Wielki tercet Brooklyn Nets po raz kolejny prezentuje swoją prawdziwą siłę i demoluje niżej notowanych Boston Celtics. W serii do czterech zwycięstw ekipa z Wielkiego Jabłka prowadzi już 2-0. Do remisu doprowadzili natomiast Los Angeles Lakers. „Jeziorowców” do zwycięstwa z Phoenix Suns poprowadził między innymi Anthony Davis, który zrehabilitował się za kiepski występ w meczu numer jeden. Dużo gorzej radzi sobie drugi zespół z Miasta Aniołów. Mavericks pokonali Clippers i do Dallas wracają z dwumeczową zaliczką.


BROOKLYN NETS – BOSTON CELTICS 130:108 (2-0)

Statystyki na PROBASKET

  • Nets rozpoczęli dzisiejszy mecz zdecydowanie lepiej niż pierwsze starcie tej serii. Podopieczni Steve’a Nasha poruszali się z dużo większym zaangażowaniem i intensywnością, regularnie trafiając przy tym rzut za rzutem. Tylko w pierwszej kwarcie gospodarze trafili 60% rzutów z gry i 6 z 9 prób za trzy. Początkowo nie przekładało się to na wynik, bo nie pudłowali także Celtics (11:12). W pewnym momencie jednak na wyżyny swoich umiejętności wspiął się Joe Harris, którego kilka celnych rzutów zza łuku wyprowadziło Brooklyn na 16-puntktowe prowadzenie (29:13).
  • Podczas gdy Boston był w dalszym ciągu wyjątkowo nieskuteczny, swoje wyniki punktowe z pierwszego meczu już na początku poprawili Blake Griffin, Jeff Green i wspomniany Harris, dzięki czemu Nets zakończyli pierwszą odsłonę z bezpiecznym prowadzeniem 40:26. W drugiej „ćwiartce” przewaga wyraźniej się zagłębiała. Po pięciu kolejnych punktach Bruce Browna Brooklyn prowadził już 65:38. Podczas gdy Joe Harris rozgrywał najlepszy mecz w play-offs w swojej karierze (do przerwy 22 punkty, 4 zbiórki, 6/8 za trzy) ogromne problemy z odnalezieniem rytmu strzeleckiego miał Jayson Tatum. W pierwszej połowie skrzydłowy C’s spudłował 8 z 10 rzutów i był równie nieskuteczny co Marcus Smart (0/3 z gry) czy Romeo Langford (0/3). Do przerwy oba zespoły dzieliły 24 oczka (71:47).
  • Po przerwie Celtowie mieli swoje momenty, ale nie pozwoliły im one nawet utrzymać wyniku w granicy 20 punktów. Pod atakowanym koszem uaktywnił się Blake Griffin, a jego trafienia podwyższyły prowadzenie Nets do 33 punktów (96:63). Podopieczni Brada Stevensa nie byli w stanie powstrzymać rozpędzonych zawodników gospodarzy, którzy w dalszym ciągu trafiali ponad 50% rzutów z gry i zza łuku. Mimo 35 oczek Bostonu (w tym 14 punktów z rzędu Marcusa Smarta) w tej części gry górą wciąż był Brooklyn (38:35). Ostatnia kwarta była w głównej mierze dopełnieniem formalności. Główne role odgrywali już wówczas rezerwowi. Nets przez cały czas utrzymywali jednak bezpieczną przewagę i bez problemów dowieźli zwycięstwo do końcowej syreny.
  • Po raz kolejny prym w ekipie Nets wiódł jeden z zawodników wielkiej trójki. Kevin Durant zdobył dziś 26 punktów, 8 zbiórek i 5 asyst, dokładając do tego również 4 bloki. Świetnie zaprezentował się również Joe Harris, zdobywca 25 oczek (7/10 zza łuku). James Harden dołożył 20 punktów i 7 asyst, Kyrie Irving 15 punktów i 6 asyst, z kolei Blake Griffin 11 punktów. Cenne minuty z ławki dał natomiast Landry Shamet (10 pkt).
  • Po stronie Celtics żaden z zawodników nie był w stanie przekroczyć bariery 20 punktów. Najwięcej (19) zdobył Marcus Smart, nieco mniej dołożyli Kemba Walker (17 pkt) i Evan Fournier (16 pkt). Double-double w postaci 15 punktów i 11 zbiórek zanotował z kolei Tristan Thompson. Słabe zawody rozegrał Jayson Tatum, który zakończył spotkanie z kiepskim dorobkiem 9 punktów i 4 zbiórek (3/12 z gry). Skrzydłowy spędził na parkiecie tylko 21 minut.
  • Nets bronią tym samym przewagi własnego parkietu i podwyższają prowadzenie w serii, która teraz na kilka dni przenosi się do TD Garden w Bostonie. Co ciekawe, dla ekipy z Wielkiego Jabłka jest to pierwsze prowadzenie 2-0 w play-offs od pierwszej rundy z 2004 roku (wówczas New Jersey Nets 4-0 New York Knicks).

PHOENIX SUNS – LOS ANGELES LAKERS 102:109 (1-1)

Statystyki na PROBASKET

  • Po rozczarowującej porażce w kiepskim stylu Lakers znaleźli się w nieciekawej sytuacji. Przewaga własnego parkietu Suns sprawia, że jeśli „Jeziorowcy” chcą myśleć o awansie do kolejnej rundy, to musieli wygrać w Phoenix przynajmniej jedno spotkanie. Dzisiejszy mecz podopieczni Franka Vogela rozpoczęli nieco lepiej, choć wciąż mieli drobne problemy ze skutecznością. Goście spudłowali pierwszych 7 z 12 rzutów (0/3 zza łuku), ale mimo to po akcji dwójkowej Anthony’ego Davisa i LeBrona Jamesa zdołali objąć pierwsze prowadzenie (12:10). Kłopoty z odnalezieniem rytmu strzeleckiego mieli również Suns, dzięki czemu goście byli w stanie odskoczyć nieco z wynikiem (24:14). Ofensywę Lakers napędzał wówczas tercet LeBron James – Anthony Davis – Andre Drummond. Ostatni z wymienionych świetnie pracował w pomalowanym i tylko w pierwszej kwarcie zebrał cztery piłki z atakowanej tablicy.
  • Na przebudzenie Suns nie trzeba było jednak długo czekać. Na początku drugiej kwarty po trafieniach Deandre Aytona i Chrisa Paula „Słońca” błyskawicznie zniwelowały stratę za sprawą serii punktowej 16:6. Rozgrywający Phoenix rządził i dzielił, choć skutki urazu z pierwszego spotkania były momentami widoczne. Lakers nie powiedzieli jednak ostatniego słowa i jeszcze przed przerwą znowu przejęli inicjatywę. Goście popełniali mniej strat i lepiej zbierali piłkę, co w znacznym stopniu przyczyniło się do ich prowadzenia 53:47 po pierwszej połowie.
  • Trzecią odsłonę Lakers rozpoczęli od serii 10:1, która wyprowadziła ich na największe jak dotąd 15-punktowe prowadzenie (63:48). Suns popełniali wówczas proste błędy, ale kilka kolejnych trafień Devina Bookera poprawiło nieco ich sytuację, choć prowadzenie wciąż utrzymywali „Jeziorowcy” (59:67). Niezwykle cennymi elementami zespołu Monty’ego Williamsa byli Cameron Payne oraz Cameron Johnson, którego buzzer-beater na koniec trzeciej części raz jeszcze zmniejszył stratę Suns (72:79). W ostatniej kwarcie niesieni dopingiem gospodarze jeszcze bardziej zbliżyli się do Lakers, a akcja 3+1 Jae Crowdera doprowadziła do stanu 83:84. Chwilę później wspomniany już Payne doprowadził do remisu. Wówczas rozpoczęła się prawdziwa wymiana ciosów, która trwała do ostatnich minut. Goście zdołali wtedy kilkukrotnie powstrzymać ataki „Słońc”, którym z pewnością nie pomogły nagminne straty. Gwoździem do trumny były „trójka” LeBrona Jamesa i trafienie Alexa Caruso, które przesądziły o losach spotkaniach.
  • Świetny mecz rozegrał Anthony Davis, autor 34 punktów, 10 zbiórek i 7 asyst, który zmazał plamę po kiepskim występie sprzed kilku dni. Na wysokości zadania stanęli również LeBron James (23 punkty, 9 asyst, 4/9 za trzy) i Dennis Schroder (24 pkt). Double-double w postaci 15 oczek i 12 zbiórek zanotował Andre Drummond.
  • Po stronie Suns najlepszym punktującym był Devin Booker, zdobywca 31 punktów (17/17 z linii rzutów osobistych). Double-double dołożył aktywny pod koszem Deandre Ayton (22 punkty, 10 zbiórek). Świetny występ zaliczył Cameron Payne, który dorzucił z ławki 19 oczek. Nieco gorzej zaprezentował się Chris Paul, który w 23 minuty spędzone na parkiecie skompletował 6 punktów i 5 asyst (2/5 z gry). Co ciekawe, mimo porażki Suns byli skuteczniejsi od Lakers zarówno z gry (46,5% – 45%), jak i zza łuku (30,8% – 30,3%).
  • Lakers doprowadzają tym samym do remisu w serii i pozbawiają Phoenix Suns pełni przewagi własnego parkietu. Rywalizacja przenosi się teraz do Staples Center. Kolejne spotkanie 28 maja o godzinie 04:00 czasu polskiego.

LOS ANGELES CLIPPERS – DALLAS MAVERICKS 121:127 (0-2)

Statystyki na PROBASKET

  • Mavericks od samego początku próbowali udowodnić, że zwycięstwo w pierwszym spotkaniu nie było tylko kwestią przypadku. Skuteczne ataki Luki Doncicia, Maxiego Klebera i Tima Hardawaya Jr’a. dały przyjezdnym skromne prowadzenie (26:20). Dla Clippers punktowali przede wszystkim Kawhi Leonard i Paul George, ale LAC nie mogli jednak wiecznie polegać tylko na swoich gwiazdach. Podopieczni Ricka Carlisle’a wykorzystali słabą dyspozycję reszty zespołu gospodarzy (1/6 z gry, w tym 1/5 Marcusa Morrisa) i odskoczyli z wynikiem (31:23). Sprawy w swoje ręce wziął jednak Leonard, którego 18 punktów w pierwszej „ćwiartce” pozwoliły gospodarzom zniwelować stratę do zaledwie dwóch oczek (33:35).
  • Choć w drugiej odsłonie Kawhi zniknął na chwilę z parkietu, to Clippers wciąż radzili sobie solidnie. Punktować w porę zaczęli rezerwowi – przede wszystkim Reggie Jackson i Nicolas Batum. Kiedy jednak Mavs zdołali odskoczyć, Leonard natychmiastowo wrócił do gry i strata LAC ponownie zniknęła (53:53). 29-latek rozgrywał niesamowite zawody i w samej pierwszej połowie zdobył 30 punktów. Rozpędzony był też Doncić, który co chwilę zaskakiwał defensywę gospodarzy, ale nie był w stanie zapewnić swojej drużynie prowadzenia do przerwy (71:73).
  • W drugiej połowie podopieczni Tyronna Lue mieli problemy ze wstrzeleniem się w ofensywie. Do ich gry wkradł się chaos, co Mavericks perfekcyjnie skontrowali. „Trójki” sypali co chwilę Doncić, Porzingis i Hardaway, a przewaga gości stopniowo rosła (98:86). Kiedy wydawało się, że Dallas utrzymają bezpieczne prowadzenie do końca, Clippers zaliczyli serię punktową 15:6 i znowu zrobiło się gorąco. Przy stanie 120:116 kluczowym trafieniem zza łuku popisał się jednak Hardaway Jr. i pokrzyżował tym samym plany powrotu LAC. Mavs nie wypuścili zwycięstwa z rąk, pewnie wykorzystywali osobiste i powiększają prowadzenie w serii.
  • Mavericks do zwycięstwa poprowadził fenomenalny Luka Doncić, autor 38 punktów, 7 asyst, 7 zbiórek i 5 „trójek. Wielki mecz rozegrał też Tim Hardaway Jr. (28 punktów, 5 asyst, 6/8 zza łuku). Kluczowe okazało się również wsparcie Kristapsa Porzingisa (20 pkt) i Maxiego Klebera (13 pkt), natomiast z ławki niezwykle cenne trafienia dołożyli Jalen Brunson i Josh Richardson (po 9 pkt).
  • Po stronie Clippers prym wiódł Kawhi Leonard, zdobywca 41 punktów i 6 zbiórek. Jego partnerzy spisali się jednak nieco gorzej. Oprócz Paula George’a (28 punktów, 12 zbiórek, 6 asyst) i Reggiego Jacksona (15 pkt) żaden z zawodników LAC nie przekroczył bariery 10 oczek. Po 9 punktów skompletowali Marcus Morris Sr. i Nicolas Batum.
  • Rywalizacja przenosi się teraz do American Airlines Center w Dallas. Mavericks do awansu do kolejnego etapu potrzebują już tylko dwóch zwycięstw. Kolejne spotkanie już 29 maja o godzinie 03:30 czasu polskiego.

Tak wygląda „drzewko” play-off NBA 2021 po wtorkowych spotkaniach:





16 KOMENTARZE

  1. Jest błąd w tekście. Przewaga parkietu oznacza że drużyna niżej roztawiona jeżeli chce awansować dalej musi wygrać na wyjeździe przynajmniej jedno spotkanie plus wszystkie u siebie. Tymczasem jest napisane że Lakers muszą wygrać w Phoenix przynajmniej dwa spotkania.
    Oczywiście jeżeli Lakers przegrają u siebie to będą musieli wygrać wiecej meczy na wyjeździe jeżeli chcą przejść dalej.

  2. Lue do zwolnienia kawhai do Chin. Mavs in 4
    Lac to najwieksza porazka w historii nba. Tankowali zeby uniknac lal to teraz maja za swoje haha. Mavs juz powinni wygrac rok temu

  3. Niestety Tyronn Lue bez Labrona nie ma pomysłu na grę. Jeszcze LAC odpadną w 4 meczach bo Dallas się rozkręciło.

  4. Kuzma to pomyłka. Miał być trzecią siłą w Lakers, a jest nie Kiler tylko p….
    Hardaway udowadnia naszym probasketowym podcasterom ( pozdrawiam świetnie się słucha), że jednak może się wznieść na wyższy poziom.
    Trener Lou jakoś nigdy mnie nie przekonywał, taki trochę figurant pozwalający rządzić zawodnikom. Tylko Kawi to nie LeBron i nie trzyma wszystkich pod butem.
    Celtowie bez Browna są tylko tłem dla Nets, ale moim zdaniem to Kemba jest przepłacony i zaniża poziom drużyny.

  5. W końcu Davis zagrał jak powinien i jest wynik. Brawo młody (Luca) lać LAC PG 13 znowu pokazuje jaki to wyśmienity z niego obrońca daje dzieciakowi rzucić 40 i przegrać 2 mecz z przewagą parkietu 😂😂😂. Mam nadzieję że będzie do zera po tych dwóch spotkaniach nie zasługują na nic więcej jak tylko na wyjazd do Niemiec na ogórki. Podkradali najpierw lue, bo zna lebrona później rondo bo zna taktyki lal. Chcieli być gotowi na finał i będą mieli finał mam nadzieję że za dwa kolejne mecze. Wszystkiego dobrego.
    Ps Brooklyn miazga. Zdrowi są jak pamiątka (nie do wyje…bania).

    • spokojnie, Clippers odpoiwedzą w Dallas, beda grali bez presji swoich kibiców, wiec zapewne zdołają wyrwac mecz lub dwa, mimo przegranych, obydwa mecze były prawie na styku

    • pewnie jedno i drugie po trochu. Skoro na razie to wystarcza do wygranej, nie bedzie ryzykował. Obawy to jedno, a zardzewienie drugie. Jesli sie uda, toza kilka spotkań powininen zaczac grac na swoim jeszcze mozliwym poziomie.

    • Raczej kontuzji, bo w pierwszej połowie sezonu mijał bez problemu. Pewnie nie chce ryzykować odnowienia kontuzji już w I rundzie play-offów.

  6. Czyżby Clippers odpadli w pierwszej rundzie?.
    Doncic imponuje.
    Ale szykuje się szlagier półfinałowy wschodu: Bucks- Nets. Mecz 7 bardzo prawdopodobny.

    • do zera na pewno nie. LAC wprowadzą poprawki a i LUKser musi miec słabszy dzien, bo na razie ma farta.Ale szykuje sie powtórka wyniku z zeszłego roku, tylko odwrotnie. KLeo kosmiczny mecz a i tak nie starczyło. POza tym Dallas kosmiczne mecze grają zadaniowcy i bez presji. U siebie moze byc znacznie ciezej.

  7. Lakers muszą wygrać w Phoenix dwa spotkania żeby awansować bo Suns ma przewagę parkietu? Co wy za brednie wypisujcie?

  8. Od kiedy to trzeba wygrac 2 mecze w hali przeciwnika, nie mając przewagi własnego parkietu, aby przejść do kolejnej rundy? ;)/ To a propos relacji SUNS – LAL

  9. Buahahahjaaaaaaaa. A mowili ze zeszloroczny choke job to moja wina
    Cippers tankowali zeby uniknac lakers tylko po to zeby wylapac sweepa od Dallas
    Los Angeles zawsze nalezalo i bedzie nalezec do Lakers a Lac powinni sie przeniesc gdzies do Afryki

    • Podszywacz ty parowo ,miej w końcu odwagę pisać z jednego nicka a nie z 10,pisząc te same bzdury ,Clippers w 6.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here