Memphis Grizzlies w ostatnim meczu przegrali z Los Angeles Lakers, ale Dillon Brooks twierdzi, że wie, jak zatrzymać jednego z najlepszych zawodników w historii NBA. Czy to jednak naprawdę jest takie proste? Po słowach Brooksa, James zapewne nie może się doczekać kolejnego starcia z ekipą Grizzlies. 

Dillon Brooks jest jednym z najlepszych obrońców w rotacji Memphis Grizzlies. Zazwyczaj to na niego spadają wyjątkowe trudne zadania po bronionej stronie parkietu. W ostatnim meczu z Los Angeles Lakers, Brooks był odpowiedzialny za krycie LeBrona Jamesa. Szukał sposobu na to, by ograniczyć jego możliwości i wychdozi z założenia, że mu się to udało. Zapewne jego zdania nie podziela sam James, choć nie da się ukryć, że mecz z Grizzlies nie był dla lidera z LA szczególnie udany. 

Brooks po meczu starał się wyjaśnić, dlaczego tak było. – Dobrze wiemy, że on nie chce iść w lewą stronę – zaczął koszykarz z Memphis. – Po prostu chciałem, by przez cały mecz wybierał lewą stronę. Wtedy musiał przerwać kozioł lub podać piłkę – dodał jeden z wyróżniających się graczy w rotacji trenera Taylora Jenkinsa. James skończył mecz z dorobkiem 23 punktów, ale trafił tylko 8/21 z gry i 1/5 za trzy punkty. Nie był sobą, lecz to nie przeszkodziło jego drużynie wygrać, co jest dość zaskakujące, bo zazwyczaj sam musiał ciągnąć LAL na własnych barkach. 

Praca, jaką Brooks wykonał jest bez cienia wątpliwości godna podziwu. Gdyby jednak była to seria play-offów, moglibyśmy się spodziewać, że już w kolejnym meczu wszelkie próby zatrzymania LeBrona kończyłyby się użyciem przez niego siły i koszykarskiej inteligencji i z tym Brooks miałby już większe problemy. W 36 meczach bieżącego sezonu James notował na swoje konto średnio 29,6 punktu, 8,4 zbiórki i 7 asyst trafiając 50,6 FG% oraz 28,8 3PT%. Podkreśla się, że do tej pory Lakers za mocno opierali się na produktywności Jamesa.