Scottie Barnes zanotował 23 punkty, trafił też kluczowe rzuty wolne w końcówce spotkania, dzięki którym Toronto Raptors ograli Cleveland Cavaliers. San Antonio Spurs przegrywali do przerwy 17 punktami, ale ostatecznie w drugiej połowie całkowicie zdominowali Portland Trail Blazers. Boston Celtics z kolei od samego początku nie pozostawili wątpliwości, że wywiozą z Filadelfii drugie zwycięstwo w tej serii. Na koniec Houston Rockets pewnie pokonali Los Angeles Lakers i dali sobie jeszcze szansę w tej rywalizacji.
Toronto Raptors — Cleveland Cavaliers 93:89 (stan serii: 2-2)
- Nie był to najprzyjemniejszy mecz do oglądania — tak naprawdę dopiero w ostatniej kwarcie oba zespoły zaczęły z pewną regularnością trafiać do kosza. Raptors nie trafili pierwszych 14 rzutów za trzy, ale w końcówce zachowali więcej zimnej głowy, energii, a do tego byli niesieni przez energicznie reagujących fanów i ostatecznie doprowadzili do remisu w serii. Gospodarze zakończyli mecz serią punktową 17:5.
- James Harden nie trafił z półdystansu, piłkę przejął Scottie Barnes, który przekozłował ją na drugą stronę parkietu. W końcu wylądowała ona w rękach RJ-a Barretta, który trafił spod kosza i na 48 sekund przed końcem zmniejszył straty Raptors do punktu. Akcję Cavaliers rozpoczął Donovan Mitchell, który nie był jednak w stanie przeprowadzić ją na pole ataku w wyznaczonym czasie. Posiadanie przejęli gospodarze. Barnes dostał podanie i ruszył na kosz. Był jednak faulowany. Dwa osobiste zamienił na punkty i dał Raptors prowadzenie.
- W odpowiedzi Harden próbował wejść pod kosz po przerwie na żądanie, ale został skutecznie odcięty. Piłka trafiła do Mitchella, wszedł w pomalowane, ale jego rzut jedynie zatańczył na obręczy. Evan Mobley nie był w stanie dobić. Barnes stanął na linii i z zimną krwią zamienił rzuty wolne na punkty. Przewaga wzrosła do trzech punktów. Mitchell oddał nieprzygotowany rzut za trzy, po którym piłka wyszła na aut. Raptors dowieźli prowadzenie do końca.
- — Miałem dziś kilka czystych pozycji do rzutów, ale po prostu nie chciały wpaść. Popełniłem błąd w kluczowym momencie — nie ukrywał Mitchell. — To nasza obrona dała nam szansę. W ataku nie szło mi najlepiej. Nie trafialiśmy rzutów, ale nasza obrona była solidna. Możemy na tym budować i dalej stawiać na nią, a atak w końcu się poprawi — dodał.
- Barnes miał dzisiaj 23 punkty, dziewięć zbiórek, sześć asyst i trzy bloki. Brandon Ingram, który trafił ważną trójkę na dwie i pół minuty przed końcem, skończył zawody z 23 punktami, sześcioma zbiórkami i dwoma blokami. Barrett dołożył 18 punktów, osiem zbiórek i dwa przechwyty.
- — Staramy się po prostu wyjść na boisko i wygrać, skupiając się na każdej akcji. To jedyne, na czym się skupiamy — stwierdził Barnes. — Po prostu nigdy, przenigdy się nie cofnęliśmy. Po prostu dalej broniliśmy i broniliśmy — pochwalił swoich zawodników trener Raptors Darko Rajaković.
- Dla Cavs 20 punktów (sześć na 24 z gry), sześć zbiórek i trzy asysty (cztery straty) miał Mitchell. Harden dołożył 19 punktów, osiem asyst i dwie zbiórki. Miał także siedem strat, czyli więcej niż trafionych rzutów, których na swoim koncie zanotował sześć. Jarrett Allen rzucił tylko trzy punkty, ale miał 15 zbiórek.
- — Nie ma wątpliwości, że w ostatnich dwóch meczach mieli przewagę fizyczną i energetyczną. Zazwyczaj tak bywa z gospodarzami, dostają ten dodatkowy zastrzyk energii. Musimy to odwrócić. Tak właśnie toczy się w fazie play-off — zdiagnozował trener Cavs Kenny Atkinson.
- — Teraz jest to seria do dwóch zwycięstw — powiedział Harden. — Mieliśmy dziś szansę wygrać ten mecz. Jesteśmy zdecydowanie pewni tego, gdzie się znajdujemy — dodał.
Portland Trail Blazers — San Antonio Spurs 93:114 (stan serii: 1-3)
- Do gry wrócił Victor Wembanyama, który w drugim meczu doznał wstrząśnienia mózgu i w trzecim spotkaniu serii nie był w stanie pomóc swojej drużynie. Dzisiaj Francuz zanotował 27 punktów, 12 zbiórek, trzy asysty (cztery straty), cztery przechwyty i aż siedem bloków. Już po meczu Wemby powiedział, że sposób, w jaki NBA przeprowadziła jego powrót do gry, był „bardzo rozczarowujący”. De’Aaron Fox dołożył 28 punktów, sześć zbiórek, siedem asyst i dwa przechwyty.
- Spurs nie weszli dobrze w to spotkanie. Do przerwy przegrywali różnicą 17 punktów. Po zmianie stron jednak szybko byli w stanie odwrócić jego losy i sukcesywnie zmniejszać straty. Podkręcili nie tylko tempo w ataku, ale przede wszystkim robili wszystko, by Blazers nie zdobyli punktów. Ta sztuka udała się gospodarzom dopiero po ponad czterech minutach drugiej połowy. W tym czasie Spurs znacznie zniwelowali duże straty.
- — Musimy znaleźć rozwiązania, zanim znajdziemy się w sytuacji bez wyjścia. Ale to też pokazuje siłę naszej drużyny w obliczu przeciwności losu. Trzymamy się razem. Zbliżamy się do siebie i czerpiemy energię od siebie nawzajem — stwierdził Wembanyama.
- Spurs odrobili wszystkie straty jeszcze w trzeciej kwarcie, w niej wyszli nawet na prowadzenie, ale ostatecznie przed ostatnią ćwiartką na tablicy z wynikiem widniał remis. Jednak jeśli ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości, kto wyjdzie zwycięsko z tego starcia, Spurs szybko wyjaśnili sytuację — zaczęli czwartą kwartę od serii punktowej 27:8 i właściwie zamknęli rywalizację w tym spotkaniu.
- Dla Blazers 26 punktów, siedem zbiórek i trzy asysty (pięć strat) miał Deni Avdija. Zakończył on mecz z przewinieniem technicznym po tym, jak wdał się w sprzeczkę ze Stephonem Castle’em. — Można grać ostro, można grać fizycznie, ale są granice braku szacunku, których nie zamierzam akceptować — stwierdził Avdija. Jrue Holiday dołożył 20 punktów, sześć zbiórek i cztery asysty (sześć strat), a Jerami Grant miał 17 punktów i pięć zbiórek.
- — Myślę, że między nami nie ma żadnych niepotrzebnych dramatów. Najlepiej nam idzie, gdy wykonujemy niewidoczne dla innych zadania, które przynoszą korzyści innym. Nie ma między nami zazdrości. Nikt nie przejmuje się własnymi statystykami. To właśnie nasza największa siła — ocenił Wembanyama, którego drużyna nie przestraszyła się dużej straty z przerwy.
- Teraz seria przenosi się do San Antonio, gdzie Spurs spróbują zamknąć rywalizację w pięciu spotkaniach.
Philadelphia 76ers — Boston Celtics 96:128 (stan serii: 1-3)
- Sixers z otwartymi rękoma przyjęli powracającego na parkiet Joela Embiida, który nie zagrał w pierwszych trzech spotkaniach ze względu na operację wycięcia wyrostka robaczkowego. I choć środkowy zanotował dzisiaj 26 punktów, 10 zbiórek i sześć asyst, to w ostatecznym rozrachunku nie miało to większego znaczenia. — Co mam zrobić? Płakać z tego powodu? — mówił były MVP o swoim najnowszym urazie. To kolejny raz, gdy Embiid nie jest zdrowy w najważniejszym momencie sezonu.
- — To trudne. Ale staramy się dać z siebie wszystko w tych warunkach. Nadal musimy wyjść na boisko, spróbować zagrać dobrze i wygrać mecz, a dziś nam się to nie udało. Nie zagraliśmy dobrze — ocenił Embiid.
- Na parkiecie nie było taryfy ulgowej dla wracającego po zabiegu Embiida. Sixers byli równorzędnym rywalem dla Celtics tylko przez kilka pierwszych minut meczu. Payton Pritchard trafił za trzy w końcówce pierwszej kwarty, powiększając przewagę gości do 16 punktów. — To po prostu zawodnik, który potrafi rozegrać mecz. To on nadaje nam tempo. Dzisiaj świetnie sobie z tym poradził. Kiedy gramy najlepiej, jak potrafimy, on jest bardzo agresywny — stwierdził trener Celtics Joe Mazzulla.
- Pritchard zanotował dzisiaj 32 punkty, pięć asyst i cztery zbiórki, Jayson Tatum dołożył 30 punktów, 11 asyst i siedem zbiórek, a Jaylen Brown 20 punktów i siedem zbiórek. W poprzednim spotkaniu Tatum i Brown zagrali znakomitą czwartą kwartę. Dzisiaj nie było takiej potrzeby — Celtics od początku do końca mieli pełną kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami.
- Powrót Embiida zmienił podejście Sixers do meczu – na początku spotkania trener Nicks Nurse i koledzy z zespołu robili dużo, by rozkręcić środkowego. Tyrese Maxey oddał w pierwszej połowie zaledwie trzy rzuty z gry, a ostatecznie skończył zawody z 22 punktami, sześcioma asystami i dwoma zbiórkami. Paul George dołożył 16 punktów, cztery zbiórki i trzy przechwyty.
- — Tak nie powinno być. To moja wina. Dla mnie to po prostu nie do przyjęcia. Grałem zgodnie z przebiegiem meczu. Tak po prostu się złożyło. Nie miało tak być — stwierdził Maxey, odnosząc się do słabego początku spotkania w wykonaniu Sixers.
- Teraz rywalizacja przeniesie się do Bostonu, gdzie Celtics spróbują zamknąć serię. — To będzie wymagało sporego wysiłku psychicznego — ocenił Nurse, odnosząc się do tego, czego będą potrzebowali Sixers, by jeszcze powalczyć.
- — Przegrywamy 1:3, ale to już się zdarzało. Wygranie meczu w Bostonie będzie trudne. To naprawdę dobra drużyna. Wiemy, w czym są dobrzy, znamy też niektóre błędy, które popełniliśmy dziś wieczorem, więc teraz musimy wymyślić, jak je naprawić — dodał Embiid.
Houston Rockets — Los Angeles Lakers 115:96 (stan serii: 1-3)
- Houston Rockets w końcu się przełamali po trzech porażkach z rzędu z Los Angeles Lakers w pierwszej rundzie play-offów. Czwarta gra serii padła łupem podopiecznych Ime Udoki, dzięki czemu nie będzie tzw. sweepa (porażka 0-4 w serii).
- Rockets wygrali trzy pierwsze kwarty, z czego ta trzecia była kluczowa: wówczas zatrzymali ofensywę Lakers na poziomie 18 punktów, a sami zdobyli aż 34. Nawet porażka w ostatniej kwarcie nie wpłynęła przesadnie na wynik. Rockets wygrali ostatecznie różnicą aż 19 punktów.
- — Dzisiaj byliśmy skoncentrowani i myślę, że ogólnie rzecz biorąc, chłopaki byli podrażnieni ostanią porażką. Oczywiście nikt nie chce przegrać wszystkich meczów w serii. Zdawaliśmy sobie sprawę, jak dobrze zagraliśmy w ostatnim meczu, i patrzyliśmy na to z szerszej perspektywy: zagraliśmy naprawdę dobre trzy kwarty, więc nie pozwólmy, by te ostatnie 30 sekund umniejszyło to, co osiągnęliśmy. Myślę, że udało nam się to dzisiaj wykorzystać — stwierdził Udoka.
- Jeszcze przed meczem dowiedzieliśmy się, że nie wystąpi Kevin Durant, który nie zdążył wyleczyć urazu związanego z kostką. Potencjalnie to było ogromne osłabienie dla gospodarzy.
- Amen Thompson wziął ciężar odpowiedzialności na swoje barki, zostając najlepiej punktującym (23 „oczka”), a do tego dokładając jeszcze siedem asyst. Tari Eason, który nie raz miał w tym sezonie problemy ze skutecznością, dołożył 20 punktów. Aleperen Sengun miał tych punktów 19, debiutant Reed Sheppard 17, a Jabari Smith Jr. 16. Oznacza to, że cała wyjściowa piątka Rockets zdobyła co najmniej 16 punktów. Nikt więcej z Houston nie zdobył dwucyfrowej liczby punktów.
- — Jestem dumny z chłopaków. Byliśmy przyparci do ściany, ale daliśmy z siebie wszystko, choć wiemy, że potrafimy tak grać zawsze. Mam wrażenie, że dzisiaj trafialiśmy rzuty. To pierwszy raz, kiedy naprawdę nam wychodziło i potrafiliśmy wykorzystać straty przeciwników — ocenił Thompson.
- Gdy na siedem i pół minuty przed końcem meczu przewaga Houston wynosiła 23 punkty, trener JJ Redick wysłał na parkiet do gry głębokie rezerwy Lakers.
- — Jeśli chcemy wygrać tę serię, musimy dbać o piłkę, zbierać piłki w obronie i oczywiście wykazać się taką samą walecznością, jaką pokazaliśmy dziś wieczorem. Nie martwię się o to. Ale straty piłki oczywiście pogrzebały nas od początku do końca — stwierdził LeBron James.
- Jeśli chodzi o Jeziorowców, to ich najlepszym zawodnikiem był… Deandre Ayton. Podkoszowy zdobył 19 punktów i wykręcił double-double ze zbiórkami. Został jednak wyrzucony z boiska za niesportowy faul drugiego stopnia, mniej więcej w połowie trzeciej kwarty, za uderzenie Senguna w głowę łokciem przy próbie obrony ataku na obręcz, co wyglądało na celowe. LeBron James stał tuż obok zdarzenia i był widocznie zdziwiony tym, co zrobił jego kolega z zespołu. Kevin Durant, który wspierał przy boku swoich kolegów, zaczął ikonicznie machać na pożegnanie Aytonowi, gdy tylko sędziowie ogłosili oficjalną decyzję o jego końcu gry.
- Lakers mieli problemy z rzutem z dystansu. W sumie trafili tylko pięć „trójek”! Zza łuku mieli bardzo słabe 23 proc. skuteczności rzutów. W tym aspekcie nie mieli swojego dnia Marcus Smart czy Luke Kennard, a z pewnością sam LeBron, który miał tylko 10 punktów i trafił jedynie dwa rzuty z gry przy dziewięciu próbach. Najlepsze jest to, że i tak był trzecim najlepszym punktującym swojego zespołu. Miał też dziewięć asyst, ale jeśli spojrzymy z tej strony, że zaliczył osiem strat, to już nie wygląda tak dobrze.
Autor: Marcel Łuczak
Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie? Kliknij tutaj i dołącz do obserwowania go, by nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA! A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam, zapraszamy!










