Tegoroczny offseason przyniósł kilka zaskakujących i głośnych ruchów z udziałem największych gwiazd NBA. Kilka drużyn zyskało naprawdę solidnych zawodników do walki o najwyższe cele. Do tego grona niestety nie można zaliczyć Golden State Warriors, którzy mimo chęci nie pozyskali żadnego dużego nazwiska dostępnego na rynku.
Giannis nie dla San Francisco
Priorytetem Golden State Warriors od początku był Giannis Antetokounmpo. Klub badał możliwość jego pozyskania jeszcze przed zakończeniem sezonu, a rozmowy z Milwaukee Bucks prowadzili już podczas lutowego trade deadline. W grę wchodziła nawet wymiana z udziałem Draymonda Greena, jednak negocjacje spaliły na panewce. A szkoda, bo pod względem sportowym Giannis byłby idealnym partnerem dla Stephena Curry’ego. Kiedy do walki o Greka wkroczyło Miami Heat i zaoferowało Tylera Herro, Kel’ela Ware, Jaime Jaqueza Jr., Kasparasa Jakucionisa oraz pokaźny zestaw wyborów w drafcie, Warriors nie mieli już z czym walczyć. Zabrakło potencjalnych młodych graczy, których można było zaproponować drużynie z Miami.
Rozmowy z Celtami skończyły się błyskawicznie
Po tym gdy Warriors stracili szansę na Giannisa, ich uwaga została skierowana w kierunku Jaylena Browna. Skrzydłowy Boston Celtics miał za sobą najlepszy sezon w karierze i osiągał średnio 28,7 punktu, 6,9 zbiórki oraz 5,1 asysty na mecz. Za JB zaproponowano Jimmy’ego Butlera oraz przyszłe wybory w drafcie. Boston Celtics nie wykazali jednak większego zainteresowania i uznali ofertę za niewystarczającą. Ostatecznie Brown trafił do Philadelphii 76ers, a w drugą stronę powędrował Paul George. Dla Warriors byłby to ogromny zastrzyk jakości. Butler będzie pauzował jeszcze przez wiele miesięcy, Moses Moody również nie jest pewny powrotu, a liczenie na natychmiastowy rozwój Yaxela Lendeborga byłoby bardzo ryzykowne. Brown od pierwszego dnia mógłby pełnić rolę drugiej opcji w ataku obok Curry’ego.
Ten zawodnik był poza zasięgiem
Warriors chcieli przekonać także Anthony’ego Davisa licząc, że w ten sposób namówią też na grę LeBrona Jamesa. Washington Wizards mieliby otrzymać Butlera oraz wybory w drafcie, jednak Czarodzieje szybko zakończyli ten temat. Zdrowie Davisa to temat budzący wiele wątpliwości, jednak w dobrej formie mógłby przydać się GSW. To wciąż jeden z najlepszych defensorów podkoszowych w lidze. Co ciekawe, cały plan Warriors opierał się na kilku warunkach. Najpierw LeBron James musiał wybrać Warriors, następnie Draymond Green zaakceptować nową strukturę kontraktu, a dopiero później Wizards musieliby zgodzić się na wymianę Davisa.
Chcieli gwiazdę, ale gwiazda nie chciała ich
Najgłośniejsze starania Warriors poczynili oczywiście w kierunku LeBrona Jamesa. Klub zrobił wiele, by doszło do podpisania kontraktu. Draymond Green zrezygnował nawet z opcji zawodnika. Było naprawdę blisko, by Stephen Curry zagrał razem z LBJ. Ostatecznie jednak James wybrał jednak Sixers, podpisując dwuletnią umowę wartą zaledwie 8 milionów dolarów z opcją zawodnika. Pieniądze nie były tutaj zatem najważniejsze. Philadelphia zaoferowała LeBronowi znacznie bardziej konkurencyjny skład z Joelem Embiidem, Tyrese’em Maxeyem i Jaylenem Brownem. Warriors zaś grali jedynie Stephenem Currym, kontuzjowanym Butlerem, często nieobecnym Porzingisem oraz Draymondem Greenem.
Co więcej, czekając na Lebrona, Warriors pozbyli się szansy na pozyskanie innych wartościowych graczy. Tym samym zostali z pustymi rękoma. A to bardzo zdenerwowało Stepha Curry’ego. Do tego stopnia, że zaczynają pojawiać się doniesienia o jego ewentualnych przenosinach gdzie indziej. Na pewno jednak przez swoje decyzje GSW pozbawili się szansy na tytuł mistrzowski. Takim składem ciężko, żeby coś ugrali.










