Po bardzo ciekawym meczu Denver Nuggets okazali się górą w starciu z Waszyngtońskimi Czarodziejami. Dobry mecz Marcina Gortata nie pomógł Wizards w odniesieniu zwycięstwa. Co gorsza, drużyna Polaka cały czas spada w Konferencji, a na odrabianie strat może być za późno, podobnie jak w dzisiejszym meczu…


Już od pierwszych minut zaczęła się klarować przewaga koszykarzy z Denver, którzy zaczęli od szybkiego zrywu 10-2. Z czasem Wizards zaczęli odrabiać straty i dzięki trójkom Garry’ego Temple doprowadzili do remisu. Po dobrych kilku minutach John Wall zaczął uruchamiać naszego jedynaka, co przerodziło się w prowadzenie waszyngtońskiej ekipy. Po punktach Jusufa Nurkicia po pierwszej kwarcie mieliśmy remis 29:29.

Druga ćwiartka to nieznaczna dominacja Bryłek, które od początku ruszyły do ataku wypracowując sobie nawet 11 punktowe prowadzenie. Kawał dobrej roboty wykonywał Will Barton, który jest jednym z najlepszych zmienników w lidze. Widząc tak wysoką przewagę rywali trener waszyngtońskiej ekipy postanowił wziąć czas, który zadziałał w odpowiedni sposób. Czarodzieje zaczęli trafiać za trzy, ograniczyli tym samym stratę do rywala do zaledwie trzech punktów. Dobra gra Emmanuela Mudiaya i Nikoli Jokicia doprowadziła do tego, że Nuggets prowadzili po pierwszej połowie 64:58.

Ekipa Marcina Gortata na drugą połowę nie wybiegła odmieniona, za to Denver potrzebowali chwili, by się wstrzelić do kosza. Wizards tego nie wykorzystali, co spowodowało kolejny run przeciwnej ekipy. Był za niego odpowiedzialny głównie pierwszoroczniak Mudiay, który napędzał akcję. Dopiero w trzeciej kwarcie swoją pierwszą trójkę trafił Danilo Gallinari i to właśnie ten element gry poprowadził Nuggets do zwycięstwa w tym meczu. Ekipa, której skautem jest Rafał Juć prowadziła po trzech kwartach 91:79 i swojego zwycięstwa nie wypuściła już z rąk, choć… było bliko.

W czwartej kwarcie za sprawą dobrej gry rezerwowego Ramona Sessionsa Wizards zaczęli gonić rywali. Od samego początku zaczęli kryć wysoko, co przerodziło się w szybkie punkty. Jared Dudley swoimi trójkami, zaś wcześniej wspomniany Sessions wjazdami na kosz doprowadzili do remisu. Wtedy jednak Gallinariemu włączył się „Steph Curry mode” i zaczął trafiać dosłownie wszystko. Dobra gra Beala w samej końcówce nie pomogła, a Nuggets pokonali Wizards 117:113.

Najlepszym zawodnikiem tego meczu był bezapelacyjnie Danillo Gallinari, zdobywca 26 punktów, 6 asyst i 5 zbiórek. Wspierany był przed dobrze dysponowanego Mudiaya, który mecz skończył z 20 punktami, 4 asystami i 4 zbiórkami. Double-double zanotował Nikola Jokić, z 15 punktami i 10 zbiórkami. 15 „oczek” rzucił Will Barton, 13 Darell Arthur.

Marcin Gortat zakończył mecz z double-double (12 punktów, 10 zbiórek i 2 bloki). Był jednym z najlepszych graczy Wizards, robiąc porządek w obronie. Najlepszym strzelcem waszyngtońskiej ekipy był Garrett Temple, który na koncie zapisał 20 punktów i 5 zbiórek. Meczu do udanych nie zapisze John Wall, który na słabej skuteczności zdobył 17 punktów, 9 asyst i 7 zbiórek. Aż siedmiu graczy Wizards zdobyło 10, lub więcej punktów. Jest to efektem 21 rozdanych asyst.



Subscribe
Powiadom o
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Witalij
Witalij
29 stycznia 2016 13:06

Jeżeli Wizards w końcu zaczną bronić, Wittman przemyśli swoje decyzje (ciągła presja na rzucanie trójek, niezrozumiała momentami rotacja składem), a zawodnicy wezmą się w garść,to sezon jest do uratowania. Zabawne jest też to, że Gortat jest cały czas niedoceniany – wrócił Nene i Wittman z uporem maniaka forsuje grę w IV kwarcie z nim, przez co defensywa i ofensywa wyglądają po prostu gorzej.