Miniona kolejka spotkań NBA przyniosła wydarzenia, w których sportowa rywalizacja szybko zeszła na dalszy plan. W Indianapolis wyjazdowe zwycięstwo Dallas Mavericks nad Indiana Pacers przyćmił uraz lewego barku Coopera Flagga, do którego doszło po twardym faulu Aarona Nesmitha. Incydent doprowadził również do przepychanek między zawodnikami. Także w San Francisco mecz Golden State Warriors z Memphis Grizzlies obfitował w fizyczne starcia, a jednym z najpoważniejszych incydentów było uderzenie Brandina Podziemskiego przez Zacha Edeya. Końcówkę spotkania dodatkowo naznaczyła kontrowersyjna decyzja sędziów, która przypieczętowała porażkę gospodarzy.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Do niebezpiecznego zdarzenia w Gainbridge Fieldhouse doszło na niespełna minutę przed końcem pierwszej połowy spotkania. 19-letni lider Dallas Mavericks, Cooper Flagg, przejął piłkę i ruszył do samotnej kontry, szykując się do wykonania wsadu. Goniący go skrzydłowy gospodarzy, Aaron Nesmith, próbował zablokować rywala od tyłu, ale doszło do brutalnego zderzenia w powietrzu. Flagg stracił równowagę i upadł na parkiet, po czym natychmiast złapał się za lewy bark.
Po analizie wideo arbitrzy zakwalifikowali zagranie zawodnika Indiana Pacers jako faul niesportowy pierwszego stopnia (Flagrant 1), uznając kontakt z zawodnikiem znajdującym się w powietrzu za niepotrzebny i niebezpieczny. Zanim jednak sytuacja na boisku się uspokoiła, doszło do szamotaniny. W obronie swojego kolegi z drużyny stanął Naji Marshall, który ruszył w stronę Nesmitha. Ostatecznie sędziowie ukarali obu koszykarzy przewinieniami technicznymi.
Flagg – który do momentu urazu zanotował 14 punktów, pięć zbiórek, sześć asyst, trzy przechwyty i jeden blok w zaledwie 17 minut – udał się do szatni, skarżąc się na ból lewego barku, i nie wrócił już na parkiet. Trener Mavericks, Dusty May, poinformował po spotkaniu, że stan zawodnika zostanie oceniony w ciągu najbliższych kilku dni. Przyznał również, że na razie nie wiadomo, czy konieczne będzie wykonanie rezonansu magnetycznego.
Po meczu Marshall wytłumaczył swoje porywcze zachowanie na parkiecie.
– Po prostu stanąłem w obronie kolegi z drużyny. Spędzam z nim każdy dzień, więc to było dla mnie naturalne – powiedział, cytowany przez Jamesa Boyda z „The Athletic”.
Zapytany, czy uważa, że Nesmith celowo zaatakował Flagga, 28-letni skrzydłowy nie przesądzał, jak należy ocenić całe zajście.
– Takie rzeczy się zdarzają. To po prostu część gry – przyznał.
Mimo utraty swojej młodej gwiazdy zespół z Teksasu utrzymał przewagę i pewnie pokonał Pacers 121:105. Do zwycięstwa Mavericks poprowadzili Kyrie Irving, który zdobył 24 punkty, oraz P.J. Washington, autor 20 punktów i 13 zbiórek.
Równie gorąca atmosfera panowała w Chase Center, gdzie Golden State Warriors mierzyli się z Memphis Grizzlies. Już w pierwszej kwarcie doszło do groźnie wyglądającego incydentu. Zach Edey, mierzący 224 centymetry środkowy przyjezdnych, próbując zablokować wchodzącego pod kosz Brandina Podziemskiego, trafił go przedramieniem w głowę. Obrońca gospodarzy musiał opuścić parkiet i udać się do szatni.
Mecz obfitował zresztą w fizyczne starcia, prowokacje i ostre wymiany zdań. Jednym z najbardziej napiętych momentów była konfrontacja Draymonda Greena z Edeyem. Obaj wdali się w szarpaninę pod koszem, a sytuacja szybko przyciągnęła uwagę pozostałych zawodników.
Dray nie odpuszczał również w starciu z Isaiahem Stewartem – ich wymiana zdań zakończyła się odgwizdaniem obustronnych przewinień technicznych. Do kolejnego spięcia doszło w trzeciej kwarcie, gdy po emocjonalnej reakcji Ty Jerome’a doszło do konfrontacji z Yaxelem Lendeborgiem. W tym przypadku również obaj zawodnicy zostali ukarani przewinieniami technicznymi.
Samo spotkanie miało jednak przede wszystkim dramatyczny przebieg sportowy. Na niespełna cztery minuty przed końcem Golden State prowadziło 106:94 i wydawało się, że zmierza po zwycięstwo. W decydującym momencie gospodarze całkowicie stracili jednak skuteczność, nie trafiając już ani jednego rzutu z gry. Grizzlies wykorzystali tę niemoc i odpowiedzieli niesamowitą serią 17:0, podczas której kluczowe role odegrali Jerome (28 punktów w całym meczu) oraz debiutant, Cameron Boozer (25 punktów i 13 zbiórek). Rzut tego drugiego dał Memphis prowadzenie 108:106 na 20 sekund przed końcem.
Kulminacja emocji nastąpiła jednak w ostatnich momentach meczu. Stephen Curry trafił rzut za trzy punkty, który mógł dać Warriors prowadzenie, ale sędziowie nie zaliczyli kosza, odgwizdując Greenowi faul ofensywny za nieprzepisową zasłonę. Wściekły trener Steve Kerr protestował przeciwko decyzji arbitrów i otrzymał przewinienie techniczne. Grizzlies wykorzystali dodatkowy rzut wolny, a następnie przypieczętowali zwycięstwo 111:108.
Po meczu szkoleniowiec gospodarzy nie krył oburzenia decyzją arbitrów, a przy okazji zarzucił zawodnikom Memphis „flopowanie”.
– Aż trudno uwierzyć, że odgwizdali ten faul. A do tego dochodziło do ciągłego symulowania przy każdej próbie postawienia zasłony. Zawodnicy przewracali się na parkiet, a sędziowie dawali się na to nabierać – grzmiał Kerr.
– Myślę, że musiało się wydarzyć jakieś osiem różnych rzeczy. Wystarczyłoby, żeby choć jedna z nich potoczyła się inaczej, a wygralibyśmy ten mecz. Wszystko nawarstwiło się jak lawina. Nie uważam, żebyśmy popełniali błędy — po prostu piłka nie wpadała do kosza – dodał, odnosząc się do zapaści zespołu w końcówce spotkania.
Także Curry, który zdobył 24 punkty, nie ukrywał rozczarowania końcówką w wykonaniu swojego zespołu.
– Spudłowaliśmy sporo rzutów. Przez większość meczu rozgrywaliśmy całkiem dobre akcje, z wyjątkiem ostatnich trzech minut. Piłka odbijała się na korzyść rywali, kilka decyzji sędziów było dyskusyjnych, do tego doszło parę trudnych do wybronienia zbiórek w ataku… Praktycznie wszystko poszło nie po naszej myśli – zauważył.
– Trudno to przełknąć, biorąc pod uwagę, jak solidnie graliśmy, szczególnie w drugiej połowie. Zapewniliśmy sobie prowadzenie i przez długi czas kontrolowaliśmy przebieg meczu. Dlatego ta porażka tak boli – zakończył lider Warriors.
Porażka z Memphis oznacza, że Golden State Warriors rozpoczęli sezon od dwóch przegranych w dwóch spotkaniach. Po tak bolesnym finiszu zespół Steve’a Kerra musi szybko wyciągnąć wnioski, aby słaby początek nie przerodził się w dłuższą serię niepowodzeń. Tymczasem w Dallas uwaga skupia się przede wszystkim na stanie zdrowia Coopera Flagga. Mavericks czekają na wyniki dalszych badań, które pozwolą określić powagę urazu lewego barku ich młodej gwiazdy. Dopiero wtedy okaże się, czy incydent z Indianapolis będzie miał dla zespołu poważniejsze konsekwencje niż utrata lidera na resztę spotkania.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Sprawdź też kanał PROBASKET na WhatsAppie! Dołącz do obserwowania go, aby nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA. A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam. Zapraszamy!










