Latem ubiegłego roku Chandler Parsons przeszedł operację kolana, która wpłynęła na rolę zawodnika w rotacji Dallas Mavericks. Rick Carlisle postępował bardzo ostrożnie, ponieważ nie chciał ryzykować. Tygodnie mijały, a Parsons brał na siebie coraz więcej odpowiedzialności w końcu stając się czołową postacią zespołu.


Od miesięcy skrzydłowy Dallas Mavericks dążył do regularności, która miała zarówno pozwolić mu wrócić do formy sprzed urazu, jak i zdobyć zaufanie Ricka Carlisle’a. Pierwszy trener drużyny potrzebował od Chandler Parsonsa potwierdzenia, iż ten jest w stanie dostarczyć rotacji konkretną ofensywną cechę. Wkrótce współpraca panów zaczęła przynosić rezultaty.

Parsons przestał forsować swoją grę. Indywidualne próby i rzuty przez ręce rywali zastąpił bardzo mądrą selekcją rzutową oraz sprawnym czytaniem defensywy rywala. Progres zapewnił mu większą swobodę oraz zaufanie kolegów. W lutym, który był najlepszym miesiącem gracza w sezonie, notował średnio 18,8 punktu, 2,7 asysty, 5 zbiórek i trafiał na znakomitej skuteczności 52,3 FG% oraz 48% z dystansu.

Gram najlepszą koszykówkę w swojej karierze – przyznał. – Bardzo ciężko pracowałem, aby dotrzeć do tego punktu. […] Celem jest regularna gra na tym poziomie. Jako zespół musimy nadal wygrywać mecze. Nie chodzi zatem tylko i wyłącznie o mnie, lecz o naszą drużynę – dodał odsłaniając swoje oblicze PR-owca.

Na początku sezonu Parsons nie był w stanie grać dwóch meczów w back-to-back. Otrzymywał maksymalnie 12/14 minut. Wszyscy ostrzegali go przed bólem, jaki pojawi się przy powrocie po tak poważnej kontuzji kolana. – Czułem wtedy, że całkowicie zaburzam rytm drużyny – mówi. Takie rzeczy odkładają się na psychice zawodników. Często zabijają ich motywację.

Było naprawdę ciężko, ale gdy już wychodziłem na parkiet, byłem świadom tego, że nikt nie pracuje tak ciężko jak ja – dodaje. – Ma za sobą naprawdę trudno drogę i prawdę mówiąc ona jeszcze nie dobiegła końca. Teraz kluczowe staje się utrzymanie tego poziomu – stwierdził coach Carlisle, który w osobie Parsonsa upatruje swojej przewagi już w kontekście walki w play-offach.

W międzyczasie pojawiają się pytania o przyszłość skrzydłowego w Teksasie. W jego kontrakcie jest opcja na sezon 2016/2017, zatem istnieje duże prawdopodobieństwo, że Parsons z niej zrezygnuje i trafi na rynek wolnych agentów, aby latem podpisać nowy długoterminowy kontrakt. Czy w Dallas? Niekoniecznie, bowiem interesującym rozwiązaniem może być powrót do rodzinnego Orlando.

Miejscowi Magic w swoim salary-cap będą mieli wystarczająco dużo miejsca, aby podpisać dwóch graczy na maksymalne umowy. Źródła z Dallas nie mają wątpliwości co do tego, że generalny menadżer drużyny – Rob Hennigan zarzuci swoje sidła po strzelca Mavericks. Do wyścigu mają się dołączyć również Miami Heat, Los Angeles Lakers, Brooklyn Nets, New York Knicks, Portland Trail Blazers, Houston Rockets, Denver Nuggets i Oklahoma City Thunder, jeżeli drużynę opuści Kevin Durant.

Nastąpił bardzo interesujący okres w karierze wychowanka Florida. Mając 28 lat wkracza w najlepszy okres przygody z profesjonalną koszykówką. Tacy gracze mają szczególne miejsce na listach generalnych menadżerów.

NBA: Powrót Beasleya!






ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj