Niektóre z różnic w koszykówce amerykańskiej i koszykówce europejskiej widoczne są gołym okiem. O innych z kolei opowiedzieć mogą sami koszykarze, którzy doświadczają ich na własnej skórze. W tym temacie głos zabrał Nikola Jokić w trakcie media-day Denver Nuggets. Nie gryzł się w język i postanowił posłużyć się przykładem.

To niekończąca się dyskusja, w której punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Tegoroczny EuroBasket był najlepszym przykładem na to, że basket na Starym Kontynencie również może być ekscytujący, a w opinii wielu jest znacznie ciekawszy od koszykówki amerykańskiej. Zarówno NBA, jak i Euroliga mają swoje argumenty. Na Starym Kontynencie znacznie większą rolę odgrywa zespół jako kolektyw. Z kolei w Stanach Zjednoczonych w większym stopniu stawia się na indywidualizm. 

W trakcie media-day Denver Nuggets, jeden z dziennikarzy postanowił spytać o zdanie w tym temacie Nikolę Jokicia, czyli obecnie jednego z najlepszych koszykarzy na świecie, który regularnie ma kontakt zarówno z basketem w stylu europejskim, jak i w stylu amerykańskim. Joker nie miał dobrych wiadomości dla fanów NBA, ale jego słowa nie muszą być odbierany jako krytyka. Po prostu wskazał na różnicę, jakie dostrzegł na podstawie własnego doświadczenia, a jego status All-Stara oraz MVP tylko uwiarygadnia tę opinię. 

Nie ma błędu trzech sekund w pomalowanym, parkiet jest odrobinę mniejszy, więc wysoki może być cały czas blisko kosza. Czy jest trudniej? Tak, ponieważ w Europie musisz szybciej myśleć. W NBA jeśli miniesz gościa to widzisz, że pomoc nadchodzi, w Europie ta pomóc już na Ciebie czeka – stwierdził Jokić. Trenerzy z Europy uczą swoich graczy, jak bronić całym zespołem. Trenerzy z USA częściej opierają się na indywidualnych umiejętnościach zawodników, którzy robią przewagę w match-upach. 

Ale to nie tak, że któryś z systemów jest lepszy, a któryś gorszy. Wynika to przede wszystkim ze sposobu, w jaki wychowuje się kolejne pokolenia koszykarzy. W Stanach sport to biznes – wielkie show i gracze mają również sprzedawać bilety. Z kolei w Europie znacznie większą rolę odgrywa system – współpraca pomiędzy zawodnikami, tworzenie silnej drużyny, w której każdy zna swoje zadania i musi bezwarunkowo trzymać się zaleceń trenera. Dlatego właśnie NBA i Euroliga mogą być dla fana basketu zupełnie różnym doświadczeniem.