Gwiazdami minionego tygodnia w ujęciu statystycznym byli bez dwóch zdań „Splash Brothers”, a jednym z wydarzeń był świetny mecz Johna Walla po wielu miesiącach. Oprócz nich przyglądam się także wszechstronności Shai Gilgeous-Alexandra oraz dwójce zawodników, którzy niechętnie zapisują się w protokołach ze statystykami.

Fantastyczny Shai Gilgeous-Alexander

Na początek Shai Gilgeous-Alexander, który rozgrywa kapitalny sezon pod względem indywidualnym. W dwóch ostatnich tygodniach zanotował trzy mecze z rzędu, w których zdobywał dwukrotnie 37 i raz 42 punkty. Miał w nich też łącznie 15 zbiórek, 23 asysty, 5 przechwytów i 4 bloki. Średnie sezonowe Kanadyjczyka są imponujące: 31,1 punktu, 4,6 zbiórki, 5,9 asysty, ale oprócz tego 1,8 przechwytu i 1,4 bloku na mecz. Sezonowe linijki na takim poziomie na koniec sezonu miał tylko Michael Jordan w rozgrywkach 1987/1988. Sama kombinacja przechwytów i bloków jest rzadkością. Na koniec sezonu średnie 1,8 przechwytu i 1,4 bloku osiągano dotąd tylko 30 kilka razy – nie było takiego gracza w NBA w dwóch ostatnich sezonach, a w ciągu ostatnich sześciu takie wartości osiągał tylko Andre Drummond. Wszechstronność Gilgeousa-Alexandra na podstawie statystyk zaawansowanych to 6,7 proc. dostępnych zbiórek, 28 proc. rzutów jego kolegów asystowanych przez niego, 2,4 proc. posiadań przechwyconych, 3,4 proc. rzutów zablokowanych – gdyby utrzymał takie wskaźniki do końca sezonu, byłby pierwszym w historii osiągającym takie statystyki. Przy tej kombinacji częstotliwości przechwytów i bloków, czyli aktywności w obronie, zaporowe są tu już asysty, a przecież w ogóle nie poruszamy nawet tematu zdobywania punktów, który uczyniłby taką kombinację jeszcze bardziej nieosiągalną.

Kevin Durant z historyczną serią

Za nami kolejny tydzień, w którym Kevin Durant nie zszedł poniżej świetnego poziomu. Durant ma już 17 występów z rzędu od początku sezonu, w których zdobywa co najmniej 25 punktów (a nawet 26). To piąta najdłuższa taka seria w historii, ex-equo z Bradleyem Bealem sprzed dwóch lat. Jedyne dłuższe serie to: Elgin Baylor w 1961 r. (22), Rick Barry w 1966 r. (25) i Wilt Chamberlain w 1962 r. i 1961 r. (26 i 80). Granica 26 punktów nic nie zmienia, tzn. wymienieni zawodnicy też rzucali co najmniej tyle – Wilt w jednej z serii zawsze był powyżej 29, Barry 27, a Baylor i Beal minimum 26 punktów w tych seriach. W tym tygodniu Durant przekroczył też barierę 26 tys. punktów w karierze jako 19. gracz w historii i jako ex-equo czwarty najszybszy, w tylu samo meczach co LeBron James (955 gier). Do osiągnięcia bariery 26 tys. punktów Durant musiał zagrać więcej spotkań jedynie od Chamberlaina, Michaela Jordana i Kareema Abdula-Jabbara.

Splash Brothers w doskonałej formie

Stephen Curry w środę przeciwko Phoenix Suns zaliczył 50 punktów, dziewięć zbiórek, sześć asyst i trafił bardzo dobre 17 z 28 rzutów z gry (w tym 7 z 11 za trzy). Była to jego 11. pięćdziesiątka (w tym raz miał ponad 60) w karierze, ma ich tyle, co Allen Iverson na miejscach 9-10 listy wszech czasów. Wyprzedził tym meczem Kareema Abdul-Jabbara. Curry za trzy miesiące skończy 35 lat i chociaż trudno w to uwierzyć, jest już ósmym najstarszym przypadkiem z meczem z 50 punktami w historii NBA. Starsi byli: Jamal Crawford w 2019 r. (39 lat, 20 dni to rekord), Jordan w 2001 r., Kobe Bryant w 2016 r. („najstarsze” 60 punktów), LeBron James dwukrotnie w 2022 r. (jedyny gracz z dwoma meczami z 50 punktami po 35 urodzinach), Alex English w 1989 r. i Karl Malone w 1998 r.

Z kolei Klay Thompson w nocy z niedzieli na poniedziałek zagrał swój najlepszy mecz w tym sezonie, rzucając 41 punktów i trafiając 10 z 13 rzutów zza łuku. Klay w październiku trafiał 28,6 proc. trójek, w listopadzie nie licząc ostatniego meczu 36,8 proc., forma więc ewidentnie rośnie. Ten ostatni mecz to 76. przypadek w historii NBA zawodnika, który trafia dwucyfrową liczbę trójek w meczu. Thompson dokonał tego po raz szósty w karierze, najwięcej ma oczywiście Curry (22), a oprócz dwójki z Warriors po trzy takie mecze w karierze mają jeszcze tylko JR Smith, James Harden i Damian Lillard. Bilans Warriors, kiedy ktoś z dwójki CurryThompson trafia co najmniej 10 trójek to 23-5 (82,1 proc.), ale Thompson jeszcze takiego nie przegrał (6-0). Swoją drogą Warriors mają bilans 15-0, kiedy Klay ma co najmniej 40 punktów. 

W meczu przeciwko Houston, oprócz 10 celnych rzutów trzypunktowych Thompsona, kibice oglądali też siedem trójek Stepha Curry’ego i 6 Andrewa Wigginsa. 23 celne rzuty trzypunktowe w wykonaniu trio z jednego zespołu to rekord w historii NBA. Poprzednim było 22 Kevina Love, Donovana Mitchella i Deana Wade’a z Cleveland Cavaliers, ale ten rekord przetrwał tylko 3 tygodnie.

John Wall rozdawał asysty na życzenie

John Wall przeciwko Spurs miał problemy z trafianiem do kosza (pięć punktów, 2/8 z gry), ale rozdał aż 15 asyst w 24 minuty gry z ławki. Był to pierwszy jego mecz z tyloma asystami od 20 miesięcy, od marca 2021 r. w Houston. Oczywiście bije tym samym rekord rezerwowych tego sezonu pod względem asyst, a w ciągu ostatnich pięciu sezonów jedynie TJ McConnell rozdawał kilka razy tyle z ławki. W historii Clippers to jeden z trzech najlepszych wyników rezerwowych. Jednej asysty zabrakło mu do wyrównania rekordu Garego Granta z 1991 r., a 15 miał tam też Pooh Richardson w 1997 r. Bez względu na to, czy mówimy o zawodniku pierwszej piątki, czy rezerwowym, przed Wallem było tylko 12 zawodników z co najmniej 15 asystami, którzy skończyli mecz na co najwyżej 24 minutach gry. Ostatnio: Chris Paul w 2015 r. (17 asyst w 24 minuty), Kendall Marshall w 2014 r. (15 w 24), Manu Ginobili w 2013 r. (15 w 23), a jeszcze wcześniej Doc Rivers w 1988 r. i 1987 r., John Stockton w 1987 r.

Bennedict Mathurin – wybitny debiutant Pacers

Punktowa średnia Bennedicta Mathurina przekracza 19 punktów i jest to najwyższa średnia wśród graczy tego sezonu, którzy częściej wychodzą z ławki (akurat Mathurin wyłącznie z ławki), niż jako starterzy. Kolejna czwórka rezerwowych przekracza 15 punktów na mecz i są to Jordan Poole, Russell Westbrook, Bones Hyland i Christian Wood. W tym momencie gracz Indiany jest drugim najskuteczniejszym debiutantem tego sezonu (po Banchero, który chwilowo jest nieklasyfikowany przez za małą liczbę spotkań), ale w ostatniej dekadzie tylko Luka Doncic, Donovan Mitchell i Blake Griffin kończyli pierwsze sezony w karierze, przekraczając 20 punktów na mecz, które wydają się w zasięgu debiutanta z Indiany. Przy okazji, w osobie Tyrese Haliburtona Pacers będą mieli najlepszego asystującego w pojedynczym sezonie w historii organizacji, z kolei Mathurin może być najlepszym strzelcem wśród ich debiutantów. Średnią 15 punktów w meczu przekraczali tam tylko Clark Kellogg w 1983 r. (20,1) i Chuck Person w 1987 r. (18,8).

Wstydliwy rekord Tuckera, zaskoczenie O’Neala

DeMar DeRozan w meczu przeciwko Orlando zaliczył 41 punktów, był to jego 20. czterdziestopunktowy mecz w karierze, ma ich teraz tyle samo co Dirk Nowitzki (miejsca 52-53 w historii). W sezonie średnia punktowa DeRozana przekroczyła już 25 punktów (dokładnie 25,2), ale gracz Bulls trafił tylko pięć trójek w całych rozgrywkach. Nawet jak na niego 0,3 celnego rzutu za trzy na mecz to bardzo mało. Ostatni gracze przekraczający 25 punktów w meczu i nierzucający trójek (mniej niż pół na mecz) to Zion Williamson w 2021 r., Anthony Davis w 2017 r., DeRozan w 2017 r., Amare Stoudemire w 2011 r. i 2008 r.

RJ Barrett w trzech meczach na przełomie ostatniego i przedostatniego tygodnia miał kolejno zero na dwa, zero na pięć i zero na dziewięć w rubryce rzutów z dystansu. Został szóstym graczem w historii, który na przestrzeni trzech gier ma zero na 16 lub gorzej za trzy, a jego poprzednicy to: Jayson Tatum w 2022 r. (zero na 17), Kelly Oubre w 2020 r. (zero na 17), Tony Wroten w 2015 r. (zero na 16), Scott Burrell w 1995 r. (zero na 17) i Michael Adams 1991 r. (rekordowe w historii zero na 18 na przestrzeni trzech meczów).

Tydzień temu pisałem o niecodziennym wyczynie PJ-a Tuckera, który nie oddał żadnego rzutu z gry i z linii rzutów osobistych, grając ponad 30 minut w meczu. Od tamtej pory gracz Filadelfii ma już trzy mecze z rzędu z pobytem ponad 30 minut na boisku i bez celnego rzutu z gry (zero na dwa w tym czasie) oraz bez punktów. Jest trzecim graczem w historii, który ma trzy mecze z rzędu z zerem na koncie w takim czasie gry po Dennisie Rodmanie z 1998 r. i Charlesie Jonesie z 1993 r. Pomijając czas gry w ostatnich trzech sezonach jedynie Tucker (drugi raz) ma serię trzech meczów bez punktów jako starter. Poprzednią taką serię miał w lutym 2021 r. (wtedy w sumie 85 minut gry), a poprzednim graczem przed nim był Terrance Ferguson w 2019 r. (który teraz gra w Polskiej Lidze Koszykówki). Rekord startowych meczów bez punktów to Jason Collins w końcówce sezonu 2007 i na początku sezonu 2008, kiedy miał 12 takich występów z rzędu, a rekord w ramach jednego sezonu to Quinton Ross w 2008 – siedem meczów za zero.

Royce O’Neale również nie wyróżnia się statystykami, został więc jednym z najbardziej niespodziewanych zdobywców triple-double w ostatnim czasie – 11 punktów, 10 zbiórek, 11 asyst i zwycięski rzut w meczu przeciwko Portland. W sezonie O’Neale gra ponad 35 minut na mecz i nie przekracza średnich 10 punktów i 5 zbiórek i asyst. W historii tylko jeden gracz (ale w trzech różnych sezonach) skończył ze statystykami poniżej tych wartości i tak dużym czasem gry i był to Slater Martin w rozgrywkach 1952, 1954 i 1959.

Jeremy Sochan bił różne rekordy

Jeremy Sochan w ostatnim tygodniu pobił szereg swoich rekordów, nie zawsze pozytywnych. Te na plus to rekordy kariery: pięć asyst przeciwko Sacramento (to wyrównanie), trzy przechwyty przeciwko Lakers, dwa bloki przeciwko Portland. W poniedziałkowym meczu przeciwko Golden State Sochan miał za to najgorszy w zespole wskaźnik +/-, wynoszący -34 (bez niego na parkiecie Spurs byli -3) i jest to pobicie polskiego „rekordu” Marcina Gortata z 2013 r., z czasów Phoenix, kiedy Suns byli z nim na boisku -32 przeciwko Thunder. Rekord Polaków padł również w meczu przeciwko Clippers, który Sochan skończył z siedmioma stratami, Marcin Gortat i Maciej Lampe mieli maksymalnie po pięć, Cezary Trybański 3.

Żeby nie kończyć pesymistycznym akcentem, Jeremy Sochan został trzecim debiutantem tego sezonu (po Paolo Banchero i Jadenie Ivey’u) z kombinacją co najmniej czterech zbiórek i czterech asyst w meczu, oraz trzecim debiutantem tego sezonu (po Tarim Easonie i Jabari Smithcie) z kombinacją co najmniej sześć zbiórek i trzech przechwytów w meczu.

Na kolejne statystyczne ciekawostki z parkietów NBA zapraszam już za tydzień.

Więcej moich tekstów znajdziecie tutaj.