Można zaryzykować stwierdzenie, że magia Damiana Lillarda dała się we znaki już każdej z drużyn NBA. Swoją zimnokrwistością oraz elitarną decyzyjnością zawodnik przełamał niejedną taktykę rywali, zdominował niejednego obrońcę, wygrał dla Portland niejedno spotkanie. To w dużej mierze on tworzy drużynę Blazers, jaką znamy i obserwujemy od lat. Powiedzieć, że obecny sezon dla ekipy z Oregonu pod obecność swojego lidera jest dobry, to jak nic nie powiedzieć. Jak pokazują statystyki – jest najlepszy w historii.

Jak szósta obecnie ekipa Konferencji Zachodniej może być najlepsza w historii NBA? Chodzi tu o tzw. offensive rating, który określa liczbę punktów zdobywanych na 100 posiadań. Gdy oglądamy Dame’a na parkiecie, wspomniana statystyka po stronie Blazers wynosi średnio aż 120.1 „oczek”. Nikt w historii najlepszej koszykarskiej ligi świata nawet nie zbliżył się do tej wartości. Do tej pory najwyższy drużynowy offensive rating notowali Los Angeles Lakers w sezonie 1986-87, zapisując na swoje konto średnio 115.6 punktów na 100 posiadań.

Warto przyjrzeć się również ciemniejszej stronie zaawansowanych statystyk podopiecznych Terry’ego Stottsa. Bez swojego lidera na boisku ekipa z Oregonu notuje średnio 108.7 punktów na 100 posiadań, co jest szóstym najgorszym wynikiem w całej NBA. Oczywiście można tłumaczyć go kontuzją CJ’a McColluma, lub długotrwałą nieobecnością Jusufa Nurkicia, jednakże nie da się oszukać liczb. Liczb, które podważają umiejętności ofensywne oraz przydatność reszty koszykarzy z Rip City.

Lillard w obecnej kampanii zdobywa średnio 29.2 punktów na przestrzeni 38 minut spędzanych na parkiecie. Jego drużyna, mimo wielu, wspomnianych już, kłopotów zdrowotnych, z 30 wygranymi zadomowiła się na pozycji premiowanej bezpośrednim awansem do Playoffs. Mowa tu o gwarancji uniknięcia tzw. turnieju play-in, w którym biorą udział zespoły z miejsc 7-10.




ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here