na korytarzu i spytał go o wymianę, która nie doszła do skutku. „Gdybym to ja był generalnym menedżerem, bylibyśmy lepszą drużyną”, odparł koszykarz.

Ten komentarz był najdotkliwszą publiczną krytyką skierowaną przez Jordana w stronę Krause’a. Pojawiły się plotki o rozłamie w Bulls. Ich gwiazdor twierdził, że to zawodnicy – siła robocza, a nie zarząd – najlepiej znają się na koszykówce. To on jest ekspertem, a nie Krause. Tym samym Jordan próbował zmienić to, jak opinia publiczna ocenia potencjał intelektualny graczy, i tym samym skruszyć korporacyjne struktury, które wyniosły na kierownicze stanowiska w zawodowym sporcie osoby o tak nieatletycznej posturze jak Jerry Krause. Koszykarz wierzył, że to on ma największą moc sprawczą w organizacji, lecz po raz kolejny przypomniano mu, że bez względu na to, jak wielki dochód generuje, ostatnie słowo należy do Reinsdorfa – właściciela.

Gdy Krause spotkał się z prezesem, miał łzy w oczach. Był całkowicie zdruzgotany tym, że największa gwiazda drużyny nie zostawiła na nim suchej nitki w rozmowie z dziennikarzami. Nalegał, by Reinsdorf coś zrobił z Jordanem, publicznie potępił jego zachowanie. Ale właściciel odmówił. Nie zamierzał się wdawać w otwarty spór z koszykarzem. Był jednak skłonny przyznać, że ten posunął się za daleko. Usiłując załagodzić konflikt, powiedział chicagowskim reporterom, jak bardzo podziwia i szanuje Jordana. Dodał jednak: „Mimo wszystko jest zawodnikiem. A zawodnicy, szczerze mówiąc, nie mają wielkiego pojęcia o fachu trenerskim. Nie mają też wielkiego pojęcia o dokonywaniu transferów”. 

Gdy Reinsdorf i Jordan spotkali się w domu tego pierwszego w North Shore, gracz narzekał, że ostatnie wybory Krause’a w pierwszych rundach draftu – Stacey King, Will Perdue i B.J. Armstrong – nie zwiększają szans Bulls w walce z Pistons, z kolei najbardziej cenione draftowe wybory generalnego menedżera – Pippen i Grant – nie są pewniakami w najważniejszych momentach.

Reinsdorf doceniał to, jak bardzo Jordan pragnął mistrzostwa, jednak nie zamierzał się z nim kłócić. Uważał, że koszykarz jest zbyt ostry i szkodzi wizerunkowi drużyny, publicznie krytykując Krause’a. Ten zaś podjął kilka kluczowych decyzji, które pomogły Bulls wspiąć się na pierwsze miejsce w tabeli i znaleźć się wśród faworytów do tytułu, a umniejszając znaczenie menedżera, Jordan osłabia jego pozycję negocjacyjną. Dodał, że równie mocno szkodzi zespołowi podważanie umiejętności jego kolegów. Jak się czują, gdy ciągle mówi się im, że nie są „wystarczająco dobrzy”? Jak ma ich to inspirować do lepszej gry? Jordan siedział przez chwilę w milczeniu. Nie wiedział, co odpowiedzieć, zdawał sobie jednak sprawę z tego, że Reinsdorf ma rację.

Mimo wszystko jeszcze długo po tej rozmowie koszykarz nie był w stanie stłumić swojej niecierpliwości. Rozwój wydarzeń w Konferencji Wschodniej przekonywał go, że może to być dla niego największa szansa na zdobycie mistrzostwa. Pod koniec stycznia Bulls tracili w tabeli Wschodu 2,5 wygranej do Boston Celtics i 1,5 do Detroit Pistons. Tyle że najgroźniejsi rywale Bulls musieli się zmagać z poważnymi urazami w swoich szeregach. Silny ból pleców zmusił Larry’ego Birda do noszenia niewygodnego stabilizatora i opuszczenia w sumie 14 spotkań. Rozdzierające skurcze i zapalenie korzonków sprawiały, że godzinami leżał na plecach. Bostońscy reporterzy spekulowali, że wkrótce podda się operacji, która będzie oznaczała dla niego koniec sezonu, co jednocześnie pozbawiłoby Celtics jakichkolwiek szans na walkę o mistrzostwo. 

Tymczasem pod koniec stycznia Pistons ogłosili, że Isiah Thomas poddał się operacji nadgarstka w wiodącej ręce, co miało przełożyć się na co najmniej 12 tygodni przerwy. Przez cały rok grał mimo urazu, lecz uszkodzenie wiązadła pomiędzy dwoma środkowymi kośćmi prawego nadgarstka wywoływało ból nie do zniesienia. Bez niego Pistons byli ligowymi przeciętniakami. Nawet jeśliby zdążył wrócić na play-offy, to Bulls wyrastali na pewniaków do wygrania Central Division i zapewnienia sobie przewagi własnego parkietu w Konferencji Wschodniej. 

Dla Jordana wszystko to jednak było za mało. Zawziął się na tytuł mistrzowski. Jego marzenie wreszcie znalazło się w zasięgu ręki – tyle że wciąż miał do pokonania niezwykle groźnego przeciwnika na Zachodzie, mistrza iluzji, przebiegłego niczym sam Houdini.

Tłumaczenie: Jakub Michalski

O książce:

„Jumpman żył po to, by wzbić się do lotu”.

Efektowne wsady, rekordy punktowe, zdobyte przez niego wyróżnienia indywidualne i buty sygnowane charakterystycznym logo sprawiły, że Michael Jordan mimo woli stał się fenomenem kulturowym, wzorem do naśladowania i superbohaterem łączącym koszykarskich kibiców z całego świata. 

Rekonstruując decydujący moment w karierze Jordana – zdobycie pierwszego tytułu mistrza NBA w sezonie 1990/91 – historyk sportu Johnny Smith analizuje wszechobecny wzrost popularności MJ-a i opisuje, jak ogromny ciężar koszykarz dźwigał na swoich barkach jako narodowy skarb i symbol postępu w USA. Jumpman pokazuje, w jaki sposób utrzymywano wokół Jordana aurę tajemniczości, dzięki czemu wydawał się bardziej sympatyczny w oczach ludzi, którzy zwracali uwagę na kolor skóry sportowców. To paradoks, ale na drodze ku wielkości Michael musiał stać się powszechnie znany i ekscytujący, a jednocześnie odległy i enigmatyczny. 

Łącząc dramatyczne relacje ze zmagań na parkietach NBA z imponującymi opisem sił społecznych, biznesowych, medialnych i politycznych, które kształtowały Amerykę na początku lat 90., autor pokazuje, w jaki sposób rzucający obrońca Byków został legendą i dlaczego mit numeru 23 jest wiecznie żywy. 

Książka jest dostępna na: https://bit.ly/probasket-jumpman 

Właśnie ruszyła ukryta wyprzedaż w oficjalnym sklepie NIKE – sprawdź: https://tidd.ly/3TqrX4W

Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.
  • Oryginalne perfumy i kosmetyki z dużymi rabatami znajdziesz w sklepie FLACONI.PL



  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    17 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany