Landry Shamet to po Mikalu Bridgesie drugi zawodnik, który w ostatnich dniach otrzymał od Phoenix Suns propozycję wieloletniego kontraktu. Sytuacja ta stawia pod znakiem zapytania przyszłość Deandre Aytona, który nie dogadał się z władzami „Słońc” w sprawie przedłużenia swojej umowy.


Landry Shamet trafił do Phoenix Suns na początku sierpnia na zasadzie trójstronnej wymiany. W poprzednim sezonie 24-latek reprezentował barwy Brooklyn Nets, gdzie notował średnio 9,3 punktu, 1,8 zbiórki i 1,6 asysty na mecz, trafiając 40,8% rzutów z gry, w tym 38,7% zza łuku. Po przenosinach do Arizony obrońca niemal natychmiast udowodnił, że jego transfer był strzałem w dziesiątkę. Shamet świetnie prezentował się w meczach presezonu i może odegrać niezwykle istotną rolę w walce o obronę tytułu mistrza konferencji zachodniej.

Nie dziwi więc, że szefostwo „Słońc” ma co do Shameta ogromne oczekiwania. Zawodnik podpisał wczoraj czteroletnią umowę wartą 43 miliony dolarów. Jego dotychczasowy kontrakt (3,77 miliona dolarów za 2021/22) miał bowiem wygasnąć wraz z zakończeniem sezonu. Suns zyskali tym samym nie tylko świetnego zadaniowca na lata, ale wciąż zostawili sobie otwartą furtkę, by w odpowiednim do tego momencie wymienić przyjazny do transferu kontrakt Shameta.

Ogromne pieniądze, jakie kierownictwo Phoenix Suns przeznaczyło na przedłużenie Shameta (43 miliony) i Mikala Bridgesa (90 milionów) tym bardziej stawiają pod znakiem zapytania przyszłość Deandre Aytona. Środkowy „Słońc” od początku podkreślał, że spodziewa się maksymalnego przedłużenia. Strony nie doszły jednak do porozumienia, bo Robert Sarver – właściciel drużyny – nie zaproponował 23-latkowi tak ogromnych pieniędzy, co może oznaczać, że będzie on chciał zmienić niedługo klubowe barwy. W przyszłoroczne lato Ayton może stać się zastrzeżonym wolnym agentem.

Zdania analityków w kwestii Deandre Aytona są mocno podzielone. Część sugeruje, że jego obecność może okazać się kluczowa w dalszej walce o mistrzowski tytuł. Inni twierdzą z kolei, że 23-latek idealnie wpasował się w system gry Phoenix i rzeczywiście nie jest wart maksymalnego przedłużenia, tak jak inne gwiazdy z Draftu 2018, czyli m.in. Luka Doncić, Trae Young czy Shai Gilgeous-Alexander. Co ciekawe, w tym samym naborze do ligi z 26. numerem trafił właśnie Shamet.

W poprzednich rozgrywkach Ayton zdobywał średnio 14,4 punktu, 10,5 zbiórki, 1,4 asysty oraz 1,2 bloku na mecz, trafiając przy tym 62,6% rzutów z gry (4. wynik w całej lidze). W play-offach zanotował kilka niezwykle ciekawych występów jak Game 2 (24 punkty, 14 zbiórek, 12/15 z gry) czy Game 4 (19 punktów, 22 zbiórki) przeciwko Los Angeles Clippers bądź starcie numer 1 w wielkim finale z Milwaukee Bucks (22 punkty, 19 zbiórek, 8/10 z gry).





5 KOMENTARZE

  1. Zdrowy Davis i później Ganis pokazali mu ze jeszcze mu brakuje do nich i że nie jest w stanie jeszcze tych najlepszych bronić. Czy zasługuje na maksa? Nie zdecydowanie nie. Gdzie mu do Luki, Younga czy Shai.

  2. Szkoda, że nie osiągnęli porozumienia ale Ayton wszedł w rolę klauna cyrkowego. Dobrze że Suns odmówili pompowania jego ego. Wygląda jednak na to, że to był dramatycznie kiepski wybór draftowy. Może będzie z tego jeszcze jakiś dobry dla przyszłości Suns transfer.

  3. McGee wygląda co raz lepiej, podobnie jak Shamet – nie widać po nich że dopiero dołączyli do zespołu. To będą dwa solidne wzmocnienia. Ayton, sam meczu nie wygra – jak będzie pajacował, można spokojnie go odpalić (zrobić miejsce na inny wysoki kontrakt), a najlepiej dobrze wymienić.

  4. Bardzo dobry ruch Suns! Na pewno nie jest to gość na maksa – na razie. Ww. z jego draftu są dużo lepsi. Gość ma szansę na udowodnienie, że może osiągnąć poziom supergwiazdy. Jeśli to pokaże – dostanie dobrą umowę, jeśli nie to 80 mln/4 lata

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here