W rywalizacji w Konferencji Wschodniej bez większych zmian. Kolejne zwycięstwa na własnym parkiecie odniosły zespoły Miami Heat oraz Cleveland Cavaliers, które nie miały większych problemów z pokonanie swoich przeciwników. Analogicznie było w przypadku meczu nr 2 serii pomiędzy Los Angeles Clippers i Portland Trail Blazers. Podopieczni Doca Riversa jadą do Oregonu z przewagą dwóch meczów.


MIAMI HEAT – CHARLOTTE HORNETS 115:105

Drużyna Miami Heat podbudowana ostatnim wysokim zwycięstwem 123:91 nad Charlotte Hornets nie zamierzała zwalniać tempa i chciała maksymalnie wykorzystać swoja przewagę parkietu. Gracze ekipy z południowej Florydy perfekcyjnie wykonali zadanie przed nimi postawione i w drugim meczu pierwszej rundy fazy Playoffs pokonali Hornets 115:103.

Przełomowym momentem meczu okazała się druga kwarta, którą gospodarze wygrali aż 43:31. Z bardzo zespołową grą Heat zupełnie nie radzili sobie goście. W barwach Hornets jedynym jasnym punktami w pierwszej połowie byli: Kemba Walker oraz Al Jefferson, którzy momentami w pojedynkę próbowali walczyć z dużo silniejszym rywalem. Jednak ich starania nie przyniosły spodziewanego efektu. Tymczasem po drugiej stronie od samego początku błyszczał Dwayne Wade oraz Hassan Whiteside. Drugi pojedynek całkiem nieźle rozpoczął także bohater pierwszego zwycięstwa Żaru – Luol Deng. Bardzo zespołowa gra i dobra postawa podstawowych zawodników gospodarzy spowodowała, że na przerwę schodzili oni z prowadzeniem 72:60.

W drugiej połowie Heat już tylko kontrolowali wynik, zbytnio nie forsując swoich akcji w ofensywie. Zespół ze słonecznej Florydy był w pełni świadom swoich przewag i doskonale je wykorzystywał. Zespołowa gra, bardzo dobra defensywa, doświadczenie w fazie Playoffs oraz przewaga parkietu okazały się atutami nie do przełamania dla ekipy z Południowej Karoliny, której nie pozostało nic innego jak przygotowania do pierwszego meczu przed własną publicznością w tej serii.

W zespole trzykrotnych mistrzów NBA tym razem najlepiej punktował Dwayne Wade. MVP finałów z 2006 roku zapisał na swoim koncie 28 punktów, osiem asyst, trzy zbiórki, dwa przechwyty oraz blok. Wszędobylski Hassan Whiteside miał 17 punktów, 13 zbiórek, dwa bloki, asystę i przechwyt. Podstawowy rozgrywający Heat, Goran Dragic miał 18 punktów. Luol Deng zdobył 16 punktów. Natomiast pierwszoroczniak, Josh Richardson dołożył 15 punktów.

Po stronie przegranej najlepiej zaprezentowali się wcześniej wspomniani: Kemba Walker oraz Al Jefferson. Pierwszy miał 29 punktów, pięć zbiórek, trzy asysty, przechwyt i blok. Drugi natomiast 25 punktów, siedem zbiórek, asystę i przechwyt. Fatalne spotkanie zanotował za to Marvin Williams, który nie zdobył nawet punktu pudłując swoje wszystkie rzuty (0/10 z gry). W dodatku w czwartej kwarcie kontuzji stawu skokowego nabawił się i podstawowy skrzydłowy Szerszeni, Nicolas Batum.

[ot-video][/ot-video]

CLEVELAND CAVALIERS – DETROIT PISTONS 107:90

Detroit Pistons mimo porażki 106:101 w ostatnim pojedynku, przystąpili do dzisiejszego spotkania ze sporymi nadziejami na wyrównanie stanu rywalizacji. I początkowo nic nie wskazywało na to, by ich plan miałby się nie powieść. W pierwszej kwarcie goście byli zdecydowanie lepszym zespołem, rozpoczynając tą cześć gry od prowadzenia 17:7. Podopieczni trenera Van Gundy bardzo dobrze bronili, co pozwało im na wyprowadzanie kolejnych zabójczych kontrataków. I gdyby nie świetna gra Kyrie Irvinga, to prawdopodobnie Pistons cieszyliby się z bardzo wysokiego prowadzenia.

Jednak Cavaliers to zespół, w którym najwięcej zależy od dyspozycji Lebrona Jamesa. Jeśli lider gospodarzy gra na swoim poziomie, to Cavs bardzo rzadko przegrywają. I na nieszczęście dla wszystkich fanów Pistons dziś właśnie tak było. W drugiej kwarcie LBJ był wręcz nie do zatrzymania, łącznie zdobywając w tej części gry aż 10 punktów. Dzięki jego bardzo dobrej grze oraz rewelacyjnej skuteczności zza łuku całego zespołu, Kawalerzyści wyszli na pierwsze prowadzenia w tym meczu (32:30). W pierwszej połowie fenomenalnie dysponowany rzutowo był także J.R. Smith, który swoim przeciwnikom zaaplikował aż pięć „trójek”, na ledwie siedem prób. Pomimo tego Cavs po 24 minutach rywalizacji prowadzili ledwie 55:53.

Gracze Pistons podrażnieni słabszą końcówką drugiej kwarty rozpoczęli drugą połowę od serialu punktowego 7-0. Jednakże – jak się później okazało – był to ostatni zryw gości w tym spotkaniu. Na kolejne skuteczne akcje zespołu Tłoków świetnie odpowiadali Kawalerzyści, którzy znacząco przyśpieszyli tempo rozgrywania swoich akcji w ataku. W dodatku zawodnicy Tyronna Lou praktycznie całkowicie przejęli kontrolę nad polem trzech sekund. Tym samym wyłączając na kilka minut z gry czołowego podkoszowego rywala, Andre Drummunda. Natomiast kolejne celne rzuty trzypunktowe skutecznie wyprowadzały z rytmu i tak już mocno podrażnionego przeciwnika. Młody zespół z Detroit nie potrafił znaleźć recepty na super ofensywę Cavs i ostatecznie był zmuszony oddać całkowicie inicjatywę gospodarzom.

Główną bronią Cleveland Cavaliers w tym pojedynku nie były indywidualności, ale zespołowa gra w ataku oraz twarda obrona. Dzięki znakomitemu dzieleniu się piłką (23 asysty) Cavs wyrównali rekord celnych rzutów trzypunktowych w fazie Playoffs, trafiając aż 20 razy zza łuku.

Pod względem indywidualnym najlepiej zaprezentował się Lebron James, autor 27 punktów, sześciu zbiórek, trzech asyst i trzech przechwytów. Świetny mecz zanotowali także: Kyrie Irving, J.R. Smith oraz Kevin Love. Irving zdobył 22 punkty. Smith dołożył 21 „oczek”. Zaś Love zapisał na swoim koncie double-double w postaci 16 punktów i 10 zbiórek.

W szeregach ekipy z Detroit najlepiej punktował Andre Drummond, który zdobył 20 punktów oraz siedem zbiórek, przechwyt i blok.

[ot-video][/ot-video]

LOS ANGELES CLIPPERS – PORTLAND TRAIL BLAZERS 81:102

[ot-video][/ot-video]

Subscribe
Powiadom o
4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Radek
Radek
21 kwietnia 2016 10:11

Lebron strzela miny jakby był niewadomo jak wielkim strzelcem za 3 hahaha…

Kuba
Kuba
21 kwietnia 2016 14:12
Odpowiedz  Radek

Widać,że nie oglądałeś meczu.Obejrzyj sobie jeszcze raz skrót i może Ci się wyjaśni skąd ta mina.

Czuje bluesa
Czuje bluesa
21 kwietnia 2016 10:17

Charlotte to co gra to śmiech na sali 9asyst całego zespołu w ostatnim meczu i 11 w poprzednim,takim sposobem to na pewno 4-0 murowane może coś ugrają jak Miami wystawi same rezerwy i Kemba ja sam Walker rzuci z 60 pkt

Bacek
Bacek
21 kwietnia 2016 13:18

Wynik LAC-POR w drugą stronę.