Wesołe jest życie staruszka, wesołe jak piosnka jest ta – śpiewał przed laty Wiesław Michnikowski, afirmując tym samym srebrny okres żywota każdego człowieka. Bohaterowie tego artykułu co prawda siwizny jeszcze się nie dorobili ale przeszli na przysłowiową emeryturę sportową. Grube miliony zarobione na parkietach NBA nie zawsze stanowią wystarczający argument do spokojnego życia po zakończeniu kariery zawodowej. Ambicje oraz takie czy inne predyspozycje pchają byłych graczy w różne sidła szeroko pojętego show-biznesu. Niektórzy z nich osiągają sukcesy tak wielkie i chwalebne, jak te sportowe.


Pierwszym naturalnym przykładem wielkiego sukcesu w świecie biznesu jest niewątpliwie ten, którego określa się mianem GOAT – Jego Powietrzność Michael Jordan. Jeszcze za czasów kariery sportowej (a właściwie jej początków), zawodnik dostał potężny kredyt zaufania od speców marketingowych z Nike, którzy postanowili wydać osobną linię produkcyjną z obuwiem sygnowanym jego nazwiskiem. Świetna gra Jordana w Chicago Bulls sprawiła, że marka Air Jordan stała się jedną z najpopularniejszych w przemyśle sportowym a on sam na podstawie odrębnych umów zbił fortunę znacznie większą niż zgromadzoną w ramach kontraktów sportowych. Po zakończeniu kariery imperium koszykarza powiększyło się o „rywali z parkietu” Charlotte Bobcats obecnie Hornets. W 2010 r. Jordan został większościowym udziałowcem w klubie. Magazyn Forbes wycenia obecnie organizację z Charlotte na blisko 1,3 mld dolarów. Ktoś ma jeszcze wątpliwości kto jest GOAT? Warto wspomnieć, że we wrześniu tego roku, Jordan sprzedał część udziałów, dwóm biznesmenom (Gabe Plotkin i Daniel Sundheim), zachowując jednak pakiet większościowy.

Skoro mamy za sobą przykład Jordana, (w miarę świeżego emeryta, którego sukcesy odnoszone na parkietach, wciąż dzwonią nam w uszach), przejdźmy luźno do nieco bardziej zamierzchłych czasów. David Bing vel. Dave Bing – członek prestiżowej 50-tki najlepszych graczy wszechczasów. Wielokrotny uczestnik All-Star Game w tym nawet jego MVP (1976). Przez większość kariery sportowej związany z Detroit Pistons (1966-1975), tak bardzo ukochał sobie to miasto, że związał się z nim również po zakończeniu kariery. W 2009 r. został wybrany na burmistrza Detroit z misją odbudowy utraconej potęgi lecz polityka to nieco bardziej skomplikowany organizm aniżeli koszykówka (w dodatku mniej zespołowy). Trudno jest oceniać go z perspektywy piastowanego urzędu, bo bycie burmistrzem Detroit to chyba jedna najbardziej hardcorowych misji tego typu w USA. Niemniej jednak miał facet pewien plan na jej realizację co sformułował w długoterminowej strategii zatytułowanej Detroit Future City. Zakończyło się to złożeniem wniosku do sądu o uznanie bankructwa miasta i złowieszczą przepowiednią, że to dopiero początek bankructwa amerykańskich metropolii.

Nie wszyscy zawodnicy po zakończonej karierze decydują się na całkowite lub częściowe zerwanie więzów z NBA. Wielu z nich kontynuuje swoje przygody zmieniając parkiet na ławki trenerskie. No i tutaj oczywiście jednym tchem można wymienić wiele nazwisk takich jak chociażby Steve Kerr, Doc Rivers, Phil Jackson – czyli coachów, którzy w swojej karierze trenerskiej zdobywali najwyższe laury – pierścienie mistrzowskie. Biorąc pod uwagę indywidualne umiejętności to zdecydowanie w trenerce osiągnęli życiowy (zawodowy) progres. Przy zestawieniu ich zdolności motywacyjnych i taktycznych do tych czysto sportowych, koszykarskich. Tak zdaję sobie sprawę, z niebanalnych umiejętności Steve’a Kerra zza łuku aczkolwiek to co zrobił z GSW w kończącej się dekadzie nie wymaga większego komentarza ani uzasadnienia powyższego stwierdzenia autora. Doc Rivers jest dla mnie guru totalnym jeśli chodzi o motywowanie drużyny i podejście do zawodników. Czasami żałuję, że w trakcie przerw w meczach Clippers nie dane mi jest przysłuchiwanie się jego wskazówkom i uwagom.

Inni emerytowani gracze z kolei wybierają drogę komentowania tego co ich dawni rywale z parkietu, wyczyniają z powierzonymi im drużynami. Prym wiodą dwaj wielcy zawodnicy – Shaquille O’Neal oraz Charles Barkley. Niepowtarzalna doza humoru połączona z wykwintną ironią powoduje, że tych gości słucha się z niesamowitą przyjemnością – nawet jak człowiek nie do końca zgadza się z tym co mówią. A mówią tak dużo i tak szybko, że czasami mam wątpliwości czy również przemyślanie. TNT zrobiła jednak dobry interes zatrudniając tych dwóch fachowców od show analiz. Trzech jeśli liczyć do tego inną legendę – Chrisa Webbera, którego barwny głos nadaje dodatkowego klimatu oglądanych meczów. W mojej opinii „Inside the NBA” jest mimo wszystko, jednym z najlepszych amerykańskich programów poświęconych najsilniejszej lidze zawodowej koszykówki na świecie. Jak to mawiają (parafrazujemy rzecz jasna) komentować każdy może, jeden lepiej a drugi tak jak potrafi. I pomyśleć, że Charles i Shaquille przeszło 20 lat temu w nieco inny sposób wyjaśniali sobie nieporozumienia (pobili się podczas ligowego meczu Lakers z Rockets).

Z naszej lokalnego podwórka warto przytoczyć przykład Marcina Gortata. Facet, robi wiele dobrego dla dzieciaków i młodzieży. Organizowane przez niego campy szkoleniowe od lat cieszą się dużym zainteresowaniem, a trening z naszym do niedawna rodzynkiem to wielka frajda dla każdego młodego adepta koszykówki.

Na zakończenie chciałbym wspomnieć o innym wielkim mistrzu – Dwayne Wade, które w przeciwieństwie do swoich innych kolegów zainwestował w bardzo oryginalną branżę. Taką, która na pewno nigdy nie będzie cierpieć na popycie. A mianowicie w przemysł winiarski i własną markę wina „D Wade”. Jeszcze pod koniec kariery zawodowej, Flash zdecydował się ulokować zarobiony na parkietach kapitał w winnice w kalifornijskiej dolinie Napa (from Eastcoast to Westcoast). Jak sam podkreślił, docelowym rynkiem zbytu oprócz amerykańskiego ma być również azjatycki. Z luźnych obserwacji wynika, że to bardzo dobry kierunek dla jakiegokolwiek produktu Made in USA, więc przypuszczać można, że fortuna Wade’a w niedługim czasie przybierze na wadze.

Jak pokazują powyższe przykłady, sukcesy zawodnicze mogą iść w parze z sukcesami wykraczającymi poza ścisłe ramy sportowe. Nie wszystkim oczywiście starczy sił, środków, motywacji i ambicji żeby po zakończonej karierze realizować swoje pasje i pomysły. Przy odrobinie szczęścia i zawziętości można jednak osiągnąć bardzo wiele.

Autor: Andrzej Gwarda


Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments