Po krótkiej przerwie od NBA ruszyliśmy z Wielkim Finałem. Mecz numer 1 zaskoczył i przeszedł do historii. Przez trzy pierwsze kwarty utrzymywał się wyrównany stan rywalizacji, jednak ostatnia część gry należała zdecydowanie do Celtics. Goście odrabiając historyczną stratę, dorównali Chicago Bulls ze swoich najlepszych lat i zapisali na swoim koncie pierwszy mecz na trudnym terenie w San Francisco.

GOLDEN STATE WARRIORS – BOSTON CELTICS 108:120 (0-1)

Statystyki na PROBASKET

  • Przed spotkaniem obie drużyny miały o czym myśleć. Dużo mówiło się o powrocie Gary’ego Paytona Jr’a II, który od paru dni trenuje już przy pełnym obciążeniu. Ostatecznie obrońca nie pojawił się na parkiecie, jednak miłą niespodziankę kibicom Wojowników sprawili Otto Porter Jr oraz Andre Iguodala, których występy stały pod znakiem zapytania. Status questionable przed meczem miał również Robert Williams. Wysoki Celtów zagrał z ograniczeniem minutowym.
  • Większość spotkania nie zwiastowała nam tak wyraźnego rozstrzygnięcia na korzyść Celtics. Obie drużyny nieźle weszły w mecz, odsłaniając swoje karty już w pierwszej kwarcie. Wydarzeniem premierowych 12 minut było sześć trójek rzuconych przez Stephena Curry’ego, które podziały na gości z Bostonu niczym zimny prysznic po rywalizacji ze słabo rzucającymi z dystansu Miami Heat. Steph przeszedł tym samym do historii Finałów NBA.
  • Mimo popisów swojego gwiazdora Warriors nie byli w stanie odjechać przeciwnikom. Ich kolejne próby i miniserie dające ponad 10-punktowe prowadzenie były szybko odrabiane przez Celtics. Im dalej w mecz, tym goście wydawali się mieć coraz więcej atutów po swojej stronie i przejmować inicjatywę, czego apogeum nastąpiło w czwartej kwarcie.
  • Ostatnia część gry była znakiem firmowym Celtów, których znamy z tegorocznych play-offów. Goście nie poprzestali na odrobieniu na początku ćwiartki kilkunastopunktowej przewagi Warriors i wymierzyli własny, jak się później okazało, decydujący cios. Od 6:47 na zegarze przez kolejne 5 minut Celtics zaliczyli serię 20-2, czym już w pierwszym spotkaniu zagwarantowali sobie tzw. breaka na parkiecie przeciwników.
  • Po 3Q goście przegrywali 12 punktami. Dlaczego to na tyle ważne? Celtics przeszli do historii Finałów NBA, w czwartej kwarcie odrabiając największą stratę od czasów Jordanowskich Bulls z 1992 roku.
  • I to wszystko w meczu, który ewidentnie nie szedł po myśli Jaysona Tatuma. Skrzydłowy, mimo że w trzech ostatnich kwartach trafił łącznie 1 rzut z gry, pokazał jednak swoją dojrzałość i udowodnił, że w niedalekiej przyszłości będzie uważany za jednego z najlepszych w Tej lidze. Tatum nie forsował własnych rzutów, co odpłaciło mu się nowym rekordem kariery w postaci 13 asyst. W całym meczu uzbierał na koncie 12 punktów na skuteczności 3-17 z gry.
  • Prawdziwy popis w decydujących minutach dali Jaylen Brown i Al Horford. Zawodnicy w 4. kwarcie uzbierali łącznie 21 z 40 punktów swojego zespołu, zdobywając w ten sposób o 5 oczek więcej od całej drużyny Warriors. 6 rzuconych dzisiaj trójek Horforda było największą ilością trafionych rzutów z dystansu zawodnika debiutującego z Finałach w historii. Brown notuje natomiast w tegorocznych play-offach w decydujących kwartach średnie na poziomie 66.7 FG% i 64.5 3P%, czym lideruje lidze. Panowie zapisali na swoje konta odpowiednio 26 i 24 punkty.
  • Warriors do odniesienia zwycięstwa zabrakło jedynie utrzymania koncentracji w decydującym momencie. Szczególnie w pierwszej kwarcie, napędzani przez żywiołowy doping kibiców z San Francisco, prezentowali się ze swojej najlepszej strony. Trochę do zarzucenia można mieć Stephowi Curry’emu, który w ostatniej kwarcie rzucił jedynie 4 ze swoich 34 punktów. Gorszy mecz zaliczył Jordan Poole, który wychodząc z ławki, dorzucił 9 punktów na skuteczności 2-7. 20 punktów dodał Andrew Wiggins, 15 Klay Thompson a 12 Otto Porter Jr.

Kiedy odbędą się kolejne spotkania?

  • Mecz 2 – 5 czerwca – noc z niedzieli na poniedziałek (noc z 5 na 6 czerwca): godz. 2:00,
  • Mecz 3 – 8 czerwca – noc z środy na czwartek (noc z 8 na 9 czerwca): godz. 3:00,
  • Mecz 4 – 10 czerwca – noc z piątku na sobotę (noc z 10 na 11 czerwca): godz. 3:00,
  • Mecz 5 – 13 czerwca – noc z poniedziałku na wtorek (noc z 13 na 14 czerwca): godz. 3:00,
  • Mecz 6 – 16 czerwca – noc z czwartku na piątek (noc z 16 na 17 czerwca): godz. 3:00,
  • Mecz 7 – 19 czerwca – noc z niedzieli na poniedziałek (noc z 19 na 20 czerwca): godz. 2:00

*** Mecze 5, 6 i 7 – jeśli będą konieczne.

Polecamy najnowszy Podcast PROBASKET LIVE, w którym Michał Pacuda i Krzysztof Sendecki zapowiadali Finały NBA.