Ostatnie lata Kobego Bryanta w trykocie Los Angeles Lakers na pewno nie przejdą do historii jako szczególnie szczęśliwe dla niego i dla zespołu. Ekipa z LA utknęła w przebudowie i długo nie potrafiła sobie z tym zadaniem poradzić. Dlatego też Kobe nie miał żadnych skrupułów. 

Sezon 2014/2015 był jednym z najgorszych w historii Los Angeles Lakers. Zespół wygrał tylko 21 meczów, a Kobe Bryant długo nie mógł odzyskać formy przez rehabilitację zerwanego ścięgna Achillesa. Na domiar złego pojawił się uraz barku, który także mocno ograniczał jego możliwości. Bryant rozegrał w tamtym sezonie zaledwie 35 meczów notując średnio 22 punkty na skuteczności 38% z gry. Nic nie układało się po jego myśli.

Zbliżał się ostatni dzień zimowego okienka transferowego. Biorąc pod uwagę słabe wyniki drużyny, można było oczekiwać, że wkrótce dojdzie do kilku kluczowych ruchów, które przygotują Lakers na zmiany w trakcie off-season. Pewnego dnia Bryant rehabilitując kontuzjowany bark, pojawił się w ośrodku treningowym zespołu. Historię przytoczył Jeremy Lin, wówczas zawodnik Jeziorowców. – Przyszedł ubrany w dres. Na ramieniu miał temblak, na oczach swoje ciemne okulary – zaczyna Lin.

Nagle Carlos Boozer zaczął coś do niego mówić, że dobrze go widzieć, bo dług go nie było. Spytał wtedy, czemu przyszedł akurat dzisiaj? Kobe bez okazywania jakichkolwiek emocji na twarzy odparł: Przyszedłem się pożegnać z niektórymi słabeuszami, którzy jutro zostaną wytransferowani. Nieprzejęty niczym, usiadł przy stoliku, gdzie kontroluje się tablice z wynikami. Zamienił kilka słów z trenerem i poszedł. Pamiętam, że jeden z moich kolegów powiedział tylko: straciłem całą motywację do pracy – dodaje Lin.

Taki był Kobe, zwłaszcza w momencie, w którym nic nie wskazywało na to, że wkrótce wróci do rywalizacji z ligową czołówką. Niestety do końca kariery jego Lakers tułali się po ogonie zachodniej konferencji. Co ciekawe, zimą 2015 roku nie dokonali żadnego transferu, więc złowieszcza zapowiedź Bryanta nie przełożyła się na działania klubu. Losy Lakers odmieniło dopiero przyjście LeBrona Jamesa i następnie połączenie jego sił z Anthonym Davisem.