Kolejna już czwarta kolejka za nami. Jedyna na placu niepokonana drużyna to Polski Cukier Toruń, a bez zwycięstwa pozostaje Start Lublin i Siarka Tarnobrzeg. Kibice oczekiwali debiutu w barwach Rosy Jarosława Zyskowskiego, który po próbie podpisania kontraktu poza granicami Polski, wrócił na razie na 2 miesiące i pomoże przetrwać trudne tygodnie radomianom. W weekend mogliśmy zobaczyć ciekawy pojedynek w Zielonej Górze, gdzie gospodarze podejmowali drużynę King Szczecin. Również zastanawiało mnie jak fizycznie wytrzymają granie piątek- wtorek- piątek gracze z Dąbrowy Górniczej. Pomimo kilku mniej porywających meczów, wisienką na torcie były indywidualne występy Michała Sokołowskiego, Obie Trottera czy Krzysztofa Szubargi.


ANWIL WŁOCŁAWEK- MIASTO SZKŁA KROSNO 65-61

Do meczu obie ekipy podchodziły w zgoła innych nastojach. Anwil startował z bilansem 1:2. Miasto Szkła mogło pochwalić się bilansem 3:1 i serią trzech zwycięstw z rzędu. Waga gatunkowa meczu dla obu drużyn była zgoła inna. Anwil musiał wygrać, a Krosno mogło.

Mecz nie był porywającym widowiskiem, a wynik w pierwszej połowie był bliski remisu. Obie drużyny najwyższe swoje prowadzenie osiągnęły w 3 kwarcie. Na samym jej początku Anwil odskoczył na 9 punktów i kibice w Hali Mistrzów mieli prawo sądzić, iż przewaga urośnie do bezpiecznych 15-16 pkt., ale w tym momencie Krosno w osobach Madoxxa, Woolridge’a oraz Czerapowicza zrobiło serię 18 punktów z i wyszło na ….9 punktowe prowadzenie. Drugą dużą serię zanotowali gospodarze w najważniejszych momentach meczu. Dzięki 12 pkt. z rzędu w 4 kwarcie wyszli na pięciopunktowe prowadzenie, którego nie oddali do końca meczu.

W kolejnym meczu ekipa z Włocławka ma problemy z trafianiem. Na własnych koszach zanotowali jedynie 37.5% skuteczności z gry. W poprzedniej kolejce przebłyski skuteczności miał Tyler Haws, ale w meczu z Krosnem nie było tego widać i trafił jedynie 3 próby na 11 (27%). Dalej w dołku rzutowym jest Michał Chyliński, który po zeszłotygodniowym 1/11 był 2/10. Michał od początku sezonu nie może odnaleźć swojego bardzo dobrego rzutu i w czterech meczach rozgrywek trafił jedynie 9 rzutów na 36 prób (3/21 w ostatnich dwóch).

Jasnymi punktami w szeregach gospodarzy byli: Kamil Łączyński, który rozdał 8 asyst i w sezonie ma ich średnio 5.8 oraz Fiodor Dmitriew, który zdobył 14 pkt. i zebrał 6 piłek.

W obozie gości szwankował rzut za trzy, z którego bardzo często korzystali. Zespół Miasta Szkła oddał w meczu 30 rzutów za dwa na skuteczności 56%, a za trzy wpadły tylko 4 rzuty na 20 prób. Również zawiodła skuteczność z podstawowego elementu, czyli rzutu wolnego- jedynie 60% i 10 niecelnych rzutów (Patryk Pełka-0/4). Goście mieli problem z opanowaniem swojej tablicy pozwalając na 16 ofensywnych zbiórek gospodarzy, co stanowiło 43% zbiórek na tablicy Krosna. Tutaj duże znaczenie miało 5 przewinień Jakuba Dłuskiego, który przez problemy z faulami rozegrał tylko 15 minut, a jest istotnym elementem walki pod tablicami drużyny trenera Baranka.

Kolejny dobry mecz Woolridge’a, który zanotował 14 pkt. i 6 as. oraz Chrisa Czerapowicza- 15 pkt., 8 zb. i 3 przechwyty.

Do ciekawostek statystycznych należy zaliczyć punkty zawodników rezerwowych obu drużyn. Wynik „ławek” brzmi 14-15, a jeszcze ciekawiej się robi, gdy zobaczymy, iż 11 z 15 pkt. ławki krośnian pochodzi od Darka Wyki, a wszystkie punkty rezerwowych Anwilu są autorstwa Fiodora Dimitriewa.

Po tym wymęczonym zwycięstwie trener Milicić powinien nagrodzić Pawła Leończyka, który ciągnął za uszy gospodarzy. Ojciec zwycięstwa i najrówniej grającym zawodnikiem Anwilu w sezonie jest właśnie Leończyk.

MVP spotkania leci w jego ręce. 21 pkt. (9/15 z gry), 9 zb. to jest linijka Pawła.

[ot-video][/ot-video]

STELMET BC ZIELONA GÓRA- KING SZCZECIN 87-81

Stelmet na własnym boisku podejmował drużynę King Szczecin, która w zeszłym tygodniu zapewniła nam niesamowite widowisko w meczu ze Zgorzelcem. Tym razem kibice liczyli na ciekawy dla oka ofensywny pojedynek.

Stelmet odpuścił początkowo swoim rywalom ze Szczecina. Dał handicap tak, aby dodać pikanterii i kilka punktów do tętna swojemu trenerowi i kibicom.

Szczecin zaczął bardzo dobrze od 28 oczek w pierwszej kwarcie i 9 punktowego prowadzenia (maksymalnie prowadzili 14 oczkami). Z każdą kolejną minutą meczu Stelmet dociskał śrubkę i narzucał coraz wyższą intensywność po obu stronach parkietu. Przez długi okres szczecinianie skutecznie odpierali napór gospodarzy. Byli na prowadzeniu przez blisko 27 minut meczu przy niecałych 10 zielonogórzan, które były kluczowymi bo w decydującej czwartej kwarcie meczu.

Istotnym aspektem w meczu była zbiórka ofensywna, gdzie Stelmet dominował. Para Hrycaniuk –Djurisić zebrała 10 piłek na tablicy Krosna (z 15 całej drużyny). Zbiórki w ataku gospodarze przełożyli na 18 punktów przy 9 gości . Dokładając do tego zdobyte 19 punktów po stratach King Szczecina (aż 22 straty), to 37 punktów gospodarzy pochodziło z elementów, które wymagają koncentracji i fizycznej walki. W obliczu tych dwóch statystyk na nic zdała się bardzo wysoka skuteczność rzutowa gości. 54% za dwa i 45% za trzy nie pozwoliły na wygranie meczu. Dzięki zaangażowaniu w obronie i na tablicy Stelmet mógł sobie pozwolić na seryjne pudłowanie z linii- tylko 65% skuteczności.

Po stronie Szczecina dobrze grał były zawodnik zielonogórzan- Russell Robinson- 11 pkt., 4 zb., 8 as., ale też 4 straty. Najskuteczniejszym zawodnikiem Kingów był Taylor Brown zdobywca 18 pkt. Po zeszłotygodniowym fenomenalnym strzeleckim popisie Pawła Kikowskiego tym razem był on dużo lepiej kryty i odcięty od dobrych pozycji. Rzucił 6 pkt. , ale dzięki temu więcej miał możliwości podania notując 6 asyst.

Wśród gospodarzy problem z celownikiem miał duet skrzydłowych Stelmetu- Zamojski i Gruszecki, którzy zanotowali razem 0/10 za trzy. Wyręczyli ich Koszarek z Djurisicem, którzy trafili 6 na 8 rzutów zza łuku (Koszarek 4/4!). Rozgrywający reprezentacji Polski zanotował 14 pkt. i 4 as.

MVP spotkania: Nemanja Djurisić – 19 pkt. 7 zb. (5 w ataku) i 6/9 z gry.

[ot-video][/ot-video]

BM SLAM STAL OSTRÓW WIELKOPOLSKI- POLPHARMA STAROGARD GDAŃSKI 65-68

Obie drużyny miały swoje problem. Stal wymieniła trenera, a Polpharma miała spięcie na linii klub- Hicks. Wydaje się, że obie ekipy ugasiły pożary i podeszły do meczu z ogromnym apetytem na zwycięstwo.

Hicks wrócił do łask oraz do pierwszej piątki i rozegrał ponad 25 minut. Jednak to nie Hicks był bohaterem starogardzian, ale po raz kolejny doświadczony Marcin Flieger, który zanotował 17 pkt., 6 zb., 5 as. Wtórował mu center Martynas Sajus, który może się pochwalić tzw. double-double z 14 pkt. z 8 rzutów i 11 zb.

Po ostatnim bardzo dobrym meczu Paliukenasa kiedy rozdał 7 asyst, w starciu ze Stalówką nie zanotował ani jednej asysty. Co ciekawe w całym sezonie Paliukenas ma 8 asyst z czego 7 w meczu ze Stelmetem.

Po pierwszej kolejce i meczu z Anwilem wydawało się, że głównym motorem napędowym Polpharmy będzie duet amerykańskich strzelców- Miles/Hicks. W starciu w Ostrowie Wielopolskim wspólnie ustrzelali 20 pkt. (po 10 pkt.), ale potrzebowali do tego 20 rzutów (6 celnych).

Po słabej pierwszej połowie, w której goście rzucili jedynie 22 pkt., w drugiej złapali rytm i zaaplikowali gospodarzom 46 pkt. co jest już bardzo dobrym wynikiem ofensywnym w przełożeniu na 20 minut gry. Mecz był bardzo wyrównany o czym świadczy porównywalny czas prowadzenia drużyn (18 do 15 minut) i 12 krotna zmiana prowadzenia. Obie drużyny nie dbały o zastawienie swojej tablicy i pozwoliły odpowiednio na 10 i 15 ofensywnych desek rywali. Drużyna ze Starogardu Gdańskiego 15 ofensywnych zbiórek przełożyła na 21 pkt. (o 7 więcej niż rywale) i uzyskała 7 punktów więcej po stratach przeciwnika.

W drużynie gospodarzy problemy ze skutecznością miał Szymon Szewczyk, który trafił jedynie 2/11 z gry (0/7 za trzy) – 4 pkt. i zebrał 8 piłek z tablic. Nie zawiódł Christo Nikołow, który był najlepszym strzelcem gospodarzy notując 17 pkt. Lepiej niż ostatnio zaprezentował się filigranowy rozgrywający Aaron Johnson- 10 pkt. , 7 zb., 3 as. , ale też 4 str.
P.S. Odcinka Marvin Jefferson na linii nie było. Tylko 7 min. i 0/0 z linii.

MVP spotkania: wybór padł na duet Flieger/Sajus. Pominięcie, któregoś z nich byłoby krzywdzące w świetle tego jak zaprezentowali się w tym meczu. Sajus świetnie zdominował deskę zbierający 11 piłek ( w tym 4 w ataku) dodał po 2 przechwyty i bloki i grał twardo przeciwko podkoszowym gospodarzy. Flieger za to imponował swoją wszechstronnością oraz wywiązywaniem się z roli ofensywnego lidera.

[ot-video][/ot-video]

PGE TURÓW ZGORZELEC- MKS DĄBROWA GÓRNICZA 94-70

Drużyna z Zagłębia Dąbrowskiego przyjechała do Zgorzelca na trzeci mecz w ciągu 8 dni. Trzeci z drużynami z czołówki. Anwil, Polski Cukier Toruń i Turów to zdecydowani kandydaci do medali w bieżącym sezonie PLK. Do piątkowego pojedynku bilans w serii był 1-1. Turów podejmował gości w zdecydowanie lepszych nastrojach po świetnym strzeleckim meczu z King Szczecinem licząc na powtórkę skuteczności sprzed tygodnia (ale lepszy wynik).

Od pierwszych minut spotkania dominowali gospodarze, którzy nie pozwolili drużynie z Dąbrowy Górniczej na chociaż minimalne prowadzenie w meczu. Od pierwszej kwarty wynik meczu był rozstrzygnięty, a bardzo dobra defensywa MKS-u, o której wspominałem przy wcześniejszych kolejkach praktycznie nie istniała. Rotacji brakowało intensywności co skrzętnie wykorzystali podopieczni trenera Fischera i zanotowali fantastyczną skuteczność z gry. W rzutach za dwa uzyskali 62.9%, a za trzy zatrzymali się na 13 celnych w 21 próbach co dało 61.9%!!! Komentarz zbędny. W ramach ciekawostki dodam, iż każdy zawodnik w barwach Turowa oddający rzut za trzy uzyskał skuteczność w tym elemencie minimum 50%, a było ich aż ośmiu. Parafrazując pewien kultowy cytat: Panie Premierze jak bronić?….

Dokładając do fenomenalnego meczu rzutowego fakt, iż Kirk Archibeque wrócił z zeszłotygodniowej „rozgrzewki” na rowerku i był sobą notując 23 pkt. i 7 zb., to wynik inny niż miazga nie był możliwy. Trzeba przyznać, iż Kirk dość skutecznie się rozgrzał, a po kontuzji nie widać śladu.

Pomimo rewelacyjnego meczu strzeleckiego gospodarzy trzeba zaznaczyć, iż ich dwoma najlepszymi zawodnikami ze wskaźnikiem +/- (czyli wynikiem jaki uzyskała drużyna przy obecności danego zawodnika na boisku) byli nie tyle strzelcy co defensorzy – Ikovlev ustrzelał 6 pkt (2/3 za trzy) i rozdał 6 asyst i Kacper Borowski, który wyszedł w pierwszej piątce i uzyskał 11 pkt. oraz 3 asysty, ale jak wiemy ciągle ma problemy z utrzymaniem się w grze przez swoją skłonność do faulowania (5 fauli w meczu).

Należy wskazać na problemy MKS-u z prowadzeniem ataku i dużą ilością strat co w prosty sposób przekłada się na sukces bądź porażkę drużyny. W wygranych meczach podopieczni Anzulovica średnio tracili 14,7 piłki. W tych zakończonych przegraną zaliczali 22 straty średnio. W meczu z Turowem popełnili ich 24 co przełożyło się na 30 punktów gospodarzy.

Po stronie MKS-u, któremu nie możemy odmówić ambicji, gdyż próbowali różnych wariantów nawet wychodząc na całym boisku w ostatnich sekundach meczu, na wyróżnienie zasłużył Jakub Parzeński autor 21 pkt., 5 zb, 3 as. i najwyższym eval w drużynie -21. Drugim najlepszym na placu w barwach Dąbrowy był Kerron Johnson- 13 pkt., 7 as., eval 17 ale też 5 strat.

MVP spotkania: cała drużyna gospodarzy zasłużyła na wyróżnienie. Wskazując jednego postawię na Archibequ’a i jego 23 pkt. i 7 zb.

TBV START LUBLIN- ENERGA CZARNI SŁUPSK 63-66

Start podejmował gości z Pomorza poszukując wygranej i upatrując swojej szansy w słabszej formie Czarnych oraz problemach personalnych (zwolnienie Burrella). Jednak sam trener Zakelj miał problem i tym razem największego kalibru z dotychczasowych, gdyż z powodu problemów z kręgosłupem na placu gry nie mógł pojawić się lider formacji obwodowej Doug Wiggins. W pierwszej piątce na rozegraniu mecz rozpoczął Jan Grzeliński. Miał mu w tym pomóc Grzegorz Małecki (nieźle wywiązywał się z zadania notując 6 asyst), którego zadaniem również było ograniczenie Jerel’a Blassingame’a.

Start mecz rozpoczął od mocnego akcentu punktowego –fragment 10-2, a następnie podwyższył prowadzenie do 14 pkt. Przez większą część meczu, bo aż ponad 31 minut na prowadzeniu byli gospodarze. Jednak im bliżej ostatniego gwizdka Czarni wyglądali na lepszą drużynę. Ogromne problemy z trafianiem zza łuku mieli gospodarze, którzy zaliczyli 13% skuteczność w tym aspekcie gry przy oddanych 23 rzutach. Dla porównania Czarni trafili 40% z 27 prób. W czym dominował doświadczony Mantas Cesnauskis, który popisał się 6 celnymi rzutami za trzy. Widzieliśmy istne show Mantasa, który z zimną krwią trafiał kolejne rzuty pogrążając obrońców rywali. Mantas trafiał zza łuku, Jerel Blassingame asystował rozdając ich, aż 9 (i 11 pkt.), a Justin Jackson zbierał (11 zbiórek i 15 pk.t). Jackson toczył wyrównany pojedynek z podkoszowym gospodarzy Petersonem (16 pkt. i 10 zb.), który był najlepszym zawodnikiem gospodarzy.

Wspomniany Grzeliński nie zaliczy piątkowego dnia do udanych. Przebywał na boisku, aż 32 minuty i trafił tylko 2 rzuty z 12 oddanych oraz „rozdał” 4 straty i żadnej (0) asysty. Uzyskany przez niego wskaźnik eval wynosił -7. Wtórował mu Balmazović, który trafił 3 rzuty na 15 prób (w tym 1/8 za trzy, ale też 100% z wolnych i 11 celnych). Razem zanotowali 5/27 z gry!!!

Pomimo problemów strzeleckich Start był w grze do ostatnich minut jednak umiejętności indywidualne przeważyły szalę na stronę gości. Zwycięstwo to daje trochę spokoju trenerowi Stelmahersowi i jego podopiecznym. Za to trener Zakelj musi dalej myśleć nad rozwiązaniem problemów jego drużyny, w szczególności przy kolejnych problemach kadrowych lublinian. Na potwierdzenie przywołam statystykę meczową, w której ławka gospodarzy rzuciła 14 pkt., z czego 8 było autorstwa Jankowskiego, a Czarni dostali wsparcie od rezerwowych w postaci 34 punktów (z czego 33 duet Mantas- Justin Jackson).

MVP spotkania: przełamanie Justina Jacksona warte odnotowania, gdyż jest to zawodnik, którego bardzo przyjemnie się ogląda. Jego 15 pkt. i 11 zb. pozwoliło na najlepszy eval w meczu-25.

ROSA RADOM- SIARKA TARNOBRZEG 68-64

Siarka przyjechała do Radomia bez smaku zwycięstwa w sezonie, ale też bez wielkiego ciśnienia na jego odniesienia na ciężkim terenie wice-mistrza PLK z poprzedniego sezonu. Przyjechali zagrać dobry mecz bez presji na wynik. Rosa podejmowała gości z Podkarpacia wzmocniona Jarosławem Zyskowskim, ale straciła swojego strzelca Gary’ego Bell’a, który nabawił się urazu kolana w meczu Ligi Mistrzów z łotewskim Ventspilsem.

Siarka bardzo dobrze rozpoczęła mecz wychodząc na 9 pkt. prowadzenie po pierwszej kwarcie (najwyższe prowadzenie 10 pkt. w meczu). Jednak po raz kolejny mieli problem z utrzymaniem przewagi i w 3 kwarcie Rosa odrobiła stratę z nawiązką. Siarka walczyła dalej i w 35 minucie meczu na tablicy widniał wynik po 55. Wtedy kierownicę przejął Sokołowski i urządził piekło obrońcą Siarki. W decydujących pięciu minutach meczu „Sokół” rzucił 10 z 13 pkt. drużyny i „przepchnął” Rosę do zwycięstwa.

Nie był to mecz obfitujący w serie celnych rzutów czy szybką i efektowną grę. Obie drużyny mocno pudłowały na potwierdzenie czego żadna z drużyn nie przekroczyła 40% z gry. Ale mało efektywny mecz wynagrodził kibicom Reprezentant Polski Michał Sokołowski, który w całym meczu rzucił 28 pkt. Takie występy pozwalają zapomnieć, iż w lidze nie gra już Mateusz Ponitka.

Słabszy mecz wśród gospodarzy zagrał niezawodny do tej pory Brazelton (to nie robot, też czasem zagra gorsze zawody), który uzbierał 4 pkt. (1/9 z gry), 5 asyst, ale oddał rywalom aż 5 piłek. Przyzwoite zawody jak na 3 dniowy pobyt w klubie zaliczył Jarosław Zyskowski (9 pkt.). Oprócz Sokołowskiego jedynym zawodnikiem gospodarzy, który przekroczył próg 10 pkt. był Darnell Jackson- 12 pkt. i 8 zb. Damian Jeszke dalej pokazuje, iż jest groźny zza łuku- tym razem 2/4, 8 punktów i 7 zbiórek.

Wśród przyjezdnych bardzo dobrze prezentował się Brandon Brown, który ustrzelał 17 pkt., 7 as. i 3 zb. tracąc tylko 2 piłki. Drugi mecz z rzędu dobre zawody rozegrał Tomasz Wojdyła -13 pkt. i 10 zb.

MVP spotkania: Michał Sokołowski. Co tu dużo pisać. Jego umiejętności oraz spokój na boisku ogląda się z wielką przyjemnością. Fantastyczny mecz w jego wykonaniu. Nie do powstrzymania dla obrony Siarki. 28 pkt., 7 zb., 3 as. oraz 3 przechwyty. Powtórzę się, ale polski Paul George gra w Radomiu.

ASSECO GDYNIA- POLFARMEX KUTNO 73-67

Asseco po bardzo dobrym wygranym pojedynku w Słupsku podejmował drużynę z Kutna, która chciała zmyć z siebie porażkę w kiepskim stylu sprzed tygodnia. Trener Krysiewicz tłumaczył, iż zeszłotygodniowy blamaż wynikał z zaburzenia rytmu meczowego przez walkower w meczu ze Stelmetem. W ciągu okresu przygotowawczego rozegrali 11 meczów w 4 tygodnie i złapali pewien rytm, a przez „wypadek” zielonogórzan byli bez meczu przez 13 dni. Asseco optymistycznie i z dużą dozą energii podeszło do meczu.

W podróż sentymentalną do Gdyni udał się w barwach Polfarmexu Sebastian Kowalczyk, który w Gdyni spędził dobrych kilka sezonów.

Zasoby energii gdynian przełożyły się na szybkie objęcie prowadzenia, które na koniec 1 kwarty wynosiło 9 pkt. Prowadzenie gospodarzy utrzymywało się przez większą część meczu (blisko 35 min. czasu gry na prowadzeniu było Asseco), ale nie potrafili odskoczyć na dłuższy dystans i przez cały mecz utrzymywali niewielkie prowadzenie.

Świetnie manewrował ustawieniami piątki grającej trener Frasunkiewicz, który widział niemoc w ataku w strefie podkoszowej kutnian. Tylko 14 punktów uzyskali goście ze strefy podkoszowej. Ustawienia z Żołnierewiczem jako PF i Szczotką jako C funkcjonowały dobrze. Nawet gdy na boisku przebywał Fraser, który zebrał 5 piłek w ataku. Nie miało to znaczenia, gdyż mimo 14 piłek zebranych na tablicy Asseco to goście przełożyli je na zaledwie 4 punkty. Gospodarze obniżali skład oddając tablice kosztem większej asekuracji przy organizacji gry i przestrzeni do atakowania (utrudnienie podwojeń lub udzielenia pomocy), czego efektem było tylko 10 straconych piłek.

Powracający do PLK Dardan Berisha w końcu „zapalił” dziurawiąc kosz 6 krotnie za trzy (54.5%)- 21 pkt., ale stracił bardzo ważną piłkę na połowie boiska podwojony przez Szczotkę i Ponitkę. Szczotka przechwycił, a Marcel Ponitka skończył efektownie z góry.

Kowalczyk przeciwko swojemu byłemu pracodawcy rzucił 12 pkt., ale też miał 4 straty. Fraser double-double z 11 punktami i zbiórkami. Wszechstronne zawody Gabińskiego- 4 pkt. , 5 zb., 4 as. i 4 bl.

Wśród gospodarzy dobrze prezentował się Filip Matczak 17 pkt. i 4 zb. (0 strat). Mnóstwo kreciej pracy wykonał Piotr Szczotka, który miał 5 pkt., ale też 5 przechwytów i 8 zbiórek oraz dużo fizycznej walki z Fraser’em. Słabsze zawody zagrał chwalony przeze mnie Przemysław Żołnierewicz, który nie mógł się wstrzelić i trafił tylko jeden rzut z gry na 6 prób.

Ozdobą meczu było 30 sekund, w których zobaczyliśmy 3 bardzo ładne bloki. Raz Żołnierewicz i dwa razy Gabiński.

MVP spotkania: wcześniej nie wymieniłem tego nazwiska, ale Krzysztof Szubarga zagrał jak profesor koszykówki. Kiedy jest dobrze przygotowany fizycznie i czuje rytm gry jest nie do zatrzymania. Dziś robił co chciał czy to z niskimi zawodnikami gości, czy po zmianach krycia z podkoszowymi. Do tego był tym samym nieustępliwym pitbullem w defensywie i przechwycił 3 piłki. Fantastycznie prowadził grę, trafiał w najważniejszych momentach i przechwytywał. Jego linijka to 21 pkt., 6 zb., 7 as., 3 przech., 0 str. Jedynie te osobiste…..7/13 i faul techniczny, który otrzymał w końcówce za trash talking. Pan profesor.

[ot-video][/ot-video]

POLSKI CUKIER TORUŃ- TREFL SOPOT 82-59

Porównując poziom jaki prezentowały drużyny w poprzednich kolejkach nie trudno było wskazać wyraźnego faworyta. Polski Cukier jest jedyną drużyną, która nie odniosła porażki, a styl w jakim tego dokonywali powinien budzić respekt wśród kolejnych rywali. Trefl za to przyjechał do Torunia bez Filipa Dylewicza, który musi odpocząć w wyniku problemów ze ścięgnem Achillesa. Dla wyrównania sił Toruń zagrał bez Łukasza Wiśniewskiego.

Już pierwsze minuty meczu ustawiły jego przebieg. Świetna defensywa gospodarzy pozwoliła na rzucenie 11 pkt. Treflowi, a sami raz po raz trafiali do kosza sopocian i zakończyli pierwszą część gry na 30 punktach. Druga kwarta to zryw Trefla, który zmniejszył prowadzenie do 10 oczek. Kibice z Sopotu jeszcze przed czwartą kwartą mogli mieć nadzieje na wywiezienie wygranej. Na co pozwolić nie mogli gospodarze , którzy znacznie podkręcili intensywność i czwartą kwartę wygrali 20-4 notując serię 18-0. Sumując pierwszą i czwartą część gry Toruń wygrał 50-15!

Obrona torunian zatrzymała Trefl na 34% z gry. Defensywa pozwala wybaczyć wiele niedociągnięć w ataku i przetrwać przestoje taki jak np. ten Polskiego Cukru w drugiej kwarcie. Lider Trefla –Ireland został zatrzymany na 12 pkt. z 12 rzutów.

Trener Winnicki świetnie ułożył drużynę w ataku i w obronie. 24 pkt. po stratach i 26 pkt. po szybkim ataku (tylko 4 z Trefla) pozwala zaoszczędzić dużo energii na bronioną część parkietu. Również brak Filipa Dylewicza został skrzętnie wykorzystany. 46 pkt. torunian pochodziło ze strefy podkoszowej, gdzie nie był zagrożeniem osamotniony Nikola Marković.

W barwach gości na uznanie zasłużył Artur Mielczarek zdobywca 17 pkt., ale również zanotował najgorszy w drużynie wskaźnik +/- wynoszący -29. Nikola Marković pomimo problemów w defensywie zagrał wszechstronnie- 9 pkt., 5 zb., 6 as. (4 straty).

Po stronie gospodarzy świetnie zaprezentował się Kyle Weaver, który zdobył 11 punktów z 8 rzutów, ale zaimponował 7 zb. i w szczególności 7 asystami (4 straty i 2 przechwyty). Dobrze grali Bartosz Diduszko (11 pkt., 6 zb.) i Krzysztof Sulima (12 pkt., 5 zb.).

MVP spotkania: Obie Trotter- rozegrał się w Dąbrowie Górniczej, a teraz poszedł dwa poziomy wyżej. Niemożliwym było zatrzymanie go. Trafiał za trzy, po penetracji czy z pół dystansu, a do tego zbierał i znajdował kolegów na pozycjach. Bliski niesamowitego osiągnięcia jakim jest triple-double (podwójna zdobycz w trzech kategoriach statystycznych). Zabrakło mu asysty i dwóch zbiórek. 21 pkt. (8/14 z gry), 8 zb., 9 as., 4 przech. Fenomenalna linijka i taka sama gra. Rodzi się gwiazda ligi?

PGE TURÓW ZGORZELEC- AZS KOSZALIN 71-65

Na zakończenie meczów czwartej kolejki dostaliśmy pojedynek Turowa z koszalińskim AZS-em. Po piątkowym świetnym pojedynku z dąbrowskim MKS-em gospodarze mieli 4 dni odpoczynku i podejmowali koszalinian, którzy mieli półtorej tygodnia odpoczynku po rozprawieniu się z Polfarmexem Kutno..

Turów od pierwszych minut postawił swoje warunki gry i po pierwszej połowie objął pewne prowadzenie 42-24. W czwartej kwarcie AZS zebrał szyki i spróbował odrobić straty. Sygnał do odrabiania dał Jakub Zalewski, który trafił dwie trójki pod rząd. Wspomógł go Igor Wadowski oraz Darnell Harris i na 4:30 do ostatniego gwizda atmosfera w hali PGE Turów Arena zgęstniała, a gospodarzom zajrzało widmo porażki. Seria 13 pkt drużyny z Koszalina i wynik 58-57 zmusiły trenera Fischera do wzięcia przerwy na żądanie. Timeout wybił z rytmu drużynę trenera Ignatowicza, a ocucił gospodarzy, którzy kolejnymi 7 pkt. zamknęli mecz i nie pozwolili na emocjonującą końcówkę. Pomimo przestoju w czwartej kwarcie gospodarze mieli mecz pod kontrolą i ani razu nie pozwolili wyjść na prowadzenie rywalom z Koszalina. Turów prowadził przez 38 min. i 20 sek.

Gospodarze zagrali dobre zawody jednak nie byli bliscy poziomu jaki zaprezentowali w piątek z Dąbrową Górniczą. Turów miał problem ze skutecznością zza łuku i zanotował ją na 2 krotnie niższym poziomie niż w piątkowym meczu. Zgorzelczanie trafili 30.4% rzutów zza łuku (7/23), ale za dwa mogli się pochwalić dobrym poziomem 47%. Drużyna gości miała jeszcze większe problemy zza łuku znajdując drogę do kosza tylko 15% rzutów za trzy (3/20). Tutaj trzeba zaznaczyć, iż Koszalin ma w tym elemencie problemy na przestrzeni bieżącego sezonu notując średnio tylko 26%. Brak pewnych strzelców to nie jedyny problem trenera Ignatowicza. Również organizacja gry szwankowała czego wynikiem były 23 straty zakończone 25 pkt. Turowa.

W przegranej drużynie dobre zawody rozegrał Jakub Zalewski zdobywca 14 pkt. (ale z 10 rzutów, 2/8 za trzy) i Igor Wadowski- 11 pkt. i 4 zb. Darnell Harris dobrze radził sobie w walce na tablicach jednak osamotniony nie był w stanie przebić się przez obronę Archibequa i spółki. Zebrał aż 13 piłek i dołożył 7 pkt. z 7 rzutów.

Wśród gospodarzy na wyróżnienie zasłużył Tweety Carter, który do 12 punktów dołożył 3 zbiórki i 4 asysty.

MVP spotkania: po raz drugi w tej kolejce zostaje nim Kirk Archibeque. Kolejne świetne zawody w ataku oraz obronie. Zdobył 15 pkt., 8 zb., 2 as. oraz 5 przech. Podpora Turowa.

Paweł Doniec


Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments