Los Angeles Clippers po trzech meczach serii z Dallas Mavericks mają prowadzenie 2-1, lecz martwić może słaba gra Paula George’a, który ma problemy z trafianiem do kosza. Skrzydłowy bagatelizuje jednak swoje kłopoty i odgryza się krytykom.


Playoff P wciąż nie pojawił się w bańce. Paul George sam nadał sobie kiedyś taki przydomek, ale na razie robi to mu więcej złego niż dobrego, tym bardziej biorąc pod uwagę jego słabą dyspozycję w Orlando. – Nie możesz o sobie tak mówić i cały czas przegrywać… Na mnie nikt nie mówi „Mistrzowski Chuck” – w jak zwykle barwny sposób stwierdził Charles Barkley. I rzeczywiście, trudno się z nim nie zgodzić, gdyż PG13 kolejny już rok prezentuje mocno nierówną formę w najważniejszych momentach sezonu.

Tym razem nie przekłada się to jednak na wyniki zespołu, bo Clippers prowadzeni przez Kawhi Leonarda wygrywają 2-1 w serii z Dallas Mavericks, choć oczywiście grałoby się im dużo lepiej, gdyby George trzymał dobry poziom. W meczu numer trzy zdobył zaledwie 11 oczek, pudłując 13 ze swoich 16 prób. W dwóch ostatnich meczach łącznie George trafił tylko siedem z 33 rzutów, w tym zaledwie trzy z 18 trójek. Z pewnością jest to więc powód do zmartwień dla kibiców drużyny z Los Angeles.

Ale sam zainteresowany się nie martwi i odgryza się krytykom. – Ja nie jestem James Harden – mówi i wskazuje, że prócz zdobywania punktów może pomóc swojemu zespołowi także na wiele innych sposobów. W czwartek dołożył więc dziewięć zbiórek oraz siedem asyst. Zawodnik ma wsparcie w swoich kolegach, którzy wierzą, że uda mu się wrócić do dobrej formy strzeleckiej. Na razie pierwsze skrzypce gra jednak Kawhi, który po trzech meczach notuje średnio 33.3 oczka przy ponad 50-procentowej skuteczności.

Follow @PROBASKET





1 KOMENTARZ

  1. Oczywiście to niepokojące, że podczas PO wpadł w taki dołek, ale warunki są dość nietypowe. Oby szybko się rozkręcił, kiedy dobrze „trybi” to jest niesamowity.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj