Seattle i Las Vegas to dwa główne miasta, które mają największe szanse na to, aby mieć nowe drużyny NBA. Formalnej decyzji jeszcze nie ma, ale Adam Silver jasno pokazał, kto jest dziś lepiej na to przygotowany. W Seattle mają gotową halę i miasto czekające na powrót SuperSonics. Las Vegas ma pieniądze, sportowy rozmach i wielkich inwestorów, ale wciąż nie wiadomo kto miałby ten klub zbudować i gdzie miałby grać.
NBA wciąż analizuje kandydatów na właścicieli, ich możliwości finansowe, wartość obu rynków, plany dotyczące hal oraz wpływ ekspansji na całą ligę. NBA nie musi jednak przyjąć dwóch nowych klubów jednocześnie. W 1995 roku liga liczyła 27 zespołów i dołączyły wtedy dwa zespoły z Kanady – Raptors i Grizzlies. W 2004 roku liga przyjęła jeden klub – Charlotte Bobcats. Asymetria w liczbie drużyn w konferencjach nigdy nie była więc problemem.
Problemem nie będzie też to, że obie drużyny będą z dalekiego Zachodu. Jeśli spojrzymy na mapę USA z zespołami NBA (to mapa z 2008 roku), to widać na niej, gdzie znajdują się poszczególne miasta, które miały w 2008 roku swoje kluby.
Las Vegas znajduje się w stanie Nevada obok Kalifornii. Dołączeniu dwóch zespołów z Zachodu nie będzie problemem, bo są aż trzy kluby, które pewnie chętnie przeniósłby się na Wschód. Zwróćcie uwagę, gdzie są na mapie znajdują się Nowy Orlean, Memphis i Minneapoli. Każde z tych miast mogłoby spokojnie grać we wschodniej konferencji i nawet pewnie by tak wolało.

NBA wciąż zastanawia się czy rozszerzenie NBA do 32 drużyn przyniesie dobry efekt dla ligi. Nawet jeśli są to miliardy dolarów do podziału dla NBA i pozostałych właścicieli klubów, to jednak czy nie okaże się, że poziom się obniży?
Pewnie nie wszyscy pamiętają, ale kiedy do NBA wchodzili Toronto Raptors i Vancouver Grizzlies (w 1995 roku), a potem Charlotte Bobcats (w 2004), to nie budowali swoich pierwszych składów tylko na drafcie i wolnych agentach. Doszło wtedy do „draftu rozszerzonego” (Expansion Draft). Wyglądało to tak, że pozostałe kluby „blokowały” ośmiu zawodników ze swoich składów, a nowe drużyny czy drużyna, mogły wybierać z pozostałych graczy.
W ten sposób do Toronto trafił B.J. Armstrong z Chicago Bulls, a Vancouver Gregg Anthony z New York Knicks. Bobcats postawili za to na Geralda Wallace’a, który szybko stał się jednym z liderów drużyny.
Teoretycznie rozszerzenie NBA w danym roku o jedną drużynę, a potem o drugą za kilka lat, dałoby obu tym zespołom większe szanse na zbudowanie lepszego pierwszego składu. Ciekawe czy to też jest element, który bierze pod uwagę Adam Silver.
Za dołączeniem Seattle przemawia fakt, że to miasto, które przez ponad 40 lat miało drużynę NBA. Nawet 1979 zdobyli mistrzostwo, ale w 2008 roku przeniesiono klub do Oklahoma City – tak to dzisiejsi Thunder.
Utrata SuperSonics była dla mieszkańców ogromnym ciosem, a w społeczności NBA na całym świecie panuje ogromny sentyment do tego zespołu. Dlatego powrót Sonics do NBA byłby wyjątkowy. Mówimy tu o odzyskaniu marki, historii i kibiców, którzy przez niemal dwie dekady czekają na SuperSonics.
Największym praktycznym atutem Seattle jest jednak ich hala Climate Pledge Arena. Jest to nowoczesna hala, która została gruntownie przebudowana. Grają w niej Seattle Kraken z NHL oraz Seattle Storm z WNBA. Obiekt spełnia standardy potrzebne klubowi NBA i nie wymaga wieloletniej walki o lokalizację, finansowanie czy zgody na budowę.
– Gdybyśmy mieli ruszać za pięć tygodni, moglibyśmy być gotowi w Seattle – powiedział Adam Silver. To pokazuje, że w przekonaniu komisarza NBA miasto jest gotowe na powrót SuperSonics, a to w rozmowach o ekspansji duża przewaga. Oczywiście ważne jest kto będzie właścicielem, czy też jaka to grupa inwestorów będzie, ale najważniejsze, że jest gotowa infrastruktura, są kibice i miasto marzące o powrocie na mapę NBA.
W Las Vegas, sztucznym mieście na pustyni, stolicy hazardu, zespół NBA na stałe, to już nie jest takie naturalne. Oczywiście sytuacja się też zmieniła przez ostatnie lata, bo w Las Vegas grają Las Vegas Raiders z NFL, Vegas Golden Knights z NHL oraz Las Vegas Aces z WNBA. Miasto regularnie organizuje Ligę Letnią NBA, wielkie gale bokserskie, walki UFC, wyścigi Formuły 1 i najważniejsze wydarzenia rozrywkowe w Stanach Zjednoczonych. Wcześniej było sporo obaw, że zespół w mieście, którego głównym źródłem utrzymania są kasyna, hotele i imprezy może uderzać w wizerunek i wiarygodność ligi.
Teraz już Las Vegas nie musi udowadniać, że potrafi przyciągnąć sport, sponsorów i wielkie pieniądze. Musi jednak przedstawić NBA konkretny, gotowy projekt. – W przypadku Seattle nie było aż tyle dyskusji. W Las Vegas nie jest jeszcze jasne nawet to, gdzie klub miałby grać – przyznał Silver.
Las Vegas może korzystać z istniejącej T-Mobile Arena na pewnym etapie projektu, ale w dłuższej perspektywie NBA chce jednak wiedzieć, gdzie stanie nowa hala, „dom” nowej drużyny, kto za niego zapłaci i jaka grupa właścicielska będzie stała za tym przedsięwzięciem.
Niektórzy twierdzą, że klub NBA w Las Vegas mógłby być jednym z najcenniejszych aktywów ligi. Miasto przyciąga turystów, ma ogromną rozpoznawalność, dynamicznie się rozwija i potrafi sprzedawać wydarzenia jak mało które miejsce na świecie. Problem jednak w tym, że to miasto dla przyjezdnych, którzy odwiedzają je na chwilę, żeby się zabawić. Trudno będzie tam zbudować wizerunek oparty na prestiżu i oddanej grupie fanów. Może się okazać, że to będzie sztuczny twór, ze sztuczną atmosferą i przypadkowymi kibicami, którzy między wieczorną imprezą, a ruletką czy pokerem, dostali od hotelu darmowe bilety na mecz.
Wydaje się więc, że Seattle jest gotowe już teraz, a na Las Vegas możemy jeszcze chwilę poczekać. Nie oznacza to, że obie drużyny nie znajdą się w końcu w NBA. Po prostu powrót Seattle do tego grona może okazać się szybszy. NBA nie wyklucza też jednak scenariusza, że to Sonics będą musieli poczekać na zespół z Las Vegas, bo liga będzie chciała dodać dwa kluby w tym samym roku.
Szukasz ciekawych artykułów? Co powiesz na lekcję geografii z NBA?
Więcej moich tekstów znajdziesz tutaj. Jestem też na Twitterze oraz Instagramie.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie? Kliknij tutaj i dołącz do obserwowania go, by nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA! A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam, zapraszamy!









