To była noc pełna wrażeń i emocji. W jednym z najciekawiej zapowiadających się spotkań Los Angeles Lakers zdołali doprowadzić do dogrywki w ostatnich akcjach, choć na 34 sekundy przed końcem przegrywali różnicą dziewięciu punktów. W meczu na szczycie Konferencji Zachodniej pomiędzy liderem – New Orleans Pelicans – a plasującymi się przed spotkaniem na 2. miejscu Phoenix Suns lepsze okazały się Pelikany. Emocji nie brakowało też w Dallas, gdzie Mavericks nie wykorzystali doskonałej okazji na zamknięcie meczu, przez co przegrali z Milwaukee Bucks w ostatnich sekundach. Co działo się we wszystkich halach?

Charlotte Hornets – New York Knicks 102:121

Statystyki

  • Początek spotkania nie należał do najprzyjemniejszego dla oka widowiska. New York Knicks rozpoczęli od kiepskiej skuteczności 3/12 z gry (w tym 1/6 za trzy), podczas gdy Charlotte Hornets trafili na start jedynie 4 z 13 prób. Obie strony w końcu poprawiły skuteczność, ale odnalezienie drogi do kosza sprawiało im sporo problemów (20:22).
  • Z minuty na minutę rozpędzał się Julius Randle i to m.in. dzięki niemu przyjezdni z Wielkiego Jabłka przez długi czas utrzymywali się na prowadzeniu. Jego 19 „oczek” sprawiło, że na przerwę NYK schodzili z sześciopunktową zaliczką (49:55).
  • Po powrocie na parkiet wsparcie Randle’owi dostarczył m.in. RJ Barrett, dzięki czemu Knicks byli w stanie nieznacznie powiększyć swoje prowadzenie. Po drugiej stronie tempa nabierał Kelly Oubre Jr., ale Szerszeniom cały czas brakowało trójki. Przed rozpoczęciem ostatniej części przewag NYK wynosiła 18 „oczek”, co w dużej mierze zamknęło słabo dysponowanym graczom Charlotte możliwość odrobienia strat.
  • Prym po stronie Knicks wiódł Julius Randle, autor 33 punktów i siedmiu zbiórek. Równie ważne 26 „oczek” i siedem zbiórek dołożył RJ Barrett. Double-double odnotował Jalen Brunson, który miał jednak ogromne problemy ze skutecznością (3/13 z gry, 11 punktów, 11 asyst).
  • W Hornets wyróżnili się przede wszystkim Terry Rozier (24 punkty, 6 zbiórek) oraz Kelly Oubre Jr. (22 pkt). Duetowi temu zabrakło jednak wsparcia reszty zespołu. Szerszenie trafiły w dodatku tylko sześć z 26 rzutów za trzy (23,1%).
  • Dla Knicks jest to już trzecie z rzędu zwycięstwo, podczas gdy Hornets notują trzecią z rzędu porażkę i w dalszym ciągu legitymują się jednym z najgorszych bilansów w całej NBA.

Indiana Pacers – Washington Wizards 121:111

Statystyki

  • Od początku spotkania świetnie dysponowany był Buddy Hield, który utrzymywał Indiana Pacers w grze w obliczu trafień m.in. Kyle’a Kuzmy czy Deniego Avdiji. Gospodarze mieli jednak przewagę w postaci punktującej ławki rezerwowych, dzięki czemu Washington Wizards nie byli w stanie odskoczyć z wynikiem (31:33).
  • W dobrej dyspozycji był też Bennedict Mathurin, którego chwilę później w roli napędzającego grę zmiennika zastąpił Oshae Brissett. Po tym, jak rezerwowy Pacers trafili pięć z pięciu prób za trzy, goniący wynik gospodarze objęli pierwsze prowadzenie w drugiej „ćwiartce” (46:42). Wyższy bieg wrzucił Kristaps Porzingis, który przez długi czas był bezbłędy (9/9 z gry), ale jego 20 punktów nie wystarczyło, bo gracze ze stolicy USA mogli do przerwy prowadzić (69:65).
  • Trzecia odsłona stała pod znakiem wymiany ciosów. Wizards cały czas brakowało punktów z ławki, choć sytuację tę odmienił nieco Jordan Goodwin. Mimo wszystko wydawało się, że będą w stanie utrzymać się w zasięgu do końcówki, w której wszystko może się wydarzyć. Pacers zdołali jednak w porę odskoczyć i bez większych problemów dowieźli prowadzenie do ostatniej syreny.
  • Indianę do zwycięstwa poprowadzili przede wszystkim Buddy Hield (28 pkt) oraz Tyrese Haliburton (23 punkty, 11 asyst). Kluczem okazały się również trafienia zmienników: Bennedicta Mathurina (18 punktów, 8 zbiórek) oraz Oshae Brissetta (16 punktów, 8 zbiórek).
  • Świetny mecz pomimo porażki rozegrał Kristaps Porzingis, który w końcowym rozrachunku skompletował 29 punktów i dziewięć zbiórek (11/13 z gry). Kyle Kuzma dołożył imponujące 27 „oczek”, siedem zbiórek i siedem asyst. Dobrze wypadł też wchodzący z ławki Jordan Goodwin, dla którego 19 punktów było najlepszym wynikiem w karierze.

Orlando Magic – Toronto Raptors 113:109

Statystyki

  • Orlando Magic mocno zaczęli, zdobywając w pierwszej kwarcie 37 oczek i uzyskując 12 punktową przewagę (37:25). Gospodarze przez większość czasu utrzymywali mniejsze lub większe prowadzenie. Toronto Raptors nie prezentowali się najlepiej i w trzeciej kwarcie przegrywali nawet 17 punktami (71:87), ale zdołali wrócić do gry.
  • W decydującej, czwartej odsłonie Magic stracili skuteczność w ataku, a koszykarze z Toronto potrafili to wykorzystać. Raptors w końcówce spotkania zmniejszali straty nawet do jednego punktu, a na niespełna minutę przed końcem zdołali doprowadzić do remisu (109:109).
  • Najważniejsza akcja meczu należała jednak do Magic. Franz Wagner zaliczył dobitkę po niecelnym rzucie Markelle Fultza i Magic odzyskali prowadzenie. Raptors mieli jeszcze jedną szansę na doprowadzenie do remisu, ale Fred VanVleet, będąc pod presją obrony przeciwnika, nie trafił z półdystansu. Magic wygrali walkę na tablicach (43–33 w zbiórkach) i mieli lepszą skuteczność z gry (blisko 60 procent). Raptors wymuszali u graczy Magic straty (aż 18) i zdobywali punkty po kontrach (26 przy 11 Magic), ale to nie wystarczyło by odnieść zwycięstwo.
  • Po stronie Magic 34 punkty i 5 zbiórek zanotował Franz Wagner. Paolo Banchero dodał 23 oczka i 6 zbiórek. Dla Raptors 36 punktów, 9 zbiórek i 7 asyst zaliczył Pascal Siakam. VanVleet miał 19 punktów i 6 asyst, a Gary Trent Jr. dołożył 20 oczek.

Autor: Janusz Nowakowski

Brooklyn Nets – Atlanta Hawks 120:116

Statystyki

  • W Nowym Jorku nie zabrakło emocji. Mocno osłabiona Atlanta Hawks (pauzowali Dejounte Murray, De’Andre Hunter i John Collins) postawiła się Brooklyn Nets. Mecz od początku był wyrównany, a oba zespoły grały skutecznie w ataku. Po pierwszej połowie Nets mieli cztery punkty przewagi (68:64).
  • W trzeciej kwarcie Nets utrzymywali niewielkie prowadzenie i przed decydującą czwartą ćwiartką prowadzili 96:90. Przyjezdni z Atlanty zanotowali jednak na początku kwarty run 9:0 i po raz pierwszy w drugiej połowie wyszli na prowadzenie (96:99). Od tego momentu mieliśmy koszykarską wymianę ciosów, a wynik oscylował wokół remisu.
  • Do końcowej syreny zostały trzy minuty, a Hawks prowadzili jednym punktem. Wtedy jednak Nets za sprawą celnej trójki Kevina Duranta wyszli na prowadzenie, którego już nie oddali. Końcówka należała do lidera nowojorskiej ekipy. Na minutę przed końcem Durant trafił kolejny ważny rzut i gospodarze mieli już pięć „oczek” przewagi (116:111). Hawks nie zdołali tego odrobić. W ostatnich sekundach spotkania Bogdan Bogdanovic traił jeszcze za trzy, zmniejszając straty, ale nie było czasu, by zdziałać coś więcej.
  • Był to świetny mecz w wykonaniu liderów obu zespołów. Dla Nets Kevin Durant zdobył 34 punkty, a Kyrie Irving dołożył 33 punkty i 11 zbiórek. Po stronie Hawks imponowali Trae Young (33 punkty i 9 asyst) oraz Bogdanović (31 oczek).

Autor: Janusz Nowakowski

Cleveland Cavaliers – Sacramento Kings 95:106

Statystyki

  • Sacramento Kings świetnie rozpoczęli to spotkanie, a to wszystko za sprawą fenomenalnie dysponowanego Keegana Murraya, który trafił cztery trójki w sześć minut. Kiedy debiutnat opuścił parkiet, jego rolę przejął m.in. Harrison Barnes (20:34).
  • Druga odsłona należała już do Cleveland Cavaliers, a więc role się odwróciły. Pod nieobecność Donovana Mitchella ciężar gry ofensywnej wzięli na siebie Darius Garland i wchodzący z ławki Cedi Osman. Sytuację przyjezdnych próbował ratować Domantas Sabonis, który jeszcze przed przerwą skompletował double-double, ale trafiał na kiepskiej skuteczności (3/11). Ostateczne do szatni zespoły zeszły przy wyniku remisowym (49:49).
  • Cavaliers brakowało skuteczności za trzy, ale dobrze wywiązywali się z pozostałych obowiązków na parkiecie. W porę przebudził się Caris LeVert, który zaczął regularnie punktować, ale Kings stawiali zbyt duży opór, by zespół z Ohio mógł przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę na kilka minut przed końcówką.
  • Ostatnie minuty należały jednak do gości z Sacramento. Kings zamknęli bowiem mecz serią 19:0 autorstwa Sabonisa, Barnesa, Murraya i Kevina Huertera, która zapewniła im czwarte zwycięstwo w pięciu ostatnich występach.
  • Fundamentem do zwycięstwa Kings była postawa trzonu zespołu. Domantas Sabonis odnotował efektowne double-double w postaci 18 punktów i 19 zbiórek. Harrison Barnes zdobył 20 „oczek”, a Keegan Murray 18 (+/- na poziomie +23; 6/8 za trzy). Kevin Huerter dołożył 19 punktów.
  • Po stronie Cavs trudno doszukać się większych pozytywów. Caris LeVert zdobył ostatecznie 22 punkty, sześć zbiórek i sześć asyst, ale nie mógł wstrzelić się zza łuku (2/7). Darius Garland dołożył 19 punktów, ale jego skuteczność również nie powalała (7/18 z gry). Po dobrym początku przygasł nieco Evan Mobley, który odnotował ostatecznie 16 „oczek” i siedem zbiórek.

Philadelphia 76ers – Los Angeles Lakers 133:122 (po dogrywce)

Statystyki

  • Philadelphia 76ers odzyskali niedawno Jamesa Hardena, ale wciąż muszą radzić sobie bez Tyrese’a Maxey’ego, przez co w wyjściowej piątce w dalszym ciągu znajduje się De’Anthony Melton. Pierwsze minuty spotkania należały do stosunkowo spokojnych. Żadna ze stron nie forsowała tempa, ale wyjątkową skutecznością błyszczał Joel Embiid. Środkowy gospodarzy szybko skompletował 15 punktów i wyprowadził swój zespół na prowadzenie (24:12).
  • Fatalny początek zaliczył natomiast LeBron James, który spudłował sześć pierwszych rzutów z gry. Kiedy zaczął już trafiać, po raz kolejny swoją wielkość udowodnił Embiid, który trafił rzut niemal na równi z ostatnią syreną pierwszej kwarty i wyrównał tym samym dorobek Los Angeles Lakers – 20 punktów (31:20).
  • Jeziorowcy zdecydowanie lepiej weszli w drugą odsłonę, którą rozpoczęli od serii 13:2. Świetne zmiany dali Austin Reaves i Russell Westbrook, którzy pomogli doprowadzić do remisu (33:33). Choć na parkiet powrócił wtedy Embiid, to goście kontynuowali skuteczną, efektywną grę (40:46). Obie strony prezentowały wówczas popis skuteczności. Dość powiedzieć, że Lakers trafili wówczas 13 rzutów z rzędu. Festiwal strzelecki zakończył się przy stanie 61:59 dla Philly.
  • W pewnym momencie po przerwie wydawało się, że Sixers mają wszystko, by odskoczyć na dobre (79:70). Wtedy Jeziorowcy odpowiedzieli trzema trafieniami z rzędu, ale na kolejny impuls gospodarzy nie trzeba było długo czekać. Szóstki otworzyły czwartą kwartę od serii 9:1, co w połączeniu z dobrym zamknięciem trzeciej dało im komfortowe 16-punktowe prowadzenie.
  • Wydawało się, że Philly dowiezie przewagę do końca bez większych problemów. W końcówce wyższy bieg wrzucili jednak Westbrook, Davis oraz James i na minutę przed końcem strata LAL wynosiła już tylko pięć „oczek”. Choć Embiid trafił zza łuku (119:110), to Lakers zaliczyli świetny fragment i przy 10 sekundach na zegarze przegrywali już tylko trzema punktami (120:117). Wtedy właśnie Matisse Thybulle sfaulował Reavesa przy rzucie za trzy, ale obrońca Lakers wykorzystał tylko dwie z trzech prób.
  • Sixers mieli wszystko w swoich rękach, ale przy wznowieniu gry Embiid nie zdołał opanować piłki i ta trafiła w posiadanie Lakers. Pod koszem znalazł się Davis, który został jednak sfaulowany na 3,7 sekundy przed końcem. Dwa celne rzuty zapewniły Jeziorowcom zwycięstwo, ale skrzydłowy wykorzystał tylko jedną z prób, doprowadzając tym samym do dogrywki.
  • Dodatkowe pięć minut należało już w pełni do 76ers. Gospodarze pozwolili rywalom na zdobycie zaledwie dwóch punktów i to dopiero na 35 sekund przed końcem. Sami jednocześnie zaaplikowali Lakers aż 13 punktów i dopisali kolejne zwycięstwo do swojego konta.
  • Po raz kolejny błyszczał Joel Embiid, który minionej nocy zdobył 38 punktów i 12 zbiórek. Świetnie spisał się De’Anthony Melton, który zdobył aż 33 punkty. Dobry występ zaliczył też James Harden, który odnotował double-double w postaci 28 „oczek” i 12 asyst.
  • Po stronie Lakers prym wiódł Anthony Davis, autor 31 punktów i 12 zbiórek. LeBron James, który ma za sobą trudną noc pod względem strzeleckim (1/8 za trzy) dołożył 23 „oczka” i sześć asyst. Austin Reaves dorzucił 25 punktów z ławki, a triple-double wypracował Russell Westbrook (12 punktów, 11 zbiórek, 11 asyst). Warto wspomnieć, potrójna zdobycz rozgrywającego była pierwszym triple-double z ławki rezerwowych w Lakers od 14 lutego 1996 roku, kiedy to dokonał tego Magic Johnson.
  • Co ciekawe, Lakers mają w tym sezonie bilans 0-11 w spotkaniach, w których tak jak dzisiaj przegrywają do przerwy.

Memphis Grizzlies – Detroit Pistons 114:103

Statystyki

  • Faworyzowani Memphis Grizzlies ograli znajdujących się w okolicach dna tabeli NBA Detroit Pistons i nie mieli z tym większych problemów. Po trzech dobrych kwartach przewaga Niedźwiadków wynosiła już 20 punktów (98:78).
  • Ostatnia odsłona w wykonaniu Tłoków (jedyna, którą zdołali wygrać) nie była zdecydowanie lepsza. Całkowicie zawiedli wówczas gospodarze, którzy spudłowali wszystkie dziesięć rzutów za trzy. Pistons nie grzeszyli jednak skutecznością i zdołali jedynie zmniejszyć rozmiary porażki.
  • Ja Morant nie błysnął, trafiając jedynie sześć z 20 rzutów z gry (w tym 0/7 za trzy), ale i tak wypracował ostatecznie double-double (15 punktów, 12 asyst). Jaren Jackson Jr. zdobył 20 punktów, a rezerwowy Brandon Clarke 17. Po stronie Pistons aż siedmiu graczy zakończyło mecz z dwucyfrowym dorobkiem punktowym. Najlepiej wypadli Bojan Bogdanović (19 pkt) oraz Jalen Duren (10 punktów, 10 zbiórek).

New Orleans Pelicans – Phoenix Suns 128:117

Statystyki

  • Bezpośredni pojedynek dwóch najlepszych jak dotąd zespołów Konferencji Zachodniej. Kiepski początek zaliczył Devin Booker (0/5), jednak wyręczył go Chris Paul, który w pierwszych minutach w swoich rzutach był bezbłędy (10:18). Po drugiej stronie parkietu problemy miał Jonas Valanciunas (0/6), ale wsparcie Ziona Williamsona i graczy rezerwowych pozwoliło New Orleans Pelicans zachować kontakt z rywalem po pierwszej kwarcie (26:27).
  • Wsparcie CP3 dostarczył Ayton, ale równie dobrze z „roli Robina” po stronie NOP wywiązywał się Jose Alvarado, przez co żadna ze stron nie była w stanie przejąć inicjatywy do przerwy (55:52). Obrz gry zmienił się po przerwie, kiedy wsparcie dla Ziona i Alvarado dostarczył CJ McCollum. To w połączeniu z ofensywną nieporadnością Słońc pozwoliło Pelikanom na zbudowanie przewagi (82:66).
  • Ostatecznie Phoenix Suns pozwolili Pels na zdobycie 40 punktów w trzeciej kwarcie, ale na początku ostatniej odsłony odpowiedzieli serią 11:2 i wrócili do gry (97:93). Chwilę później trójka Camerona Payne’a dała podopiecznym Monty’ego Williamsa prowadzenie (107:108), którym nie cieszyli się jednak długo. Natychmiast odpowiedział bowiem McCollum, po chwili kolejne trafienia dołożyli Zion, Larry Nance Jr. oraz Naji Marshall, a znów nieskuteczni gracze Phoenix utracili kontrolę nad wynikiem. NOP odskoczyli, dowieźli zwycięstwo i umocnili się na pozycji lidera Konferencji Zachodniej.
  • Świetny mecz zaliczył Zion Williamson, który trafił 13 z 17 rzutów z gry i zdobył 35 punktów oraz siedem zbiórek. Jose Alvarado dorzucił 20 punktów, z kolei CJ McCollum 18. Bliski double-double był Larry Nance Jr., autor 17 „oczek” i dziewięciu zbiórek (a także pięciu asyst i czterech przechwytów).
  • Najlepiej punktującym zawodnikiem Suns był tej nocy Deandre Ayton, zdobywca 25 punktów i 13 zbiórek. Chris Paul dołożył 24 punkty, osiem zbiórek i siedem asyst przy imponującej skuteczności zza łuku (6/9). Kiepsko dysponowany był Devin Booker, który ukończył mecz z dorobkiem 14 „oczek” i siedmiu asyst.

Utah Jazz – Minnesota Timberwolves 108:118

Statystyki

  • Pierwsza wizyta Rudy’ego Goberta w Salt Lake City od momentu transferu do Minnesota Timberwolves. Środkowy nie miał jednak żadnych skrupułów przed walką i był tej nocy jednym z kluczy do zwycięstwa przyjezdnych. Po pierwszej połowie Leśne Wilki cieszyły się komfortowym 15-punktowym prowadzeniem.
  • Obraz gry zmienił się w trzeciej odsłonie. Choć Jazzmani nie mogli wstrzelić się wtedy zza łuku (2/10) to skuteczne egzekwowanie meczowych założeń taktycznych i nieefektywność rywala pozwoliły im zbliżyć się z wynikiem na trzy „oczka” (79:82). Wówczas jednak wyższy bieg wrzucił D’Angelo Russell. Rozgrywający zdobył 20 punktów w 12 minut, trafiając wszystkie siedem prób z gry (w tym niesamowite 6/6 za trzy) i zapewniając tym samym zwycięstwo T’Wolves.
  • D’Angelo Russell zdobył łącznie 30 punktów. Rudy Gobert dołożył 22 „oczka” i 13 zbiórek. Podwójną zdobycz w postaci 15 punktów i 12 asyst odnotował również Kyle Anderson. Mniej skuteczny był Anthony Edwards, który trafił tylko trzy z 14 rzutów z gry i skompletował ostatecznie 14 punktów.
  • Po stronie Utah Jazz zabrakło tej nocy m.in. Lauriego Markkanena. Pod jego nieobecność ciężar gry wzięli na siebie Malik Beasley (23 pkt), Jordan Clarkson (21 pkt) oraz wchodzący z ławki Mike Conley (17 punktów, 6 asyst).
  • Po kiepskim początku sezonu Minnesota odnotowuje trzecie zwycięstwo w czterech ostatnich spotkaniach, a ich obecny bilans 13-12 daje im 8. miejsce w tabeli Zachodu.

Dallas Mavericks – Milwaukee Bucks 105:106

Statystyki

  • Świetna skuteczność z gry Dallas Mavericks przy zdecydowanie gorszej Milwaukee Bucks pozwoliła gospodarzom na szybkie objęcie prowadzenia. Problemy od początku mieli Giannis Antetokounmpo (1/5) i Khris Middleton (1/3), ale w porę trafiać zaczęli Jrue Holiday i Grayson Allen, co utrzymywało Kozły w grze (24:23).
  • Podczas gdy grecki lider Bucks w dalszym ciągu szukał rytmu, swoje popisy kontynuował Luka Doncić. Brakowało mu jednak wsparcia reszty zespołu, przez co Dallas nie byli w stanie odskoczyć z wynikiem. Przed przerwą „odpalili” w dodatku Middleton oraz Bobby Portis i to zawodnicy Milwaukee schodzili do szatni ze skromną zaliczką (48:52).
  • Przez trzecią kwartę i znaczną część czwartej Mavericks utrzymywali się na prowadzeniu, choć Bucks deptali im po piętach. Goście dopięli swego i po trafieniu za trzy Pata Connaughtona objęli prowadzenie na sześć minut przed końcową syreną. Od tamtego momentu go gracze Dallas musieli gonić wynik. Kluczowym momentem spotkania był szósty faul Giannisa Antetokounmpo, który nie tylko wyleciał z gry, ale i zapewnił trzy rzuty osobiste Timowi Hardaway’owi Jr’owi, choć ten spudłował wszystkie trzy.
  • Na 30 sekund przed końcem świetną indywidualną akcją popisał się Doncić, który „zarkęcił” Brookiem Lopezem i odzyskał prowadzenie dla Mavs po layupie od tablicy. Bucks nie byli w stanie odpowiedzieć, bo trójkę spudłował Middleton, który chwilę później faulował Doriana Finney-Smitha. Ten wzorem Hardaway’a spudłował swoje próby (105:104).
  • Jak się później okazało, ten błąd kosztował Mavs zwycięstwo. Bucks sprytnie wznowili grę, dzięki czemu piłka trafiła pod kosz do niekrytego Brooka Lopeza, który odzyskał prowadzenie dla swojej drużyny. Gospodarze mieli jeszcze siedem sekund, ale dopiero na 2,4s przed końcem poprosili o przerwę na żądanie. Ostatnia akcja okazała się nieskuteczna i to Kozły wywożą z Teksasu zwycięstwo.
  • Luka Doncić zdobył 33 punkty i 11 asyst, ale po ostatniej syrenie widoczna była jego wściekłość. Najwięcej punktów spośród jego partnerów (15) zdobył Spencer Dinwiddie. Wchodzący z ławki Christian Wood otarł się o double-double (14 punktów, 9 zbiórek).
  • Pomimo sześciu fauli i początkowych problemów dobry występ zaliczył Giannis Antetokounmpo, autor 28 „oczek” i dziesięciu zbiórek. Khris Middleton (6/17 z gry) dorzucił 19 punktów i pięć asyst, z kolei ostatni z wielkiej trójki Jrue Holiday skompletował 17 punktów, siedem zbiórek i sześć asyst.
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments