Wyniki NBA: Będzie nowy mistrz NBA – Celtics wygrali z Bucks! Niespodzianka na Zachodzie – Suns odpadają! Mavericks w finale!

45
15442

Ostanie dwa mecze tegorocznych Półfinałów Konferencji za nami. W wieczornym starciu Boston Celtics pokonali zaskakująco pewnie zmagających się z własnymi problemami Milwaukee Bucks. Bohaterem gospodarzy był Grant Williams, który rzucając 7 trójek, uzbierał 27 punktów. Kilka godzin później swoje zadanie nader pewnie wykonali Dallas Mavericks, którzy dzięki 35 punktom Luki Doncicia zmietli z parkietu faworyzowanym Phoenix Suns. W ekipie Słońc zawiedli zdecydowanie liderzy i cała pierwsza piątka.

BOSTON CELTICS – MILWAUKEE BUCKS 109:81 (4-3)

Statystyki

  • Liczby przemawiały przed tym spotkaniem zdecydowanie za Boston Celtics. Gospodarze w swojej historii w meczach numer 7 mieli bilans 24-9, przy tylko 3-8 Milwaukee Bucks. Jeżeli dodaliśmy do tego absencję Khrisa Middletona, bostońskie piekło w TD Garden oraz dotkliwą porażkę niespełna dwa dni temu na własnym terenie Kozłów, czyste kalkulacje przemawiały za jedną ze stron.
  • Krótko przed rozpoczęciem spotkania pojawiła się informacja, że „w razie wyższej potrzeby” na parkiet może wybiec Robert Williams. Środkowy opuścił dwa poprzednie mecze z powodu odnowienia kontuzji lewego kolana. Z małymi wyjątkami niska piątka Celtów funkcjonowała jednak prawidłowo, dzięki czemu skorzystanie z 24-latka nie było niezbędne.
  • Początek spotkania lepiej ułożył się dla gości z Milwaukee, którzy od pierwszych minut wyszli na kilkupunktowe prowadzenie. Jego wysokość zależna była od skuteczności rzutów z dystansu Celtów. Mimo że w premierowej kwarcie gospodarze trafili 5-14 prób zza łuku, wyraźnie przegrali zbiórkę i rywalizację w pomalowanym oraz trafili z gry 29% przy 45% Bucks, po pierwszych 12 minutach przegrywali jedynie 6 punktami.
  • Wraz z rozpoczęciem drugiej odsłony Celtics zaczęli grać bardziej wewnętrznie, wykorzystując odpoczynek Brooka Lopeza. Seria 18-6 pozwoliła im na objęcie prowadzenia i zmuszenie rywali do kadrowych zmian. Na parkiet powrócił Lopez, a Bucks zaczęli ponownie dominować w pomalowanym przeciwko niskiej piątce przeciwników. Jak można się było spodziewać, mecz zrobił się dość twardy, a w pierwszej połowie obu drużynom odgwizdanych zostało łącznie 20 przewinień.
  • Kilka szybkich ciosów sprawiło, że trzecią kwartę Celtics rozpoczęli od serii 11-4, dzięki czemu wyszli na dwucyfrowe prowadzenie. Bucks niczym z dodatkowym obciążeniem wkroczyli na parkiet po powrocie z szatni i chwilę zajęło im ponowne rozbieganie się. Nie zabrakło kontrowersyjnych gwizdków, mocnej fizycznej gry i rywalizacji punkt za punkt. Wizualną przewagę utrzymywali nadal gospodarze, a ekipa z Milwaukee bardziej niż z przeciwnikami wydawali się walczyć z własnymi demonami.
  • Nerwowo, często nieprzemyślanie grający goście wyglądali jakby ktoś wyłączył im od pewnego momentu prąd. Dokonując złych wyborów w obronie, zostawiali otwartych strzelców przeciwników na skrzydłach. Z tego korzystał Grant Williams, który w całym spotkaniu trafił 7 trójek, dzięki czemu uzbierał 27 punktów.
  • Po kolejnych błędach i nieskuteczności w drugiej połowie widać było, jak z drużyny ulatuje wiara w zwycięstwo. Zabrakło również impulsu od Giannisa Antetokounmpo, który w drugiej połowie zanotował 8 punktów na skuteczności 4-16 z gry. W całym meczu Kozły rzuciły tylko 4 (!) trójki (12%). W całym meczu Grek zapisał na swoje konto 25 punktów, 20 zbiórek i 9 asyst. 21 oczek dodał Jrue Holiday, a 15 Brook Lopez.
  • Po stronie Celtics, oprócz Williamsa, najwięcej drużynie dał Jayson Tatum. Jego dobra selekcja rzutowa i pewność na rozegranie sprawiły, że całej drużynie grało się łatwiej. Biorąc na siebie wiele podwojeń, zawodnik uzbierał tej nocy 23 punkty i 8 asyst. 19 oczek dorzucił Jaylen Brown, a 14 z ławki grający jak natchniony Payton Pritchard.
  • Rozstrzygnięcie tego spotkania oznacza, że poznamy w tym sezonie nowych Mistrzów NBA. W Finale Konferencji Wschodnie Celtics zmierzą się z posiadającymi przewagę parkietu Miami Heat. Pierwsze spotkanie już w nocy z wtorku na środę.

PHOENIX SUNS – DALLAS MAVERICKS 90:123 (3-4)

Statystyki

  • Bardzo wiele mówiło się przed tym spotkaniem o Chrisie Paulu. Weteran w ostatnich meczach zawodził, a dobrze wiadomo było, że aby Suns zawalczyli w tym roku o coś więcej, niż tylko Półfinał Konferencji potrzebują swojego lidera w pełni sił, grającego na miarę swoich możliwości. Przebijały się nawet głosy, że ten mecz może odcisnąć piętno na tzw. legacy zawodnika, który w ostatnich 6 play-offowych Game 7 notował bilans 0-6.
  • Wiele osób twierdziło, że to będzie blowout. I rzeczywiście go dostali – stwierdził z uśmiechem po meczu Jason Kidd. Po sześciu w miarę wyrównanych spotkaniach wygrywanych przez aktualnych gospodarzy chyba nikt nie przewidywał, że Game 7 będzie wyglądał w ten sposób. Trzeba przyznać jasno, że tej nocy Suns ewidentnie pokpili sprawę. Jako drużyna nie udźwignęli ciężaru bycia faworytem w decydującym dla losów całego sezonu meczu, dając już od początku zepchnąć się do narożnika, skupionym na swoim zadaniu Mavs.
  • Goście rozstrzygnęli temat zwycięstwa już praktycznie w dwóch pierwszych kwartach. W premierowych 24 minutach gry Słońca rzuciły łącznie zaledwie 27 punktów, będąc jedynie tłem dla świetnie funkcjonujących Mavericks. Na przerwę schodzili z ewidentnie zwieszonymi głowami z 30-punktową stratą do rywali.
  • W drugiej połowie obraz gry trochę się zmienił. Ekipa z Phoenix zaczynała nawiązywać wyrównaną rywalizację ze swoimi vis-à-vis, jednak były to jedynie przebłyski klasy, którą mogliśmy podziwiać w poprzednich spotkaniach. Goście natomiast kontynuowali kroczenie ku obranej przez nich w pierwszych 24 minutach ścieżce, trzecią kwartę kończąc na rekordowym 42-punktowym prowadzeniu. Czwarta odsłona to już głównie pojedynek zmienników i tzw. garbage time bez większej historii.
  • Co było sekretem aż tak dotkliwej porażki faworyzowanych gospodarzy? Złe wejście w mecz i pech strzelecki. W samej pierwszej połowie drużyna z Phoenix trafiła raptem 10 rzutów z gry, co było spowodowane nie tyle dobrą obroną przeciwników, jak koszykarskim pechem. Swoistym katem gospodarzy był także Luka Doncić.
  • To było niesamowite. Nie wiem, co powiedzieć – przyznał po meczu młody Słoweniec. Podobnie myśleli z pewnością Suns, patrząc na jego grę. Doncić wystąpił jedynie w trzech pierwszych kwartach, rzucając w tym czasie 35 punktów, na 12-19 skuteczności z gry. Wystarczy powiedzieć, że to o 5 oczek więcej niż w tym samym czasie gry cała pierwsza piątka rywali (30 punktów łącznie).
  • Nie samym Doniciem jednak człowiek żyje. Oprócz 23-latka ciężar gry wzięli na siebie Spencer Dinwiddie i Jalen Brunson, którzy jako jedynie dołożyli do dorobku zespołu dwucyfrowe zdobycze. Zdejmując z ze swojego lidera część ciężaru kreowania gry, zawodnicy zapisali na swoje konta odpowiednio 30 i 24 punkty. Niedocenianym ogniwem Mavs był również Reggie Bullock, który pomimo jedynie 4 punktów, zapisał na swoje konto rekordowy wskaźnik +44.
  • Po stronie Suns zawiedli liderzy. Chris Paul i Devin Booker w całym meczu zaliczyli łącznie 21 punktów, trafiając odpowiednio 4-8 i 3-14 rzutów z gry. Kreujący zwykle grę partnerów CP3 nie miał dziś swobody na rozegraniu, a wypracowane przez niego pozycje nie były wykorzystywane przez kolegów z drużyny. 12 punktów do dorobku zespołu dodał Cam Johnson, a 10 rzadko widywany Ish Wainright.
  • Tymczasem Mavericks awansowali do Finałów Konferencji po raz pierwszy od pamiętnego 2011 roku. Zmierzą się w nich z mającymi po swojej stronie przewagę parkietu Golden State Warriors. Pierwsze spotkanie odbędzie się w nocy ze środy na czwartek.




45 KOMENTARZE

  1. Wstyd Suns, w tej serii grali z każdym kolejnym meczem słabiej. Dallas siadło na Paulu i go zajechali, nie istniał. Wydaje się, że Suns osiągnęli za szybko wysoką formę i w PO nie wystarczyło już ani chęci, ani paliwa ani umiejętności. Do zobaczenia w przyszłym sezonie, w tym Boston zgarnie całą pulę.

    • Chaoz jak się masz ?😁kochanie jak się masz ?hahaha za cały rok gadania o słonkach jako mistrzach i jechaniu po innych ekipach karma cię pokarała. Pięknie .

  2. Boston – tylko się cieszyć, byli lepsi w tej serii, przegrywali małymi punktami, Bucks grali dobrze, ale chyba sami przyznają że nie zasłużyli na awans z tak zdeterminowanym rywalem, Miwjmy nadzieję na Celtics w Finale, bo Mavs nie ma chyba co liczyć że ograją Warriors

    W każdym razie w Finale będę za wschodem, niezależnie czy Heat czy Celtics

    • Właśnie chodzi o to, że Boston nie grał jakiejś super koszykówki. To na Bucks aż żal było patrzeć, oni nic nie trafiali, oprócz lopeza i janisa, tam nic nie siedziało. Na to się patrzeć nie dało, cały czas pudła, nie ważne czy pozycja czysta, pudło za pudłem.

  3. Pewnych rzeczy nie oszukasz. Tatum i Brown mają to coś w sobie. Juz jako rookie i jednoroczniak wprowadzili Boston do finałów Konfy przegrywając z Lbj. Oni potrafią wygrywać.
    Tego czegoś nie ma w sobie CP3. Przereklamowany gracz. Niesamowity gracz ale w najważniejszych momentach jego procesor przegrywa. Druga runda max nie wzięła się znikąd.

  4. Suns choked. Cp3 choked. On nie zasluguje na pierscien i juz nie wygra. Najwiekszy partacz w historii play offs obok Doca Riversa i Hardena
    Suns sa slabi w zeszlym roku grali w finale bo konkurencja miala kontuzje. Czeka ich przebudowa musza sie pozbyc cp3 i wzmocnic lawke

  5. Brak Mideltona to jednak za duzo. Giannis opadl z sil po prostu
    Boston zasluzyl na awans. Wybrali dobrze w drafcie i teraz czerpia zyski. Moze zaloza kolejny bunner kto wie…
    Z drugiej strony Doncic to kozak a Kid to swietny trener. Doncic sobie nie pogra juz Green o to zadba…zeby Gsw sie nie nameczylo

    • Wielka szkoda, że nie było Khrisa. Zwycięstwo Celtów troszkę mniej w tej sytuacji smakuje.
      Mam nadzieję, że po tej serii już nikt nie będzie ze mną się spierać o ważność Khrisa versus Jannisa w zespole Kozłów. To Khris Middleton nadaje tam ton, natomiast grek tylko skacze (aczkolwiek robi to świetnie).
      Dodam jeszcze (żeby zatkać usta oburzonym miłośnikom Jannisa), że trochę mi żal Kozłów. Oni naprawdę zasługują na uznanie. Pracowitością, dyscypliną, brakiem humorków, wreszcie tym, że ich liderzy to po prostu zwyczajnie sympatyczne chłopaki. To fajna drużyna (z wyjątkiem Allena). Tyle tylko, że nie ma tam wybitnych koszykarskich osobowości, nie ma za co ich kochać. Natomiast szanować jest za co.
      To była świetna seria.

  6. Suns zajechali się w regularze i z Dallas już nie mieli sił grać. Paul i Booker równie dobrze mofli w meczu 7 siedzieć na ławce, bo tylko statystowali. Doncic w 30 minut rzuca radosnych 35 punktów. Wielki gracz.
    Boston idealnie rozłożył siły w regularze. Właśnie teraz są u szczytu sił i energii. Brak Middletona w końcu dał znać.
    Słabe o dziwo te siódme mecze były.

  7. Ustawiłem sobie budzik, by wstać na drugą połowę meczu w Phoenix. Patrzę w telefon, przecieram oczy, Nie wierzę. Odłożyłem telefon, nie wstałem. Przecież to już nie mecz ( 27-57), tylko jakieś dorzynki Suns (nie poprawiać, to od dorzynania).
    Wstałem rano, obejrzałem – słuszna decyzja. Emocje jak na grzybach.
    Chris Paul nadal bez tytułu- miłe!

  8. Bucks nie udało się oszukać przeznaczenia bez Middletona. Boston przestali marnować wysokie prowadzenie i ostatnie 2 pojedynki wygrali w miarę pewnie. Katastrofalna dyspozycja zza obwodu, z takim strzelcami dystansowymi ciężko powalczyć, choć wyglądałoby to inaczej z Khrisem, który swoim skilem zawsze rozmiękcza szeregi defensywne rywala.
    Nie wiem ile wiary musiałby mieć w sobie Antek, żeby grać na wybitnym poziomie, patrząc co wyprawiają koledzy odpalając kolejne cegły. Wczoraj nawet on wydawał się z czasem coraz bardziej przygaszony i pudłował stosunkowo łatwe wejścia pod kosz.Teraz Milwaukee muszą pomyśleć nad zbudowanie odpowiedniego wsparcia, jeśli nie chcą by mistrzostwo z zeszłego sezonu było tylko epizodem. Trójka liderów gwarantuje najwyższy poziom, ale przydałby się niezawodny i wydajny
    shooter-zadaniowiec.

    Suns dzisiaj odstawili dramat. 37 punktów wyjściowej piątki, 21 punktów i 6 asyst Bookera i Paula łącznie. To się najzwyczajniej w głowie nie mieści. Zdobycze punktowe Suns były tak niskie, że w 2 kwarcie można by pomyśleć, że trwa pierwsza, w 3 że druga. Niewiarygodne.
    Dla odmiany trójka Doncić, Dinwiddie i Brunson dowalała do pieca równo (13/22 zza obwodu).

    To chyba jednak będzie oznaczać, że projekt oparty na Paulu upadł. Generał kończy z bardzo przybrudzonym mundurem – pewnie zostanie przy nim łatka wielkiego zawodnika z równie wielkim”ale”. Z drugiej strony dlaczego tak fatalnie wypadli Booker i Ayton? Zabrakło mentalu?
    Przegrać można, ale Suns ogłosili kapitulację po pierwszy gwizdku sędziego. Dla mnie zespół zapisał wstydliwy epizod w dziejach organizacji.

    I jeszcze jedno a propos Suns – oni chyba nigdy nie zdobędą mistrzostwa. Drabinka ułożona idealnie, rywale pozornie nieprzesadnie wymagający, a liderzy nie dojeżdżają na mecz. Czyli tak jak z Barkleyem czy Nashem nie będzie szczęśliwego zakończenia.

    PS. co do rachunku prawdopodobieństwa, pisałem przed meczem, że szanse są 50-50 i skończyło się 50-50, mimo statystyk miażdżąco niekorzystnych dla gości obu spotkań. I co to jest „pech strzelecki”? To nie jest pech, to jest niedopracowany rzut. Podobnie jak strzał w słupek, to nie pech, tylko strzał niecelny.

  9. Jestem fanem suns od bardzo dawna. Dokladnie od wczesnych lat 90. Jednak to co Phx pokazalo ostatniej nocy przeszlo moje najsmielsze wyobrazenia. Kilka slow prawdy o dzisiejszym phx. Nie jest to team niestety sprzed roku z ta energia i zacieciem. Coraz bardziej do mnie trafia czy te poprzednie playoffs nie byly troche lucky dla phoenix? Czy nie dostali sie faktycznie do finalow bo grali z kontuzjowanymi ekipami? Uwazam ze suns musza cos zrobic bo bardzo rozczarowali. Przypomina mi sie troche Seattle Supersonics bodajze z playoffs 1994, najlepsza ekipa nba z tegoz sezonu ktora odpada z ostatnim teamem Denver Nugetts ze swietnym Mutombo juz w pierwszej rundzie. Ale wracajac do dzisiejszych Phx. Suns musi sie pozbyc Paula, niestety. Cp3 jest juz stary i nic z nim juz nie osiagna. Druga sprawa to crowder for sale. Jego czas tez juz sie konczy powoli w Phx. Co do mavs to 100% zasluzona wygrana. Wygral poprostu lepszy.

  10. Szkoda Bucks, ale w pełni zasłużenie Boston wchodzi do finałów konferencji. Bucks nieco szczęśliwie (i dzięki heroicznej postawie Giannisa) doszli do G7, jednak Celtowie to drużyna zbyt dobrze poukładana. Szkoda, że zabrakło pomysłów trenerskich w koźlich głowach (jak trójka nie siedzi, to może Giannis coś wymyśli – ot cała taktyka)… Świetnie wyglądać będzie rywalizacja Heat – Celtics – ale widzę zielonych w finale…
    A propos finałów to widziałem Suns w ścisłym finale po przejściu GSW, ale się pomyliłem…
    Ale wiecie co? Lubię takie niespodzianki – dzięki nim człek znajduje radość…

    Dallas zmasakrowało Pheonix… To było mordobicie… Dość powiedzieć, że po raz pierwszy w historii duet CP3- Booker nie zdobyło punktów z gry w pierwszej połowie. 0/12 to wynik liderów najlepszej drużyny sezonu zasadniczego! Nie można zatem powiedzieć, że to pech (jak sugeruje nam autor newsa), lecz bardzo słaba postawa wynikająca z obrony Dallas. Można ich lubić lub nie, ale należy docenić obronę i pracę jaką wykonali, by wejść do finałów konferencji. Należą im się brawa i docenienie postawy.

    Inną sprawą jest element, o którym czasem kibice zapominają – o ambicji.

    Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że Luka zagotował się po przegranym na 2:3 meczu, gdy pojawiły się dziesiątki filmów wskazujących go jako słabe ogniwo w obronie Dallas i pokazujących ile razy switchowali na niego zawodnicy Suns. Załączył mu się program „Ja Wam, ku**a, udowodnię!” i zrobił swoje – za co należy mu się wielki szacunek. Nie bez znaczenia była również postawa Spencera D., Jalena B. i reszty ekipy wypruwającej sobie flaki w obronie…

    GSW to zbyt cwane lisy, żeby przegrać z Dallas, ale może znowu się pomylę 😉

  11. Po mojemu jest wielce prawdopodobne, że Mavs popchną Goldenów. W wielu spotkaniach widać było, że Doncic & Company nie leżą Złotym. Co więcej, nie ma Paytona, który mógłby przykleić się do Luki.
    Będzie ciekawie.

    • Przyklei się Wiggins.
      Myślę że doświadczenie GSW weźmie górę.

  12. Suns to niestety zespół bez jaj. O pietruszkę grają doskonale, ale spalają się w kluczowych meczach. Winna jest psychika: kluczowych graczy (book, cp3), ale i trenera „miękiszona” Williamsa, który moim zdaniem jest zbyt dyplomatyczny i delikatny, ma dobrych graczy ale nie jest liderem zespołu. Zmęczenie sezonem? Wolne żarty. Pamiętacie Bulls jak wygrywali 72-10? A Suns to przy nich młodziaki. Wstyd, bo Mavs prezentowali się bardzo nierówno i grali czasem jakby razem nie trenowali. Po sezonie wróżę odejścia Aytona i rozpad duetu Booker-Paul, który wyszedł na tym genialnie jeśli chodzi o finanse. To koniec Suns, lećcie znów na dno.
    Utarcie nosa Giannisowi dobrze zrobi. Niech się zastanowi kim chce być w zespole: centrem,PF czy rozgrywającym. Na solistę musi jeszcze dojrzeć. Jego ekwilibrystyczne wjazdy na siłę nie wystarczyły, podobnie jak w ostatnich finałach to Middleton robił różnicę, a dziś go zabrakło.
    Cóż – z dniem dzisiejszym skończyły się czasy pandemicznej NBA. Odszedł król, niech żyje Król!

    • pytanie co było z CP3 bo w tej serii ewidentnie nie był sobą, potrafił zrobić 14/14 z Pelicans a z Mavs prawie nie istniał, o co kaman? zmęczenie ma znaczenie, piszesz o Bulls a ja przypomnę GSW z sezonu 73-9 jak robili rękawami w PO, grali z niezaleczonymi urazami i w efekcie sfrajerowali się w finałach….Suns czeka analiza ale ewidentnie te PO im nie wyszły

  13. Boston i tak długo się męczyli z jednym praktycznie gościem Gianisem w ostatnim meczu Grek już nie miał sił było to widać….inna sprawa to Grayson Allen postać komiczno tragiczna w serii z Bostonem zajechali mu psyche.

  14. Jeszcze jedno: gratulacje dla Jasona Kidda. Zrobił w tym sezonie wynik ponad stan. Pamiętam tutaj artykuł o jego kontrowersyjnym metodach trenowania i podejścia do zawodników i taki ogólny sceptycyzm co do jego możliwości. Jak widać sport nie przestaje zaskakiwać. Facet rozwija się i to z pożytkiem dla nas kibiców. W końcu dostaliśmy dziś wielką sensację w prezencie

  15. W tej chwili nie jest wiadome absolutnie nic, co sezon to inna drużyna panuje na parkietach.
    Heat – GSW

  16. Kurde to co wczoraj/dzisiaj zrobiło Dallas to chyba na policję trzeba zgłosić jako „ciężkie pobicie, ze skutkiem śmiertelnym” na drużynie przeciwnej. Przejechali po Słońcach jak walec! Nie dali im w ogóle szansy. Wow.

  17. Dallas fizycznie i jeśli chodzi o obronę to najlepszy zespół w lidze. W najważniejszych momentach tak podkręcają tempo, że niszczą rywali. Skąd to znam? Tak właśnie grali Lakers gdy asystentem a właściwie trenerem był tam J.Kidd. Lakers wypuścili jednego z najlepszych trenerów w lidze i to jest JEDYNY powód ich klęski w tym sezonie. Vogel powinien oddać pierścień. W ogóle na niego nie zasłużył, co potwierdził ten sezon.
    Dobrze że Bucks odpadli bo nie da się patrzeć na grę Giannisa. To nie jest nawet top 5 ligi. Zawsze o tym mówiłem i nigdy nie byłem fanem jego „siłówki”. Niech idzie na siłownie robić większe łapy, bo jeśli chodzi o czysto koszykarskie umiejętności, to może „czyścić buty” wielu w NBA.

    • Też nie mogą patrzeć na tą jego drewnianą grę. Gianis to tylko warunki fizyczne a jego gra to pchanie się na siłę pod kosz i rozbijanie łokciami. Gdyby mu zabrać te 10 cm wzrostu to byłby przeciętniakiem wchodzący z ławki na kilka minut w jakichś nic nie znaczących meczach jak jego brat Tanasis .

    • Widzę, że spotkało się kółko „adoracji” Greka. To nie ma znaczenia co Wam się podoba czy nie i jaki ma wzrost. Liczy się, że do bólu wykorzystuje swoje atuty. Nikt nikomu nie zabrania powstrzymać Antka. Po prostu jest to bardzo trudne.
      Poza tym nie doceniacie, jak rozwinął czytanie gry, a niektóre podania znamionują wręcz dużą inteligencję i świetny przegląd pola.

      To może wolicie Aytona? On jest taki elegancki i ma piękny styl? Przepraszam bardzo, ale piękno w koszykówce nie znaczy tak wiele jak efektywność.

    • ja4ro- „To nie ma znaczenia co Wam się podoba czy nie i jaki ma wzrost. Liczy się, że do bólu wykorzystuje swoje atuty.”-Przeczysz sam sobie. To właśnie jego wzrost jest jednym z największych jego atutów. Ciekawe co by osiągnął, gdyby był wzrostu Curry’ego. Poza tym wg. mnie przeceniasz Antka. Wystarczy że trafi na drużynę ze świetną obroną, która zneutralizuję jego dość prosty styl gry i po Antku. On nie ma planu b i nie zacznie grać inaczej. Raz mu się udało przeciwko przeciętnym Suns, którzy mieli duże szczęście że trafili do finału. Z mocniejszymi ekipami nie widzę tej jego gry, przez którą mam ochotę wyłączyć telewizor.

    • Rad23 – nie zrozumiałeś o czym piszę. Zarzucać komuś, że ma wzrost to absurd, tak samo robić zarzut, że taki atut wykorzystuje. Wzrost nie ma znaczenia, bo niższy zawodnik ma zwinność, której nie ma wyższy zawodnik. Każdy ma to co ma daje natura, więc robisz zarzutu z czegoś na co zawodnik nie ma wpływu.
      Jeszcze mu zarzuć, że jest zwinny.
      Można zarzucić niskiemu, że ma dobry kozioł, po czym wysnuć analogiczną bzdurę, że „gdyby był 10 cm wyższy to by tak nie kozłował”. Dla mnie to gadanie w stylu trola

    • Niepotrzebnie uogalniasz wszystko. Mi chodziło o ten konkretny przypadek Giannisa i w tym konkretnym przypadku wzrost ma znaczenie. Giannis całą swoją grę opiera na fizyczności i na wzroście. Teraz niższy Giannis przestaje dominować na obręczach i jest zmuszony cofnąć się i grać na dystansie w czym jest słaby. Jego efektywność drastycznie spada. Sam Isiah Thomas przyznał że gdyby był wyższy to byłby najlepszy i ja widząc jego grę jestem skłonny mu w to uwierzyć. Wzrost to jedno z najważniejszych kryteriów siły zawodnika. Można być wysokim i mocnym fizycznie tak jak Giannis i mimo braku talentu być jednym z najlepszych. Jak nie masz wzrostu i talentu to jesteś skończony. Powtarzam że chodzi mi tutaj o ten konkretny przypadek Giannisa więc nie uogalniaj i nie pisz w stylu „Wzrost nie ma znaczenia, bo niższy zawodnik ma zwinność, której nie ma wyższy zawodnik.” bo to bez sensu. To że Giannis wykorzystuję swoje atuty to chwała mu za to, ale ja wbijam mu szpilę i mówię że pewnego poziomu nie jest w stanie przeskoczyć i dorównać pewnym legendom.

  18. dla mnie C’s-Mavs w finałach, Boston złapał mental do tego ma liderów na końcówki a Heat tylko Jimmyego no chyba że Herro odpali albo Lowry wróci (w formie, co jest mało realne). Mavs mogą rozstrzelać GSW, Dubs niczym nie imponują, ceglą na potęgę a jak siedzi to jest zwycięstwo ale problemem jest defensywa, Klay się męczy, nie ma Paytona i Iggyego i obrona kuleje

    • Z tym, że wszyscy ponoć już na Dallas będą. Nawet GP II ma być gotowy. Nie mówiąc o coachu. Ze zmęczeniem Goldenów jest dziwna sprawa. Wydawali się być wykończeni a w czwartej kwarcie w szóstym meczu nagle motorki mieli w tyłku. Ja osobiście uważam, iż dla Dallas to właśnie GSW są najgorszym przeciwnikiem. Za dużo osób nie docenia dziadków z San Francisco… To są wyjadacze. Dodatkowo (zawsze mieli tą cechę) szybko się uczą gry przeciwnika. Nie przesadzajmy z ich cegłami. Już nie rzucają tyle za 3. Atakują mocno obręcz-nawet Curry. Co do ich obrony to mają problem ale jak muszą bronić przeciwko wieżą. Wg mnie pokonali dla nich najtrudniejszego przeciwnika Memphis. Nawet Boston nie jest tak atletyczny.

  19. W tym roku rodzina Holiday’ów nie powiększy ilości posiadanych pierścieni. Gratulacje dla zwycięskich zespołów z Bostonu i Dallas. Pokazali, że wygrywa się nie tylko konkretnym „arsenałem koszykarskim” ale także charakterem i walecznością. A tego zabrakło obu poprzednim finalistom a zwłaszcza Suns. Gratulacje też dla pan egiryka- bo idealnie przewidział rozstrzygnięcia w obu parach rywalizacji -ma łeb na karku 😉 Co do Suns to nie kojarzę żebym doświadczył czegoś takiego w trakcie 29 lat kibicowania tej drużynie (chyba że ze starości szwankuje już pamięć). Katastrofą pachniało już od rywalizacji z Pelikanami a tu się ona dokonała w pełnej krasie. To co pokazali w tym meczu zasługuje na przyznanie przez NBA jakiegoś osobnego wyróżnienia. Nie będę się pastwił bo było strasznie przykro na to patrzeć. To jest sport i można przegrać mecz/rywalizację ale zawsze trzeba wyjść i walczyć. A to było jak totalne rozłożenie się na łopatki i pozwolenie by rywal ich przewalcował. Mają więc taki koniec sezonu jaki sobie wypracowali. To było ewidentnie na własne życzenie. Więc pora na rybki!. Moim zdaniem tą rywalizację przegrali tak naprawdę w game 6. Dziś od pierwszego gwiazdka widać było zaktywowany mentalny „tryb porażki” i już w drugiej kwarcie wszystko było jasne. I od początku grali tak zalęknieni, że miotali się po boisku bez ładu i składu. Zawiedli wszyscy poza Johnsonem i Shametem (nie liczę tych minut gdy biała flaga poszła już w górę). CP3 zaatakowany przez silny epizod „peseliozy”; Booker jak otumaniony; Bridges wystraszony a Crowder- eh, ten w sumie to nawet nie zaskoczył a raczej standard odwalił. Największą jednak „pipą” nie tylko w tym meczu ale w całej rywalizacji a nawet całych playoff okazał się Mr.Give-Me-Maxa Ayton. Jaka to jest pierdoła bezgraniczna to już nie umiem ująć w słowa. I nawet mi szkoda strzępić opuszków palców (choć Redaktory pieją nad nim zachwyty co podcast). A jest zwykłym leniem i niezdarą bez pomysłu na siebie. I pomyśleć że można było mieć z draftu zamiast niego Doncica czy choćby T.Younga. Nie mam już wiary w tego kolesia- wyrównać ofertę i opchnąć za kogoś z głową. Zatem koniec atrakcji związanych z Suns na ten sezon- bo nawet w drafcie żadnego wyboru w tym roku. Co będzie w kolejnym sezonie to już wielka zagadka. Teraz jest MEGArozczarowanie ale cieszę się że na ich konta wpłyną niebagatelne wcześniej umówione a jakże solidnie zapracowane sumki. Nie sposób jeszcze włodarzom nie dowalić za „świetny” transfer w postaci oddania J.Smitha za Craiga- nieoceniony wprost wkład tego sympatycznego chłopaka. Odrobinę otuchy przynosi wydupcenie za burtę też „Tarana Jancia” i jego Buksiątek. Boston zrobił wrażenie więc chyba im będę kibicował i może Warrios (taki finał mógłby być ciekawy). Ale już bez zarywania nocy. Jeden jedyny plus z tej „słonecznej bryndzy” że się w końcu wyśpię. Pozdrowienia dla innych „poobijanych fanów” Suns. Odmeldowuję się.

  20. Gianis jest niesamowoty, góruje nad innymi wzrostem zasięgiem i fizycznością. Ale styl gry ma fatalny dla oka: wchodzenie na chama pod kosz i rozpychanie się łokciami.

    Za to Luka Doncic to prawdziwy król parkietu. Potrafi już wszystko, każde zagranie prócz fejdełejów Jordanowskich

  21. O ile wierzyłem w wygraną Bostonu i się nie zawiodłem o tyle to co zobaczyłem w Phoenix to nie była porażka Suns . To była klęska! Będę kibicował GSW ale brawo Dallas.

  22. Fajnie że Boston wygrało
    z Mavs o tyle niefajnie, że nie wierzę, aby wygrali z GSW, a to jest priorytet na ten sezon – nie dać im przypadkiem kolejnego miśka.

    • Jak sobie wywalcza to będą mieć. Tam się niczego nie dostaje. Musisz to wyrwać innym gościom z łap i zrobić W.

  23. przychodzę tu odszczekać wszystko co pisałem na temat Doncicia. Ten koleś nie ma układu nerwowego a presja działa na niego stymulująco. Masakra co on zrobił w g7. pozdrawiam

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj