Matt Thomas – spiker Houston Rockets próbował w podobnym tonie i z taką samą intonacją wypowiedzieć nazwisko Jamesa Hardena jak robił to przez osiem ostatnich lat w trakcie spotkań w Toyota Center. Jednak w nocy z środy na czwartek okoliczności były zupełnie inne – Harden przyjechał do hali Rakiet, aby w barwach Brooklyn Nets złoić skórę swojej byłej drużynie. Fani przywitali go w zupełnie różny sposób – jedni go oklaskiwali, drudzy buczeniem i gwizdami.

Spodziewałem się, że reakcje kibiców mogą być różne, ale ja po prostu chciałem tu przyjechać i dać im show – powiedział MVP sezonu regularnego za rozgrywki 2017-18. Brodacz nie zawiódł i zanotował, rutynowe już dla siebie, 29 punktów 10 zbiórek i 14 asyst i poprowadził Nets do przekonującej wygranej 132:114. Dla Hardena było to ósme triple-double w 23 występach w stroju Nets – zespół z Nowego Jorku wygrał 10 z ostatnich 11 spotkań.

Dla ekipy z Teksasu była to z kolei 13 kolejna porażka – najdłuższa seria klubu w ostatnich dwóch dekadach. Rockets mieli do dyspozycji zaledwie ośmiu zdrowych koszykarzy. – Styl w jaki przegrywaliśmy jest fatalny. Zdecydowanie potrzebujemy przerwy, aby oczyścić myśli, znaleźć naszą tożsamość, wrócić do pełni zdrowia. Nie pamiętam, kiedy ostatnio mieliśmy do dyspozycji pełny skład. Dzisiaj była nas ósemka, ale dalej walczyliśmy, tego nie można nam odmówić i za co należy się pochwała – powiedział rozgrywający Rakiet, John Wall.

Mała grupka kibiców buczała na Hardena na początku meczu za każdym razem, gdy miał piłkę w rękach. Chcieli oni w ten sposób wyrazić dezaprobatę dla stylu, w jakim zawodnik wymusił wymianę do Nets. – Kiedy wchodzę na parkiet nie liczy się dla mnie nic innego jak wygrana. Nie martwią mnie sprawy niezwiązane z koszykówką – dzisiaj myślałem tylko o tym, co zrobić, aby odnieść zwycięstwo. Nie zamierzałem robić niczego, co wykraczałoby poza moją naturę – dodał Harden.

Sami Rockets, jako organizacja, dali Hardenowi ciepłe przywitanie, a sam zawodnik urządził sobie krótkie pogawędki z niektórymi zawodnikami i członkami sztabu szkoleniowego. Rockets przygotowali również wideo na cześć Hardena, które zostało odtworzone w trakcie pierwszej przerwy na żądanie – znalazły się w nim najlepsze zagrania Brodacza z czasów gry w Rakietach i jego działalność charytatywna.

Widać, że wiele to dla niego znaczyło, to dla niego wyjątkowe miejsce. Houston wiele dla niego znaczy – miasto, klub, wszystko, co tutaj osiągnął. Wiem, że był to dla niego ważny mecz i cieszę się, że zagrał na odpowiednim poziomie – przyznał trener Nets, Steve Nash. Harden przyznał, że z internetu dowiedział się o planach właściciela Rockets, który chce, aby koszulka z numerem 13 i nazwiskiem „Harden” zawisła pod kopułą Toyota Center.

Moja reakcja była pozytywna, oznacza to, że zrobiłem coś dobrego. Ostatecznie nie udało się dostarczyć mistrzostwa, ale praca włożona przeze mnie na, jak i poza parkietem była najwyższych lotów. Wydaje mi się, że jedyne, czego nie udało mi się tutaj osiągnąć to mistrzostwo, a jest to bardzo trudna rzecz. Jednak zawsze chciałem sprawić radość kibicom, spowodować, że ich życie będzie choć odrobinę lepsze – zakończył Harden.




ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here