LeBron James znów odniósł się do tematów, które od lat dzielą fanów koszykówki na całym świecie. Rozgrywający swój rekordowy, 23. sezon w NBA, 41-latek w szczerej rozmowie z Dave’em McMenaminem odniósł się do niekończących się porównań z Michaelem Jordanem oraz krytyki dotyczącej jego bilansu w Finałach NBA. Zamiast jednak uciekać od kontrowersji, pokazał perspektywę zawodnika, który nie ściga już „duchów” przeszłości, lecz domaga się uczciwego spojrzenia na swoje osiągnięcia.



Debata o to, kto jest najlepszym koszykarzem w historii (tzw. GOAT-em), towarzyszy LeBronowi Jamesowi niemal przez całą karierę, jednak z biegiem lat stała się dla niego źródłem frustracji, a nie motywacji. W wywiadzie udzielonym dziennikarzowi ESPN gwiazdor Los Angeles Lakers nie ukrywał, że ciągłe zestawianie go z Michaelem Jordanem, legendą Chicago Bulls, bywa wyczerpujące i często prowadzi do nieuzasadnionej deprecjacji jednego z zawodników kosztem drugiego.

– Uważam, że to bardzo męcząca dyskusja. To takie gadanie jak na fotelu u fryzjera. Można docenić nas obu, nie umniejszając drugiej osobie. A najczęściej to ja jestem tym, którego się krytykuje – zauważył James, który dodał również, że choć w przeszłości otwarcie mówił o „gonieniu ducha z Chicago”, dziś podkreśla, że obaj są postaciami unikalnymi: – Jestem graczem jedynym w swoim rodzaju — mój styl czyni mnie wyjątkowym. MJ zresztą też – to niewiarygodny, cholernie utalentowany koszykarz.

Jednym z najczęstszych argumentów wysuwanych przeciwko LeBronowi w debacie o mianie najlepszego koszykarza wszech czasów jest jego bilans w Finałach NBA, wynoszący cztery zwycięstwa i sześć porażek. Krytycy zwykle zestawiają to z perfekcyjnym wynikiem Jordana (6-0), co James nazwał narracją „nieszczerą” i nielogiczną. Zawodnik wskazał przy tym na absurdalność sytuacji, w której dotarcie do ostatniego etapu rozgrywek jest traktowane jako większa skaza na życiorysie niż odpadnięcie w początkowych fazach.

– Dla wielu lepiej nie wejść do play-offów albo odpaść od razu, niż przegrać w finałach — co jest dla mnie kompletnie nielogiczne. Zastanawiam się, czy to nie kwestia tego, że mowa o mnie. Każdy dorzuca swoje trzy grosze: „Osiem finałów z rzędu, ale tylko trzy tytuły”. „Lider strzelców wszech czasów, ale przecież gra już 23 lata” – stwierdził 41-latek.

LBJ przyznał, że chociaż osobiście jest wściekły z powodu braku lepszego procentu zwycięstw w finałach, przestało go to dręczyć tak, jak w młodości. Lider Lakers przypomniał przy tym, że jego dziedzictwo to także osiem z rzędu występów w finałach (2011–2018), co jest osiągnięciem niemal niemożliwym do powtórzenia w dzisiejszej lidze: – Gdy wygrywałem, myślałem tylko: „Jak to powtórzyć?”. Gdy przegrywałem: „Jak wrócić i się zrehabilitować?”. To było wszystko, na czym mogłem skupić myśli. Nie wiem, jak byłem w stanie robić to przez osiem kolejnych lat.

James zwrócił również uwagę na fundamentalne różnice w stylu gry, które sprawiają, że bezpośrednie porównania statystyczne bywają mylące. Podczas gdy Jordan był przede wszystkim wybitnym strzelcem i egzekutorem, LeBron zdefiniował siebie jako zawodnika typu „point-forward”, dla którego priorytetem jest kreowanie gry dla innych.

– Przez całe życie byłem point forwardem — skrzydłowym, który prowadzi grę. Zawsze najpierw szukałem podania. MJ raczej wolał rzucać. Właściwie nie „raczej” — po prostu rzucał. Jest wiele rzeczy, w których powiedziałbym, że mój styl gry jest zupełnie inny i trochę lepszy od jego, ale on i tak był cholernie dobry. Zresztą obaj jesteśmy wielcy. Obaj jesteśmy świetnymi koszykarzami – podsumował „Król James”.

Mimo tych różnic, najstarszy obecnie koszykarz NBA podkreślił ogromny wpływ MJ’a na swoją karierę, przyznając, że jako dziecko analizował każdy jego ruch i marzył o tym, by móc z dumą nosić na trykocie ten sam numer, co jego wielki poprzednik: – Mam nadzieję, że przynajmniej sprawiłem mu radość tym, że nosiłem ten numer 23.

W wieku 41 lat, notując w obecnych play-offach średnie na poziomie 21,5 punktu oraz blisko dziewięć asyst i zbiórek na mecz, LeBron James udowadnia, że jego dziedzictwo budowane jest nie tylko przez pierścienie, ale przez bezprecedensową długowieczność i wszechstronność. Choć dla wielu Michael Jordan pozostanie niedościgniony, gwiazdor ekipy z Miasta Aniołów swoją postawą i rekordami (w tym mianem najlepszego strzelca w historii NBA) zapewnił sobie miejsce w panteonie, którego nie są w stanie podważyć żadne „fryzjerskie pogawędki”.


Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.
  • Oryginalne perfumy i kosmetyki z dużymi rabatami znajdziesz w sklepie FLACONI.PL



  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    24 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany