Wielu myślało, że Pascal Siakam będzie zawodnikiem, który poprowadzi zespół z Kanady jak najdalej w play-offach. Jednak rzeczywistość okazała się zupełnie odwrotna. Jeszcze podczas tych ośmiu meczów sezonu regularnego Kameruńczyk nie był sobą. Lider Raptors nie poprawił swojej gry również w play-offach. W defensywie jeszcze jakoś sobie radził, ale w ofensywie kompletnie mu nie szło, nie inaczej było wczoraj w decydujący starciu z Boston Celtics.


Kiedy wczoraj okazało się, że Raptors nie obronią wywalczonego rok temu tytułu, skrzydłowy wziął odpowiedzialność za wynik na swoje barki. – Muszę grać lepiej, to oczywiste. Jest to z pewnością nauczka na przyszłość, za każdym razem gry wychodzę na parkiet muszę być w stu procentach gotowy. Nie byłem w stanie pomóc kolegom, biorę winę na siebie – powiedział 26-latek.

W trakcie sezonu regularnego Siakam osiągał średnie na poziomie 23.6 punktu, trafiając 46% rzutów z gry i 36% prób zza łuku. Dało mu to występ w Meczu Gwiazd i usprawiedliwiało wysoki kontrakt, który podpisał minionego lata. Jednak tylko kiedy sezon został wznowiony, Siakam wyglądał jak cień samego siebie. W siedmiu tzw. „seeding games” Kameruńczyk rzucał średnio 17 punktów na blisko 40% skuteczności.

Jednak w serii Raptors statystyki te wyglądały jeszcze gorzej. W przeciągu siedmiu meczów Siakam rzucał średnio 15 punktów na mecz, trafiając 38% z gry, a jego celność rzutów za trzy była historycznie słaba. Skrzydłowy trafił w serii zaledwie 4 z 32 rzutów, co daje zaledwie 12.5% – najgorszy wynik w historii NBA wśród zawodników, którzy oddali przynajmniej 30 prób. Jego ogólny wynik w tym elemencie to drugi najgorszy wynik w historii play-offów (10/53 3PT – minimum 50 prób).

Jednak koledzy z drużyny i trener – Nick Nurse – nie byli dla 26-latka aż tak ostrzy: – Jestem z niego dumny, kocham go jak brata. Skoczyłbym za nim w ogień. Wiem, że nie zagrał na miarę oczekiwań, ale uwielbiam jego sposób, w jaki podchodził do każdego spotkania, zawsze na parkiecie zostawiał całego siebie. Nigdy nie narzekał, to świetny kompan z zespołu. Ciągle próbował, ale mało mu wychodziło, tak się zdarza, każdy przez to przechodzi – stwierdził Fred VanVleet.

Kolega z zespołu – Kyle Lowry – również miewał słabsze momenty w play-offach, ale w końcu udało mu się ustabilizować formę. Przyznał, że czytał wtedy wszystko na swój temat, niezależnie czy go chwalono czy ganiono. Używał tego jako motywację. – Przechodziłem przez to, co on. Zawsze może do mnie zadzwonić, nigdy nie powiem mu nic złego. Nie uważam, że zrobił cokolwiek źle, to dla niego kolejna lekcja. Pozwoli mu to stać się lepszym człowiekiem i lepszym koszykarzem. Nie będę zaskoczony jeśli w przyszłym sezonie wskoczy na jeszcze wyższy poziom – przyznał Lowry.

Nurse z kolei twierdzi, że Siakam musi jeszcze raz obejrzeć swoje występy w play-offach i wyciągnąć wnioski, które pozwolą mu jeszcze bardziej się rozwinąć. – Młody zawodnik cały czas musi pracować nad swoim ciałem i warsztatem koszykarskim. Tylko w ten sposób możesz zdobyć pewność siebie. Ciągły rozwój sprawia, że nie boisz podejmować się określonych decyzji na parkiecie. Pascal z pewnością sporo z tego wyniesie, przed zawieszeniem rozgrywek był niesamowity, potrafił w pojedynkę wygrywać dla nas mecze. Nie będę się dłużej nad tym wywodził, pandemia dotknęła każdego z nas w inny sposób – powiedział Nurse.

Siakam przyznał, że cały czas czuł wsparcie swoich kolegów z zespołu. – Słowa otuchy były dla mnie bardzo ważne. To z pewnością pomogło przetrwać mi ten trudny okres, to coś niesamowitego – zakończył 26-latek.


Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments