Najciekawsza seria na Zachodzie rozpoczyna się już dziś o 21:30 czasu polskiego i choć wielu przewiduje długą serię, to tak na dobrą sprawę może ona trwać też krótko. Ta seria to dla obu drużyn być, albo nie być – Warriors mają problemy ze zdrowiem swoich gwiazd, a Rockets zostali zbudowani, aby pokonać Curry’ego i spółkę. Porażka Rockets jest równoznaczna z kolejnym rokiem bez osiągniętego celu.


Bolesne Game 7

W ubiegłym roku obie drużyny spotkały się w Finale Konferencji Zachodniej, gdzie Houston Rockets byli o jednego, zdrowego Chrisa Paula od pokonania swojego Nemesis. Game 7 było bardzo bolesnym doświadczeniem dla całego zespołu z Houston. James Harden nie pokazał się z najlepszej strony (32 punkty, przy 12/29 z gry i tragicznym 2/13 za trzy), a reszta drużyny, jakoś też nie bardzo była w stanie odciążyć swojego MVP, może z wyjątkiem Clinta Capeli (20 punktów, 9 zbiórek, 9/10 z gry).

W tym roku obie drużyny miały swoje problemy – Rockets nie mieli zbyt dobrego startu (gonitwa z 11. miejsca na szczyt konferencji), a Warriors musieli radzić sobie z wewnętrznymi konfliktami. Koniec końców, obie drużyny awansowały bez problemu do fazy Play-Off, gdzie Houston rozjechało Utah Jazz w pięciu meczach, a Warriors (nie bez problemów) wygrali z Clippers w 6 meczach. Przewaga parkietu w tej serii leży po stronie obrońców tytułu, choć Los Angeles Clippers, pokazali, że Oracle Arena nie jest nie do zdobycia.

Zabić Hydrę

Największą bolączką Rockets będzie to, jak zatrzymać tą trójgłową hydrę. W składzie Warriors mamy praktycznie na każdej pozycji kogoś, kto może sam wygrać mecz. Rakiety zapewne cieszą się, że odszedł im problem krycia DeMarcusa Cousinsa, na którego nie mogli znaleźć sposobu w ostatnim meczu sezonu pomiędzy obiema drużynami. Co ciekawe, w każdym z 4 meczów w sezonie regularnym, w którejś z drużyn brakowało kluczowego gracza, więc nie mamy pełnego obrazu pojedynku obu ekip.

Zastanawiające jest to, jak Rockets będą kryć small-ball w wykonaniu Warriors. Bardzo ciekawym match-upem jest starcie Curry’ego i Chrisa Paula. Co ciekawe, zazwyczaj w rywalizacji między nimi to ten pierwszy wychodził obronną ręką.

Thompson? Za niego odpowiedzialny będzie raczej Harden, choć nie wykluczam również Erica Gordona. Klay w pierwszej rundzie nie błyszczał, a ostatni mecz przeciwko Clippers był wręcz tragiczny (3/10 z gry, 9 punktów), ale warto wspomnieć poprzednie mecze, w których radził sobie lepiej. Dużym znakiem zapytania po poprzednim spotkaniu z Clippers, staje się stan zdrowia kostek i Thompsona, i Curry’ego. Panowie dość niefortunnie, lecz solidarnie podkręcili trochę stawy.

Najgroźniejszą głową Hydry pozostaje wciąż Kevin Durant. Gra niesamowicie i zatrzymanie go, może okazać się rzeczą nie do zrobienia. Fakt, PJ Tucker jest w stanie z nim powalczyć, na pewno będzie uprzykrzał mu życie, ale… Nie zapominajmy o tym, że jeśli Durant będzie robił takie rzeczy jak w pierwszej rundzie (przykładowe 50 punktów w meczu numer 6 przeciwko Clippers), to Rockets mogą chyba zapomnieć o awansie do Finału Konferencji. Kevin udowadnia, jak świetnym zawodnikiem jest, choć nie zawsze pokazuje klasę i stracił sporo w oczach kibiców, to nie można go nie szanować, ani go nie doceniać. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że jest on jednym z najlepszych strzelców w historii NBA. To, z jaką łatwością potrafi zdobywać seryjnie punkty, jest największą bolączką Mike’a D’Antoniego… Odpowiedzią może być Brodacz.

Zatrzymać MVP

James Harden jest niesamowitym graczem, pomimo swoich mankamentów, przez które mało osób go lubi. Mnie samego brzydzi jego wymuszanie fauli, czy jawne robienie kroków, ale trzeba mu oddać, że aktualnie, jest chyba najlepszym graczem ligi w grze 1 na 1. Ma zabójczy pierwszy krok, a fakt, że jest leworęczny dodatkowo utrudnia obronę jego rzutów.

Jaki jest na niego sposób? Pokazywali to w trakcie sezonu chociażby Milwaukee Bucks, czy w pierwszej rundzie Utah Jazz: trzeba wpuścić Hardena na mid-range i tam polować na jego słabszą rękę. W starciu z drużyną z Salt Lake City, Harden miał tylko 51% True Shotting, gdzie w trakcie sezonu zasadniczego było to nieco ponad 60%. Utah zmuszali Hardena do rzucania floaterów i częstszego korzystania z półdystansu, ograniczając jednocześnie jego step-back i rzuty za trzy, co zmniejsza jego produktywność. W starciu z Warriors, może to być ta sama obrona, jednak z o klasę lepszymi zawodnikami, którzy będą kryć ubiegłorocznego (i prawdopodobnie tegorocznego) MVP.

Harden udowodnił w tym sezonie, że potrafi zadać cios Golden State Warriors. Przypominam o jednym z najładniejszych buzzer-beaterów z fazy zasadniczej, gdzie James rzucił trójkę na zwycięstwo przez ręce Thompsona i Greena. Dużym znakiem zapytania jest to, co Rockets zrobią jeżeli Hardenowi nie będzie po prostu szło (a taki mecz na pewno będzie) – kto wtedy pociągnie grę? Houston są w stanie zasypać przeciwnika trójkami i kochają izolacje, jednak na takich Warriors może być to za mało.

Kto ulegnie presji?

To chyba najważniejsze pytanie tej serii. Z jednej strony mamy obrońców tytułu, którzy wydają się być nieco zmęczeni sami sobą i tym, że są tak świetni. Drugi, przegrany mecz w serii z Clippers tylko pokazuje, że Warriors są drużyną do pokonania. Gdyby było 4-1, to o tym jednym przegranym meczu, mówilibyśmy jak o wpadce przy pracy. Drugi udowodnił, że zespół mistrzów jest w stanie przegrać. Inną kwestią jest to, że Houston Rockets wydają się jedynym zespołem na Zachodzie, który może tego dokonać.

Z drugiej strony – Warriors są dla Rockets wyznacznikiem, którego pokonanie jest celem najwyższym. Moim zdaniem, nawet jeśli Rockets przegraliby w dalszej walce o tytuł (może nawet w samych finałach), to ten sezon należałby do udanych. Warunkiem jest zwycięstwo w tej serii. Drużyna z Houston jest w stanie to zrobić, ma wszelkie powody ku temu, żeby to zrobić. Ba, rzekłbym, że pod koszem mają przewagę – dziki, nieokrzesany Faried i Capela to duet, na który ciężko będzie znaleźć odpowiedź. Zwłaszcza po tym, jak kontuzji doznał Cousins.

X-Factor

Rockets – Clint Capela

Jeżeli Rockets myślą o zwycięstwie, będzie im potrzebny bardzo produktywny Capela. Pomijając to, że musi walczyć na obu deskach, to defensywa jest tym punktem, w którym jest najbardziej potrzebny Rakietom. Zastanawiające jest to, jak będą kryć Kevina Duranta, który jest przerażający w tym sezonie – tylko Kawhi Leonard jest podobnie wszechstronny, z tym, że Leonard jest lepszy w obronie, a Durant w ataku.
Capela, nie raz będzie wykorzystywany do krycia ubiegłorocznego MVP Finałów, będzie potrzebny również w kreowaniu miejsca dla Jamesa Hardena i innych. Ciekawa będzie jego rywalizacja z Draymondem Greenem, który zagrał bardzo dobre game 6 w pierwszej rundzie. Sam center też chciał grać z Warriors.

NBA: Capela prosi o Warriors

Warriros – Stephen Curry

Druga strzelba Warriors musi pokazać, że jest prawdziwym liderem tej drużyny i to nie tylko w szatni, ale i na boisku. Przed Currym bardzo ciężkie zadanie, ponieważ powtórzy się schemat znany z lat poprzednich – izolacje w których Curry musi kryć wyższego i często silniejszego od siebie zawodnika. Dodatkowo, będzie musiał brać na siebie grę w pewnych okresach czasu. Thompson nie wygląda jakby błyszczał formą, Durant też miał słabsze mecze w pierwszej rundzie, a Green rzadko stanowi poważne zagrożenie w ofensywie. Jeśli Warriors chcą myśleć o obronie kolejnego tytułu, to postawa Curry’ego odegra tu kluczową rolę.

And… still.

Serce mówi, że Rockets wygrają w 7 meczach. Lecz niestety, tu trzeba kierować się rozsądkiem, który mówi, że to Warriors trafią po 6 meczach do Finału Konferencji Zachodniej. Co ciekawe, może się to zdarzyć szybciej, niż wszyscy sądzą. Koniec końców, mam wrażenie, że Rockets nie udźwigną presji i Golden State Warriors będą mieli otwartą drogę do finałów (z całym szacunkiem dla Blazers i Nuggets – nie są w stanie z nimi wygrać). Jeśli Rakiety chcą wygrać, kluczem do tego może okazać się wygranie meczu otwarcia lub Game 2 – w przypadku kiedy Warriors będą jechać do Teksasu z zapasem dwóch meczy, to seria może być już stracona.

Mój typ – 4-2 dla Warriors.

Według ekspertów Polskich Zakładów Bukmacherskich faworytami są oczywiście Warriors – kurs 1,33.

Co ciekawe najniższy kurs, a więc największe prawdopodobieństwo jest na wynik serii 4-1 dla Warriors. Drugi najniższy kurs jest na wynik 4-3 dla Warriors.

A jaki jest wasz typ na tę serię?

Kto wygra rywalizację Warriors - Rockets i awansuje do finału na Zachodzie?

View Results

Loading ... Loading ...

Na stronie PZBUK możecie oglądać mecze NBA NA ŻYWO? Legalnie i prawie bezpłatnie, bo wystarczy mieć aktywne konto z co najmniej 1zł. Transmisje są dostępne zarówno w przeglądarce na komputerach, jak i w telefonach komórkowych. Mecze NBA są z oryginalnym amerykańskim komentarzem – zdarza się, że mecz jest bez komentarza.

Wszystkie najważniejsze informacje na temat tegorocznych play-offów NBA znajdziecie pod specjalnym tagiem: NBA playoffs 2019.

Tylko dla wtajemniczonych i czytających uważnie 🙂 Założyliśmy na Facebooku specjalną grupę dyskusyjną dla czytelników i przyjaciół PROBASKET.

Grupa jest zamknięta, ale zapraszamy do niej wszystkich pozytywnych fanów NBA – https://www.facebook.com/groups/probasketpl/ – to ma być miejsce, gdzie będziemy dzielić się spostrzeżeniami i wymieniać doświadczeniami. Dołącz do grona pozytywnych fanów NBA.

Wszystkie najważniejsze informacje na temat tegorocznych play-offów NBA znajdziecie pod specjalnym tagiem: NBA playoffs 2019.

Subscribe
Powiadom o
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Kamilbolt
Kamilbolt
29 kwietnia 2019 19:10

Teoretycznie Rakiety wciąż mogą pokonać Warriors, ale tylko w uczciwiej rywalizacji. Skoro jednak już w pierwszym meczu sędziowie pomagają mistrzom, no to niestety nie ma mowy o jakiejkolwiek rywalizacji.