Teoretycznie Jalen Duren chce grać w Pistons, a klub z Detroit wiąże z nim swoją przyszłość i nie chce go oddawać do innego zespołu. Obie strony chcą dalszej współpracy, ale nowe informacje ESPN pokazują zasadniczy problem. Klub proponuje mu 175 mln dolarów za pięć lat gry, a Duren oczekuje umowy przekraczającej 200 mln. Różnica wynosi podobno około 25 mln dolarów. Pistons nie chodzi tylko o pięć milinów rocznie. Chodzi o cenę jaką przyjdzie im zapłacić za swoje młode gwiazdy w najbliższych latach.
Jalen Duren po wyborze do trzeciej piątki NBA może formalnie podpisać z Detroit Pistons pięcioletnią umowę wartą aż 287 mln dolarów. Tego wariantu jednak nikt w Detroit nie rozważa poważnie. Według Tima MacMahona z ESPN, Pistons oferują kontrakt w granicach 35 mln dolarów rocznie, czyli około 175 mln za pięć lat. Obóz zawodnika chce kwoty przekraczającej 40 mln za sezon. To oznacza ponad 200 mln dolarów w całej umowie.
To ważne informacje, bo wcześniej dużo na ten temat spekulowaliśmy i podejrzewaliśmy o jakich kwota może być mowa. 35 mln dolarów za sezon to kwota, która stawiałaby Durena w grupie najlepiej opłacanych środkowych w NBA. Zawodnik chce więcej. Klub mówi jednak wprost: nie zapłacimy ceny maksymalnego kontraktu za gracza, który ma dopiero 23 lata, jeden wybór do Meczu Gwiazd, jeden dobry sezon i fatalne play-offy.
Tutaj klub może przedstawić konkretne argumenty w postaci statystyk. Duren był świetny w sezonie zasadniczym: 19,5 punktu, 10,5 zbiórki i 65% z gry. Jednak gdy przyszły play-offy, jego liczby spadły do 10,2 punktu, 8,5 zbiórki i 51% z gry. To właśnie ten kontrast opisywałem już w naszym poprzednim artykule o sytuacji Durena i Pistons. Dzisiaj w końcu poznaliśmy opinie obu stron – jakie są oczekiwania zawodnika i jaka jest gotowość klubu.
Na pierwszy rzut oka różnica kilku milionów w każdym sezonie nie wygląda aż tak dramatycznie. Przy pięcioletnim kontrakcie robi się jednak z tego co najmniej 25 mln dolarów, a to sprawia, że zupełnie inaczej konstruuje się budżet drużyny.
Detroit Pistons mają dziś około 36,5 mln dolarów miejsca do progu podatku od luksusu, zanim policzy się nową umowę Durena. Nie są więc drużyną, która musi ratować się przed second apron już tej jesieni. Chodzi jednak o to, że Pistons patrzą dalej. Ausar Thompson też wchodzi w ostatni rok debiutanckiej umowy i może podpisać przedłużenie. Cade Cunningham ma już zagwarantowane duże pieniądze jako lider i przyszłość zespołu. Może być też tak, że patrząc na to co się stało z Oklahoma City Thunder, Pistons po 60 wygranych meczach w sezonie nie chcą za dwa lata wybierać między utrzymaniem własnych zawodników, a dokładaniem wartościowej rotacji. W Detroit liczą, że ich zespół będzie w czołówce Wschodu przez najbliższych kilka lat. Może się jednak okazać, że jeśli teraz wysokie kontrakty obok Cunninghama będą mieli też Duren i Thompson, to za chwilę będzie trzeba inaczej budować skład i jak w przypadku OKC może zabraknąć miejsca dla wartościowych zmienników, którzy są potrzebni każdej drużynie walczącej o wysokie cele.
Duren może zaryzykować
Duren ma jedno narzędzie, z którego może skorzystać, ale może być ono bardzo ryzykowne. Może podpisać roczną ofertę kwalifikowaną za 9,6 mln dolarów. Wtedy za rok zostałby niezastrzeżonym wolnym agentem i Detroit straciłoby prawo do wyrównania propozycji innych klubów.
Finansowo jest to potężne ryzyko. Jeżeli dziś odrzuciłby pięć lat i około 175 mln, po sezonie 2026/27 musiałby dostać czteroletnią umowę wartą ponad 165 mln tylko po to, by zrównać się z tą ofertą po doliczeniu 9,6 mln z nadchodzącego roku. A przecież nie opłaca się tak ryzykować, by ostatecznie wyjść na zero.
Dureń może też oczywiście żyć w przekonaniu, że za rok ktoś mu zaproponuje jeszcze więcej i wyjdzie na plus, ale nie tacy jak on przejechali się na… co tu dużo mówić – chciwości. Pisałem ostatnio, że w NBA jak proponują dużą kasę, to się ją bierze, bo podobna szansa może nigdy nie nadejść. Tutaj jest o tym cały artykuł, który polecam, bo mówi o tym jak ważny jest „tajming” i okoliczności, dany moment.
W innych okolicznościach Duren mógłby jeszcze liczyć na „sign-and-trade” jak to było w przypadku Paytona Watsona z Denver Nuggets, który dzięki temu trafił do Cleveland Cavaliers. Na rynku aktualnie nie ma jednak klubów, które zmieściłyby jego umowę i jednocześnie potrafiły zaoferować w zamian pakiet, który Pistons uznaliby za atrakcyjny. To daje klubowi przewagę, ale te rozmowy nie mogą trwać w nieskończoność. Za chwilę rozpoczną się przygotowania do nowego sezonu. Ważne, żeby na obozie zespół był w komplecie.
Można też zakładać, że te informacje o kwotach, których oczekuje zawodnik oraz które chce zaproponować klub, zostały podane przed media po to, aby obie strony doszły w końcu do porozumienia i znalazły kompromis. Czy takim kompromisem będzie kwota zbliżona do 185-190 mln za 5 lat? Czy jednak któraś ze stron będzie się upierać przy swojej kwocie? Wiemy jedno – podpisanie umowy kwalifikowanej przez Durena będzie ogromnym ryzykiem, bo w przypadku kontuzji lub słabszego sezonu, może się okazać, że za rok nie ma co liczyć nawet na połowę tej kwoty, którą dziś proponują Pistons.
Spodobał Ci się jakiś artykuł na PROBASKET? Poleć go znajomym!
Więcej moich artykułów znajdziesz tutaj. Jestem też na Twitterze oraz Instagramie.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google
Jeśli interesuje Cię wątek zarobków w NBA i dlaczego jeden zawodnik zarabia 5 mln, drugi 25 mln a trzeci 45 i dlaczego między wydawałoby się podobnymi graczami jest czasami tak duży rozstrzał, to polecam mój artykuł sprzed kilku dni, w którym opisuję jak ważny jest „tajming”, czyli okoliczności i właściwy moment.










