Wokół starcia Golden State Warriors z Los Angeles Lakers w ramach inauguracyjnej nocy NBA Cup wytworzyła się atmosfera godna pucharowych finałów. Choć uwaga kibiców zgromadzonych w Chase skupiała się przede wszystkim na narastającym konflikcie pomiędzy supergwiazdą, Luką Dončiciem, a pewnym siebie debiutantem, Yaxelem Lendeborgiem, ostatecznie najwięcej emocji przyniosły wydarzenia na parkiecie. Spotkanie rozpoczęło się od historycznego popisu Słoweńca i aż 25-punktowego prowadzenia przyjezdnych, ale z czasem przerodziło się w spektakularny pościg gospodarzy, którzy ostatecznie zwyciężyli 112:95. Przedmeczowe uszczypliwości zeszły więc na dalszy plan, gdy do głosu doszli weterani z ekipy „Wojowników”.


Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!


Spięcie pomiędzy Luką Donciciem a Yaxelem Lendeborgiem nie wzięło się znikąd. Jego początki sięgają meczu otwarcia sezonu z 21 października, kiedy 24-letni debiutant, wybrany z 11. numerem draftu, otrzymał trudne zadanie krycia lidera Los Angeles Lakers. Na parkiecie nie brakowało uszczypliwości, a w pewnym momencie Słoweniec zwrócił się do młodszego rywala: – Ej, bracie, masz 24 lata i jesteś debiutantem. Wyluzuj.

Lendeborg nie pozostał mu dłużny, odpowiadając, że Doncić jest słaby i nie potrafi zdobywać punktów przeciwko niemu. Na tym jednak się nie skończyło. Po meczu zawodnik Golden State Warriors otwarcie zarzucił gwieździe Lakers, że ta nieustannie próbuje wymuszać faule i narzeka na decyzje sędziów.

– Miałem do niego duży szacunek… ale kiedy zobaczyłem z bliska to całe narzekanie i marudzenie, wszystko się zmieniło – wypalił bez ogródek. Luka skwitował te słowa krótkim stwierdzeniem, że prowokacje rywali jedynie podkręcają jego poziom gry.

Przed rewanżowym spotkaniem w San Francisco Lendeborg ponownie przyciągnął uwagę kibiców, tym razem jeszcze przed wyjściem na parkiet. Do hali Chase Center wkroczył w pełnym przebraniu Michaela Myersa, kultowego antagonisty serii horrorów „Halloween”. Nagranie z jego wejścia błyskawicznie obiegło media społecznościowe.

Niektórzy dopatrywali się w przebraniu kolejnej zaczepki pod adresem Doncicia, którego występ stał pod znakiem zapytania po opuszczeniu poprzedniego meczu z powodu dolegliwości pleców. Ostatecznie Słoweniec został dopuszczony do gry, a atmosfera wokół ich rywalizacji znalazła odzwierciedlenie również na trybunach – kibice nie szczędzili mu gwizdów i prowokacyjnych przyśpiewek.

Nie drażnij niedźwiedzia – Lendeborg szybko przekonał się, że prowokowanie słoweńskiej gwiazdy może mieć przykre konsekwencje. Lider Lakers wyszedł na parkiet z wyraźną motywacją, a już w pierwszej akcji meczu wyciągnął debiutanta na obwód i bez wahania trafił trójkę nad jego wyciągniętymi rękami. Nie omieszkał przy tym rzucić kilku ostrych słów w kierunku ławki gospodarzy.

Doncić zdominował pierwszą kwartę w sposób, który rzadko ogląda się nawet w wykonaniu największych gwiazd NBA. Zdobył w niej aż 21 punktów, czyli o sześć więcej niż cały zespół Warriors, który zakończył tę część spotkania z dorobkiem 15 oczek. W zaledwie 12 minut Słoweniec zanotował również pięć asyst, przechwyt i blok, zostając pierwszym zawodnikiem w erze szczegółowych statystyk, który osiągnął takie liczby w jednej kwarcie.

Na tle rozpędzonego rywala debiutant przeżywał koszmar, przy którym wspomniane „Halloween” brzmi jak kino familjne. Lendeborg nie zdobył w pierwszej kwarcie ani jednego punktu i nie oddał nawet rzutu z gry. Zamiast efektownych akcji kibice oglądali jego bezradność. Zawodnik zakończył spotkanie z dorobkiem zaledwie sześciu punktów, jednej zbiórki, pięciu strat i sześciu fauli, co zmusiło go do przedwczesnego opuszczenia parkietu. Debiutant zapłacił solidne frycowe.

Jednym z nielicznych momentów, w których 24-latek mógł poczuć satysfakcję, była sytuacja z drugiej kwarty. Yaxel usilnie przekonywał Steve’a Kerra, by ten poprosił o sprawdzenie powtórki po tym, jak piłka opuściła boisko i sędziowie przyznali ją Lakers. Zakręcił przy tym palcem – według nieoficjalnego wyliczenia aż 42 razy – i krzyczał: – Przysięgam na Boga, nigdy bym nie skłamał!

Ostatecznie szkoleniowiec Warriors zdecydował się na challenge, a decyzję sędziów zmieniono na korzyść gospodarzy.

Mimo fatalnego występu w rewanżu historia Lendeborga pozostaje jedną z ciekawszych opowieści związanych z tegorocznym draftem. Droga 24-latka do NBA była daleka od typowej ścieżki przyszłej gwiazdy. Zanim znalazł się wśród najlepszych koszykarzy świata, miał okazję z bliska zobaczyć, jak ciężko pracowała jego matka, Yissel Raposo, która przez lata utrzymywała rodzinę, m.in. na dwunastogodzinnych zmianach w magazynie, jeżdżąc dla Ubera i sprzątając kościoły.

– Widziałem, jak moja mama wykonywała tę ciężką pracę, i pomyślałem: „To naprawdę harówka. Nigdy nie chciałbym robić czegoś takiego” – wspominał koszykarz. Te doświadczenia pomogły mu zrozumieć poświęcenie matki i ukształtowały jego podejście do życia.

Postawę bezkompromisowego debiutanta doceniają również koszykarskie autorytety. Gary Payton nie krył uznania dla odwagi Lendeborga w starciu z gwiazdą Lakers.

– Podoba mi się to! Tak właśnie powinieneś postępować. Nie ustępujesz nikomu. Luka to świetny zawodnik, ale wciąż tylko człowiek. Atakuj go tak samo jak każdego innego. Zmuszaj go również do gry w obronie – chwalił popularny „The Glove”.

Jeszcze dalej w swoich pochwałach poszedł Mychal Thompson, dwukrotny mistrz NBA z ekipą „Jeziorowców”. Były koszykarz porównał wszechstronność młodego zawodnika do tej, którą wyróżniali się Scottie Pippen i Xavier McDaniel, a nawet dostrzegł w nim cechy LeBrona Jamesa. Nie szczędził mu również znacznie śmielszych prognoz, określając go mianem przyszłej twarzy organizacji z San Francisco.

Po meczu sam zainteresowany wykazał się dużą pokorą i samokrytyką. Zapytany o najważniejszą lekcję, jaką może wyciągnąć z tego występu, odpowiedział bez ogródek: – Szczerze mówiąc, starałem się po prostu nie dać takiej plamy jak dzisiaj. W takich momentach powinienem też bardziej polegać na kolegach z drużyny.

Lendeborg docenił postawę zespołu, podkreślając, że Stephen Curry ponownie zrobił swoje, a rezerwowi spisali się znakomicie. Przyznał również, że choć starał się panować nad emocjami, przez całe spotkanie był zbyt mocno zamknięty we własnej głowie.

Kiedy wydawało się, że Lakers mają już zwycięstwo w kieszeni, do akcji wkroczył Steph. 38-latek poderwał gospodarzy do niesamowitego powrotu. Zespół z San Francisco odrobił 25-punktową stratę, jeszcze przed przerwą doprowadzając do remisu 53:53. Prawdziwą ozdobą wieczoru okazała się jednak akcja z trzeciej kwarty, która błyskawicznie obiegła media społecznościowe.

Curry wyciągnął Doncicia do pojedynku jeden na jednego na obwodzie. Po serii błyskawicznych zwodów i gwałtownej zmianie kierunku sprawił, że słoweński gwiazdor stracił równowagę i podparł się ręką o parkiet. Lider Warriors nie zamierzał jednak na tym poprzestać. Cofnął się za linię rzutów za trzy punkty i z zimną krwią trafił do kosza, wywołując eksplozję radości na trybunach.

Po meczu, w rozmowie ze stacją Amazon Prime, Steph odniósł się do zagrania, które błyskawicznie stało się hitem mediów społecznościowych.

– Nie spodziewałem się, że wyjdzie z tego coś aż tak efektownego, ale w takich chwilach trzeba zachować zimną krew. Pamiętam, jak James Harden robił kiedyś swoje „shimmy” (nawiązanie do charakterystycznego potrząsania ramionami, którym Harden celebrował udane zagrania – przyp. aut.), żeby się nakręcić. Od dawna nie miałem tak swobodnej pozycji do rzutu – przyznał.

Zapytany, czy znakomity występ – 31 punktów i osiem celnych trójek – był również efektem chęci wsparcia debiutanta, odparł bez wahania:

– To na pewno miało znaczenie. Musisz stać murem za swoimi. Ale przede wszystkim musieliśmy wygrać mecz. A to oznaczało, że trzeba było jak najbardziej utrudniać życie Luce. Obecnie jest liderem klasyfikacji strzelców, a po tym, jak rozpoczął pierwszą kwartę, było jasne, że wszyscy musimy zagrać bardziej fizycznie, lepiej się ze sobą zgrać i przetrwać jego kolejne zrywy. Oczywiście, że trzymałem z Yaxelem.

Co ciekawe, przy okazji tego występu Curry wyprzedził Dominique’a Wilkinsa i awansował na 18. miejsce w klasyfikacji najlepszych strzelców w historii sezonu zasadniczego NBA.

Choć Luka zakończył mecz z imponującym dorobkiem 37 punktów, siedmiu zbiórek i pięciu asyst, to ostatecznie ze zwycięstwa cieszyli się „Wojownicy” Steve’a Kerra. Starcie w San Francisco pokazało, że rywalizacja Lakers z Warriors zyskała kolejny interesujący wątek.

Czy jednak to oznacza koniec konfliktu między Donciciem a Lendeborgiem? Na razie trudno o jednoznaczną odpowiedź. Rewanż nie przyniósł kolejnej głośnej wymiany uszczypliwości, ale debiutant nie wycofał się ze swoich wcześniejszych słów, a obaj zawodnicy jeszcze nie raz staną naprzeciw siebie. W dodatku akcja Curry’ego tylko dolała oliwy do ognia. Można się spodziewać, że przy kolejnych konfrontacjach obu zespołów emocji również nie zabraknie.


Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!

Sprawdź też kanał PROBASKET na WhatsAppie! Dołącz do obserwowania go, aby nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA. A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam. Zapraszamy!

Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.
  • Oryginalne perfumy i kosmetyki z dużymi rabatami znajdziesz w sklepie FLACONI.PL



  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    0 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany